Rynek 50 plus

Dziewczęta z tamtych lat...

Powstanie Warszawskie zaczęło się 1 sierpnia 1944, a skończyło się po 63 dniach...
Brały w nim udział także kobiety. Niektóre z nich były jeszcze dziewczynkami, ledwie co dorastającymi nastolatkami...

Mieszkam na parterze kamieniczki przy placu Szembeka w Warszawie. Z okna widzę fontanny i lampiony, które wieczorem zachwycają feerią kolorów... Dzieci mają tam doskonały teren do jeżdżenia na rowerkach, rolkach, przebiegają między tryskającą wodą z fontann, a młode dziewczęta przekrzykują się, śmieją, ganiają nawzajem, ciągle coś sprawdzają w komórkach... Patrząc na nie zastanawiam się jak by teraz wyglądała sprawa poświęcenia swojego życia dla walki z okupantem gdyby taki wtargnął zbrojnie na nasze terytorium?

Bo kiedy wybuchło Powstanie Warszawskie ich wówczas rówieśniczki nie miały chwili zwątpienia...Ale także już znacznie wcześniej, na tyle na ile pozwalał im wiek, włączyły się w walkę z okupantem...

Opowiedziały o tym 6 maja 2017 roku na spotkaniu z cyklu „Mieliśmy po 16 lat” zorganizowanym przez Fundację Cultura Memoriae i Stowarzyszenie mali bracia Ubogich, którego głównym tematem były „Kobiety podczas wojny i Powstania Warszawskiego”.

Prezes Fundacji Cultura Memoriae Hanna Nowakowska na wstępie poprosiła o zabranie głosu Pana Stanisława Krakowskiego – Prezesa Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej Okręg Warszawa, który przybliżył dokonania kobiet – Żołnierzy Armii Krajowej, a stanowiły one około 10% stanów osobowych AK. Organizowały służbę łączności opierającą się na łączniczkach i kurierkach, zajmowały się kolportażem prasy i wydawnictw AK, tworzyły Kobiece Patrole Minerskie, które m.in. uczestniczyły w akcji „Wieniec” - wysadzenia torów kolejowych wokół Warszawy, były sanitariuszkami obsługującymi oddziały i punkty sanitarne dla rannych, organizowały odzież i żywność dla powstańców...

Cena jaką za to zapłaciły wynosiła 5 tysięcy poległych, ponad 2 tysiące trafiło do niewoli niemieckiej, o rannych i o przeżyciach, których ciężar dźwiga się do tej pory nie mówiąc...

Spotkanie prowadziła Elżbieta Sęczykowska, która poprosiła panie o to aby opowiedziały o sobie – wskrzesiły tamten czas dzieciństwa i wczesnej młodości jakże tragiczny w porównaniu do życia dzisiejszych nastolatków...

Zofia Gordon - reprezentująca Środowisko „Ruczaj” Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej Okręg Warszawa /w skrócie ŚZŻAK/ - brała udział w w zgrupowaniu, które walczyło w Śródmieściu o Małą Pastę, obecnie na ulicy Pięknej. Zginęło tam sporo walczących. Była sanitariuszką, a kiedy i sanitariuszki dostały rozkaz dostarczania benzyny na barykady natychmiast przystąpiły do akcji. Jako sanitariuszka szpitala przy Mokotowskiej do tej pory ma łzy w oczach kiedy wspomina chłopca, może lat 10, leżącego na ulicy z rozpłataną piersią. Żył jeszcze, ale na pomoc lekarską było już za późno. Umierając zdołał poprosić jeszcze aby przekazać Jego mamie, że walczył jak żołnierz. Niestety, matki chłopca mimo usilnych starań, nie udało się nigdy odnaleźć...

