Szkoła SuperBabci i SuperDziadka żegna się!

„Uczymy się nie dla szkoły, lecz dla życia” /Seneka Młodszy/

Wszystko co się zaczęło musi się skończyć.

Tyle tylko, że zanim coś się skończy następuje podsumowanie tego co minęło aby nadać mu kształt, charakter, przewodnią myśl na przyszłość, można to porównać do wyłuskania ziarna z dojrzałego już kłosa pod nową uprawę…

Szkoła SuperBabci i SuperDziadka na warszawskim Ursynowie pierwsze swoje spotkanie odbyła 29 marca 2014, a ostatnie 6 grudnia 2014 roku. Spotkania odbywały się co tydzień, nie wliczając świąt i okresu wakacji.

O ile na pierwszym spotkaniu wszyscy ci, którzy postanowili zostać SuperBabciami i SuperDziadkami, byli leciutko stremowani tak z czasem liczna grupa, która już od pierwszego spotkania przyjęła zasadę mówienia sobie po imieniu, uchwaliła „kodeks honorowy” i ściśle się go trzymała choć w zasadzie nie był on potrzebny kiedy spotykają się ludzie na najwyższym poziomie, z czasem okazała się być tak zintegrowana, coraz bardziej swobodnie porozumiewająca się ze sobą, zaangażowana autentycznie w zajęcia, z ciekawością i radością przyjmująca kolejne tematy, czująca się swobodnie i tryskająca energią, humorem, wyobraźnią, zacięciem teatralnym i literackim gdy przyszło do tworzenia samodzielnie scenek z bajek, opowiadania ich według swojego pomysłu, a także napisania ich i narysowania, bez trudu powstawały małe arcydzieła w postaci zabawek, a także nie było skrępowania kiedy trzeba było zatańczyć tańce amerykańskie, irlandzkie i każdy każdemu pomagał zapamiętać wszelkie związane z tym kroki taneczne!

Szkoła przewartościowała pojęcia „babci” i „dziadka”. Kojarzą się bowiem one wciąż jeszcze z kimś mocno już starszym, nieraz niedołężnym, kochającym wnuki, ale nie mogącym im wiele dać oprócz prezentów z okazji urodzin lub pod choinkę, czasem jeszcze opowiadaniem bajek, ale to takich z zamierzchłych czasów… A tymczasem….

Tak, tymczasem nadchodzi nowa epoka, epoka babć i dziadków wciąż ciekawych świata, dbających o swoje zdrowie, a tym samym o kondycję fizyczną, mających mnóstwo zainteresowań, którzy po przejściu na emeryturę mogą je z powodzeniem realizować i mają o wiele więcej czasu wolnego niż ich zapracowane, dorosłe, dzieci. Komu zatem mogą zaofiarować swoją energię i całe bogactwo życiowego doświadczenia? Kogo dobrać sobie za towarzyszy wolnych chwil? Oczywiście, że własne wnuki, te najbardziej chłonne, czyste umysły, które aż się proszą o „zagospodarowanie” !

Ale żeby wiedzieć jak w tak zmienionym świecie jaki nastał rozmawiać z nimi, wspólnie spędzać czas, darzyć ich mądrą miłością nieocenione okazały się zajęcia jakie przygotowała Szkoła SuperBabci i SuperDziadka.

Zmieniły się bowiem czasy kiedy miało się swoje dzieci. Bo czy były kiedyś tablety i smartfony, na których teraz już parolatkowie śmigają jakby się z nimi urodzili, a dziadkowie patrzą niemal z trwogą jak na urządzenia nie z tego świata? Nowoczesność w technice dookoła zatacza coraz szersze kręgi, trzeba odnaleźć się w niej wraz z naszymi maluczkimi…

Jesteśmy nieraz zanadto bezpośredni w zachowaniach, ale czy to oznacza, że każdy może „wchodzić nam na głowę”, a szczególnie nasze ukochane wnuki? Dlatego potrzebne jest stawianie granic, nie tylko naszym wnukom, ale i innym , także samym sobie…

Jak wyrażać uczucia kiedy komputer zaczyna zastępować najbliższych ? Jak wytłumaczyć wnukom, że gra w internecie to jedno, a życie to drugie ? Jak być asertywnym i umieć powiedzieć „nie”, ale tak aby nie obrazić, nie spowodować wrogości, trudnej potem do naprawienia ?

Kusi naszych milusińskich tyle batoników, słodkich napojów w ślicznych, plastikowych butelkach, jak wytłumaczyć, że to szkodliwe i tuczy i na nic zdadzą się potem dorastającej panience diety odchudzające… Że zdrowe odżywianie na czym innym polega…

A kiedy zostajemy sami z maluchem, który zachowuje się tak jakby go ktoś skrzywdził, widzimy pierwsze oznaki, że nie wierzy w siebie jaką bajkę mu opowiedzieć, po której zrozumie i uwierzy, że jest świetny, dobry i mądry…? A kiedy na odwrót, zaczyna pięknie malować, jak rozpoznać, że są to oznaki już malarskiego geniuszu? A kiedy pada deszcz, jest ponuro i jesiennie jak wyczarować z kawałeczka materiału, waty, czy papieru coś wesołego co swoim kolorem i kształtem rozweseli cały pokój? Jaką bajeczkę kupić, która akurat jest najwartościowsza wśród nowości?

