Gorzki smak cukru

„Losy narodów zależą od sposobu ich odżywiania”.

„Odkrycie nowego dania większym jest szczęściem dla ludzkości niż odkrycie nowej gwiazdy”.
Anthelme Brillat Savorin / 1755-1826/

To, że słodycze w nadmiarze szkodzą, jest prawdą powszechnie znaną. Szczególnie szkodzą dzieciom, których malutkie organizmy będące „czystą kartą” gromadzą siły na całe życie… Nie tylko zresztą chodzi tu o słodycze, ale i o cały sposób odżywiania. Jeśli zaczną dostawać to co jest dla ich organizmu złe skutki tego odczują po latach…

Największy problem u dzieci jest jednak ze słodyczami. Po prostu kochają je, sami zresztą chcąc je za coś nagrodzić dajemy słodycze, jakiekolwiek odwiedziny gdzie są dzieci i przyjście bez cukierków lub czymś słodkim jest ciągle jeszcze źle widziane…

Oczywiście całkowity zakaz jest niemożliwy, każda przesada jest niewskazana, jak zresztą we wszystkim, w małych ilościach są dopuszczalne, ale kiedy zastępujemy nimi wszystko inne to fundujemy im już w małym wieku nadciśnienie tętnicze, „szansę” na cukrzycę typu 2, podwyższony cholesterol, nadpobudliwość gdyż cukier „zabiera” witaminę B, która jest odpowiedzialna za układ nerwowy, upośledzone wchłanianie ważnych pierwiastków takich jak cynk, żelazo, wytwarzanie blaszek beta amyloidu, które są często spotykane w mózgach chorych na Alzhaimera, spadek odporności, utratę apetytu no i oczywiście zmorę naszych ostatnich lat – otyłość !

Najgorsze jest jednak to, że słodycze to nie tylko cukierki albo batoniki, cukier zawierają i inne produkty, będące na co dzień w naszym pożywieniu, takie jak jogurty, serki, płatki śniadaniowe, dżemy, soki, napoje słodzone, lody, gotowe kakao, kremy czekoladowe…

Jak zatem możemy ratować naszych milusińskich i siebie? Jeśli chodzi o słodycze to musimy ograniczyć je w tej formie najulubieńszej czyli schować głęboko do szafy wszelkie łakocie i wyciągać je po troszkę tylko z naprawdę wielkich okazji, a na co dzień zamienić się w „chemika”, który kupując cokolwiek, dokładnie sprawdza na opakowaniu co mu państwowe zakłady produkujące żywność, nie tylko pod kątem cukru, ale w ogóle, w żywieniowej sferze oferują….

A oferują następujące dodatki do żywności: konserwanty, barwniki, aromaty – kwas benzoesowy i benzoesan E 210, E 211 – występują w wodach smakowych, napojach gazowanych, sosach warzywnych, sałatkach owocowych i warzywnych – składnik ten powoduje zakwaszenie organizmu, podrażnienie nabłonka żołądka.

Dwutlenek siarki i jego sole E 220 – podejrzany o sprzyjanie nowotworom jelita grubego.

Azotany – sody E 251 i potasu E 252, azotyny potasu E 249 i sodu E 250 – zawierają je głównie wędliny i sery, szynka konserwowa, herbatniki, gouda mierzwiony, woda smakowa.

Barwniki – koszelina – ciemnoczerwony barwnik otrzymywany z mielonych owadów z Meksyku, E 160 b – annato – podrażnia skórę, powoduje wysypkę, dodawany jest do serów żółtych, płatków, margaryny, E 330 – kwas cytrynowy, E 407 czyli karagen dodawany do deserów mlecznych, galaretek w proszku, dżemów, keczupów….