Anna Reszuto – Przewodnicząca Środowiska Weteranów ŚZŻAK - wywodzi się z Harcerstwa Szarych Szeregów. Kiedy wybuchała wojna miała 9 lat. Nie mogła wybaczyć Mamie, że wywiozła ją dla bezpieczeństwa do majątku za Warszawę i przez to nie brała udziału w Powstaniu Warszawskim. Ale za to już wcześniej mając starszego brata pełniła wraz z nim i Jego koleżankami służbę na Dworcu Głównym jako goniec, gotowała obiady i wydawała je uchodźcom...Brała udział w przeszkoleniach, nawet z bronią w ręku...Ale troska matki wypływała m.in. stąd iż i ojciec i ona sama brała czynny udział w walce z okupantem, organizowała łączność. Była oficerem zatwierdzonym przez Piłsudskiego, w domu przebywali znaczący ludzie m.in. płk. Leopold Okulicki, który bardzo lubił … grać w brydża, Jurek Zapadko „Mirski - ostatni dowódca batalionu „Parasol”. Mama pisała wiersze, po wojnie spędziła w więzieniu za swoją działalność 10 lat...

Maria Protasiuk – Przewodnicząca Środowiska „Garłuch” - kiedy wybuchała wojna miała 10 lat. 1 września wybierała się do szkoły, ale kiedy o 6 rano zawyły syreny i padły pierwsze bomby nauka „poszła w kąt”. Cała rodzina czyli rodzice, trzej starsi bracia i jeden młodszy mieszkali niedaleko Okęcia, a więc to tutaj skierował okupant przede wszystkim bombardowania... Pochodziła z bardzo patriotycznej rodziny - skoro zatem nauka w szkole okupacyjnej stała się bardzo ograniczona m.in. bez geografii, historii, rodzice organizowali swoim dzieciom wieczorki patriotyczne czytając polskie książki przy zasłoniętych dla bezpieczeństwa oknach. Trzej starsi bracia, ale w sumie też jeszcze chłopcy przystąpili do działalności podziemnej. W domu kolportowano prasę, biuletyn informacyjny, którą ich mała siostra roznosiła. Przed Powstaniem Warszawskim w domu w dwóch pokojach pod łóżkami powstał magazyn broni...Niestety, dzielnych chłopców zadenuncjował kolega ze wspólnej działalności - „Kazimierz”. Uwięzieni i torturowani w potworny sposób nie wydali nikogo. 9 kwietnia 1944 roku wszyscy trzej zostali w lesie rozstrzelani...Natomiast „Kazimierz” miał się dobrze. Chodził po wojnie z opaską ORMO, pracował na lotnisku...

Krystyna Zając - przedstawicielka Rodziny Ravensbruck - 2 sierpnia zgłosiła się do sztabu powstańczego jako ochotnik. Zbierała żywność dla powstańców. Wspomina iż ludność była tak dobra, ludzie dawali co tylko mogli. Uważa, że takiej solidarności ludzkiej nigdy już więcej nie było nawet w … „Solidarności”. Bardzo pomagało w dramatycznych momentach... poczucie humoru. Po wybuchu bomby kiedy cała była osmolona na twarzy, a sukienka w strzępach z oderwanym rękawem kolega jakby nigdy nic z wyrzutem zapytał; „Jak ty wyglądasz?” Kiedy padł koń nie bacząc na okropność widoku i zdarzenia ucięła kawał mięsa aby go ugotować. Prawie się już udało kiedy wybuch poderwał ognisko, gar się przewrócił i wszystko się wylało i wysypało w popiół...

Barbara Piotrowska – Przedstawicielka Rodziny Ravensbruck - opowiedziała o gen. Michale Karaszewicz Tokarzewskim /1893-1964/, lwowiaku, twórcy Służby Zwycięstwa Polski. Aresztowany przez NKWD w 1940 roku zesłany został do łagru koło Archangielska, po wyjściu objął dowództwo 6 Dywizji Piechoty Lwów w Armii Polskiej organizowanej przez gen. Wł. Andersa. Po wojnie osiadł w Londynie. Zmarł w Casablance, ale pochowany został w Londynie. W 1992 roku ekshumowano jego prochy i przeniesiono na Cmentarz Powązkowski w Warszawie – spoczął przy pomniku Gloria Victis.

