Rynek 50 plus

O matce pieśń

"O matce pieśń, to pieśń bez słów, to pieśń przez łzy..."
Tak śpiewał swego czasu Mieczysław Fogg swoim miękkim, ciepłym głosem, który wzruszał serca i przywoływał ciepłe wspomnienia matczynej miłości...

Ale jak wiadomo miłość najbardziej  sprawdza się w chwili zagrożenia, czy to zdrowia czy tym bardziej życia... A jeśli do tego jeszcze jest wojna czyli czas wyjątkowego okrucieństwa, bezsensownego pozbawiania życia niewinnych ludzi, w tym bezbronnych dzieci, to aby przeżyć trzeba było wyjątkowego heroizmu i odwagi, którymi to cechami odznaczały się
właśnie matki ...

A zatem to Im poświęcone było spotkanie w dniu 16 września 2017 r. zorganizowane  przez Fundację Cultura Memoriae i Stowarzyszenie mali bracia Ubogich we współpracy ze Światowym Związkiem Żołnierzy Armii Krajowej Okręg Warszawa w ramach cyklu "Mieliśmy po 16 lat" pod tytułem "Nasze matki podczas wojny".

Spotkanie w siedzibie Stowarzyszenia przy ul. Andersa 13 otworzyła Hania Nowakowska - Prezes Fundacji, a poprowadził je ks. dr Robert Ogrodnik, historyk, kapelan rodziny Ravensbruck, który na wstępie bardzo pięknie powiedział o matkach, a mianowicie, że były to ciche bohaterki, wspólniczki konspiracji, dzięki kobietom uratowała się polskość, zdobywały żywność narażając często życie, Matka Polka jest matką dumną, nie pyszną ...

Popłynęły wspomnienia gdzie wzruszenie przeplatało się często z łzami z tęsknoty za tymi, których odwaga w obliczu niebezpieczeństwa stawała się wręcz heroiczna i dzięki którym ich bliscy i dzieci przeżyły choć niestety, bywały sytuacje, że nie udało się ich uchronić od straszliwego losu jaki zgotowała im wojna...

Maria Protasiuk - Przewodnicząca Środowiska "Garłuch" Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej Okręg Warszawa opowiedziała wstrząsającą historię śmierci trzech swoich młodziutkich braci zabitych przez Niemców. Po czasie dopiero ich chowano, mama brała każdego na kolana, tuliła, obcierała krew ze skroni i głowy... Była bardzo wierząca i nie pozwalała mścić się na donosicielu przez którego zginęli... Sama jednak bardzo cierpiała, zmarła w wieku 53 lat...

Krystyna Zając - przedstawicielka  Rodziny Ravensbruck - dla Niej słowo "Matka" wiążę się z dzieckiem i Bogiem - "bo tak nas matki wychowały" - mówi. Wywieziona została jako mała dziewczynka wraz z matką do obozu KL Ravensbruck, pamięta Niemkę, która widząc je wycieńczone chciała dać im dzban wody, ale Niemiec zauważył to, wytrącił dzban, który rozbił się. Mama chciała dać Jej  do zjedzenia swoją porcję chleba, ale widząc jak matka jest bardzo głodna nie wzięła go...

Barbara Piotrowska - również przedstawicielka Rodziny Ravensbruck - podkreśliła to o czym też mówili inni - "tak mało mówiliśmy, nie pytaliśmy kiedy rodzice żyli, a teraz jest już za późno... Ale wiadomo jakie były wtedy czasy, lepiej było milczeć..." Pani Basia w 1944 roku
skończyła 9 lat, obie z mamą były więźniarkami Ravensbruck. Zapamiętała heroizm mamy kiedy to miała bardzo otarte nogi i nie mogła iść, mama jakimś cudem zdobyła wózek dziecięcy i ją w tym wózku wiozła, pchając go resztką sił gdyż sama była bardzo chora i zmęczona, nie mówiąc, że w ogóle była bardzo drobnej i delikatnej budowy... Z Niemiec wróciły do Polski w 1946 roku, ale po prawdzie nie miały do czego wracać - ojciec
zginął, a mama zawsze była smutna...

Teresa Stępień miała 16 lat kiedy zostały wywiezione z mamą do Ravensbruck. Tutaj była sytuacja odwrotna z chlebem -" mama nie dała mi swojej porcji, musiała sama ją zjeść aby nie opaść z sił i tym samym móc mnie chronić..."

Hania Nowakowska - Prezes Fundacji Cultura Memoriae - opowiedziała o swojej mamie i babci, które były więźniarkami Ravensbruck, zaś ojciec walczył w Powstaniu Warszawskim w batalionie Jerzyki AK a dziadek przeszedł szlak bojowy z armią gen. Maczka - w domu nie mówiło się o tych przeżyciach, ale mama i babcia musiały dawać sobie radę w tych trudnych sytuacjach, dlatego  "ja, jako drugie pokolenie też jestem taka"...