Według badań przeciętny Polak zjada w ciągu roku 2 kg dodatków do żywności. Te wszystkie dodatki, które także dostają już od najmłodszego dzieci spowoduję iż będą żyły o 5 lat krócej od swoich rodziców…

A zatem brońmy się , jak to się mówi „ nogami i rękami”, a szczególnie brońmy naszych najmłodszych… A ponieważ najlepiej działa zawsze przykład więc pozwólmy patrzeć im jak i co my jemy, tłumaczmy im zasady zdrowego jedzenia – a są one proste w sumie – jedzmy regularnie 4-5 razy dziennie, nie za dużo wszystkiego bo nawet to złe w niewielkich ilościach aż tak nie szkodzi, urozmaicajmy nasze potrawy, odrzućmy te z konserwantami na tyle na ile się da, odstawmy słodycze, co nie jest znów takie trudne, wystarczy parę dni ich nie jeść, a już apetyt na nie słabnie tym bardziej, że przy okazji poznajemy inne smaki, jedzmy produkty z pełnego ziarna – kasze jęczmienną, gryczaną, jaglaną, płatki naturalne owsiane, żytnie, makarony pełnoziarniste, dobre pieczywo, ryż, niech w podstawie piramidy żywnościowej właśnie one się znajdą, następnie wyżej owoce, warzywa, sery, ryby, tłuszcze /dobre masło/ i na samym cieniutkim szczycie słodycze, ruszajmy się, ćwiczmy cokolwiek, jedzmy razem, bo to też sprzyja zdrowemu odżywianiu.

Ochrońmy ze wszech miar naszych najmłodszych przed dramatem otyłości, która z uwagi na jej powszechność zaczyna jakby dostawać „pozwolenie na nią”, ale jest to fałszywa akceptacja bo idzie za nią pozwolenie na śmieszność, lekceważenie, wyzwiska i co najgorsze – rozmaite choroby i skrócone życie …

Słonik przynosi szczęście, waga słonia dramat….

A o wszystkim tym, i jeszcze więcej, opowiedziała słuchaczom Szkoły SuperBabci i SuperDziadka 17 maja 2014 roku w na warszawskim Ursynowie Agnieszka Kuczewska, dietetyk, realizując temat „ Na czym polega zdrowe odżywianie – dla dorosłych i dla dzieci” , z którą już raz mieliśmy przyjemność się spotkać.

Na zakończenie dostaliśmy jeszcze dwa „zdrowe” przepisy: na ciasteczka bananowe i obiadek z cukinią w tle – może sentencje francuskiego polityka, prawnika, i pisarza Anthelme Brillat Savorina , który pozostawił po sobie zachwycającą do dziś książkę „Fizjologia smaku”, z której cytaty przytoczyłam, spełni się choć w malutkim wymiarze i nasza kuchnia zacznie nam i naszym najbliższym wyznaczać nowy, zdrowszy los… I tutaj na zakończenie tego tematu przywołam jeszcze jedną Jego myśl :”Powiedz mi co jesz, a powiem ci kim jesteś”…

Po krótkiej przerwie uczestnicy oddali się nie skrępowanej niczym wyobraźni… A pobudziły ją – Katarzyna Wejss, bibliotekarka z książkami na co dzień „za pan brat” oraz świetna ilustratorka książek dla dzieci Justyna Mahboob.

Temat był następujący : „Warsztaty literacko – plastyczne. Robimy własną książkę”.

I zrobiliśmy! W każdej pracy musiały był kółka, taki był stopień trudności…. Poszły w ruch kolorowe wycinanki, przeczytane już gazety, flamastry, kredki. Jako przykład posłużyła książeczka dla dzieci Iwony Chmielewskiej pt.”Cztery zwykłe miski”.

Na zakończenie odbyła się prezentacja….To, że dzieci mają plastyczną wyobraźnię to jest oczywiste, ale to, że starsi mogą mieć tak wspaniałe pomysły, w niektórych przypadkach wspomagane jeszcze całkiem zgrabnymi wierszykami było to odkryciem dla wszystkich razem i każdego z osobna!

Już teraz proponuję zapisywać się w kolejce do Wypożyczalni Nr 112 z Oddziałem dla Dzieci przy ul. Nugat 4 do ich oglądania bo są zszyte w niezwykłą książeczkę pt.: „Lecimy w kółka” – a SuperBabcie i SuperDziadkowie na Dzień Dziecka już wiedzą jaki prezent swoim wnukom samodzielnie zrobić!

Generałowa Irena Renata Andersowa

Panią Irenę Renatę Anders, żonę generała Władysława Andersa / 1892-1970/, który dowodził zwycięska bitwą pod Monte Cassino poznałam 27 lutego 2003 roku we Wrocławiu.

Pani Generałowa przyleciała z Londynu do Wrocławia wraz z Ryszardem Kaczorowskim, ostatnim prezydentem II RP na Uchodźstwie, któremu towarzyszyła żona Karolina, w związku z nadaniem Szkole Podstawowej nr 73 przy ul. Glinianej imienia Generała Władysława Andersa.

