Wizyta studyjna Białystok-Supraśl 21-22.06.2014

„Wychowywać znaczy kochać, wychowanie jest sprawą serca.” Ks. Jan Bosko

Jeżeli podróże kształcą to spotkania zbliżają.

Jednak warunkiem każdego spotkania musi być atmosfera. Ciepła, serdeczna, przyjazna, powoduje, że spotkanie przemienia się w spacer po ogrodzie pełnym kolorowych, cudnie pachnących kwiatów, z którego nie chce się wyjść, a kiedy jednak już trzeba się rozstać, zabiera się ze sobą bukiet pięknych wspomnień. Kiedy na odwrót, atmosfera jest nieprzyjazna, ponura, to takie spotkanie przypomina jedzenie zimnego rosołu z niedogotowanym makaronem gdzie przełykając pływające w nim tłuste oka zamyka się własne oczy marząc tylko o jednym – aby się jak najszybciej skończyło…

Mieliśmy wielkie szczęście spacerować po ogrodzie, z którego wspomnienia jeszcze długo będą tymi najmilszymi….

Otóż w dniach 21-22 czerwca 2014 roku w osobach Ani Perzyńskiej, Sławomira Milewskiego i mnie ze Szkoły SuperBabci i SuperDziadka na warszawskim Ursynowie oraz Kasi Czerkas – naszej wolontariuszki, mieliśmy dar uczestniczenia w spotkaniu Szkół SuperBabci i SuperDziadka w Białymstoku i Supraślu, w którym udział wzięli przedstawiciele Szkół z Lublina, Wrocławia, Poznania i oczywiście Supraśla i Białegostoku.

Zjechaliśmy zatem późnym popołudniem do Białegostoku i po zakwaterowaniu się w Centrum Kultury Prawosławnej na ul. Św. Mikołaja 5 poszliśmy coś przekąsić „na miasto”. Rynek ładny, akurat trwał konkurs katarynek, zrobiliśmy sobie zdjęcie z przemiłym i przystojnym /!/ kataryniarzem, zjedliśmy całkiem przyzwoity obiadek w „Słonecznej”, przespacerowaliśmy dziedzińcem Pałacu Branickich kiedy deszcz w postaci pokaźniej ulewy zmusił nas do powrotu do „domowych pieleszy” . I dobrze, następnego dnia czekało bowiem nas tyle atrakcji, że wstać wyspanym i wypoczętym było jak najbardziej wskazane…

Zaplanowana była bowiem od samego rana wyprawa do Supraśla, gdzie SuperBabcie i dwóch SuperDziadków ze Szkoły w Supraślu podjęło się zadania goszczenia nas i zrealizowania pierwszej części programu wizyty studyjnej.

Już wchodząc do Centrum Kultury i Rekreacji w korytarzu powitały nas olejne obrazy nie kogo innego tylko właśnie SuperBabć ! Były całkiem udane jak na pierwsze „złapanie się” za pędzel ! Ale to nie wszystko jeśli chodzi o ich twórczość artystyczną. Idąc dalej do kolejnych pomieszczeń zachwyciły nas zdjęcia przyrody, a także różne drobne „arcydzieła” jak pisanki wielkanocne, które z uwagi na swoja artystyczną wartość mogą stać cały rok jako ozdoba, uszyte z materiału warzywa i owoce, które miałoby się ochotę od razu schrupać, a bransoletka na rękę przymierzana przez niektóre panie była z żalem zdejmowana – tak się podobała !

W takim nastroju weszliśmy do głównej sali ! A tutaj zaraz, zaraz – ledwie przyjechaliśmy, a już wysyłano nas w podróż ! Oto bowiem na podłodze leżał ogromny plakat z napisem w środku: „ Dokończ zdanie – lubię podróżować do…” Flamastry i kredki poszły w ruch i najbardziej skryte marzenia i fantazja – bo mieliśmy za zadanie obok tego napisu właśnie je ujawnić.

