Szkoła SuperBabci i SuperDziadka żegna się!

„Uczymy się nie dla szkoły, lecz dla życia” /Seneka Młodszy/

Wszystko co się zaczęło musi się skończyć.

Tyle tylko, że zanim coś się skończy następuje podsumowanie tego co minęło aby nadać mu kształt, charakter, przewodnią myśl na przyszłość, można to porównać do wyłuskania ziarna z dojrzałego już kłosa pod nową uprawę…

Szkoła SuperBabci i SuperDziadka na warszawskim Ursynowie pierwsze swoje spotkanie odbyła 29 marca 2014, a ostatnie 6 grudnia 2014 roku. Spotkania odbywały się co tydzień, nie wliczając świąt i okresu wakacji.

O ile na pierwszym spotkaniu wszyscy ci, którzy postanowili zostać SuperBabciami i SuperDziadkami, byli leciutko stremowani tak z czasem liczna grupa, która już od pierwszego spotkania przyjęła zasadę mówienia sobie po imieniu, uchwaliła „kodeks honorowy” i ściśle się go trzymała choć w zasadzie nie był on potrzebny kiedy spotykają się ludzie na najwyższym poziomie, z czasem okazała się być tak zintegrowana, coraz bardziej swobodnie porozumiewająca się ze sobą, zaangażowana autentycznie w zajęcia, z ciekawością i radością przyjmująca kolejne tematy, czująca się swobodnie i tryskająca energią, humorem, wyobraźnią, zacięciem teatralnym i literackim gdy przyszło do tworzenia samodzielnie scenek z bajek, opowiadania ich według swojego pomysłu, a także napisania ich i narysowania, bez trudu powstawały małe arcydzieła w postaci zabawek, a także nie było skrępowania kiedy trzeba było zatańczyć tańce amerykańskie, irlandzkie i każdy każdemu pomagał zapamiętać wszelkie związane z tym kroki taneczne!

Szkoła przewartościowała pojęcia „babci” i „dziadka”. Kojarzą się bowiem one wciąż jeszcze z kimś mocno już starszym, nieraz niedołężnym, kochającym wnuki, ale nie mogącym im wiele dać oprócz prezentów z okazji urodzin lub pod choinkę, czasem jeszcze opowiadaniem bajek, ale to takich z zamierzchłych czasów… A tymczasem….

Tak, tymczasem nadchodzi nowa epoka, epoka babć i dziadków wciąż ciekawych świata, dbających o swoje zdrowie, a tym samym o kondycję fizyczną, mających mnóstwo zainteresowań, którzy po przejściu na emeryturę mogą je z powodzeniem realizować i mają o wiele więcej czasu wolnego niż ich zapracowane, dorosłe, dzieci. Komu zatem mogą zaofiarować swoją energię i całe bogactwo życiowego doświadczenia? Kogo dobrać sobie za towarzyszy wolnych chwil? Oczywiście, że własne wnuki, te najbardziej chłonne, czyste umysły, które aż się proszą o „zagospodarowanie” !

Ale żeby wiedzieć jak w tak zmienionym świecie jaki nastał rozmawiać z nimi, wspólnie spędzać czas, darzyć ich mądrą miłością nieocenione okazały się zajęcia jakie przygotowała Szkoła SuperBabci i SuperDziadka.

Zmieniły się bowiem czasy kiedy miało się swoje dzieci. Bo czy były kiedyś tablety i smartfony, na których teraz już parolatkowie śmigają jakby się z nimi urodzili, a dziadkowie patrzą niemal z trwogą jak na urządzenia nie z tego świata? Nowoczesność w technice dookoła zatacza coraz szersze kręgi, trzeba odnaleźć się w niej wraz z naszymi maluczkimi…

Jesteśmy nieraz zanadto bezpośredni w zachowaniach, ale czy to oznacza, że każdy może „wchodzić nam na głowę”, a szczególnie nasze ukochane wnuki? Dlatego potrzebne jest stawianie granic, nie tylko naszym wnukom, ale i innym , także samym sobie…

Jak wyrażać uczucia kiedy komputer zaczyna zastępować najbliższych ? Jak wytłumaczyć wnukom, że gra w internecie to jedno, a życie to drugie ? Jak być asertywnym i umieć powiedzieć „nie”, ale tak aby nie obrazić, nie spowodować wrogości, trudnej potem do naprawienia ?

Kusi naszych milusińskich tyle batoników, słodkich napojów w ślicznych, plastikowych butelkach, jak wytłumaczyć, że to szkodliwe i tuczy i na nic zdadzą się potem dorastającej panience diety odchudzające… Że zdrowe odżywianie na czym innym polega…

A kiedy zostajemy sami z maluchem, który zachowuje się tak jakby go ktoś skrzywdził, widzimy pierwsze oznaki, że nie wierzy w siebie jaką bajkę mu opowiedzieć, po której zrozumie i uwierzy, że jest świetny, dobry i mądry…? A kiedy na odwrót, zaczyna pięknie malować, jak rozpoznać, że są to oznaki już malarskiego geniuszu? A kiedy pada deszcz, jest ponuro i jesiennie jak wyczarować z kawałeczka materiału, waty, czy papieru coś wesołego co swoim kolorem i kształtem rozweseli cały pokój? Jaką bajeczkę kupić, która akurat jest najwartościowsza wśród nowości?

A my sami, nasze stosunki z teściowymi, synowymi, zięciami, nasze zdrowie i nasza rozrywka, nasz ładny, zadbany wygląd, piękno ciała i duszy które emanują kiedy zaczynamy tańczyć choćby w skromnej salce, ale już wtedy krew zaczyna prędzej krążyć i ubywa nam lat…

Ponadto sama nazwa „Szkoła”, to, że jesteśmy w szkole…. Siedzimy po dwie w ławkach, już porobiły się pary koleżanek, ta siedzi z tą, a tamta czeka kiedy przyjdzie jej towarzyszka, czujemy się jak kiedyś w klasie, szepczemy sobie coś w tajemnicy na ucho, pani prowadząca wykład nas ucisza, jesteśmy znów niesfornymi uczennicami, chętnie by się coś porozrabiało, umawiamy się na następne spotkanie, czekamy na nie z utęsknieniem, witamy się wesoło, podajemy sobie kartki, kredki, nożyczki, wełnę i inne materiały kiedy coś robimy, nikt nikogo nie krytykuje, chwalimy się nawzajem, pokazujemy sobie nasze małe arcydzieła, podziwiamy fantazję i wyobraźnię, która naprawdę zaskakuje pomysłowością, jesteśmy znów w szkole, a ucząc się mamy wrażenie, że wszystko jest jeszcze przed nami…

Zostaje nam z naszych spotkań w Szkole SuperBabci i SuperDziadka na warszawskim Ursynowie moc pięknych wrażeń , dobrej energii i tyle nauczyliśmy się! Niech teraz to przeobraża nasz świat i ubogaca świat naszych wnuków!
Może na koniec troszkę nostalgii słowami Juliana Tuwima?
„Szkoło! Szkoło!
Gdy cię wspominam
Tęsknota w serce się wgryza
Oczy mam pełne łez!