Po uroczystości Pani Generałowa , Pan Prezydent z Małżonką, adiutant Pani Generałowej odwiedzili wrocławski Ratusz i spotkali się m.in. z Przewodniczącym Rady Miejskiej Wrocławia.

Tylko na to czekałam ! Pracując w Biurze Rady Miejskiej Wrocławia miałam okazję zetknąć się choć na chwilkę z wieloma znaczącymi i ciekawymi ludźmi, a przynajmniej zobaczyć ich z bliska. Tutaj jednak sprawa wyglądała inaczej…

Generał Anders i historia zwycięskiej bitwy zakończonej 18 maja 1944 roku zdobyciem klasztoru na Monte Cassino we Włoszech, co w sposób skuteczny przypieczętowywało klęską Niemiec, a co nie udało się w kilku wcześniejszych natarciach żołnierzom innych narodowości, była historią mojej rodziny. Mój Ojciec Jan Radomski / 1907 – 1967/ po sowieckich łagrach na Kamczatce wstąpił do tworzącej się na terenie Rosji armii Generała Andersa i przeszedł z nią cały szlak bojowy, a potem, po zakończeniu wojny, przez dwa lata, jak inni żołnierze, czekał, aż rząd Polski łaskawie pozwoli bohaterom walczącym za jej wolność wrócić do własnego kraju…

Kiedy Ojciec zmarł miałam 18 lat i nie interesowałam się zbytnio tymi wydarzeniami. Pamiętam tylko skrawki opowieści, a to, że w czasie walki „kule świstały koło uszu…”A to, że stojąc kiedyś na warcie w nocy z kolegą zaniepokoili się dziwnym szumem dochodzącym z pobliskich krzaków… Myśleli, że to zbliża się niemiecki patrol, już przygotowali się do walki kiedy zza krzaków wyłonił się…. mały osiołek…A to kiedy w Iraku kolega, z którym się zaprzyjaźnił, inżynier, jaka szkoda, że nie zapamiętałam nazwiska, a teraz to już nie do odtworzenia, leżał w namiocie ciężko chory, Ojciec ugotował Mu rosół z żółwia, a kiedy z nim przyszedł On już nie żył… Zostało zdjęcie na pamiątkę i fajka…

Wojskowy beret Ojca uratował mi też … czuprynę… Był cały czas u nas w domu, a ja jako mała dziewczynka bardzo lubiłam go zakładać i chodzić w nim po domu… Kiedyś kręciłam się w nim przy kuchence gazowej kiedy mama gotowała… Odstawiając garnek z wrzątkiem zaczepiła ściereczką o ruszt, garnek przechylił się i część wrzątku wylała się na mnie… Gdyby nie beret skończyło by się nieciekawie…

Bitwą tą zaczęłam interesować się kilkanaście lat po śmierci Ojca. Przeczytałam wtedy wszystko co było możliwe na jej temat, sama dla siebie opracowałam plan bitwy, prześledziłam cały szlak bojowy II Korpusu, spotkałam się z Pułkownikiem Marianem Kuźniewiczem we Wrocławiu, który dowodził zdobyciem San Angelo, ważnym strategicznie punktem dla dalszej drogi na Wzgórze Monte Cassino i napisałam o tym w artykule „Moje wspomnienia tamtych wspomnień”, który ukazał się w ówczesnym wrocławskim tygodniku „Wiadomości”. Pierwszą część tego artykułu poświęciłam wspomnieniom Ojca, drugą Pułkownikowi Kuźniewiczowi, który zakończył swoje wspomnienia refleksją, że na wojnie nie ma bohaterów….