Gdzie pojechałyby SuperBabcie i SuperDziadkowie ? „W głąb siebie”, „do miejsc z marzeń mojego dzieciństwa”, „do krainy marzeń”, „tam gdzie dobrzy ludzie mieszkają”, „aby poznać nowe miejsca i zachwycać się nimi”, „do zielonych , cichych miejsc”, „do tajemniczych miejsc”, „do krainy rymów inspirujących”, „do znanych miejsc aby wypocząć i nabrać dobrej energii, „ciekawych historycznie miejsc”, „krainy wspomnień”, „na łono natury”, „nowych orientalnych miejsc”…

Czy już na wstępie po takich marzeniach i młodzieńczej wręcz fantazji nie można się było spodziewać, że oto powolutku zaczął zakwitać ogród najlepszych wspomnień ?!

Ale to jeszcze mało ! Okazało się, że musimy odnaleźć i zareklamować cztery krainy: miłości, zdrowia, dobroci i przyjaźni. Podzieleni na cztery grupy przygotowaliśmy swoje hasła i wierszyki. Mnie przypadła grupa „przyjaźni” . Powstał wierszyk „ W naszej krainie życie w przyjaźni płynie”! I następne hasło „Tulimy się” ! Wystartowałyśmy po nim natychmiast do wszystkich uczestników i ściskałyśmy ich za ich równie piękne i mądre hasła oraz piosenkę „Błogosławiona dobroć człowieka” przygotowaną przez grupę „dobroć” jak i za tą właśnie atmosferę, która wprowadziła nas w nastrój przyjaźni i serdeczności. W końcu wszyscy wyściskali się ze wszystkimi i staliśmy się sobie bliscy jako „uczniowie” nie tylko z jednej szkoły, ale w ogóle z jednej klasy…

Po tej części, której temat brzmiał „Uczymy się, bawimy, działamy wspólnie – zajęcia integracyjne – „Podróż do Krainy Wszystkiego Najlepszego”, które poprowadziły panie Danuta Milewska i Agnieszka Sieniawska z Polskiego Stowarzyszenia Pedagogów i Animatorów „KLANZA”, które jest ogólnopolskim koordynatorem rozwoju sieci Szkół SuperBabci i SuperDziadka, przyszła kolej na następny temat czyli „Prezentację Szkoły na przykładzie Białegostoku, Supraśla i Siematycz – projektu realizowanego w ramach I edycji ASOS 2013-2014 czyli Rządowego Programu na Rzecz Aktywności Społecznej Osób Starszych na lata 2014-2020. Tutaj muszę zaznaczyć, że wszystkie panie prowadzące były z „KLANZY”, która była organizatorem tej Wizyty.

Ta część była prezentacją multimedialną, którą poprowadziły panie Małgorzata Borowska i Agnieszka Sieniawska. Tematy jakie zawierała to: zasady prowadzenia działań twórczych, dobór technik twórczych do wykorzystania w pracy z seniorami, ograniczenia i trudności osób starszych przy pracach manualnych, tańce integracyjne – jako forma ruchu przy muzyce.

Z ciekawością czeka się zawsze na wypowiedzi osób bezpośrednio uczestniczących w zajęciach Szkoły. Głos zatem w kolejnej części spotkania czyli „Doświadczenia seniorów z działań realizowanych w ramach wolontariatu seniorskiego i Spotkań – spotkanie przy kawie z Babciami z Supraśla” zabrały właśnie SuperBabcie…

Tutaj muszę od razu zrobić dygresję co do SuperDziadków. W Supraślu na początku pokazało się dwóch, a w Białymstoku na końcu pokazało się także dwóch. Dobrze, że wiernie towarzyszył nam nasz Sławek choć na dziadka jest jeszcze za młody… A zatem apel – panowie SuperDziadkowie wszystkich Szkół – dołączajcie do nas ! Wasi wnukowie – chłopcy szczególnie, potrzebują was, a to czego się w Szkole dowiecie i po męsku im przekażecie to będzie potem procentowało przez całe ich życie !

Co zaś do SuperBabć to co tu dużo mówić ! Tu trzeba było być i posłuchać jak ciekawie panie opowiadały o swojej pracy, spotkaniach z dziećmi w przedszkolu, w domu pomocy społecznej dla młodzieży, udzielaniu się z sercem i swoim wnukom i innym dzieciom. Zapytane co im daje Szkoła zgodnie odpowiadały, że bardzo chętnie przychodzą na zajęcia, wręcz nie mogą doczekać się czwartku, bo oprócz pracy merytorycznej postawionej tutaj w dużej mierze na jak największy kontakt z dziećmi, mają gimnastykę, potem kawka, rozmawiają, wymieniają kulinarne przepisy, uczą się jak być człowiekiem otwartym na innych, pozbywają się swojej nieśmiałości, uciekają od „czterech ścian”. Przy okazji znalazł się sposób na „denerwującego zięcia”. Otóż chwalić, chwalić, a zrobi się jak baranek !