Zofia Gordon – ze Środowiska "Ruczaj" Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej Okręg Warszawa - podkreśliła iż największymi bohaterkami Powstania są matki. Kiedy powiedziała swojej mamie, ona, nastolatka z pięknymi warkoczami, że chce włączyć się do pomocy rannym przy szpitalu na Mariackiej "matka pocałowała mnie w czoło i powiedziała: idź dziecko".  Wspomina różne dramatyczne sytuacje jakich była świadkiem i uczestnikiem np. kiedy bomba przy ul. Pańskiej 45 zburzyła dom i w piwnicy zasypani byli ludzie w tym leżąca na łóżku matka z dwudniowym dzieckiem... Gruzy na szczęście oparły  się o deski i matka i dziecko nie były przysypane. Pomagała przy wyciąganiu ich co było bardzo trudne z uwagi na niebezpieczeństwo zawalenia się stropu...Była w tym opatrzność Boża, że ocaleli.... Wciąż także wspomina Krzysia, może 14 letniego, który z rozpłataną piersią przyniesiony do szpitala był już nie do uratowania. Przed śmiercią odzyskał na moment świadomość i poprosił aby powiedziano Jego matce:" Powiedzcie mamie, że walczyłem jak żołnierz". Niestety, mimo heroicznych wysiłków nie udało się  odnaleźć nikogo z Jego rodziny... Mały, piękny bohater...

Pan Stanisław Krakowski - Prezes Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej Okręg Warszawa - opowiedział o swoim szlaku bojowym, o walkach o Kołobrzeg, w operacji berlińskiej, forsowaniu Odry. Nie chodził na tajne komplety przez co miał zaległości gdy inni się uczyli, a nawet studiowali, stąd musiał to wszystko potem nadrobić, pracował m.in. przy układaniu torów, chodził do szkół wieczorowych, ukończył studia, pracował w handlu zagranicznym. Dramat wojny ma wciąż w oczach - pamięta datę 26 czerwca 1944 roku kiedy to zostali rozstrzelani w wieku 13,14,15 młodzi chłopcy, jego przyjaciele ...

We wszystkich opowieściach przewijał się podziw dla matek i żal, że nie rozmawiało się z Nimi o tamtych wydarzeniach kiedy jeszcze żyły. Ale nigdy nie zapomni się żywności przywożonej np. z Karczewa, cebuli smażonej na oleju, zupy z kapusty i ziemniaków zalanej mlekiem, smaku z trudem zdobytego chleba...

A o tym jaki wtedy był głód mówi zaprezentowana przez ks. dr Roberta Ogrodnika książka Aleksandry Zaprutko-Janickiej pt.: "Okupacja od kuchni. Kobieca sztuka przetrwania", w podtytule: "Pierwsza książka o zaradności  kulinarnej Polek w czasie II-giej Wojny Światowej". "W Polsce w czasie okupacji głód był powszechny, lecz budził w Polakach niesamowite pokłady kreatywności. Pustym brzuchom próbowano zaradzić gotując praktycznie wszystko ze wszystkiego... Generał Bór - Komorowski zjadł kota w śmietanie i nawet o tym nie wiedział... To opowieść o czasach, w których za nielegalne świniobicie  można było trafić do Auschwitz, warzywa hodowano w podwórkach kamienic, żołędzie wykorzystywano na kilkanaście sposobów, a zużytymi fusami handlowano na czarnym rynku.... To historia polskiej zaradności i hartu ducha..." Jest niekwestionowaną prawdą, że wielka rola w tym kobiet, matek...

Dlatego należałoby uczcić te ciche bohaterki - matki w postaci wystawienia im pomnika jaki im się bezwzględnie należy za ich heroizm i  codzienne ciche bohaterstwo...

W maju tego roku na warszawskiej Woli stanął pomnik poświęcony matkom, które w czasie II-giej Wojny Światowej, a zwłaszcza w czasie Powstania Warszawskiego, straciły dzieci jak np. Wanda Lurie, gdy w masowej egzekucji w fabryce w Ursusie  5.08.1944 r. zginęło  troje Jej dzieci -  Wiesław, Ludmiła, Lech...Ten pomnik to  "Pusta Pieta dla osieroconych
matek..."

O tym wszystkim powinna wiedzieć młodzież. Dobrze byłoby, żeby zechciała uczestniczyć w takich spotkaniach.

Nigdy więcej wojny !

Ewa Radomska


Zdjęcia: Fundacja Cultura Memoriae  

Spotkanie został zrealizowane w ramach projektu „dla Kombatanta”, który  współfinansuje Urząd Miasta Warszawa, Biuro Pomocy i Projektów Społecznych. Projekt będzie realizowany w Warszawie do końca 2018 roku przy współpracy ze Światowym Związkiem Żołnierzy Armii Krajowej, Okręg Warszawa.


Dołącz do dyskusji - napisz komentarz

Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi.
Obraźliwe komentarze są blokowane wraz z ich autorami.

  • Zofia 23/09/2017, 10:21

    "Zabrałam ci twoją historię, mamo, twoją apokalipsę.Karmiłaś mnie nią, gdy byłam mała, szczyptą, po trochu, żeby mnie tak całkem nie otruć. Ale się uzbierało. Mam ją we krwi ..." Anna Janko " Mała Zagłada"