I właśnie ten skserowany artykuł plus list z opisem historii mojego Ojca przygotowałam sobie w kopercie i kiedy goście mieli wyjść z gabinetu Przewodniczącego Rady postanowiłam poprosić Panią Generałową o przyjęcie jej i zapoznanie się już w Londynie z jej treścią jako jeszcze jedną historią żołnierza , który walczył pod dowództwem Generała…

Tremę miałam potworną, tym bardziej, że bałam się złamać protokół dyplomatyczny, ale wszystko przebiegło nie tylko w sposób bardzo miły, ale nadzwyczaj wzruszający ! Kiedy powiedziałam, że jestem córką żołnierza spod Monte Cassino Pani Generałowa chwyciła mnie za ręce i powiedziała „ Ależ dziecko, to my jesteśmy rodziną !” Nie zapomnę Jej głosu, melodyjnego, ciepłego i wyglądu – w granatowym kostiumie ze złotymi guzikami prezentowała się naprawdę wspaniale ! A kiedy poprosiłam nieśmiało czy jest możliwe zrobienie sobie zdjęcia na pamiątkę przystała na to z radością ! Wisi teraz u mnie nad biurkiem i mam nadzieję, że będzie przechodziło z pokolenia na pokolenie…

Irena Renata Anders, pseudonim artystyczny Renata Bogdańska, zmarła 29 listopada 2010 roku w Londynie, w wieku 90 lat. Pochowana została obok Męża Generała Władysława Andersa na Cmentarzu Żołnierzy Polskich pod Monte Cassino.

Klasztor i cmentarz ten, na którym leży około 1000 żołnierzy poległych w tej bitwie, odwiedziłam w czerwcu 1978 roku.
Tuż przy wejściu widnieją wykute w kamieniu dwie sentencje:
„Przechodniu, powiedz Polsce żeśmy polegli wierni w jej służbie”
„Za naszą i waszą wolność, my żołnierze polscy oddaliśmy Bogu ducha, ciało ziemi włoskiej, a serce Polsce”.

W 70 rocznicę zdobycia klasztoru na Monte Cassino

Twórz i tańcz

Sztukę poetycką zdobywa się ciągłym czytaniem poetów.
Do sztuki malarskiej dochodzi się ciągłym rysowaniem
i malowaniem. Galileusz /1564-1642/

Jeśli chcesz ulżyć swojemu sercu, zatańcz…. Grek Zorba

Adres Klub Lasku Brzozowego 2 na warszawskim Ursynowie już z samej nazwy budził ciepłe uczucia. A ponieważ do tego jest jeszcze maj więc nastrój od pierwszej chwili był wiosenny i pogodny, a soczysta zieleń skwerku przy wejściu do Klubu od razu uspakajała oczy….

A właśnie między innymi o patrzeniu zanim zaczniemy naprawdę widzieć, a potem tworzyć, był pierwszy wykład, który poprowadziła Sylwia Paszko, malarka, tworzy także grafiki komputerowe i pisze, a mianowicie : „Jak rozwijają się malarscy geniusze ?”

Okazuje się, że układ wzrokowy człowieka rozwija się najbardziej dynamicznie przez pierwsze 6 lat życia. Układ ten jest wtedy najbardziej „plastyczny” stąd nawet poważne wady wzroku dają się w tym okresie skutecznie leczyć stąd dobrze dzieciom regularnie w tym wieku badać wzrok aby wyłapać ewentualne nieprawidłowości.

A „widzenie” zaczyna się już w okresie prenatalnym, dziecko w łonie matki od 26 tygodnia życia po raz pierwszy otwiera oczy… Potem kiedy przyjdzie na świat mając 1-3 miesiące widzi barwy czarne i białe, rozróżnia też najbardziej barwę czerwona i żółtą.

Pierwsze 6 miesięcy życia jest dla dziecka najważniejszym okresem pod względem wzroku. Zaczyna się wtedy bawić, zaczyna wodzić wzrokiem za ruszającymi się zabawkami.

Miedzy 6 a 12 miesiącem życia widzi większe przedmioty do 1 metra od siebie, zaczyna się już tzw. „twórczość własna”, interesuje się rysowaniem, zauważa ślad na papierze.

Powyżej 12 miesięcy do 18 miesięcy widzi już pełną gamę barw, rozpoznaje szczegóły, pokazuje palcem, natomiast do 3 roku życia rozwija się zasięg widzenia i rozwija się orientacja przestrzenna. W tym wieku zaczyna się też „testowanie rodziców” czyli wszystko na nie… Pamiętam, że kiedyś spotkałam się z takim określeniem „koźla choroba”, którą trzeba przetrzymać choć nerwy wtedy trzeba trzymać „na postronki…”

Kiedy zaczyna się wiek przedszkolny dziecko używa już dużo kolorów, wchodzi w stadium uproszczonego schematu, który w 7 roku życia jest udoskonalany, linie stają się giętkie i płynne, pojawia się tematyka, dobierane są kolory bardziej naturalne, ale rysunek jest jeszcze nadal nieproporcjonalny, najważniejsze jest to co jest na pierwszym planie. Oprócz rysowania dzieci w tym okresie chętnie lepią z plasteliny i robią wycinanki. W czasie tym dziecko uczy się także społecznego życia.