A my sami, nasze stosunki z teściowymi, synowymi, zięciami, nasze zdrowie i nasza rozrywka, nasz ładny, zadbany wygląd, piękno ciała i duszy które emanują kiedy zaczynamy tańczyć choćby w skromnej salce, ale już wtedy krew zaczyna prędzej krążyć i ubywa nam lat…

Ponadto sama nazwa „Szkoła”, to, że jesteśmy w szkole…. Siedzimy po dwie w ławkach, już porobiły się pary koleżanek, ta siedzi z tą, a tamta czeka kiedy przyjdzie jej towarzyszka, czujemy się jak kiedyś w klasie, szepczemy sobie coś w tajemnicy na ucho, pani prowadząca wykład nas ucisza, jesteśmy znów niesfornymi uczennicami, chętnie by się coś porozrabiało, umawiamy się na następne spotkanie, czekamy na nie z utęsknieniem, witamy się wesoło, podajemy sobie kartki, kredki, nożyczki, wełnę i inne materiały kiedy coś robimy, nikt nikogo nie krytykuje, chwalimy się nawzajem, pokazujemy sobie nasze małe arcydzieła, podziwiamy fantazję i wyobraźnię, która naprawdę zaskakuje pomysłowością, jesteśmy znów w szkole, a ucząc się mamy wrażenie, że wszystko jest jeszcze przed nami…

Zostaje nam z naszych spotkań w Szkole SuperBabci i SuperDziadka na warszawskim Ursynowie moc pięknych wrażeń , dobrej energii i tyle nauczyliśmy się! Niech teraz to przeobraża nasz świat i ubogaca świat naszych wnuków!
Może na koniec troszkę nostalgii słowami Juliana Tuwima?
„Szkoło! Szkoło!
Gdy cię wspominam
Tęsknota w serce się wgryza
Oczy mam pełne łez!

Do dziecka z sercem, do teściowej z uczuciem…

„Wychowanie to rzecz poważna i musi się w nim mieszać przykrość z przyjemnością”.

„Kara jest także rodzajem lekarstwa”. Arystoteles /384 p.n.e. – 322 p.n.e./

Bardzo lubimy gdy dzieci są grzeczne.

Ale życie byłoby zbyt proste gdyby małe dzieci już wiedziały co wolno, a co nie, skoro nawet my dorośli popełniamy w tym względzie nieraz niezgorsze gafy. Niemniej jednak o ile my mamy świadomość konsekwencji naszych czynów, a przynajmniej powinniśmy mieć, tak dzieci ciągle uczą się życia, ciągle doświadczają nowych sytuacji, tych dobrych i tych złych, i reagują na nie w sposób im tylko właściwy. A zatem my dorośli musimy im pokazać, powiedzieć, nauczyć jak należy postępować, na czym polegają zasady współżycia społecznego jako, że wszyscy żyjemy w społeczeństwie od najmniejszej komórki poczynając jaką jest rodzina…

„Kary i pochwały” – tak brzmiał temat, ostatniego już, niestety, warsztatu, w tej edycji Szkoły SuperBabci i Superdziadka na warszawskim Ursynowie, który bardzo ciekawie poprowadziła Anna Owczarska – Osinska. Bo właśnie poprzez system kar i pochwał możemy uzmysławiać dzieciom co wolno, a co nie, jak należy się zachowywać i co może być kiedy świadomie będą łamać określone zasady postępowania.

Jaka jest zatem funkcja kary? Kara ma na celu poprawienie zachowania, pokazania różnicy między dobrem a złem, prowadzi do przemyśleń i zmiany, także do ochrony przed niebezpieczeństwem, wpaja zasady.

Bardzo ważne jest aby karząc nie naruszyć godności dziecka, żeby nie zrobić mu krzywdy tylko poprzez nią uświadomić na czym polegało jego niewłaściwe zachowanie. Przećwiczyliśmy to na odpowiednich, rozdanych nam, materiałach a także poprzez scenki sytuacyjne. Oto jedna z nich: rodzice wyszli do kina, powiedzieli dzieciom, że wrócą o godzinie 22-giej i o tej porze mają już spać i ma być posprzątane. Oczywiście nic z tych rzeczy nie zostało zrobione, dzieci bawiły się w najlepsze … I tutaj nasza reakcja: pytanie dlaczego nie zastosowały się do tego o co je prosiliśmy, wyrażenie, że jest nam przykro, a także, niestety, za nieposłuszeństwo kary…. A odczucia dzieci ? Odczuwały niesprawiedliwość i bunt, także wstyd i poczucie winy, wyrzuty sumienia, zaskoczenie, niezadowolenie, złość…

