Taaaka zima

Tymczasem była. Przypomniałam sobie jak nie lubię długiej zimy w mieście, choć było naprawdę luksusowo: autobusy grzały, tramwaje też. Rury w tym roku pękły tylko raz, a kaloryfery były na ogół ciepłe i nawet można było kręcić regulatorem bez obawy urwania go. Dla pokrzepienia sięgnęłam po pamiętniki J.C. Paska i jego opisy zim niegdysiejszych, gdy na Bałtyku stawiano karczmy dla podróżnych. Do relacji, których autorzy opisują jak pośród zawiei i zamieci, cudem trafiali w końcu do jakiegoś domostwa.
W zapomnienie poszły – przynajmniej w moim domu - różne przydatne zimą wynalazki.. Co gorsza, jak zawsze – młode pokolenie odmrażało sobie z zapałem poprzednich uszy i inne niewymowne części ciała. Tutaj chyba nic się nie zmieni również w następnych.
W dzień, śpiesząc się – niecierpliwie dreptaliśmy po jednoosobowych ścieżkach wydeptanych na ulicach. Wymijanie się na tych szlakach wymagało sporej ekwilibrystyki. A kiedy zdarzyło nam się iść pod ścianami domów, przepiękne skądinąd sople groziły nam całkiem serio co najmniej kalectwem. Były miejsca, w których poruszałam się z duszą na ramieniu...

Sfrustrowani kierowcy odgarniali hałdy śniegu na pojazdy sąsiadów. Dozorcy odśnieżali pracowicie od nowa dzień w dzień. I codziennie mieliśmy całkiem nowy i świeży, puchowy śniegu tren.
Rozchlapane, chwilami skute lodem, lub przysypane warstwą świeżego śniegu miasto, szlachetniało wieczorem. Na nieomal pustych ulicach, biel śniegu skrzyła się w blasku latarń i neonów. Świat nabierał świetlistości i odświętności. Jakby to wtedy dopiero miała przyjść pora świąt.
My jednak z niecierpliwością wyczekiwaliśmy wiosny. Jest, przyszła. Słyszy się już głosy ptaków, które wpadają w entuzjastyczny świergot przy każdym pojawiającym się promyku słońca.
Popatrzmy jeszcze raz na biel królowej zimy.....do zobaczenia za rok.
Ewa Kubicka (tekst i zdjęcia)









Dołącz do dyskusji - napisz komentarz
Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.
Dodaj pierwszy komentarz i bądź motorem nowej dyskusji. Zachęcamy do tego.