Dla małego dziecka plastyka ma ogromne znaczenie dla jego rozwoju. Jednocześnie trzeba mu dać w tym względzie absolutną wolność. To nie jest tworzenie piękna to tylko ekspresja tego co w dziecku „siedzi”, to poznawanie świata, swoich możliwości, objawianie swojej osobowości.

W ogóle obcowanie ze sztuką od najmłodszych lat w każdej formie , muzyka – dzieci chętnie słuchają Mozarta, czytanie , spektakle teatralne dla dzieci, rozwijają ich potencjał emocjonalny, intelektualny i twórczy – nigdy nie wiadomo kiedy talent, z którym przyszło na świat objawi się…. Bo ponoć wszyscy rodzimy się z jakimś potencjałem twórczym trzeba go tylko obudzić , nie przegapić, wydobyć w odpowiednim czasie, a potem poprzez Pani Sylwia postanowiła „uruchomić” także nasz potencjał twórczy i nasze umiejętności rysunkowe – rozdane zostały nam kartki i kolorowe kredki z tematem do narysowania – pokazania swoich uczuć i przeżyć związanych z własnymi wnukami…. Powstały wzruszające rysunki domów, gwiazdki z nieba, samochodu, przyrody, serduszka, samolotu, kota na płocie. A na początku był strach, że się nie podoła ….

Ale aby tworzyć i uczyć się musimy najpierw zadbać o to aby nasz mózg pracował prawidłowo bo wszystko w nim się zaczyna. To mózg najpierw widzi, a nie oko, oko jest tylko przekaźnikiem, a nie odbiorcą… Czy mózg można zmusić do twórczego myślenia ? Okazuje się, że tak tylko, że dwie półkule muszą się dogadać! Lewa , która odpowiada za analityczne myślenie i prawa, która dostarcza nam duchowych uniesień.. Kiedy bowiem one nie współdziałają, to jak udowodnili naukowcy, 80% trudności w uczeniu jest właśnie tego wynikiem.

Poprawić można to m.in. poprzez ćwiczenia opracowane przez Paula Dennisena , którego naczelną zasadą jest ruch. „Aby złapać myśl potrzebny jest ruch. Aby myśleć, tworzyć i uczyć się ludzie muszą się ruszać. Uczenie się, myślenie, twórczość i inteligencja to procesy nie tylko mózgu, ale całego ciała. Ciało gra integralną rolę w całej naszej aktywności intelektualnej poczynając od niemowlęctwa do późnej starości”. Ćwiczenia te są w internecie, warto je odnaleźć i zastosować.

Ponadto mózg musi być dobrze odżywiony. Brak kwasu tłuszczowego Omega 3 przyczynia się m.in do depresji, schizofrenii i Alzheimera. Ważna jest witamina D i B12, których w starszym wieku w organizmie jest deficyt. Ponadto prawidłowe odżywianie się w ogóle , a jeśli chodzi o produkty najlepsze dla mózgu to są nimi orzechy, jagody i szpinak.

Co jeszcze jest dla mózgu takie ważne? Służy mózgowi medytacja, czyli zwrócenie uwagi na swoje wnętrze, jedno OM dziennie powtarzane jak mantra chroni od chorób….. Służą mózgowi … gry komputerowe, ale nie te brutalne tylko te, które ćwiczą m.in. koncentrację. Udowodniono, że chirurdzy grający w takie gry popełniają o 1/3 mniej błędów przy operacjach… Oczywiście wrogiem mózgu jest stres natomiast śmiech to najlepsza pożywka! Mózg dorosłego człowieka jest niezwykle plastyczny i mogą się wytwarzać w nim nowe neurony i połączenia, a zatem warto to wykorzystać i nauczyć się innego myślenia, więcej optymizmu! Ponadto odpowiednio, głęboko oddychajmy i słuchajmy muzyki, wszak już od dawna wiadomo, że muzyka łagodzi obyczaje…