Do dziecka z sercem, do teściowej z uczuciem…

„Wychowanie to rzecz poważna i musi się w nim mieszać przykrość z przyjemnością”.

„Kara jest także rodzajem lekarstwa”. Arystoteles /384 p.n.e. – 322 p.n.e./

Bardzo lubimy gdy dzieci są grzeczne.

Ale życie byłoby zbyt proste gdyby małe dzieci już wiedziały co wolno, a co nie, skoro nawet my dorośli popełniamy w tym względzie nieraz niezgorsze gafy. Niemniej jednak o ile my mamy świadomość konsekwencji naszych czynów, a przynajmniej powinniśmy mieć, tak dzieci ciągle uczą się życia, ciągle doświadczają nowych sytuacji, tych dobrych i tych złych, i reagują na nie w sposób im tylko właściwy. A zatem my dorośli musimy im pokazać, powiedzieć, nauczyć jak należy postępować, na czym polegają zasady współżycia społecznego jako, że wszyscy żyjemy w społeczeństwie od najmniejszej komórki poczynając jaką jest rodzina…

„Kary i pochwały” – tak brzmiał temat, ostatniego już, niestety, warsztatu, w tej edycji Szkoły SuperBabci i Superdziadka na warszawskim Ursynowie, który bardzo ciekawie poprowadziła Anna Owczarska – Osinska. Bo właśnie poprzez system kar i pochwał możemy uzmysławiać dzieciom co wolno, a co nie, jak należy się zachowywać i co może być kiedy świadomie będą łamać określone zasady postępowania.

Jaka jest zatem funkcja kary? Kara ma na celu poprawienie zachowania, pokazania różnicy między dobrem a złem, prowadzi do przemyśleń i zmiany, także do ochrony przed niebezpieczeństwem, wpaja zasady.

Bardzo ważne jest aby karząc nie naruszyć godności dziecka, żeby nie zrobić mu krzywdy tylko poprzez nią uświadomić na czym polegało jego niewłaściwe zachowanie. Przećwiczyliśmy to na odpowiednich, rozdanych nam, materiałach a także poprzez scenki sytuacyjne. Oto jedna z nich: rodzice wyszli do kina, powiedzieli dzieciom, że wrócą o godzinie 22-giej i o tej porze mają już spać i ma być posprzątane. Oczywiście nic z tych rzeczy nie zostało zrobione, dzieci bawiły się w najlepsze … I tutaj nasza reakcja: pytanie dlaczego nie zastosowały się do tego o co je prosiliśmy, wyrażenie, że jest nam przykro, a także, niestety, za nieposłuszeństwo kary…. A odczucia dzieci ? Odczuwały niesprawiedliwość i bunt, także wstyd i poczucie winy, wyrzuty sumienia, zaskoczenie, niezadowolenie, złość…

Każde dziecko jest inne i inaczej należy do niego podchodzić. Należy mu podpowiedzieć jak naprawić zło, powiedzieć mu o swoich uczuciach i oczekiwaniach, sprawić aby poczuło się odpowiedzialne za to co zrobiło, ustalać zasady np. przed pójściem do sklepu, a potem egzekwować je, dajemy dziecku ultimatum, żeby wybrało co chce robić, a potem trzymało się określonych reguł i ustaleń…

Oczywiście o wiele przyjemniejszym sposobem wychowywania są pochwały. Nie zawsze jednak jesteśmy do nich skłonni. Dlaczego? Bo sami w dzieciństwie mało byliśmy chwaleni albo skąpimy im dzieciom bo stawiamy im większe wymagania, boimy się, że osiądą na laurach, bywa też tak, że skoro my byliśmy mało chwaleni to za to na odwrót nie szczędzimy pochwał naszym dzieciom i dajemy im ich o wiele więcej niż potrzebują naprawdę… O ile jednak kara ma działanie odstraszające tak pochwała niesie pozytywne wzmocnienie zachowania dziecka…

Chwalenie jednak powinno być też umiejętne. Kiedy dziecko przyniesie nam rysunek powiedzenie ogólnikowe, że ładny, nie jest pochwałą, która by je satysfakcjonowała, natomiast zwrócenie uwagi na jakiś szczegół w rysunku, np. że „te płatki kwiatka świetnie narysowałeś” to jest to, bo to będzie znaczyło, że przyglądnęliśmy się rysunkowi, poświęciliśmy mu uwagę, a tym samym uwagę pracy dziecka…

Pochwała mobilizuje do dalszego wysiłku, wzrasta samoocena dziecka, dzięki pochwałom dzieci w przyszłości będą odważniejsze, bo serce zawsze sercem się zwraca…

O ile do dzieci należy podchodzić z sercem o tyle do teściowej z… uczuciem.. Mówiąc o uczuciach zazwyczaj mamy na myśli uczucia dobra, sympatii, szacunku, ale tutaj sprawa może być przewrotna bo uczucia to też złość, niechęć, nienawiść… Żeby jednak górę brały te pierwsze, a nie te drugie należy zadbać o nie… Jak być dobrym teściem/teściową ? O tym powiedziała nam Magdalena Stankowska, która już raz nam temat ten przybliżyła. A zaczęła od tego jak zwracać się do rodziców partnera, do królującej w żartach i kawałach mimo anielskiej duszy uciążliwej „teściowej”? Badania wykazują, że jeśli chodzi o formalne związki to w 75% przypadków jest to jednak „mama”, w 10% forma bezosobowa, ok.10% po imieniu, „babcia”, „pani”, „pan”, rzadziej…. W przypadku kiedy związek jest nieformalny i młodzi chcą żyć bez ślubu całe życie nie ma jednego modelu, każdemu odpowiada co innego, nie ma tutaj jednego wzorca. Zasadą ogólną dla obu związków jest, że to starsze pokolenie powinno decydować jak będziemy ich nazywać.

Co jest najtrudniejsze w relacji synowej i teściowej? Różne poglądy na wychowanie dzieci, na ich żywienie, na sposoby spędzania czasu z nimi, troska o ich usamodzielnianie, ubieranie, o równe traktowanie rodzeństwa, kwestie zdrowotne/ szczepienia/, za dużo zabawek, zabobony. Wg badań 64 % nie kłóci się z teściową, w 26% konflikty są na temat wychowania dzieci, 12% to różnice światopoglądowe, 11 % różnice na temat prowadzenia domu, 11% różny styl życia…

Co zrobić aby te problemy rozwiązywać aby było to dobre dla obu stron?

