Weranda literacka

Magdalena Samozwaniec

pierwsza dama polskiej satyry
Urodziła się 26 lipca 1894 roku w Krakowie, a zatem mija właśnie 124 lata od chwili kiedy najsłynniejsza polska aforystka, satyryczka, pisarka, wnuczka malarza Juliusza Kossaka,  córka  Wojciecha Kossaka także malarza, siostra brata Jerzego Kossaka, rodzinnie już u Kossaków także malarza, a przede wszystkim siostra uwielbianej poetki Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej rozpoczęła swoje niełatwe, ale jakże szalone artystyczne życie...

 Dom Kossaków w Krakowie tzw. „Kossakówka” to centrum życia artystycznego, w którym bywali najznakomitsi artyści  tamtej epoki -  pisarze, malarze, dziennikarze... Dwie małe dziewczynki – Madzia była najmłodsza z rodzeństwa, płatały figle, bawiły się wśród poważnych rozmów o sztuce i literaturze. Do szkoły nie chodziły, uczyli je domowi nauczyciele, a najbardziej  uczyło je życie tego domu – doskonałe maniery, znajomość języków obcych w tym perfect francuskiego, ciągle obcowanie z dobrą literaturą, malarstwem, rozmowami o sztuce...

Życie płynęło zatem beztrosko choć w miłości szczęścia nie miały obie. Maria była trzykrotnie mężatką choć ostatni mąż Jasnorzewski, lotnik, okazał się najwierniejszym oddanym przyjacielem do końca życia naznaczonego pod koniec ciężką nowotworową chorobą w Londynie gdzie po wojnie zamieszkali.

Madzia, jak mówiono do Niej,  dwa razy stawała na ślubnym kobiercu – pierwszy raz z  Janem Starzewskim – dyplomatą, z którym miała córkę Teresę / ur.1922/, jednak małżeństwo  trwało tylko  1921-1926 – nie odpowiadało Jej bycie ambasadorową, życie sztywne, bez polotu,  bez możliwości własnej kreacji. Drugi raz w listopadzie 1945 roku poślubiła o 20 lat młodszego Zygmunta Niewidowskiego, prowadzącego w czasie wojny lombard, z którym przeżyła 30 lat aż do swojej śmierci  20.10.1972 r.

Losy wojenne to osobny temat - śmierć Ojca, potem Matki tzw. Mamidła, bieda, opuszczenie „Kossakówki”, wyprzedaż najcenniejszych rzeczy, pamiątek rodzinnych, obrazów aby przeżyć....

Mam przed sobą książkę napisaną już po Jej śmierci przez męża, który ciężko  chory dyktował ją żonie, z którą ożenił się po śmierci Madzi, a mianowicie „Trzydzieści lat życia z Madzią. Wspomnienia o Magdalenie Samozwaniec””, gdzie na pierwszej stronie jest opis jak się poznali:
„Z tamtych okupacyjnych lat pamiętam zdarzenie, które utkwiło mi  bardzo głęboko w pamięci. Otóż któregoś dnia weszła do lombardu jakaś starsza zadbana pani i podeszła nieśmiało do mojego kantorka.
-Proszę pana - zapytała niepewnie – czy złoto również przyjmujecie pod zastaw?
-Oczywiście, proszę pani – odpowiedziałem uprzejmie.
Kobieta odwróciła się do mnie tyłem i dyskretnie wyjęła  z ust mostek – protezę, w której tkwiło kilka złotych zębów. Wytarła ją bardzo starannie chusteczką i nie bez zażenowania podała, spoglądając wyczekująco. Byłem skonsternowany i nie wiedziałem co począć. Zapanowało kłopotliwe milczenie. Widząc moje zaskoczenie wyjaśniła śpiesznie, że nie przyszłaby tu gdyby nie zmusiła ją do tego konieczność...”.

I tak ich losy splątały się i mimo różnicy wieku byli sobie bardzo oddani, choć Zygmunt wiernością nie grzeszył, ale za to każdego ranka przynosił jej śniadanie do łóżka i dzielnie woził po całej Polsce na spotkania autorskie, które uwielbiała,  bo Ją i uwielbiali. Wnosiła humor, dobry żart, z każdym porozmawiała, była serdeczna i ciepła dla ludzi... Nie przywiązywała wagi do pieniędzy, a wręcz „szastała” nimi, nie lubiła gotować, do anegdot przeszła kaczka, którą  wsadziła do piekarnika nie patrosząc chcąc choć raz zrobić samodzielnie super obiad!

Napisała  oprócz aforyzmów, fraszek, felietonów, wierszy, wiele książek z satyrycznym zacięciem, ale najważniejsze to te, które poświęciła ukochanej siostrze Marii, a mianowicie: „Zalotnica niebieska” i „Maria i Magdalena”.

     A oto na zakończenie garść Jej aforyzmów aby przypomnieć doskonałe poczucie  humoru:

-Starość posiada te same apetyty co młodość, tylko nie te same zęby.

-Mąż stary - widmo, które chodzi po domu i brzęka łańcuchami małżeńskimi.

-Dziewczyna jest jak pieniądz - pragnie się wydać.

-Co to są dzieci? - przemysł chałupniczy.

-Miłość niejednokrotnie porównywana jest do choroby – należy dodać dla ścisłości, że jest to choroba, podczas której chorzy zazwyczaj kładą się do łóżka...

-Pies wyje do księżyca - człowiek do mikrofonu.

-Można być zabawnym, ale nie należy być śmiesznym.

Ewa Radomska

Zdjęcie: Portret Magdaleny Samozwaniec Wojciecha Kossaka (1923 r.)

Dołącz do dyskusji - napisz komentarz

Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi.
Obraźliwe komentarze są blokowane wraz z ich autorami.

  • Zofia 05/08/2018, 12:50

    Magdalena Samozwaniec i jej kolejne aforyzmy o kobiecie :)

    Piękna kobieta przypomina władców: nie posiada przyjaciół, za to - moc pochlebców.

    Kobiety przypominają krawcowe: "szyją grubymi nićmi", "haftują", a czasem "robią z igły - widły".