- Jesteś tutaj:
- Strona główna
- » Klub 50 plus
- » Każdy ma swoje życie
Przeczytaj także…
Każdy ma swoje życie

No tak, bo lubię rozmawiać z ludźmi, czasami słuchałam takich opowiadań. Czytałam nieco na różnych forach internetowych.
Parę razy mężczyźni opowiadali mi to w ramach oswajania mnie z tematem, taka forma podrywu, a ja z ciekawością słuchałam. Kobiety, bo chciały się wygadać, to bywa potrzebne.
Sama stosowałam. Czasem małe zwierzonko po wódeczce... znamy to, prawda? Zanim zbuduję swoją osobistą myśl o zdradzie, czyli myśl zdradliwą, jeszcze kilka wątków.
„Od początku ją zdradzałem, myślałem, że o tym wie. To jest mi potrzebne do prawidłowego funkcjonowania, do pracy. Musze mieć seks (seks który mnie zaspakaja, to jest mi potrzebne jak powietrze). Żonę kocham i dbam o nią, jest fantastyczną matką, cudownie zajmuje się domem, ale kompletnie nie rozumie mnie w łóżku. Nigdy bym jej nie zostawił”. (ten stan jest aktualny i nie zanosi się na zmiany).
„Wyjechał, nie byliśmy ze sobą pół roku. Tam bardzo dobrze zarabiał, sodówa uderzyła mu do głowy. Zaraz też pojawiła się, jak królik z cylindra, jakaś koleżanka z pracy, no i zaczęli się spotykać. Kiedy pozamykałam tu wszystkie sprawy i do niego w końcu pojechałam, zaraz poczułam, że coś jest nie tak. Nie dało się żyć. Cos znikło i nie wiedziałam co, nie przyznawał się. Nic nie rozumiałam.” (kiedy wyznał jej prawdę, odeszła, przyszedł skruszony i poprosił o wybaczenie, wybaczyła, są ze sobą – nigdy nie przypuszczała, że mogłaby coś takiego wybaczyć
„Zakochałem się, spotkałem ją i po prostu zakochałem się, po raz pierwszy w życiu przeżyłem coś takiego. Byłem zdecydowany zostawić żonę i dziecko. Ale moja ukochana nie była na to gotowa. Czekam na nią. Będę kochał ją do końca życia. Żona to akceptuje.” (constans)
„Poznałam go w którejś pracy. Był cudowny, inteligentny, wspaniały, miał pozycję. Zostałam jego kochanką i byłam nią przez 10 lat. Przy nim czułam się naprawdę kobietą. Mąż chyba mnie kochał. Dbał o mnie, miał zasady i był straszliwie nieciekawy, nie dostarczał mi nawet 1/100 tego, co kochanek, ani w łóżku, ani intelektualnie. Tak było przez 10 lat. Byłam wykończona, ale ten, którego kochałam, nie mógł rozwieść się z żoną, więc ja też tego nie zrobiłam, zresztą miałam z mężem syna. Wiem, ze mój długi romans pozwolił mi rozwinąć się niezwykle wewnętrznie i intelektualnie. Ale tez czułam się strasznie zniszczona tą sytuacją.” (w końcu powiedziała o wszystkim mężowi, rozwiedli się, on jest z inną, ale odnoszę wrażenie, że kocha nadal swoja byłą żonę, kochanek oczywiście jest w dalszym ciągu).
„Pił. Na co dzień był dobrym człowiekiem. Robił zakupy, pomagał w domu. Ale w soboty często „szedł w długą”. Mówił, że nie jest alkoholikiem, bo nie ma ciągów. Czasami wracał bardzo pijany, raz na czworakach. Organizowałam często spotkania z naszymi wspólnymi znajomymi w domu, wtedy przynajmniej miałam go na oku. Byliśmy już kilka lat po ślubie i seks nie był taki ognisty, jak na początku. Zauważyłam, że pod wpływem alkoholu klei się do różnych koleżanek. Zaczęłam domyślać się dalszego ciągu spotkań poza domem. Kiedyś pod koniec przyjęcia weszłam niespodziewanie do drugiego pokoju i zastałam go z żoną jego przyjaciela (!) na kanapie, w naszym pokoju! W tym samym, w którym parę lat temu straciłam z nim dziewictwo!” (są po rozwodzie).
„Kiedyś byłem wierny żonie, ale szybko zorientowałem się, jakie mam potrzeby. Potem zawsze miałem drugą kobietę na stałe i od czasu do czasu przelotny okazjonalny seks. Potrzebuję mieć swoje życie i niezależność. Myślę, że żona o tym wie. Nie odejdę od niej nigdy, chcę z nią być. Zbudowaliśmy przez te lata coś między nami. To jest dla mnie ważne.” (constans).
„Moja żona jest jak deska. A te młode kobiety, jak niewiele trzeba, żeby mówiły: ”kocham Cię, jesteś cudowny” (ona wiedziała, nie rozwiedli się, kiedy umarła zrozumiał, jak bardzo ją kochał).