Pod uwagę powinno być brane przede wszystkim dobro dziecka, uświadomienie sobie, że to rodzice są odpowiedzialni za wychowanie dziecka, że to ich głos jest decydujący, obie strony powinny rozmawiać ze sobą, kiedy zaś zdarzy się, że ktoś nie tak postąpił przyznać się, zyskuje się wtedy dużo aprobaty. Ponadto dziadkowie nigdy nie powinni podważać w oczach dziecka autorytetu rodziców…

Wszystko zależy od dobrej woli obu stron, kiedy jest dobrze zyskuje się dodatkowego sprzymierzeńca naszego życia, a kiedy bywa, że trudno jednak nawiązać serdeczną nić, wtedy najlepiej oddalić się, choć nie jest to takie łatwe jak w tym żarcie : „Po kłótni małżeńskiej żona mówi do męża : Jeszcze dzisiaj wyjeżdżam do mamusi i możesz być pewny, że wrócimy!”

Prace ręczne

Dawno, dawno temu był w szkole podstawowej przedmiot, który nazywał się „prace ręczne”.

Potem zdaje się przemianowano go na „zajęcia techniczne”, jak jest teraz nie wiem, ale za rok kiedy moja wnuczka pójdzie do szkoły będzie się także dla mnie odkrywał rok po roku nowy rozdział przedmiotów do nauki w szkole.

Jedni ten przedmiot lubili, inni nie, w zależności od tego jakie kto miał zdolności manualne, cierpliwość i czy w razie czego mógł oczekiwać już w domu … pomocy rodziców. Z takiej pomocy ja skorzystałam co skończyło się dla mnie dyshonorem, wstydem i ogólnym poczuciem klęski życiowej.

Otóż dziewczynki na tej lekcji miały nauczyć się wyszywać dziurki. Nie jest to łatwa sprawa, nitka plątała się, wiązała nie wtedy kiedy trzeba, dziurki, albo stawały się malutkie jak oczka myszki to znów rozciągały się jak ziewający kot ! Kto nie dokończył na lekcji swojego „arcydzieła” ten miał dokończyć w domu.

Moja dziurka wybitnie jakoś mi się nie udała więc moja mam, która miała złote ręce i do haftowania i do szycia i do gotowania, wszystko to robiła pięknie, kierując się dobrem matczynego serca i znając moje ambicje gdzie wszystko miało być na „piątkę” co w miarę dorastania i odkrywania uroków życia także poprzez pierwsze zaciągania się dymkiem z papierosa i wspólnego ze swoją paczką koleżanek i kolegów pociągania pierwszych łyków tak zwanego „jabcoka” w legnickim parku, na jakiś czas mi przeszło, ale wtedy inny stopień był nie do pomyślenia … Mama posadziła mnie obok siebie abym patrzyła, ale to jej wprawne i zwinne palce wyczarowały dziurkę jak marzenie…

Na następnej lekcji dostałam oczywiście wielką piątkę i takąż sama pochwałę aby za chwilę stoczyć się na samo dno hańby ! Otóż nagle pani nauczycielka wpadła na szatański dla mnie pomysł – wyciągnęła z torby swoją bluzkę, którą sama sobie szyła i uznała, że skoro tak pięknie umiem wyszywać dziurki to może w czasie tych zajęć wyszyję jej choć parę ! Aż taka przebiegła nie byłam żeby nagle udać, że mam pokaleczone palce albo zwichniętą rękę albo biegunka mnie dopadła tylko z rozpaczą wzięłam igłę do ręki i dalej nie ma już co opowiadać ! Starałam się mając w pamięci mamy palce robić tak samo, ale co wprawa to nie debiut ! Dziurka wyszła jak półtora nieszczęścia, a ja zostałam zdemaskowana, piątka skreślona i do końca roku już na zajęcia te chodziłam ze spuszczoną głową…

Wszystko to przypomniało mi się kiedy Marta Pędzieszczak na warsztatach Szkoły SuperBabci i SuperDziadka na warszawskim Ursynowie na nasze stoły wyłożyła kolorowe cudowności w postaci m.in. włóczek wełny i zapowiedziała nam temat: „Rękodzieło czyli wspieramy rozwój dzieci szyjąc z nimi i tkając”. Aby nas zachęcić pokazała nam już wytkane przez dzieci piękne kolorowe torebki na ramię, naprawdę, jedna w kolorze dżinsowym pasowałaby jak ulał do dżinsowego stroju i była na miarę całkiem ekskluzywnego butiku ! Zachęcone zatem takimi pięknymi dokonaniami dzieci nie chciałyśmy być gorsze, tu muszę dodać, że w zajęciach tych bardzo udanie brało udział także dwóch SuperDziadków… i wyczarowywaliyśmy co tylko się dało!

Laleczki z wełny, pajęczynki o pięknych kolorach, moja wisi teraz w oknie, a ponieważ mieszkam na parterze nie ma przechodnia żeby nie patrzył co to takiego ! powstały aniołki, będą jak znalazł na choinkę, motylki, niech no tylko przyjdzie wiosna, a stworzą konkurencję prawdziwym, świeczki białe ozdobione kolorowym naturalnym woskiem w takie wzory, że mogłyby od razu iść na wystawę !

Kiedy przyjdzie nam zatem w jesienne dni zostać w domu z naszymi ukochanymi milusińskimi będziemy wiedzieli czym ich zająć – będziemy mogli razem wyczarowywać takie właśnie cudowności, a okazji opowiadać im bajki, baśnie albo coś ze swoich wspomnień jak ja powyżej, także ku przestrodze!

Sztuka odżywiania i sztuka opowiadania

„Wasze pożywienie będzie waszym lekarstwem.” Hipokrates /460 p.n.e. – 370 p.n.e

O odżywianiu można w nieskończoność.

W końcu dzięki niemu żyjemy, ale też poprzez nie możemy sobie narobić niezłych kłopotów jeśli odżywiamy się nieodpowiednio czyli jemy za dużo, zbyt kalorycznie, nie zwracamy uwagi na wszelkie „polepszacze”, a słodycze zamiast warzyw i owoców są naszą największą miłością….

Mark Twain / 1835 – 1910/ przewrotnie mówi, że „jedynym sposobem utrzymania zdrowia jest jedzenie tego czego nie lubisz, picie tego czego nie chcesz i robienie tego, na co nie masz ochoty”, ale myślę że można przerobić to w drugą stronę i jeść, pić i robić to co się lubi i na co się ma ochotę jeśli odpowiednio się do tego podejdzie…

Już raz spotkaliśmy się, czyli słuchacze Szkoły SuperBabci i SuperDziadka na warszawskim Ursynowie z Agnieszką Kuczewską, dietetykiem, aby porozmawiać o odżywianiu, ale ponieważ za każdym razem dowiadujemy się czegoś nowego stąd z przyjemnością wysłuchaliśmy kolejnego wykładu pt.: „Jak się dobrze odżywiać”?