Każde dziecko jest inne i inaczej należy do niego podchodzić. Należy mu podpowiedzieć jak naprawić zło, powiedzieć mu o swoich uczuciach i oczekiwaniach, sprawić aby poczuło się odpowiedzialne za to co zrobiło, ustalać zasady np. przed pójściem do sklepu, a potem egzekwować je, dajemy dziecku ultimatum, żeby wybrało co chce robić, a potem trzymało się określonych reguł i ustaleń…

Oczywiście o wiele przyjemniejszym sposobem wychowywania są pochwały. Nie zawsze jednak jesteśmy do nich skłonni. Dlaczego? Bo sami w dzieciństwie mało byliśmy chwaleni albo skąpimy im dzieciom bo stawiamy im większe wymagania, boimy się, że osiądą na laurach, bywa też tak, że skoro my byliśmy mało chwaleni to za to na odwrót nie szczędzimy pochwał naszym dzieciom i dajemy im ich o wiele więcej niż potrzebują naprawdę… O ile jednak kara ma działanie odstraszające tak pochwała niesie pozytywne wzmocnienie zachowania dziecka…

Chwalenie jednak powinno być też umiejętne. Kiedy dziecko przyniesie nam rysunek powiedzenie ogólnikowe, że ładny, nie jest pochwałą, która by je satysfakcjonowała, natomiast zwrócenie uwagi na jakiś szczegół w rysunku, np. że „te płatki kwiatka świetnie narysowałeś” to jest to, bo to będzie znaczyło, że przyglądnęliśmy się rysunkowi, poświęciliśmy mu uwagę, a tym samym uwagę pracy dziecka…

Pochwała mobilizuje do dalszego wysiłku, wzrasta samoocena dziecka, dzięki pochwałom dzieci w przyszłości będą odważniejsze, bo serce zawsze sercem się zwraca…

O ile do dzieci należy podchodzić z sercem o tyle do teściowej z… uczuciem.. Mówiąc o uczuciach zazwyczaj mamy na myśli uczucia dobra, sympatii, szacunku, ale tutaj sprawa może być przewrotna bo uczucia to też złość, niechęć, nienawiść… Żeby jednak górę brały te pierwsze, a nie te drugie należy zadbać o nie… Jak być dobrym teściem/teściową ? O tym powiedziała nam Magdalena Stankowska, która już raz nam temat ten przybliżyła. A zaczęła od tego jak zwracać się do rodziców partnera, do królującej w żartach i kawałach mimo anielskiej duszy uciążliwej „teściowej”? Badania wykazują, że jeśli chodzi o formalne związki to w 75% przypadków jest to jednak „mama”, w 10% forma bezosobowa, ok.10% po imieniu, „babcia”, „pani”, „pan”, rzadziej…. W przypadku kiedy związek jest nieformalny i młodzi chcą żyć bez ślubu całe życie nie ma jednego modelu, każdemu odpowiada co innego, nie ma tutaj jednego wzorca. Zasadą ogólną dla obu związków jest, że to starsze pokolenie powinno decydować jak będziemy ich nazywać.

Co jest najtrudniejsze w relacji synowej i teściowej? Różne poglądy na wychowanie dzieci, na ich żywienie, na sposoby spędzania czasu z nimi, troska o ich usamodzielnianie, ubieranie, o równe traktowanie rodzeństwa, kwestie zdrowotne/ szczepienia/, za dużo zabawek, zabobony. Wg badań 64 % nie kłóci się z teściową, w 26% konflikty są na temat wychowania dzieci, 12% to różnice światopoglądowe, 11 % różnice na temat prowadzenia domu, 11% różny styl życia…

Co zrobić aby te problemy rozwiązywać aby było to dobre dla obu stron?

Pod uwagę powinno być brane przede wszystkim dobro dziecka, uświadomienie sobie, że to rodzice są odpowiedzialni za wychowanie dziecka, że to ich głos jest decydujący, obie strony powinny rozmawiać ze sobą, kiedy zaś zdarzy się, że ktoś nie tak postąpił przyznać się, zyskuje się wtedy dużo aprobaty. Ponadto dziadkowie nigdy nie powinni podważać w oczach dziecka autorytetu rodziców…

Wszystko zależy od dobrej woli obu stron, kiedy jest dobrze zyskuje się dodatkowego sprzymierzeńca naszego życia, a kiedy bywa, że trudno jednak nawiązać serdeczną nić, wtedy najlepiej oddalić się, choć nie jest to takie łatwe jak w tym żarcie : „Po kłótni małżeńskiej żona mówi do męża : Jeszcze dzisiaj wyjeżdżam do mamusi i możesz być pewny, że wrócimy!”