Po krótkiej przerwie w strojach nie krepujących ruchów zaczął się drugi temat, jakże korelujący z pierwszym, ale w tej najradośniejszej formie ! Małgorzata Gajdemska, aktorka, tancerka, performenka i animatorka kultury, realizując temat „Dzieci tańczą z nami” wprowadziła nas w tajniki tańca, w tym irlandzkiego, amerykańskiego , poprzedzonego ćwiczeniami oddechowymi i ogólnym rozluźnieniem się . Św. Augustyn powiedział :„Człowieku ucz się tańczyć, bo cóż będą z tobą robić aniołowie w niebie ? ”… A zatem przy świetnej muzyce z różnych regionów świata poznawaliśmy kroki tych tańców, wydawały się proste, ale nie od razu, a zatem obie półkule musiały się zgrać, mięśnie pójść w ruch, ale jak wiadomo ćwiczenie czyni mistrza ! Przy takim rozluźnieniu i świetnej atmosferze, którą Pani Małgosia wprowadziła w czasie krótkiej przerwy parę z nas złapało się za ręce i tworząc wirujące kółko zaśpiewałyśmy starą, melancholijną harcerską piosenkę „Jak szybko mija życie, jak potok płynie czas, za rok za dzień za chwilę razem nie będzie nas…”

Obserwując jednak atmosferę spotkań Szkoły SuperBabci i SuperDziadka gdzie uczestnicy coraz bardziej czują się swobodne, rozmawiają ze sobą, pilnie słuchają wykładów i zadają konkretne pytania to obawiam się, że na odwrót, organizatorzy tej szkoły będą mieli trudność z pozbyciem się nas…

Poeta odchodzi

Odszedł Poeta

Zanim jednak odszedł najpierw przyszedł. Do mnie przyszedł w roku 1969 tomikiem „Twarz” podarowanym przez kolegę ze studiów.
Tadeusz Różewicz.

Wszyscy wtedy czytaliśmy Jego wiersze z namaszczeniem i wręcz nabożeństwem. Podobnie było ze spektaklami teatralnymi Jego autorstwa. Teatr był w tamtych czasach jak świątynia, pójście do niego było wydarzeniem i przeżyciem największej wagi. Byłam na „Kartotece”, „Stara kobieta wysiaduje”, „Na czworakach”, „Białym małżeństwie”, „Śmierci w starych dekoracjach”.

Wrocławskie teatry spisywały się na medal , spektakle były świetnie reżyserowane i grane. Poeta, który w ostateczności miasto Wrocław obrał na swoje stałe miejsce zamieszkania czuwał już samą swoją obecnością w nim.

Chciałabym opisać dwie scenki – jedną z osobistego zetknięcia się z Poetą, a drugą z Jego… dyplomem.

Pierwsza kiedy na jednym z wieczorków autorskich po podpisaniu książki Poeta wziął mnie za żonę swojego znajomego. Powiedziałam, że niestety, nie jestem żoną tego kogoś, a Poeta znów, że szkoda, bo On myślał, że jestem żoną… Skończyło się śmiechem !

Druga scenka jest bardziej humorystyczna , a ponieważ Poeta miał poczucie humoru więc wybaczy mi na pewno, że ją opowiem….

Otóż od 1993 roku we Wrocławiu każdego 24 czerwca czyli w Dniu Wrocławia przyznawana jest nagroda Civitate Wratislaviensi Donatus czyli Honorowy Obywatel Wrocławia. Do tej pory otrzymało ją wielu zacnych i zasłużonych dla Wrocławia osób.

W roku 1994 otrzymał ją Tadeusz Różewicz.

Jest to nagroda honorowa, którą wieńczy dyplom wykonany przez wrocławskich artystów. I zdarzyło się tak, że tuż przed uroczystą Sesją Rady Miejskiej Wrocławia, na której tytuł miał być nadany i ów dyplom miał być Poecie wręczony, my urzędniczki z Biura Rady Miejskiej Wrocławia, które sesję tę obsługiwałyśmy, zauważyłyśmy, że na dyplomie tym faktura papieru w jednym miejscu robi wybrzuszenie, ciemniejszą kropkę, która rzuca się w oczy … Co robić ? Wręczenie tuż tuż, dyplomu już się nie odeśle do poprawy, wpadłyśmy w panikę…

Ale pomysłowość kobiet nie zna granic ! Któraś z nas więc pobiegła po kosmetyczkę i wyjęła cienie do powiek …..Okazało się, że kolor jasnoniebieski idealnie tę kropkę niweluje! Odetchnęłyśmy z ulgą ! ….

