Zenek

Wszedł do nikomu nieznanego klubu, zamówił piwo, usiadł przy stoliku i zaczął słuchać muzyki.

Dwadzieścia lat temu żelazna kurtyna opadła i Polska przestała być szczelnie izolowana od świata zachodniego, który wdarł się do kraju nad Wisłą oryginalną coca colą w puszce, pierwszymi sklepami samoobsługowymi, czy swobodą gospodarczą oraz – dopiero nieśmiało rodzącą się w Europie modą na muzykę elektroniczną.

 

Dwadzieścia lat temu powstawały w Poznaniu pierwsze undergroundowe kluby puszczające do niedawna znaną tylko z opowieści muzykę. Zenek był już na miejscu. Wszedł do nikomu nieznanego klubu, zamówił piwo, usiadł przy stoliku i zaczął słuchać muzyki. A ta spodobała mu się tak bardzo, że wszedł na parkiet i zaczął tańczyć. Zespołowi skończył się repertuar, a Zenek wciąż miał siły. Minęło dwadzieścia lat, a Zenek nadal jest ostatnim, który schodzi z parkietu. Chociaż teraz ma już 63 lata, a niedawno powstały w Internecie fanklub tego najstarszego w stolicy wielkopolski klubowicza liczy sobie już ponad 1700 nastolatków.

Mięsna to ulubione miejsce Zenka. Zna tu wszystkich i wszyscy znają jego. Właściciel klubu wpuszcza go za darmo na koncerty. Ma w tym swój interes. Raz, że postać Zenka przyciąga uwagę młodzieży. Dwa, że Zenek faktycznie potrafi rozkręcić parkiet każdej imprezy. Zaczyna jako pierwszy i schodzi jako ostatni. Tańczy po kilka godzin dziennie od poniedziałku do niedzieli od dwudziestu lat. Jeśli ktoś go poczęstuje zapali, jeśli ktoś zaproponuje napije się piwa. Ale nigdy nie przesadza. Nie ma szacunku dla żuli i meneli. Za to młodzież patrzy na niego z podziwem, bo Zenek ma lepszą kondycję od większości dwudziestolatków. Wszyscy kojarzą Zenka, bawią się wraz z nim i wspólnie śmieją się z siedzących przed telewizorem staruszków. A jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że to tylko płytkie bachanalia, a poza maską klubowej maskotki, mało kto dostrzega w Zenku człowieka, który nie tylko bawi się i słucha elektronicznej muzyki, ale który mocnymi basami i szybkimi bitami próbuje zagłuszyć jakiś zgrzyt i rozdarcie swojej duszy. Chociaż każdego dnia otacza go tysiąc siedemset zapisanych w jego fanklubie twarzy, to jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że Zenek jest w tym tłumie samotny.

Zenek ma swoje poglądy na młodzież. Jest przeciwny narkotykom, seksowi nieletnich, agresji i… homoseksualizmowi. Ale stara się nie oskarżać na ślepo. „Młodzież trzeba zrozumieć. Wejść w nią. Posłuchać, wejść i zrozumieć” – mówi. „I dopiero potem oceniać”. Z drugiej strony, jeśli jakiś aspekt życia młodzieży nie przypadnie mu do gustu – nawet po wysłuchaniu, wejściu i zrozumieniu – to twardo stoi na stanowisku, że współczesnej młodzieży w głowach się poprzewracało.

Zenek, oczywiście, ma problemy finansowe. Żyje w starej kamienicy na Mostowej, tej samej ulicy na jakiej mieści się jego ulubiona „Mięsna”. Nie ma domofonu, ani nawet telefonu stacjonarnego. Chociaż dostaje płyty CD z demami od DJ’ów zachwyconych jego wigorem, nie ma na czym ich odtwarzać. W starej i brudnej kuchni obok garnków i sztućców leżą plastikowe płyty z najnowszymi setami berlińskich DJ’ów.

Zenek w intrygujący sposób żyje zawieszony pomiędzy dwoma przeciwstawnymi światami. Młodości i starości. Nowoczesności i konserwatyzmu. Popularności i samotności. Zabawy i zadumy. I wreszcie jego pragnienie, aby będąc starym poczuć się młodym wśród młodych i bawić się jak młody z młodymi – jego pragnienie i jednocześnie wyzwanie, które rzuca życiu stanowią główną esencję tragicznego liryzmu jego historii. W oparach papierosowego dymu, nastoletniego potu i rozlanego piwa, Zenek skończy w lipcu 64 lata.

 

Jędrzej Napiecek - dwa lata studiował w Warszawskiej Szkole Filmowej, kończy licencjat, dokument który teraz realizuje „Dziadek z Mięsnej” robi sam dla siebie, nie do żadnej szkoły, ani dla żadnej instytucji. Film będzie pokazany na egzaminach do innych szkół filmowych w Polsce.

 

Autor wpisu*:
2 x 7 (mnożenie) =