Ale głównie Pani Barbarze chodziło o przedstawienie 3 dzielnych kobiet – dwóch sióstr generała, a mianowicie Jadwigi Karaszewicz-Tokarzewskiej i Anny Karaszewicz -Tokarzewskiej, a także Elżbiety Wolfowej ps. Nejman.

Pierwsza, Jadwiga, była kurierem krążącym między Warszawą a Lwowem. Aresztowana w lipcu 1945 roku skazana została na 15 lat łagrów na Uralu, zamienione w 1955 roku na lat 10. Zmarła w 1965 roku.

Anna przeszła cały szlak bojowy z armią Generała Andersa, po wojnie pozostała w Anglii i tam zmarła – niestety, kiedy ekshumowano Jej brata i przenoszono Jego prochy do Polski na Jej przeniesienie nie zgodzono się. Walcząc o Polskę została na obczyźnie...

Elżbieta Wolfowa i Jej życie domaga się jeszcze innego, osobnego opisu. Po wojnie skazana na karę śmierci, żyła bez dowodu osobistego, mieszkała gdzieś pod schodami w kamienicy, wszystko co dostawała oddawała biednym...

To są tylko „telegraficzne skróty” dokonań tamtych dziewcząt. Ich wspomnienia opowiadane w sposób tak sugestywny, z taką dokładnością, pełne tylu faktów tragicznych, bolesnych, a jednocześnie mimo wszystko starających się wierzyć w zwycięstwo dobra nad złem powinny być nagrywane, a potem spisane bo jest to najprawdziwsza i najbardziej pouczająca lekcja historii dla obecnego młodego pokolenia aby wiedziało jak było...
 
Zaprezentowane zostały książki dotyczące tamtych wydarzeń.
Małgorzata Maruszkin, tłumaczka, przedstawiła przetłumaczoną właśnie z angielskiego na polski książkę „Wira” autorstwa George Szlachetko i Danuty „Wira” Szlachetko. Syn spisał wojenne wspomnienia swojej Mamy czyli „Wiry” w formie opowieści 14 letniej dziewczynki jaką wówczas była. Książka ukazała się jesienią 2015 roku, przetłumaczona na polski stała się wydarzeniem.

Druga to „ W okupowanej Warszawie dzień powszedni” Autorstwa Tomasza Szaroty –  jedna z najwybitniejszych publikacji o realiach okupacji niemieckiej w stolicy Polski, bogato ilustrowana oryginalnymi fotografiami.

Jerzy Przeździecki, pisarz, wykładowca, autor 24 książek, 29 sztuk teatralnych, 11 scenariuszy filmowych, kilkudziesięciu słuchowisk radiowych, żołnierz Kompanii Szturmowej ODWET AK, uczestnik Akcji Burza ps. Witold podarował uczestnikom spotkania swoją książkę poświęconą kobietom polskim pt: „Rzeczy Pospolite”, która jest jedną z licznych jakie napisał mówiącą o tamtych tragicznych czasach....Warte odszukania są „Zapamiętanie” , „Szał zamysłów”, film „Zielone lata”...

Wnioski ze spotkania brzmiały jednogłośnie – należy mówić młodzieży o tamtych dramatycznych wydarzeniach, o walce o Ojczyznę i o honor Polaków, należy dbać o tablice upamiętniające miejsca tych dramatycznych wydarzeń, powinien powstać Pomnik Matki bo to one dźwigały trud codzienności, chroniły, zdobywały pożywienie, dodawały otuchy, a o ich cichym heroizmie prawie się nie mówi...
Takie były dziewczęta z tamtych lat.....
Ewa Radomska



Dołącz do dyskusji - napisz komentarz

Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi.
Obraźliwe komentarze są blokowane wraz z ich autorami.

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

Dodaj pierwszy komentarz i bądź motorem nowej dyskusji. Zachęcamy do tego.