Co do owych przepisów to okazało się, że to nie „gołosłowie”. Pyszne ciasta różnego rodzaju, a także sałatki, barszczyk, kiełbaska na gorąco wzmocniły wszystkich w czasie przerwy i połechtały podniebienie…

Być w Supraślu i nie odwiedzić cerkwi , a także nie zwiedzić Muzeum Ikon to tak jakby być w Warszawie i nie widzieć Pałacu Kultury i Nauki ! Co prawda 80% procent ikon pochodziło z odzysku z przemytu, ale może to i chwała przemytnikom, że znali się na sztuce, a najbardziej celnikom za skuteczność kontroli !

Zajęcia w Drugim Dniu Wizyty były już w Białymstoku w Centrum Kultury Prawosławnej, tam gdzie się zatrzymaliśmy, i tutejsze SuperBabcie z równą energią i równie świetną kuchnią otoczyły uczestników swoją gościnnością.

Tematy tego dnia były następujące:
-„Doświadczenia seniorów z działań realizowanych w ramach wolontariatu seniorskiego i Spotkań międzypokoleniowych na podstawie Szkoły SuperBabci i SuperDziadka w Białymstoku / prowadziły SuperBabcie z Białegostoku/,
-„Planowanie działań w środowisku lokalnym na rzecz osób starszych, a w tym rola animatora – lidera w działaniach na rzecz środowiska osób starszych, planowanie działań, podstawy pracy z grupą – fazy rozwoju, trudne sytuacje, sposoby finansowania działań na rzecz osób starszych” – prowadziła pani Małgorzata Borowska
- „Jak opracować program szkoły ? – czyli tematy spotkań edukacyjnych, schemat szkoły, dokumentacja szkoły” – prowadziły panie Zofia Zaorska i Małgorzata Borowska.

SuperBabcie z Białegostoku wypowiedziały się podobnie jak SuperBabcie z Supraśla odnośnie znaczenia Szkoły w ich życiu. Wypełnia im ona wolny czas, wychodzą dzięki temu do ludzi, dowartościowują się, zawierają przyjaźnie, mogą porozmawiać, a jednocześnie w razie potrzeby jak np. choroba odwiedzać się nawzajem i pomagać sobie, nie mówiąc już o aspekcie najważniejszym, a mianowicie pomocy rodzicom w wychowywaniu dzieci, rozumieniu własnych wnuków i umiejętności nawiązania kontaktu z nimi.

Wszyscy patrzyliśmy z nieskrywaną serdecznością i wdzięcznością na panią dr Zofię Zaorską – to Ona założyła pierwszą Szkołę SuperBabci i SuperDziadka w Lublinie w 2008 roku, która teraz po latach zaczyna zataczać coraz większe kręgi i przynosić tyle radości, dobra i wiedzy wszystkim jej uczestnikom. Pani Zofia opowiedziała o działalności Szkoły w Lublinie, dużo osób już wie o Szkole i przychodzi do niej, Szkoła organizuje także i inne jeszcze działania oprócz merytorycznych jak np. zabawę karnawałową, wycieczki dla wnuków wraz z babciami, Dzień Dziecka, spotkania rodzinne opłatkowe, w których uczestniczą i mamy i babcie i wnuki oczywiście, a prezentem jest tylko i wyłącznie książka ! Pięknie! Są też Gry Wiejskie, Legendy Lubelskie, w działalność Szkoły i organizację imprez angażują się też studenci – ta symbioza młodych ze starszymi ogromnie panią Zofię cieszy – to jest właśnie to !

I tak powoli, powoli spotkanie czyli Wizyta Studyjna dobiegła końca…Wśród bukietu dobrych wspomnień zabieram jeszcze … parasol, pod który wzięła mnie przemiła absolwentka europeistyki, młodziutka wolontariuszka, Izabela Dąbrowska kiedy wracaliśmy z Muzeum Ikon w pełnym deszczu. Wyobraziłam sobie wtedy, że ten parasol już na zawsze będzie mnie chronił od wszelkiej niepogody gdziekolwiek będę….