Bardzo ważne jest czy mamy energię czy też nie. Ogólnie zależy ona od naszego wieku, wzrostu, płci, aktywności fizycznej, stanu zdrowia, stanu fizjologicznego. Czerpiemy ją oczywiście z pożywienia – węglowodany dostarczają nam jej 50-60%, tłuszcze 25-30 %, białka 15-20%.

Co nas pozbawia energii? Stres, brak snu, zła dieta, nieregularne posiłki, toksyny. Zaburza ją cukier /słodycze/, żywność przetworzona, żywność z dodatkiem chemii, małe spożycie warzyw i owoców, zakwaszenie organizmu.

Cukier, o czym już wszem i wobec się mówi, powoduje najpierw gwałtowny przypływ energii, a później taki sam jej spadek co skutkuje sięganiem po następnego batonika, a to powoli prowadzi w stronę nadwagi… Ponadto nadmiar cukru to nadpobudliwość, spadek odporności, choroby układu krążenia, odkładanie się tkanki tłuszczowej, zaburzenia w odczuwaniu sytości.

Zakwaszenie natomiast organizmu to częste infekcje, ogólne zmęczenie, brak koncentracji, zaparcia, nadwaga, poważne choroby jak zmiany zwyrodnieniowe stawów, cukrzyca, nadciśnienie tętnicze, nowotwory.

Skąd się biorą toksyny w naszym organizmie? Z pożywienia, chemii / kosmetyki/, tytoniu, leków, stresu, promieniowania.

Co powinniśmy zatem jeść aby nasze jedzenie przeciwdziałało tym niekorzystnym
dla nas czynnikom?

Odpowiadają za to związki, które znajdziemy w następujących produktach:

-Karonetoidy znajdujące się w marchewce, dyni, brokułach, morelach, brzoskwiniach, pomidorach, szpinak,
-Selen – w mięsie, rybach, nabiale, jajkach, orzechach,owocach, warzywach,
-Foliany – w pietruszce-korzeniu, szpinaku, brokułach, groszku zielonym, pomarańczach, truskawkach
-Miedź – w zbożach, warzywach, produktach mlecznych,
-Cynk – w zbożach, nabiale , produktach mięsnych,
-Flawonoidy – w czerwonym winie, herbacie, czarnej porzeczce, burakach,
-Fitoestrogeny – w nasionach roślin strączkowych, ziarnach pszenicy, owocach jagodowych,
-Glukozynolany w kapuście, jarmużu, brokułach, gorzkich warzywach np. rzodkiewce.

Unikajmy stresu bo bardzo osłabia on nasz układ nerwowy, ale także osłabiają go cukier, syrop glukozowo-fruktozowy, sztuczne barwniki, konserwanty, głód. Ratujmy się tutaj zatem składnikami pomocniczymi takimi jak magnez, witamina B, nienasyconymi kwasami tłuszczowymi jakie zawiera m.in. siemię lniane, a także jedzmy natkę pietruszki, fasolę, groch, kaszę gryczaną, orzechy, kakao… I jedzmy regularnie, nie dopuszczajmy do głodu, aby potem nie jeść w nadmiarze wszystkiego naraz szczególnie na noc…

Piramida zdrowego jedzenia to produkty jednoskładnikowe, jak najmniej przetwarzane, nierafinowane, nieoczyszczone, z hodowli upraw ekologicznych, tłuszcze w niewielkich ilościach – nierafinowane oleje, pestki – orzechy, dynia, słonecznik. No i zasada – im bardziej kolorowo na talerzu tym lepiej….

A potem pani Agnieszka podała nam jeszcze przepisy na pyszne pasztety i inne dania, kto chciałby je wypróbować i jeszcze więcej dowiedzieć się o zdrowym odżywianiu może wejść na stronę www.poradniaremedia.pl

O ile pierwsza część spotkania była prozą życia o tyle druga to czysta poezja i świat fantazji pełnej pięknych bajek opowiedzianych nam przez Agnieszkę Hakizimana, aktorkę i bajarkę znającą i umiejącą pięknie opowiadać baśnie i bajki z całego świata, a następnie stworzonych przez nas samych bo wyobraźnia nie zna wieku ani granic, wystarczy tylko pobudzić ją do życia…

A cechy dobrego opowiadania to właśnie wyobraźnia, dystans do siebie, autentyzm, humor, pasja, empatia, przyjazny głos / modulacja/, kontakt wzrokowy, talent, ekspresja !

Mity, baśnie, opowiadania były zawsze ważną częścią każdej kultury, przekazy ustne przechodziły z pokolenia na pokolenia, sztuka ta zanika teraz wobec wszechwładnej techniki, ale żadna technika nie zastąpi żywego kontaktu , atmosfery, nastroju opowiadania, życie wtedy nabiera pięknych barw poprzez fantastyczny świat baśni …

Zabawki i zabawy

„Zabawa jest najlepszą szkołą życia dla dziecka”. / Antoni Kępiński/

Prawie każdy z nas miał w dzieciństwie swoją ulubioną zabawkę.

Był to albo miś albo śpiąca lalka albo samochodzik bez których nie mogliśmy się obejść. Dawały poczucie bezpieczeństwa, że oto mamy coś swojego, stawały się naszymi najbliższymi przyjaciółmi, którym powierzaliśmy najskrytsze tajemnice i marzenia. A tajemnic i marzeń mały człowieczek ma mnóstwo i to takich , o których się dorosłym nawet nie śniło !

O ile wybór kiedyś zabawek nie był zbyt duży stąd łatwiej było dzieciom pokochać tą jedną jedyną tak teraz stają przed takim ich mnóstwem, że zaiste trudno zdecydować się na jedną skoro tyle innych też jest wartych uwagi. Przypomina mi to osobiście przyjaciół z internetu – pisze do ciebie tyle osób, masz tylu znajomych na face, a tak ci trudno o jednego, który byłby naprawdę z tobą tu i teraz…

Z drugiej strony jednak ten nadmiar powoduje, że można wybierać te najlepsze, najbardziej rozwijające, kształtujące spostrzegawczość, wyobraźnię, samodzielność.

I właśnie o zabawkach – jakie wybierać, na co zwracać uwagę – opowiedziała słuchaczom Szkoły SuperBabci i SuperDziadka na warszawskim Ursynowie Beata Olszewska.

