Los

Z zawianej śniegiem ławeczki przeniosłem się na ciepłą werandę z widokiem na piękne zasypane po dachy osiedle. Dawno już takiej zimy nie było, Pan Bóg rozpieścił nas rozpuścił jak dziadowskie bicze. Teraz przypomniał o pokorze wobec nieprzewidywalnego losu. Oto, co na ten temat w cieple werandy wymyśliłem.

W powszechnym osądzie los to coś, co się przydarza człowiekowi przypadkowo zależnie od wyższej mocy, a człowiek nie ma wpływu ani na zdarzenie ani na jego uniknięcie, ani na jego skutki. Mieści się w nim ludowe przekonanie o nieuchronności, wyrażane porzekadłem „co komu sądzone”.

Moje pokolenie, a w nim Ja, doświadczyło losu złowrogiego. Każdy z nas przeżył okrutne wydarzenia bez własnego udziału w ich powstawaniu. Każdy - chcąc nie chcąc - brał udział w ich rozwoju bez wpływu na rozstrzygnięcia. Na masową skalę rozegrała się tragedia antyczna, w której ludzie uczestniczący byli tylko igraszką losu. Los w greckiej tragedii, złowrogi, wyznaczany przez bogów, dotykał tylko jednostki. Męstwo, i duma, ból i cierpienie, choć miały wymiar wszechludzki, dotykały tylko pojedynczych bohaterów - postacie nieautentyczne. Dramat ludzkości mego pokolenia był udziałem każdego żyjącego, konkretnego człowieka. Był losem niewyimaginowanym. Był losem konkretnym. Każdemu przynosił zdarzenia, wobec których było się bera dyn i bezbronnym. Każdy był tylko peryferyjnym bezwolnym fragmentem wielkich nieznanych wydarzeń.

Los każdego człowieka trwa między dwoma wydarzeniami - tylko tymi dwoma wiadomymi - narodzinami i śmiercią. Reszta jest niewiadomą.

Taka prawda jednak mi nie odpowiada. Ja proponuję akceptację losu jako sytuacji, w której jednostka wyznacza sobie cel życiowo ważny, a dążenie do jego osiągnięcia staje się sensem życia. Środki zaś dla osiągnięcia tego celu dobiera wedle aktualnie dostępnych możliwości. W tej formule mieści się zarówno chrześcijańska pokora wobec wyroków boskich, jak i antyczna zgoda na nieubłagany związek człowieczego życia z wytworami boskich prządek, jak i spokój bramina wobec zjawisk tego świata, jak i ateisty-antropologa. W tym właśnie znaczeniu - jako realizacja sensu życia, gdy akceptuje się warunki istnienia i dobiera metody i środki odpowiednie do danych okoliczności - rozumiem los człowieka.

Taka postawa pozwala na stworzenie sobie swoistego pancerza ochronnego przed tym wszystkim, co złe w życiu społecznym. Jesteśmy też w stanie wytworzyć postawę gotowości do współpracy, altruizmu i empatii.. Nieważne, że spotkamy się z zarzutem oportunizmu i wyrachowania, że będzie się nam opłacało żyć z innymi – Resztą - dobrze, skoro i tak wśród nich żyjemy.

Punktem centralnym sensu życia staje się Idea. Każdemu człowiekowi wydarzają się bowiem klęski, gdy ten cel życiowo ważny, zatraca się. W kalendarzu zanotowałem przed laty myśl ks. profesora Józefa Tischnera: człowiek idzie przez życie wyznaczoną drogą; gdy mu się drogowskazy pomylą, życie mu się pop…

Odzyskanie równowagi, ustanowienie nowego celu życiowo ważnego, możliwe jest tylko wtedy, gdy człowiek ma ów centralny punkt sensu życia. Los przestaje być straszliwym nieznanym przeznaczeniem, jest curiculum Vita - zwyczajnym biegiem życia.

 

 Wasz Kresowiak

Autor wpisu*:
2 x 7 (mnożenie) =