Weranda literacka
Amerykanie
O amerykańskich rewelacjach, wedle których odkryciem na miarę epoki jest dłuższe życie po spacerze w parku
To zdarzyło się dwa lata temu. Już mnie na tym bożym świecie nie było, już zapisali mnie do niebiańskiego chóru, żebym nauczył się śpiewać hosanna. Broniłem się, bo nigdy nie udało mi się wydobyć trzykrotnie „lalala”. Gimnazjalny profesor, Kaszuba, Pozorski, co szkolny chór prowadził, krzyknął kiedyś na mnie: „ty tylko stój! Jak gębę otworzysz to ci trójki ze śpiewu na maturze nie postawię!” Zdarzyło się kiedyś w kościele, że kobieta obok mnie śmiała się, zamiast się modlić. Kiedy doszło do słów „zanosim błaganie” krzyknęła „błagam, niech pan przestanie śpiewać!”
Kiedy mnie już do tej hosanny tak namawiali, przyszli Oni. Amerykańscy uczeni. Przegonili proboszcza, tym w białych rękawiczkach postawili po jednym, a mnie postawili na nogi, kazali chodzić. Szybkim krokiem. Przez 2,5 godziny w najbliższym tygodniu. Mniej więcej 25 minut dzienne. Po tygodniu pożyję jeszcze trzy lata- powiedzieli. Czemu nie? Tylko co na to powie ZUS? Jakoś to będzie- oświadczyli. Powołamy komisję międzynarodową.
Zgodziłem się. Bo jeszcze niedawno biegałem koło domu tysiąc metrów i za darmo. Przyjaciel nie wierzył. Poszedł pomierzyć, a wrócił oburzony. „ty- jak zawsze- przesadzasz. Jest tylko 980 metrów!” Masz babo placek!
Łatwo się zgodziłem. Nie było dystansu, nie było szybkości, nie było rywali, nie było wyznaczonego terenu, byle w parku, byle około 25 minut dziennie przez tydzień. i tylko od tego drzewa do piętnastej. Trzy lata dodatkowego życia, bez Zusu. Dobra nasza!
Nie wytrzymałem. Nie żeby te 25 minut. Nie, żeby ZUS. Nie żeby od tego drzewa do piętnastej.. Zupełnie co innego. Towarzystwo, schab z rumem, piękny samochód i latarnia. Schab jak schab. Ale rum!? Trzeciego roku zabrakło. Latarnia stoi, towarzystwo ma się dobrze, ZUS jak Zus, trochę gorzej samochód.
A zawsze pytałem, co ja bym zrobił bez tych Amerykanów.
W przyszłym tygodniu tekst „Wyczyn”

Zdjęcie www.sxc.hu / Marinela
Kiedy mnie już do tej hosanny tak namawiali, przyszli Oni. Amerykańscy uczeni. Przegonili proboszcza, tym w białych rękawiczkach postawili po jednym, a mnie postawili na nogi, kazali chodzić. Szybkim krokiem. Przez 2,5 godziny w najbliższym tygodniu. Mniej więcej 25 minut dzienne. Po tygodniu pożyję jeszcze trzy lata- powiedzieli. Czemu nie? Tylko co na to powie ZUS? Jakoś to będzie- oświadczyli. Powołamy komisję międzynarodową.
Zgodziłem się. Bo jeszcze niedawno biegałem koło domu tysiąc metrów i za darmo. Przyjaciel nie wierzył. Poszedł pomierzyć, a wrócił oburzony. „ty- jak zawsze- przesadzasz. Jest tylko 980 metrów!” Masz babo placek!
Łatwo się zgodziłem. Nie było dystansu, nie było szybkości, nie było rywali, nie było wyznaczonego terenu, byle w parku, byle około 25 minut dziennie przez tydzień. i tylko od tego drzewa do piętnastej. Trzy lata dodatkowego życia, bez Zusu. Dobra nasza!
Nie wytrzymałem. Nie żeby te 25 minut. Nie, żeby ZUS. Nie żeby od tego drzewa do piętnastej.. Zupełnie co innego. Towarzystwo, schab z rumem, piękny samochód i latarnia. Schab jak schab. Ale rum!? Trzeciego roku zabrakło. Latarnia stoi, towarzystwo ma się dobrze, ZUS jak Zus, trochę gorzej samochód.
A zawsze pytałem, co ja bym zrobił bez tych Amerykanów.
W przyszłym tygodniu tekst „Wyczyn”
Zdjęcie www.sxc.hu / Marinela














Dołącz do dyskusji - napisz komentarz
basia 16/05/2013, 19:29
co to znaczy " od drzewa do piętnastej"?