Najważniejszą sprawa jest aby zabawka była bezpieczna zarówno jeśli chodzi o tworzywo z jakiego została zrobiona jak i elementy składające się na nią odpowiednio do wieku dziecka. Zapewniają to certyfikaty bezpieczeństwa, które powinny obowiązkowo znajdować się na opakowaniu lub etykiecie zabawki, a także zaznaczenie wieku dziecka, od którego jest dla niego przeznaczona. A zatem patrzymy przy zakupie czy jest oznaczenie Safe Toys, FSC, PEFC oraz najbardziej spełniające powyższe wymagania CE.

Najwięcej zabawek produkowanych jest w Chinach stąd nieraz opór przed ich nabywaniem,
ale i tam obowiązują powyższe certyfikaty, a gdy do tego są to firmy takie jak Fisher-Price, Smile Play, Bright Starts, Chicco – możemy te zabawki spokojnie kupić.

Sami jednak także zwracajmy uwagę czy dla dziecka np. poniżej 3 lat zabawka ma wymiary nie zagrażające połknięciem, nie ma ostrych kantów, szklanych, metalowych krawędzi, nie jest wypełniona kawałkami metalu, drzazgami, zabawki elektryczne zawierające nagrzewające się części są właściwe dopiero dla dzieci powyżej lat 8.

Niezależnie od wieku dziecka zasada jest jedna – nie zostawiajmy dziecka zupełnie samego z zabawkami – sprawdzajmy raz po raz co akurat robi nie mówiąc o tym, że najpiękniejsze chwile dla niego to te kiedy bawimy się z nim razem… A zatem czy to gramy w piłkę, układamy klocki lego, które szczególnie rozwijają wyobraźnię, ale też i zwyczajne, drewniane, razem gramy w gry planszowe, wspólnie bawimy się w kreatywność np. Zrób to sam…. , wszystko to nie tylko sprzyja rozwojowi dziecka, ale też zacieśnianiu naszych rodzicielskich i babcinych kontaktów.

Wypłynęła też kwestia tzw. „brzydkich zabawek”, potwornego kiczu w postaci wydzielanego przez nie odoru, odgłosów, a także wystroju jak np. lalki z makijażem, szpilkami itd. będące odzwierciedleniem wiadomej profesji… Ktoś chce zarabiać na krzywdzie dziecka wykorzystując jego bezbronność..

Co robić z nadmiarem zabawek? Może posegregować, tymi bawimy się w tym tygodniu, a tymi w przyszłym. Tymi zaś, którymi już nie bawimy się, wyrośliśmy z nich, spełniły swoje zadanie, ale są dobre, nie zepsute, oddajemy innym dzieciom – nadmiar zabawek bowiem rozprasza, nie spełniają wtedy swoje roli, wnoszą rozkojarzenie, nerwowość, wszystkimi naraz nie da się bawić, rodzi to frustrację zamiast przyjemności…

Od zabawek przeszliśmy do zabawy, który to temat: „Baśnioterapia – jakie baśnie klasyczne opowiadać dzieciom, by wspierać ich rozwój oraz improwizacje teatralne wokół ich treści” poprowadziła Marta Pędzieszczak.

Czym jest „baśnioterapia”? To nic innego jak czytanie i opowiadanie dzieciom baśni celem wspierania ich rozwoju oraz pomagania im w sytuacjach kryzysowych. Baśnie należy odpowiednio dobierać kierując się m.in. potrzebami i wiekiem dziecka. I tak dla dzieci do 3,5 lat odpowiednie będą proste, krótkie opowiadanka, scenki z życia wzięte, rymowanki z powtarzającymi się rytmicznie fragmentami treści, a zatem jeszcze nie baśnie. W wieku lat 4 dziecko wchodzi w świat fantazji wtedy mogą być już baśnie, ale o mało skomplikowanej fabule, natomiast w wieku 5-6 lat baśnie już o bardziej rozbudowanej fabule.

Baśnie powinny być oryginalne, nie sięgajmy do przeróbek. Nie czytamy baśni, które budzą w nas złe emocje bo wtedy przechodzą one na dzieci, a chodzi o to aby one miały swoje odczucia. Łatwiej jest czytać, ale cieplej opowiadać, dzieci uwielbiają gdy im opowiadamy, wtedy jesteśmy z nimi w kontakcie wzrokowym, nie róbmy jednak tego „teatralnie”, mówmy spokojnie, najlepiej przyciszonym głosem wtedy „wyciągają uszy” do słuchania …

A potem zrobiliśmy Teatr! Prawdziwy! Posłużyły nam do tego baśnie „Goście w glinianym garnku” i „Zima”. W pierwszej dzięki kolorowym chustom i szalikom powstała żabka Rechotek, Myszka Skrobaczek, Zajączek Najadek, Lisek Ubiorek, Miś i panna mucha Burczyńska i pan bąk Burczyński. W drugiej Macocha, jej córka, pasierbica, Jabłka, Bochenki Chleba, pani Zima i przepiękny Kogut! Była w tym autentyczna radość i byliśmy znowu beztroskimi dziećmi!

Pozwolę sobie na koniec przytoczyć swój własny aforyzm „Baw się, a będziesz zbawiony…”

Jak synowa z teściową

„Rodzice są ośćmi, na których dzieci ostrzą sobie zęby.”
/ Peter Ustinov /

Parafrazując piosenkę Kabaretu Starszych Panów iż „niełatwe jest życie staruszka” można by zanucić równie dobrze, że niełatwe jest życie teściowej już choćby z samej tylko nazwy..

Nie ma bowiem żartu, w którym największą radość sprawia zięciowi lub synowej kiedy teściowa wyjeżdża , a najlepiej w ogóle oddaje ducha Panu – wreszcie jest gwarancja, że w domu zapanuje święty spokój…

Skąd się wzięło takie negatywne nastawienie do tego akurat członka nowej rodziny nie wiadomo, ale widać, że coś musiało być kiedyś na rzeczy, skoro aż tak bardzo utrwalił się jego zły obraz…

Magdalena Stankowska, doktorantka badająca właśnie zależności między synowymi a teściowymi przybliżyła temat SuperBabciom i SuperDziadkom w trakcie kolejnego ich spotkania na warszawskim Ursynowie.