Ponieważ wyjeżdżaliśmy prędzej aby zdążyć na Eco-Piknik naszej Szkoły SuperBabci i SuperDziadka na warszawskim Ursynowie panie zaśpiewały nam „Żegnamy was, żegnamy was….” Nic z tego kochane panie ! Samochód „rozkraczył” nam się po 20 km od Białegostoku i musieliśmy do niego wrócić i zostawić go do naprawy w warsztacie i wracać autobusem PKS…

Na Eco-Piknik zatem nie dojechaliśmy czego bardzo żałujemy bo na gorąco w czwórkę opowiedzielibyśmy wszystko co tylko ! Ale pocieszyły nas dobre wieści, że udał się, dzieci bawiły się ładnie z SuperBabciami, był konkurs ciast, pierwsze miejsce za sernik zdobyła pani Perzyńska, mama Ani – gratulacje !

A my pełni dobrej energii i niezapomnianych wrażeń dziękujemy bardzo, bardzo serdecznie i ciepło za tak miłe spotkanie wszystkim SuperBabciom z Białegostoku, Supraśla, Wrocławia, Poznania i Lublina, KLANZIE za perfekcyjnie zorganizowaną Wizytę Studyjną, życzymy wszystkim zdrowia, sukcesów i spełnienia marzeń w Krainie Wszystkiego Najlepszego!

Kto czyta, nie błądzi

„Czytanie czyni człowieka pełnym, rozmyślanie
głębokim, a rozmowa otwartym.”
Benjamin Franklin / 1706-1790/

Zbliżają się wakacje, a to jest zawsze okres kiedy chce się czytać.

Czytanie co prawda powinno być codziennym nawykiem w różnym natężeniu oczywiście, zależnie od sytuacji, możliwości, wolnego czasu, dostępu do książki zarówno bibliotecznej jak i kupionej z własnych, często niezbyt zasobnych, funduszy.

Jednak wakacyjne czytanie to jeszcze coś innego… To forma szczególnej przyjemności bo połączona z wolnym czasem, zmianą miejsca pobytu, kiedy choć na paręnaście dni przenosimy się w morski, górski, leśny, lub pełen jezior, krajobraz, sycimy się jego widokiem, zapachem, wszystko nam się podoba i do tego jeszcze … dobra książka !

Na wybór lektur nie możemy narzekać ! Księgarnie aż uginają się od coraz to nowych tytułów i naprawdę każdy może znaleźć coś dla siebie. Niemniej jednak pewien kierunkowskaz zawsze jest cenną rzeczą…

I właśnie uczestnicy Szkoły SuperBabci i SuperDziadka na warszawskim Ursynowie 7 czerwca mogli z niego skorzystać bowiem doradzała i prezentowała poszczególne pozycje godne zauważenia realizując temat „ Książki na wakacje – co czytać ?” Katarzyna Wejss z Biblioteki – Wypożyczalni dla Dzieci przy ul. Nugat 4, a zatem osoba w tym względzie jak najbardziej kompetentna i z nowościami na czasie.

Lista tytułów, na które warto zwrócić uwagę zarówno dla dzieci jak i dla dorosłych jest bardzo długa, nie sposób wszystkich tu wymienić, ale może zwrócę uwagę na te, które mnie akurat najbardziej zainteresowały…

Dla dzieci Wydawnictwo Zakamarki, które od 6 lat wydaje książki dla dzieci najlepszych szwedzkich autorów i ilustratorów przygotowało tytułów co niemiara. Jest tu seria o Albercie Albertsonie Gunilla Bergstroma, są wierszowane przygody Cynamona i Trusi dla młodszych i ”Magiczne tenisówki mojego przyjaciela Percy’ego” oraz „Mój przyjaciel Szejk w Stureby” dla starszych Ulfa Starka. Oczywiście książki Astrid Lindgren to już klasyka literatury dla dzieci z „ Pippi Pończoszanką” na czele … jest „Mama Mu” Jujji Wieslander i Tomasa Wieslandera, o nietuzinkowej parze przyjaciół. Jest seria „Dzieci filozofują” Oscara Brenifiera odpowiadająca na wiele pytań m.in. dlaczego ludzie umierają ? Jest „Mrówkojad i orzesznica” Lotta Olssona – jak podróżować nie ruszając się z domu ? Jest „Biuro Detektywistyczne Lassego i Mai” Martina Widemarka, zawierające takie m.in. tytuły: „ Tajemnica szkoły”, „Tajemnica kina”, „Tajemnica pociągu”, „Tajemnica miłości”, „Tajemnica szpitala” itp.