Gdyby Poeta widział nas wszystkie pochylone z pędzelkiem do powiek nad Jego dyplomem na pewno roześmiałby się i może dyplom ten miałby dla Niego jeszcze dodatkowe znaczenie – oprócz oficjalnego, urzędowego, bardziej kobiece, ciepłe…

Ktoś powiedział, że poeta się rodzi wtedy kiedy umiera.

Poeta nigdy nie umiera bo stoi za nim jego poezja, a ona jest nieśmiertelna…

Tadeusz Różewicz
9.10.1921 – 14.04.2014

Granice i uroda

„Są granice, których nie należy przekraczać.” Horacy /65-8 p.n.e./

„Kto zna swoje granice, ten już w połowie jest mędrcem.” John Galsworthy / 1867-1933/

Sobota 26 kwietnia br. zaczęła się deszczowo i z czasem zaczęło padać coraz bardziej.

Deszcz jednak nie zatrzymał w domach uczestników Szkoły SuperBabci i SuperDziadka . Sala lekcyjna Liceum Ogólnokształcącego przy ul. Hirszfelda 11 na warszawskim Ursynowie była pełna. Tematy bowiem tym razem miały dość potężny ciężar gatunkowy, a już na pewno pierwszy, a mianowicie: „Granice / dlaczego potrzebne jest stawianie granic i jak sobie z tym radzić, nie tylko z wnukami/.”

Pani Anna Owczarek, która prowadziła zajęcia zapytała najpierw o samopoczucie. Jak to w życiu bywa, jedni czuli się dobrze, inni akurat mieli trudne rodzinne sprawy, ale powiedzenie o nich przyniosło ulgę i pojawił się uśmiech… Teraz liczyło się tylko to spotkanie i tematy do omówienia…

Zaczęło się od próby zdefiniowania w ogóle granic. Pierwsze skojarzenie jakie się pojawiło dotyczyło granic państwa, których należy strzec i nie pozwolić aby przechodził przez nie wróg, ci zaś którzy chcą je przekroczyć muszą przyjąć zasady jakie w danym państwie obowiązują. Potem definicja zaczęła iść w stronę osobistych granic, co jest ważne w moich granicach, na jakie ustępstwa mogę pójść. Aby je wypracować podzieleni zostaliśmy na 4-osobowe grupy, po czym każda grupa przedstawiła swoje zasady pod hasłami „stop”, „akceptuję” i „promuję”.

Pod pierwszym hasłem „stop” postawiliśmy granice dla : chamstwa, kłamstwa/ tu pojawiło się określenie ”pokłamkiwać” czyli np. powiedzieć komuś, że wygląda dobrze kiedy mamy inne odczucie – tutaj będzie rozstrzygać „intencja”, która w ogóle uznana jest za jedną z zasad postępowania /, przemoc, niepunktualność, cynizm, kary cielesne, wulgaryzmy, nietolerancja, zawiść, manipulacja celowa, działanie w złej wierze, agresja.

Co natomiast akceptujemy ? Praworządność, prostolinijność, ekologię, rodzinę, tolerancję, uczciwość, zgodę, szacunek, dyskrecję, spokój, wolność osobistą.

Natomiast to co chcielibyśmy promować w jakimś sensie pokrywa się z tym co akceptujemy, a mianowicie: uczciwość, poczucie bezpieczeństwa, szacunek, lojalność, zgodę w rodzinie, zdrową rywalizację, miłość, tolerancję, życzliwość, otwartość, dbałość o siebie i swoje zdrowie, współpracę i pracowitość.

Granic stale się uczymy, nie rodzimy się z nimi. Dlatego szczególnie dzieci potrzebują aby nauczyć je co jest dobre, a co złe, potrzebują jasności w tym względzie aby wchodząc w dorosłe życie już miały określone granice postępowania. Istnieje tu zależność pomiędzy postawą rodziców, a zachowaniami dzieci. Albo rodzice są nadopiekuńczy, sprawują nad nimi nadmierną kontrolę, albo na odwrót dają zbyt wiele swobody, rodzi się postawa wroga wobec rodziców, agresja rozładowywana potem alkoholem albo narkotykami. Dzieci szukają w rodzicach i dziadkach dorosłości , ale trzeba umieć ją im dać….