Przy okazji prześledzono jak sprawa ta ma się w innych obszarach kulturowych. Modele kontaktów synowych i teściowych w Skandynawii, Włoszech, Japonii, Indiach i krajach arabskich pokazały iż najbardziej jesteśmy podobni do Skandynawów, natomiast Boże broń przed Indiami i krajami arabskimi choć w Japonii też nie byłoby lekko. W Indiach nadal obowiązuje, choć niby nie formalnie, ale zwyczajowo się go wymaga, tak zwany posag, który jeśli jest mały to synowa ma kiepską sytuacje rodzinie, a w skrajnych przypadkach może nawet ponieść śmierć – ok. 7 tysięcy rocznie młodych dziewczyn spotyka ten los wg oficjalnych danych, a nieoficjalnych może być ich trzy razy więcej… Włosi znów – „mamma mia” – kochają swoje matki nade wszystko, długo mieszkają z nimi i potem także „mamma” jest nierozerwalnie związana z rodziną syna… Zakwefione Arabki to nadal niewolnictwo kobiet , z którego nie tak prędko da im się wyjść…

W którym momencie mama drugiej strony staje się teściową ? Wychodzi na to, że od momentu ślubu dzieci, gdy już zalegalizują swój związek, choć bywa, że związek nie jest zalegalizowany, ale młodzi żyją jak małżeństwo i mają dzieci, wtedy teściowa też jest teściową za obopólną zgodą…

Jak poznać dziewczynę swojego syna, z którą ma zamiar stworzyć rodzinę i związać swoje życie ? Dla teściowej najlepsza sytuacja jest wtedy kiedy pierwsze spotkanie odbywa się u niej w domu, czuje się wtedy bezpieczniej, jest „u siebie”, ale też ciąży na niej większa odpowiedzialność jak spotkanie to wypadnie choćby w postaci „przypalonego” z nerwów ciasta… Bardziej jest zdenerwowana jednak druga strona … Oczywiście w każdym przypadku może być inaczej…

A jak już jest po weselu czyli jak się gwarowo mówi „po ptakach” zaczyna się życie w nowej konfiguracji, w której każda ze stron musi stanąć oko w oko z nowa sytuacją, zmierzyć się z nią i zacząć funkcjonować na innych zasadach…

I tak „cóż my widzim panie dobrodziku”, jak mawiał pułkownik Marian Kuźniewicz, zdobywca przyczółku San Angelo we Włoszech w czasie bitwy o Monte Cassino co otworzyło aliantom drogę na Rzym…Ano widzimy, że różnie się te stosunki układają, nie zawsze , niestety, pomyślnie…

Młodzi to odrębna rodzina i to oni ustalają zasady na jakich będą funkcjonować. Po ślubie następuje tzw. odcięcie pępowiny i niedopuszczalny jest wtedy tzw. szantaż uczuciowy, zazdrość, nastawienie odgórne na „anty”, młodzi powinni mieć wolność wyboru.

Badania, które przeprowadziła pani Stankowska, w których wzięło udział 80 synowych i 80 teściowych plus przeprowadzono 40 wywiadów pokazały, że teściowe dużo lepiej oceniają swoje relacje z synowymi niż synowe z teściowymi. Synowe w większości nie zaliczają teściowych do osób najbliższych…. Duże rozbieżności pojawiają się kiedy na świat przychodzą wnuki…

Dalszy ciąg tematu będzie pod koniec listopada- wtedy dowiemy się jak być asertywną i radzić sobie z krytyką w obopólnej relacji…

A na zakończenie właśnie o trudnej roli teściowej choćby niebo chciała przychylić: Zięć widząc teściową w drzwiach pyta – mamusia na długo przyjechała? Na tak długo jak tylko chcecie – odpowiada teściowa. – To mamusia się nawet herbaty nie napije?

Bajka prawdę ci powie….

„Dzieciństwo pełne miłości pozwala przeżyć
połowę życia w tym zimnym świecie”. /Jean Paul/

Był sobie mały jeżyk.

Wydawało mu się, że jest największą niezdarą na świecie, że nic nie umie, nie potrafi,
że wszyscy będą śmiali się z niego i nikt nie będzie chciał się z nim przyjaźnić. Było mu coraz smutniej… Ale nikt nigdy nie jest zostawiony sam sobie! Wystarczy udać się na wędrówkę, a wtedy zawsze kogoś się spotka. Na przykład dobrego człowieka, który pokaże nam, że jest całkiem inaczej! I tak właśnie stało się z jeżykiem. Dzięki takiemu spotkaniu i uświadomieniu mu przez dobrego człowieka ile ma zalet i umiejętności z zalęknionego stał się odważnym i pełnym radości mieszkańcem lasu i to w dodatku przynoszącym szczęście innym!

Tak właśnie brzmi bajka terapeutyczna, oczywiście w ogromnym skrócie, napisana dla małego Sebastiana, który był jak ten jeżyk – niepewny siebie, zalękniony, przekonany, że wszyscy inni są lepsi od niego…

W świat bajki o właściwościach terapeutycznych wprowadziła uczestników Szkoły SuperBabci i SuperDziadka na warszawskim Ursynowie Marta Pędzieszczak, instruktorka dramy, baśnioterapii oraz terapeutycznych zajęć plastycznych.

Przenieśliśmy się wszyscy w ten niepowtarzalny świat pełen nieprawdopodobnych zdarzeń, w którym wszystko jest możliwe i musi skończyć się dobrze…Wyobraźnia zaczęła pracować na najwyższych obrotach! Kiedy po wykładzie i zapoznaniu się z zasadami pisania bajki terapeutycznej, czyli takiej, która spowoduje iż dzieci zaczną wierzyć w siebie, porzucą swój lęk i tremę, zaczną czuć się dobrze z rówieśnikami i nie będą bać się odrzucenia, dostaliśmy za zadanie napisania takiego tekstu powstały piękne opowieści, które przy okazji uświadomiły wszystkim prawie iż drzemie w nich niekwestionowany talent literacki! I tak powstały bajeczki o pingwinkach, które podbierały sobie zabawki, misiu, którego bolał brzuszek, sarenki, która wydawała przyjęcie, piesku, który jest teraz w chmurach, zazdrosnych o siebie braciszkach, przepraszam jeśli którejś nie wymieniłam, ale wszystkie były naprawdę urocze i mądre i przede wszystkim pozwalały odzyskać dzieciom wiarę w siebie i nauczyć je właściwego postępowania!

O tym, że takie bajki są potrzebne mówią już same statystyki. Dzieci mają coraz częściej zaburzenia w sferze psychiki, są agresywne, zaborcze, mają zaburzenia snu, tłumią emocje, mają trudności w wyrażaniu swoich potrzeb… W pewnych przypadkach jest to uwarunkowane genetycznie, ale większość to wina dorosłych. Przyczyny tego są społeczne takie jak błędy wychowawcze gdy raz dziecku się pozwala na dużo, a zaraz wprowadza ostry rygor, rodzice zaniedbują dziecko uczuciowo, struktura rodziny jest zaburzona, znerwicowana.