Wydawnictwo zaczęło również publikować książki tłumaczone z języka francuskiego i tutaj przebojem jest słoń Pomelo – filozofujący słoń ogrodowy…

Z otrzymanego katalogu tego wydawnictwa na pewno każdy coś dla swoich milusińskich wybierze, natomiast mnie zawsze najbardziej interesuje rodzima twórczość stąd dla młodszych dzieci zanotowałam „Sny i tobołki pana Pierdziołki”- praca zbiorowa, która szczególnie rozbawia dzieci bo są tam rymowanki, powtarzanki, wyliczanki i słówka… no, no, które tak normalnie nie uchodzą na sucho…

Natomiast dla starszych dzieci zanotowałam sobie następujące tytuły: Anna Czerwińska-Rydel „ Moc czekolady. Opowieść o Wedlach i czekoladzie”, która opisuje pasjonującą historię rodziny Wedlów i powstania słynnej, istniejącej do dziś fabryki słodyczy… Następna pozycja też tej autorki wspólnie z Pawłem Rydlem „Mistrz. Spotkanie z Witoldem Lutosławskim”- dla dzieci i młodzieży, dla tych, którzy już zetknęli się z genialnym kompozytorem i tych którzy dopiero będą mieli okazję go poznać.. ”Pasażer nie z tej ziemi. Podróż z Kornelem Makuszyńskim” / 1884-1953/, Kaliny Jerzykowskiej. Kogo jak kogo, ale Kornela Makuszyńskiego powinny znać i dzieci i dorośli, a jak nie to kozy kuć do Pacanowa ! „Wojna na pięknym brzegu” Andrzeja Grabowskiego – o matce autora, Krysi, która ma 10 lat kiedy wybucha wojna…Średnia młodzież może sięgnąć po „Złodziejkę książek” Markusa Zusaka i także wejść w atmosferę II wojny światowej.

Natomiast dorośli mają już całą paletę nowości wedle zainteresowań. Będą tu bardzo poczytne książki Sławomira Kopra, który śledzi losy elit przedwojennych i powojennych , a tutaj akurat tych drugich jak „Gwiazdy kina PRL”, „Sławne pary PRL”, „Skandaliści PRL” czy „Życie towarzyskie elit PRL”. Jest nowa książka Moniki Jaruzelskiej „Rodzina”, Katarzyna Grochola oferuje „Zagubione niebo”, Marek Niedźwiecki „Radiotę”, Elżbieta Baniewicz „Annę Dymną”.

Z autorów zagranicznych wartych przeczytania to np. Nicolas Sparks „ Najdłuższa podróż”, Bridget Jones „Szalejąc za facetem”, Jo Nesbo „Syn”, Charlotte Link „Ciernista róża”….

Jak zaznaczyłam na początku nie da się wymienić wszystkich pozycji, ale kierunkowskaz został ustawiony i skierowany w stronę, która zawsze zaoferuje coś najwartościowszego czy to z nowości czy z klasyki – książkę !

Rysuję, więc jestem

Tylko dzieci wiedzą czego szukają. Antoine de Saint Exupery / 1900-1944/

Kto nigdy nie był dzieckiem nie może stać się dorosłym. Charles Chaplin /1889-1977/

W swoim nowym mieszkaniu po przeprowadzce z Wrocławia do Warszawy w czerwcu 2013 roku, w przedpokoju, zawiesiłam wysoko nad drzwiami wejściowymi do pokoju dwa swoje zdjęcia – portrety.