„Lubię seks. Lubię poznawać nowych facetów. I tyle” (straciłam kontakt, nie wiem, jak to się skończyło, ale wtedy on to akceptował, chyba ją kochał).
To autentyki.
Tak się zastanawiam.
Wierność i zaufanie jest wspaniałym darem, jakim obdarzają się szczęśliwie zakochani i szczęśliwie kochający. Jest ideałem, podstawą, na której większość buduje związek? Czy politycznie poprawną konwencją, która pozornie utrzymujemy, żyjąc naprawdę tak, jak nam w duszy gra?
Kiedyś zagłębiłam się w różne lektury, poznałam świat orgii, rytuałów seksualnych ... zdrad usankcjonowanych, często związanych z religią ... świat rytualnie wolnych seksualnie kobiet, wolnych mężczyzn, wielomęstwo, matriarchat, patriarchat, wielożeństwo, wolną miłość.... wymieniać można w nieskończoność. Czego to ludzkość nie wymyśliła i nie wprowadziła w życie! Wyobraźmy sobie ludzką gromadę skupioną w jakiejś jaskini, dzieci wychowywane wspólnie, a w tym stadzie brak świadomości, że stosunek seksualny daje potomstwo. Dzieci daje Bóg. Seks jest przyjemną formą spędzania czasu. Związki bywają krótsze lub dłuższe. Potem odkrycie faktu przekazywania swoich genów, chronienie swojego terytorium .. czyli on tworzy życie, chroni je i przekazuje, on jest panem tworzenia, a ona jak ziemia – daje, płodna i uprawiana.... niejako majątek nieruchomy.
Ostatnie tysiąclecia istnienia ludzkości, to okres z trudem utrzymywanej konwencji: „I nie będziesz pożądał żony bliźniego swego, ani żadnej rzeczy jego”, i z trudem utrzymywanej monogamii. Tak, z wielkim trudem. Czasem to jest tylko życzeniowa postawa ludzi łaknących poczucia bezpieczeństwa, jakiejś minimalnej pewności, że coś jest świętego na tym świecie, że jest coś trwałego, na co można liczyć, że zaufanie to nie jest wymysł zakochanych poetów. Jest to też nakazowa postawa pasterzy naszych dusz wiodących nas ku zbawieniu. No i potrzebne z pewnych głębszych powodów zasady będące podstawą organizacji społeczności, właśnie takiej a nie innej, bo taki mamy czas.... i dzieciaczkom też trzeba dać coś, zanim wyrosną.
Ilu ludzi, tyle historii zdrad i wierności. Każdy ma swoje życie i po swojemu musi sobie poradzić z tym wszystkim.... z zaufaniem, z wiernością, zdradą, z prawdą w swoim związku czy z hipokryzją i sztucznie skleconym tworem, który nazwie potem szczęśliwym związkiem. Mam taką jedną historię w rodzinie: moja prababcia żyła z pradziadkiem bardzo szczęśliwie przez całe życie. Przynajmniej tak to wyglądało z boku. I tak mi to opowiedziała babcia i potwierdziły ciocie. W całej okolicy uchodzili za cudownie kochające się małżeństwo. Po kilkudziesięciu latach związku i po odchowaniu dzieci odnosili się podobno do siebie z czułością i ciepłem charakterystycznym dla autentycznie zakochanej pary. To był związek idealny. Nie zmyślam. Po prostu słynęli z tego w całej okolicy i świecili przykładem. Los poskąpił im dobrostanu materialnego, urody i sławy, ale dał im miłość. Kiedy pradziadek umarł, w trzy dni po nim umarła prababcia, bo nie umiała sama żyć i chciała być z nim. Prawda, że to piękna opowieść? Opowieść o zrealizowanym marzeniu, które tak niewielu odważa się zdobyć. Druga prababcia wcześnie owdowiała. Nie wyszła ponownie za mąż, gdyż jak stwierdził jeden wuj – za bardzo lubiła chłopów. Ciekawe swoją drogą, skąd ich brała...
Musimy sobie teraz uczciwie pomyśleć: stoimy na ziemi i akceptujemy swoje słabości? czy stoimy na ziemi i sięgamy do nieba? jesteśmy cynikami, trzeźwymi realistami czy romantycznymi poetami? To pierwsze jest bezpieczne i nudne, to drugie trudne i burzliwie. Co wybraliście? Całe życie macie tak samo? Czy coś się zmieniło przez ostatnie pół wieku? Macie ciągle siły? Czy może koniec ze złudzeniami? Czy po prostu kochamy życie takim, jakim jest nie mając zbyt wysoko postawionych poprzeczek?
Skończę już to swoje „babskie” poranne gadanie.
Dzisiaj znowu śniła mi się moja sympatyczna praca... pobiegnę zatem się do niej przygotować.
Autorka