W bajko terapii bajki nie powinny zawierać morału, przez to stają się bardziej podobne do baśni, w których właśnie nie ma morału… Baśń jest pięknym snem, w którym dziecko może oddać się takiej fantazji jaką tylko umysł dziecka może stworzyć…

Bajki terapeutyczne dzielimy na relaksacyjne gdy np. dziecko ma iść do dentysty i boi się, musimy je wyciszyć, wtedy w bajce pojawia się wiatr, woda, przenosimy je w inny świat i edukacyjne kiedy chcemy coś tym osiągnąć np. aby zaczęło jeść widelcem.
Bajki terapeutyczne generalnie są po to aby pomóc dziecku w rozwiązywaniu jego problemów. A tych problemów w jego malutkim wydawałoby się życiu jest bez liku, z którymi musi się uporać. Zazdrość, potrzeba dominacji, zbyt wybujała wyobraźnia, męczące sny, kłótnie dorosłych, strach przed wyśmianiem, przed wyjściem z domu. Bywa, że używają w obronie własnej piąstek czyli biją na przykład kolegów w przedszkolu. Jak wytłumaczyć dziecku, że nie zrobiło nic złego bo przecież nie rozumie jeszcze do końca swojego postępowania i nie umie powściągnąć swoich emocji? Uczymy dziecko tak: powiedz swoim rączkom żeby ciebie słuchały kiedy przyjdzie ci uderzyć kolegę – „moje rączki słuchajcie mnie”- bo to nie ty bijesz tylko twoje rączki, a zatem musisz je nauczyć posłuszeństwa…

A wierszyk, który jest w materiałach, które dostaliśmy od pani Marty, do których nie raz pewnie w zaciszu domowym wrócimy i dla nas dorosłych jest drogowskazem:
Każ-dy coś u-mie
u-miesz i ty
po-wiedz, co u-miesz
lub po-każ mi.

Babcia przed babcią

„Dzieci to goście, którzy pytają o drogę” / przysłowie indyjskie/

Zacznę od takiej anegdotki: tatuś zapowiada synkowi, że zaraz przyjdzie babcia. Synek pyta – która ? Ta w okularach czy ta, która przynosi prezenty ?

Kiedy wnuczek czy wnuczka mają przyjść na świat babcie i dziadkowie nie posiadają się z radości! I o ile dziadek już widzi siebie jak wnukowi pokazuje swoją kolekcję modeli samolotowych, wprowadza go w tajniki gry w szachy i dyskutuje o najnowszych markach samochodów, wnuczkę zaś uczy jeździć na łyżwach i czyta jej bajki o księżniczkach tak babcie odzyskują nagle wigor młodości i czują się jakby macierzyństwo znów stawało się ich udziałem! Rzucają się zatem do pomocy przy przewijaniu, karmieniu, kąpaniu co ponoć jest jednym z najszczęśliwszych zdarzeń w życiu człowieka – kąpanie niemowlęcia! Pomoc taka w pierwszych miesiącach życia dziecka gdy młoda matka oswaja się z macierzyństwem i wynikającymi stąd obowiązkami jest bardzo pomocna i bezcenna, ale z czasem zaczynają się problemy….

Bo oto zaczyna się współzawodnictwo babć ! Każda chce być tą kochającą najbardziej, dającą najbardziej skuteczne rady, umiejącą zająć się najlepiej maleństwem zgodnie ze swoim doświadczeniem, mądrością i intuicją. Z czasem zaczyna się nierówny podział ról…. Bo oto jedna właśnie uznała, że skoro jest matką córki to razem lepiej się komunikują, znają i łatwiej im dogadać się co do pielęgnacji i zabawy z dzieckiem, i że dzieci jej córki są jakby jej dziećmi, druga zaś, matka syna uważa , że są to dzieci jej syna, a więc tak samo jak własne!

A co mówią na ten temat naukowcy ? Wg Preceedings of the Royal Society babcie najbardziej kochają córkę swego syna. O tym decyduje DNA. Zdaniem naukowców z Cambridge Uniwersity babcie posiadają więcej wspólnych genów z córką swojego syna niż z innymi dziećmi w rodzinie. Babcię z córką syna łączy 31 % wspólnych genów, a z synem syna tylko 23 %. Wnuki po córce plasują się w środku stawki – mają ok. 25 % wspólnego DNA z babcią /dane z internetu/.

Naukowcy naukowcami, a życie życiem… Geny i DNA to jedno, a urocze maluchy to drugie i chęć obcowania z wnuczkami i wnukami jest jednym z najsilniejszych instynktów! Wnuki to przedłużenie naszego życia jeszcze o jedno pokolenie nie mówiąc o tym, że jest jakaś niesamowita łączność między tymi najstarszymi, a najmłodszymi. Edyta Stein tak to określiła : „ Człowiek z natury swej odczuwa sympatię do własnych dziadków, a niechęć do rodziców. Rodzice są za blisko, hamują człowieka, a człowiek chce być sam”.

Kiedy wnuki dorastają manipulacja z miłością zaczyna być coraz bardziej niebezpieczna… Zaczyna się przeciąganie na swoją stronę m.in. poprzez prezenty, obiecywanie kupienia czegoś czego rodzice nie chcą kupić, potajemne dawanie kieszonkowego i ukrywanie drobnych przewinień. I tak ta babcia, która „ ma okulary” i w związku z tym ciekawy wewnętrzny świat i mogłaby wiele dziecku opowiedzieć, zainteresować go czymś, odkryć w nim jego zdolności, podyskutować o nurtujących go sprawach jest „gorszą babcią” bo to co mogłaby w danej chwili dać w sferze ducha wydaje się niewymierne w porównaniu z wymiernymi korzyściami materialnymi.

Rodzi to niesnaski w rodzinie bo jak powiedzieć jednej babci, że jej postępowanie jest w sumie z krzywdą dla dziecka, a drugą pocieszyć, że też jest kochana i jej czas jeszcze nadejdzie… Wnuki bowiem dorastają, zaczynają same oceniać otaczający je świat, na swoich błędach uczą się systemu wartości, czasami długo to trwa…. Zdarza się, że babci już nie ma na świecie gdy nagle uświadamiają sobie, że to babcia przekazała im swoje talenty i zdolności, że przestrzegała przed czymś co ich spotkało bo kiedyś ją spotkało coś podobnego i że miłość nie tylko prezentami się mierzy….

Będą odszukiwać pamiątki po babci i dziadku, przypominać sobie ich powiedzonka
i zwyczaje aż sami staną się rodzicami, a ich rodzice dziadkami bo życie po spirali się toczy….

Niech twoja wartość będzie z tobą…

„Nie znam bardziej optymistycznego faktu niż ludzka zdolność do ulepszania życia dzięki świadomemu działaniu. Jeśli ktoś z ufnością podąży za swoimi marzeniami i postanowi prowadzić życie, które sobie wyśnił, bardzo szybko osiągnie niespodziewany sukces.” /Henry David Thoreau 1817 – 1862 /

Słowo, które zrobiło ostatnio „karierę” i powtarzane jest coraz częściej to „asertywność”. Raz po raz wszelkie publikacje o doskonaleniu swojej osobowości nakazują, aby być asertywnym, to znaczy nie bać się powiedzieć „nie”, kiedy nie zgadzamy się z czymś, ale zrobić to w taki sposób aby nie obrazić nikogo , a przede wszystkim samego siebie…

Z wielką ciekawością zatem słuchali uczestnicy Szkoły SuperBabci i SuperDziadka na warszawskim Ursynowie wykładu Teresy Kankiewicz „Jak być asertywnym, jak sobie radzić z krytyką ?”