Mam na nich 16 lat i stylizuję się z wydętymi ustami na Brigitte Bardot. Pół wieku temu ona była bożyszczem dziewcząt i taka była moda. Zdjęcia te zrobił mi mój dyrektor I Liceum Ogólnokształcącego w Legnicy Franciszek Pałka, który był anglistą i jednocześnie świetnym fotografem. Brał także udział w bitwie o Monte Cassino, tak jak mój Ojciec, więc przy okazji 70-lecia tej bitwy wskrzeszę pamięć i oddam honor Panu Dyrektorowi.

Dlaczego jednak nawiązuję do tych zdjęć ? Bo mają one absolutny związek z…. ostatnim wykładem Szkoły SuperBabci i SuperDziadka na warszawskim Ursynowie 31 maja, a mianowicie „O czym mówią rysunki dzieci”, który ciekawie wraz zajęciami praktycznymi poprowadziła malarka Sylwia Paszko. Otóż wystarczy je wyjąć z oprawionych ram i odwrócić na drugą stronę aby zobaczyć twórczość rysunkową tak zwanego „roczniaka” czyli mojego wówczas niespełna 2-letniego synka… O ile dobrze pamiętam coś gotowałam w kuchni, a dziecko koniecznie chciało rysować, więc z braku czystej kartki podsunęłam mu odwrotną stronę tych zdjęć, do których nie przywiązywałam wówczas zbytniej wagi i przekładałam je latami z regału na regał… Teraz stanowią pamiątkę podwójnej wagi…

I właśnie od owych „roczniaków” czyli dzieci w wieku 12-24 miesięcy życia trenerka zaczęła wykład pokazując na ekranie monitora , jak zresztą później wszystkie kolejne fazy rozwijania się plastycznej twórczości dzieci, pierwsze ich „twórcze dokonania”. A są nimi z reguły kropki, linie zamaszyście rysowane czyli tak zwane fachowo „bazgroty”. Ujmując sprawę naukowo fazy rozwojowe dziecięcej twórczości można pogrupować następująco: 12-24 miesiące życia – pierwsze zetknięcie z kartką i próbą rysowania, następnie 2-4 rok życia – stadium bazgrot, 4-7 lat stadium przedschematyczne, 7-9 lat stadium schematyczne, 9-12 lat – okres grup rówieśniczych, 12-14 lat stadium pseudonaturalistyczne, 14-17 lat – sztuka w okresie dojrzewania.

Okresy te charakteryzują się ciągłym doskonaleniem prób rysunkowych dziecka co w sposób naturalny wiąże się w ogóle z jego rozwojem. – sztuka dziecka zmienia się wraz z wiekiem. Jest to oczywiste, że granica tych zmian u każdego może być inna.

Dziecko przechodząc z pierwszego roku życia w drugi rozwija zdolności manualne, wzrokowe i motoryczne, ważne jest aby wraz z tym w parze szedł również rozwój intelektualny, samodzielność dziecka i jego kreatywność. Jeśli chce rysować musimy mu zapewnić właściwe „ narzędzia plastyczne” dostosowane do jego wieku. Zasadą naczelną jest aby dawać dziecku zawsze czystą kartkę, nie zadrukowaną, a także z uwagi na to, że lubi rysować „grubą kreską”, flamastry, grube kredki, pisaki, pastele olejne, a nie długopisy czy cienko rysujące ołówki. Jeśli kogoś stać na tablice świetlne to również można je z nimi zapoznać. Dwulatek rysuje już kwadraty, fascynuje się maczaniem pędzla w wodzie… Jeżeli chce należy pozwolić mu także na malowanie palcami. Natomiast w tym wieku nie należy dawać dzieciom do kolorowania obrazków już narysowanych tzw. kolorowanek gdyż ograniczają one wyobraźnię – dziecko nauczone, że jest już gotowy obrazek nie umie potem rozwinąć własnej wyobraźni i samodzielnie narysować tego „ co w duszy mu gra”… A w duszy gra dzieciom dużo, wraz z latami ich rysunki są coraz bardziej konkretne i zaczynają przedstawiać także ich stany psychiczne i emocjonalne.

