Inne

Właśnie minęła Rocznica

Właśnie minęła Rocznica Właśnie minęła Rocznica. Wydarzeń, którym także ja, historyk poświęciłem nieco miejsca w swoich tekstach. Przecież mam w pamięci dziecięce zabawy z ołowianymi żołnierzykami w bitwy wojny niedawno minionej. W trzydziestych latach ubiegłego wieku w czasach mego szczęśliwego dzieciństwa w małym kresowym miasteczku co roku jego mieszkańcy brali udział w inscenizacji sześciodniowej bitwy, jaka się zaledwie kilka lat temu rozegrała i była epizodem wojny polsko - bolszewickiej. Pozostała po niej kwatera na cmentarzu, niedawno uporządkowana przez żołnierzy tamtejszego białoruskiego garnizonu.

W patriotycznym czynie krzątały się na cmentarzu starowinki koło grobów. Jest tych grobów dwieście od dawna zaniedbanych, więc sił staruszkom - Polkom nie stawało. Komendant miejscowego garnizonu, białoruski dowódca, przysłał dwudziestu żołnierzy; w ciągu dwu dni te dwieście grobów oczyścili. Po pracach renowacyjnych (tu wspomnę nieżyjącego już Rodaka, Tadeusza, który wyłożył 800 dolarów) cmentarz wojskowy uroczyście otwarto. Moje wspomnienie odnosi się do lat już bardzo dawnych, bo pewnie roku 1936, może 1937 lub 1938. Wieczorem w ciemności, daleko za miastem widać było na niebie błyski, słyszało się odgłosy bitwy, potem ojciec przyszedł unurzany w błocie, potem przyszli koledzy i usiedli za stołem. Na stole na środku stał wielki samowar, dym z machorki gryzł w oczy (machorka to białoruski tytoń, samosiejka). Głośno było. "ty, swołocz, nie chciawszy bolszewikam być, ot co" Bo pewnie przy podziale ról doszło do sprzeczki, kto ma być w oddziałach bolszewickich, a kto polskich, a ta swołocz zastępowała inny dziś używany uniwersalny przerywnik. Potem było "Za Niemen, het, precz", pierwsza brygada, rozmaryn, co zakwitał na grobie kochanka, wojenka - najważniejsza pani i ten kamień groboowy co go skruszyły moce, wśród nich i taka wesoła o legionistach, którzy dobijali się do niebieskich bram, choć ich nie chciał wpuścić święty Piotr, bo właśnie, oj rety!, zajadał smakowite kotlety. (We współczesnym dowcipie święty Piotr ogląda wiadomości telewizyjne. Do bramy stukają ci z Iraku. "- ilu was? - pięciu. - w telewizji mówili, że dwóch. Reszta wynocha!") Kiedy już dobrze popili, śpiewali ułańskie żurawiejki, wspominając wojenne wyczyny. A żurawiejki nie były dla uszu grzecznych panienek i małych dzieci. Ze swoimi prawie osiemdziesięcioma latami należę do pokolenia ostatnich Polaków, którzy jeszcze cokolwiek z lat trzydziestych pamiętają. Wojna polsko - bolszewicka, znana już tylko z podręczników historii dla mnie jest częścią mego życiorysu, choć też urodziłem się kilka lat po jej zakończeniu.

Dołącz do dyskusji - napisz komentarz

Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi.
Obraźliwe komentarze są blokowane wraz z ich autorami.

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

Dodaj pierwszy komentarz i bądź motorem nowej dyskusji. Zachęcamy do tego.