Kolejne ćwiczenie uświadomiło nam jakie są typy ludzkich zachowań w stawianiu granic. I tak okazało się, że są „ludzie – mury” – nie jest się otwartym na wyjście do innych, zamkniętym w sobie, są mający płynne granice, które zależą od nastroju, taka osoba jest nieprzewidywalna, nie wiadomo jak w danym momencie zareaguje, mają uszkodzony system granic, są tacy, którzy w ogóle nie mają granic i tacy, którzy na odwrót mają swoje zasady i swoje granice, są otwarci na świat, są przewidywalni, czują się bezpiecznie, mają uregulowany system granic.

Dla odprężenia i poćwiczenia umiejętności stawiania granic oraz sztuki odmawiania, dostaliśmy do wykonania następujące zadania : pierwsze – namolna sąsiadka chce pożyczyć/ nie po raz pierwszy/ pieniądze, jak odmówić grzecznie ? Drugie – popsuł się sprzęt TV – jak odmówić natrętnemu sąsiadowi naprawy ? Trzecie – znów namolna sąsiadka przychodzi pogadać „do zamęczenia” co często robi gdy akurat mąż i żona mają bardzo ważną kwestię do omówienia między sobą – jak ją odprawić? Czwarte – przychodzi akwizytor i chce nam wcisnąć ekspres do kawy- jak się go pozbyć ?

Wszystkie scenki zostały odegrane fantastycznie, było przy okazji dużo śmiechu, wszyscy wybronili się, a przy okazji okazało się, że w uczestnikach drzemią nieujawnione talenty aktorskie / może by stworzyć kabarecik SuperDziadka i SuperBabci np. pt:” Kabaret bez kapci” ?/

Przy okazji tego ćwiczenia stanęła kwestia dlaczego nieraz jednak nie umiemy odmówić ? Bo boimy się okazać kimś złym, nieużytecznym, będziemy posądzeni, że odmówiliśmy pomocy, ktoś nie zrozumie nas, że z jakichś względów tej pomocy nie mogliśmy mu udzielić…

Po krótkiej przerwie „zanurzyliśmy się” w drugi temat jakże odprężający i upiększający już swoim tytułem, a mianowicie: „ Jak dobrze się czuć i pięknie wyglądać będąc SuperBabcią i SuperDziadkiem” , który przedstawiła pani Maria Lubowicka.

Tutaj na wstępie chciałabym dać prztyczka w nos naszemu świetnemu fraszkopisarzowi Janowi Sztaudyngerowi /1904-1970/, który onegdaj tak napisał: ”Minęła młodość i uroda, została reszta – szkoda!” Otóż Szanowny Mistrzu z tej reszty można też wykrzesać wiele piękna wystarczy tylko troszkę chcieć ! I oto właśnie na samym początku Pani Maria powiedziała iż wiek to nie jest powód do tego aby się zestarzeć. Piękno bowiem wypływa ze środka, czasami wystarczy mały bodziec aby ukazało się w pełni. Mimo peselu możemy wciąż być piękne i się podobać – bo wszystko zaczyna się w głowie… Musimy się przyznać sami przed sobą do swoich nawyków, które powstają latami, aby nasz wizerunek był spójny z naszym wnętrzem, musimy być sobą i nie udawać kogoś innego, musimy odciąć się od przeszłości, wyciągnąć wnioski, ale nie wracać uporczywie do tego co już minęło bo i tak nie da się faktów odwrócić.

O czym mówi nasz wygląd ? O kompetencji, profesjonalizmie, elegancji, dobrych manierach, jest wyrazem szacunku, należy dostosowywać swój ubiór do okoliczności. Wszystko ma znaczenie i to jak się odżywiamy, jak pielęgnujemy twarz i ciało, elementy stylizacji takie jak fryzura, kolor, strój, linia zapachowa, makijaż. Ważne są dodatki takie jak biżuteria, okulary, paski, obuwie, torebki, teczki, długopisy pióra. Makijaż w starszym wieku powinien być delikatny, lekki , prawie niezauważalny. No i przede wszystkim nie nosimy w sobie urazy bo to czym się karmimy to mamy. A na to wszystko jeszcze zawsze UŚMIECH !

Konkludując mogę powiedzieć:
Mam prawo stawiać granice i obowiązek dbać o siebie !