W następnych latach, a więc w wieku 2-4 lat bazgroty można podzielić na bezładne , kontrolowane i nazywane. Można już dziecko pytać – co narysowałeś ? W rysunkach tych jest głównie ekspresja, zabawa kolorem i własną kreatywnością. Dzieci w wieku 4-7 lat widzą już różnicę między przedmiotem, a rysunkiem, postacie ludzkie już mają proporcje. W wieku 7-9 lat, zależnie od osobowości, dzieci wyrażają w rysunkach emocje, pojawiają się w nich szczegóły. W wieku 12-14 lat coraz bardziej rysują naturalistycznie, naśladują rzeczywistość, są już ładne proporcje, zaczyna się perspektywa, poczucie trójwymiarowej przestrzeni, dostrzegają barwy, przechodzą do przedstawiania przeróżnych historii. Wiek 14-17 lat to okres dojrzewania – pojawiają się wtedy jeszcze inne formy, fotografia, fotomontaż, malowanie na murach….

We wszystkich tych fazach rozwoju twórczości plastycznej dzieci mogą posługiwać się przeróżnymi technikami, a mianowicie mogą rysować ołówkiem, węglem, patykiem zanurzonym w tuszu lub farbie, świecą, mogą robić kolorowe wydrapywanki, rysować na papierze ściernym, na podłożu z masy mydlanej, nitką techniką frotażu. Jeśli chodzi o malowanie to mogą malować na dużych formatach, szalik w kratkę to tworzenie nowych kolorów, na chusteczkach higienicznych, gazie, mokrym zmiętym papierze, na podłożu z kaszy mannej, mogą malować kamienie.

Ważne jest jedno – pozwolić dziecku na jego twórczość i nie krytykować jej. Jeśli w rysunkach są smutne kolory zainteresować się czy przypadkiem nie jest to odbiciem jakiegoś problemu, o którym nie chce mówić…Ponadto nie jest ważna kontynuacja zainteresowań dziecka. Ono poszukuje, zaczyna nieraz i naukę języka obcego i gimnastykę i balet i inne aż trafi na takie, które naprawdę okaże się jego pasją. Świetnie jeśli jakąś pasję mają rodzice lub najbliżsi bo wtedy w sposób naturalny będą poszukiwać swojej – najlepiej bowiem działa przykład…A zatem nie krytykować – Carlos Ruiz Zafon, współczesny pisarz hiszpański przestrzega : „Słowa, którymi z małostkowości czy ignorancji zatruwa się serce własnego dziecka, zostają na zawsze w pamięci i prędzej czy później spopielą mu duszę…”

Po części teoretycznej przyszła pora na praktyczną i tu Pani Sylwia obdarzając uczestników papierowymi rurkami, kolorowym papierem do wycinanek, wszelkimi kredkami i flamastrami zainspirowała wszystkich do stworzenia tak prześlicznych różnych figurek i zabawek, że radości z ich oglądania nie było końca..

A potem poszliśmy tańczyć….. Tą część relacji mogłabym zatytułować „Tańczę, więc żyję…” Małgosia Gajdemska, choreograf, tancerka, aktorka w sposób przemiły powoli, powoli tak rozruszała wszystkich , że z czasem tańczyliśmy jak z nut i czuliśmy się lekko jak piórka….

Uczucia i emocje

Człowiekowi potrzebni są odbiorcy uczuć-inaczej serce pęka.
Stanisław Jerzy Lec

„Kochać, jak to łatwo powiedzieć…” – śpiewał kiedyś Piotr Szczepanik.

Nie tylko zresztą kochać. Uczucia i emocje to cała gama złożonych stanów, które są wciąż obecne w życiu człowieka i bez których wzajemne ludzkie relacje byłyby wręcz niemożliwe. I o ile emocje rodzą się z myśli i pojawiają się spontanicznie o tyle uczucia powstają samoistnie i są elementem trwałym ludzkiej duszy, a wszystkim tym kieruje inteligencja emocjonalna, która stanowi odmienny rodzaj mądrości…

I właśnie od niej zależy jak pokierujemy swoimi uczuciami i emocjami, czy skierujemy je w stronę dobra czy zła….

Anna Owczarska-Osinska, psycholog o specjalności międzykulturowej, absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego, Uniwersytetu Brukselskiego oraz Wyższej Szkoły Społecznej w Warszawie pracująca na co dzień w Ośrodku Naukowo-Terapeutycznym „Ogrody Zmian”, spróbowała wyjaśnić na kolejnym spotkaniu uczestnikom Szkoły SuperBabci i SuperDziadka złożoność tych zjawisk podejmując temat: „Uczucia – wyrażanie uczuć nie jest łatwe, a jednak potrzebne w budowaniu dobrych relacji, podobnie jak słuchanie tego czego nasze wnuki potrzebują od nas”.