Słowo „asertywny” pochodzi od angielskiego co znaczy „wiara w siebie.” Sama asertywność ma wiele definicji, a zatem może to być umiejętność posiadania własnego zdania i jednocześnie odwagi w wyrażaniu go, ale bez przekraczania praw innych ludzi i krzywdzenia ich, umiejętność odmawiania nie raniąc innych, umiejętność przyjmowania pochwał i komplementów, jest to także obrona własnych praw w sytuacjach społecznych, umiejętność wyrażania swoich emocji w sposób bezpośredni w granicach nie godzących w godność innych …

Człowiek asertywny jest wrażliwy na innych ludzi, ale jest stanowczy w swoich decyzjach, dba o swoje interesy, ale nie należy mylić tego z egoizmem. Swobodnie ujawnia siebie innym, wyraża otwarcie swoje myśli, uczucia, pragnienia, śmiało bez paraliżującego lęku, akceptuje swoje ograniczenia, niezależnie od tego czy w danej sytuacji udało mu się odnieść sukces czy też nie. Potrafi powiedzieć „nie”, zażądać czegoś co mu się należy, dochodzić swoich praw i egzekwować je, nie lęka się nadmiernie oceny, krytyki czy odrzucenia. Pozwala sobie na błędy i potknięcia, dostrzegając jednocześnie swoje sukcesy i mocne strony.

Musi znać swoje osobiste prawa, które są następujące:
-Mogę robić to co chcę dopóki to nie krzywdzi innych
-Mam prawo do szacunku ze strony innych nawet jeśli mówię „nie”
-Mam prawo mówić o swoich emocjach i zostać wysłuchany
-Mam prawo mówić „nie” bez poczucia winy
-Mam prawo otrzymać to za co zapłaciłem
-Mam prawo zadawać pytania i oczekiwać wyjaśnienia
-Mam prawo mówić „nie rozumiem”
-Mam prawo do popełniania błędów
-Mam prawo do korzystania z własnych praw

Abyśmy mogli być asertywni musimy mieć poczucie własnej wartości. A skąd ją bierzemy ? Bierzemy ją z dzieciństwa, bo to wtedy najbardziej kształtuje się nasz charakter. Dlatego taka ważna jest relacja z rodzicami, jeśli dziecko przeżywa jakąś traumę w dzieciństwie niesie ją potem w dorosłe życie, zostaje coś w nim zablokowane, poczucie własnej wartości kurczy się wraz z pierwszymi niepowodzeniami bo nie ma szkieletu na którym mogłoby się oprzeć. Dlatego dzieci trzeba kochać stawiając im jednocześnie granice, stawianie granic daje im poczucie bezpieczeństwa. Powinny mieć zaufanie do rodziców, że z każdym problemem mogą się zwrócić i zostaną wysłuchane. Nie lekceważyć ich uczuć – kiedy zdechnie chomik jest to autentyczna tragedia, a nie incydent, który się zlekceważy jednym nieroztropnym zdaniem. Trzeba pamiętać, że dziecko też ma prawo do złości, a jedną z metod pracy nad dzieckiem jest relaksacja.

Natomiast my dorośli, urodzeni tuż po wojnie, wyrośliśmy w warunkach nieporównanie biedniejszych niż obecnie, wychowywani przez rodziców dźwigających na swoich barkach wojenną traumę, przeżycia do których nieraz nie chcieli już w ogóle wracać, ale które nieraz prześladowały ich do samej śmierci, nie zawsze mamy w sobie poczucie własnej wartości bo może ktoś nie miał zwyczajnie już siły na swoją wartość, a co dopiero innych…

Pierwszą tzw. złotą myśl , jaką w życiu zapamiętałam jeszcze jako trochę już większe dziecko to była myśl Seneki Młodszego /4 p.n.e. – 65 n.e./ – „Żyć znaczy walczyć”. Początkowo nie bardzo rozumiałam o co chodzi, widziałam dwóch bijących się chłopaków na podwórku i zgroza mnie wzięła, że tak ma wyglądać życie. Dopiero potem zrozumiałam, że walka ta polegać ma zupełnie na czym innym, a przede wszystkim jest to walka o siebie i z sobą…

A zatem walcząc o siebie doceniajmy swoje osiągnięcia, afirmujmy siebie choćby na początek przez świadome ćwiczenia np. przez 3 tygodnie piszmy o swojej atrakcyjności, róbmy to tak długo aż zakoduje się ona w nas na dobre.. Zmiana samych siebie wpływa także na innych. Jeśli my zmienimy się pozytywnie inni też zaczną się zmieniać na lepsze gdyż najlepiej działa przykład. Mówmy naszym bliskim miłe rzeczy niech wiedzą, że są ważni dla nas. Nie reagujmy gwałtownie na coś co nam się nie podoba. Lepiej powiedzmy „przykro mi, ale muszę ci odmówić”. Ważne jest słowo „ponieważ”, którym krótko uzasadnimy dlaczego. W rozmowach dotyczących naszych uczuć mówmy :”cieszyłabym się gdybyś…”, ”podoba mi się gdy…”, „mam nadzieję, że będziesz mógł…”/ tego ostatniego nie rozumieć opatrznie !/

A zatem wszystko tkwi w poczuciu naszej wartości. Jeśli ma się duże poczucie własnej wartości to negatywne sądy nie poruszą nas. Nie uzależniajmy się od opinii drugiego człowieka bo jeśli opinia drugiego o nas jest ważniejsza od naszej własnej to jest to nasz wybór, który nie prowadzi nas do siebie tylko od siebie…. Ale wystarczy powiedzieć „nie zgadzam się z tym co mówisz” – i już skutecznie i kulturalnie bronimy się.

A zatem czas na zmiany – jak zakończyła swój bardzo ciekawy i interesujący wykład Teresa Kankiewicz.

A ja wciąż zakochana w starożytnych filozofach , bo u źródła zawsze jest najczystsza woda, pozwolę sobie jeszcze na koniec zacytować:
-Charakter człowieka decyduje o jego przeznaczeniu. / Herakli z Efezu 540 p.n.e. – 480 p.n.e./
-Największym władztwem jest władztwo nad samym sobą. /Seneka Młodszy 4 p.n.e – 65 n.e./.

Kolejna witryna oparta na WordPressie