A potrzebują przede wszystkim aby zrozumieć, że ich wchodzenie w życie,
o którym nic nie wiedzą, jest bardzo trudne ! Są jak przybysze z innego świata, rozglądają się w tym, w którym się znalazły, muszą nauczyć się mówić, widzieć słyszeć, rozumieć i czuć. To ostanie jest chyba największym instynktem stąd gama uczuć u małych dzieci jest ogromna, manifestowana to krzykiem, to zachowaniem określanym przez nas dorosłych jako „niegrzeczne”, bądź na odwrót erupcją miłości w postaci przytulania się i nieodstępowania nas na krok !

I to my dorośli powinniśmy nauczyć je co jest dobre, a co złe, co wolno, a czego nie wolno, co jest bezpieczne, a czym mogą sobie zrobić krzywdę. Towarzyszy nam w tym cała gama uczuć i emocji i tych dobrych i złych, i przyjemnych, ale też tych trudnych i niechcianych.

Kiedy trenerka poprosiła o wypisanie na kartkach jakie uczucia i emocje znane są uczestnikom pojawiła się ogromna ich ilość. Z tych dobrych to miłość, wdzięczność, sympatia, fascynacja, oczarowanie, czułość, wolność, podniecenie, triumf, szczerość, błogość, bezpieczeństwo, sympatia, zachwyt, zadowolenie. Z tych złych to odrzucenie, rozczarowanie, złość, gniew, nienawiść, zawiść, litość, pogarda, strach, zemsta, zniecierpliwienie, lęk, nieufność.

Jak zatem postępować aby uczucia nasze były stabilne, a emocje nie brały góry nad zdrowym rozsądkiem i abyśmy odpowiednio do sytuacji zachowywali się i kształtowali poprzez to charaktery naszych maluczkich w sposób jak najbardziej dla nich właściwy
i przynoszący im w dorosłym życiu mądrość, siłę i odwagę ?

Zrozumieliśmy to poprzez rysunkowe historyjki, w których przedstawione sytuacje miały dwie wersje postępowania. I tak na przykład jedna ignorująca problem dziecka, zaprzeczająca jego uczuciom, druga na odwrót, określająca jego uczucia i rozmawiania o nich. Inna to zamiast słuchać dziecka „jednym uchem”, należy wysłuchać je uważnie, nie lekceważyć tego co ma do powiedzenia, zrozumieć je. Trzeba dziecku wytłumaczyć zaistniałą sytuację, dziecko potrzebuje jasnego nazwania sytuacji, im więcej będzie autentyczności z naszej strony tym bardziej ono będzie się otwierać na nas i uspakajać. Nie wolno zostawić dziecko z problemem samemu sobie. Potęguje to jego strach, a strach budzi agresję…

Jeżeli chodzi natomiast o miłość, uczucie naczelne w naszym życiu , to nie może ona opierać się tylko na słowach, ale poprzedzona powinna być i czynami. Już przecież Sofokles /496-406 p.n.e./ mówił: : „Słowami świadczyć miłość – to nie miłość.”

Wyobraziłam sobie, że uczucia i emocje są jak klawiatura fortepianu, uczucia to białe klawisze, emocje czarne – razem składają się na muzykę życia…

Temat uczuć i emocji wzbudził… emocje. Powróciły wydarzenia sprzed lat, także te bolesne, dźwigany latami żal, niezgoda na to co przyniósł los… Otworzyły się serca
i pokrzepiły się nawzajem….

A potem Katarzyna Wejss, która już nam trzeci raz towarzyszy w naszych książkowych wyborach i plastycznych „wytworach” i Bogna Okońska – plastyczka, która z równą cierpliwością i oddaniem wtajemniczała nas w zrobienie zabawki optycznej nazwanej „zootropem”, roztoczyły nad nami twórczego, filmowego wręcz, ducha ! Wyobraźnia i rysunkowe „talenty” poszły w ruch, a co z tego wynikło uwieczniły zdjęcia, które należą się wszystkim dzielnym „plastyczkom” na pamiątkę !