Nieokrągły jubileusz

Na ogół świętuje się okrągłe rocznice. A ja postanowiłam, że uczczę rocznicę, która nie jest okrągła, ale moim nieskromnym zdaniem, imponująca.

Parę dni temu minęło 29 lat odkąd pracuję w tym samym miejscu i uważam to za niezwykłe, bo:

1) obecnie pracę zmienia się jak rękawiczki,  niekoniecznie z własnej woli, przeważnie z woli pracodawcy i ten krótki dystans nie daje szansy na sukces, bo sukces potrzebuje czasu na jego wypracowanie, zagrzanie miejsca i pozostawienie po sobie trwałego śladu,

2) nie wiedziałam, że wytrzymam tam tak długo, bo pierwsze dni, miesiące, lata były na wskroś przygnębiające,

3) nie popadłam w rutynę, a przecież po tylu latach mam prawo,

4) uwielbiam tę robotą i bez niej czułabym się jak bez koszuli, tak przyrosłam,

5) jestem tu nie tylko dla pieniędzy, gdyż niezbyt dobrze płacą.
 
Jestem wiejską nauczycielką! Prawda, że nie brzmi to dumnie?

20 września 1982 nieśmiało weszłam w bramy szkoły. Z okna klasy widok na siekierę wbitą w pień do rąbania drewna, w oddali widły oparte o wrota stodoły. 

Zaproponowałam klasie ósmej, byśmy pojechali do teatru. Uczniowie mieli tysiąc pytań. Czy nas tam wpuszczą, czy każdy może iść do teatru. A jedna dziewczynka powiedziała, że nie pojedzie, bo już tam była!

Zorganizowaliśmy spotkanie opłatkowe. Miał być montaż literacko- muzyczny. Muzyczny nie był, bo nie było w szkole instrumentu, ani magnetofonu, a kolędy śpiewaliśmy a capella.

Dzień wcześniej spakowałam tobół, który pojechał ze mną do szkoły: kilogram cukierków, torbę orzechów, torbę jabłek, obrusy, serwetki, świece i najlepsze w całym gospodarstwie domowym młodej mężatki, prześcieradło. Na nim zrobiłam scenografię.

Mąż skomentował kwaśno, że może bym coś raz stamtąd przywiozła, a nie tylko wywożę. Co miałam przywieźć. Kredę?

Zaraz po Nowym Roku dyrektor kupił magnetofon kasetowy. Wszyscy pokwitowaliśmy odbiór kasety magnetofonowej. W ilości 1  sztuka na głowę nauczyciela, nie ucznia, bo to by było chyba na pogłowie.

Klasa siódma nie chciała mi wierzyć, że poeta to normalny człowiek. Z krwi i kości, że jada chleb i potrzebuje mydła i sznurowadeł, etc.

To zaprosiłam kolegę, co całkiem nieźle pisze i nawet wydaje. Wszystkie buzie uczniowskie patrzyły w niego jak w święty obraz.

Założyłam sobie zeszyt specjalny. W miejscu przeznaczonym na nazwę przedmiotu narysowałam kolorowe kwiatki, bo tam wpisuję kwiatki z uczniowskich zeszytów: ,,Hoppe miał wyrzuty po mordzie” ( ten z ,,Niemców” Kruczkowskiego), Jacek Soplica zabił z premedycją, czy w aspekcie? ,,wody lecznicze, pijemy przechadzając się przez rurkę”. A za Szwedów, którzy przyczynili się do grabieży i łupieżu Polski ,,Przekrój” przysłał mi piękny album  z zabytkami Krakowa.

Moja najlepsza uczennica – Basia, zakochała się w Radku – najgorszym uczniu w klasie. Swoje uczucia uzewnętrzniała, waląc go po głowie książką i krzycząc: ,,Będziesz czytał te Syzyfowe prace czy nie, głąbie jeden?

Z poprawiania uczniowskich wypocin, nie wychodzę nigdy, chyba, ze na wakacje, a w trakcie padam trupem: ,,Moją najfajniejszą wakacyjną przygodą było pogryzienie przez dwa psy”.

Codziennie pojawiam się w pracy pół godziny przed rozpoczęciem lekcji. Włączam ekspres do kawy i czajnik z wodą. Moje koleżanki twierdzą, że moja kawa jest za mocna, to sobie rozcieńczą. Zmieniam buty i zapominam, że gdzieś tam istnieje świat.

Szkoła jest w nowym budynku. Jest ślicznie, ciepło, słonecznie i kolorowo. W każdej klasie stoi magnetofon, laptop na biurku, a w pokoju nauczycielskim jest kserokopiarka. Już nie piszę sprawdzianów ręcznie przez kalkę. Mam nowoczesny instrument klawiszowy i mogę wreszcie nauczyć dzieci śpiewu i gry na flecie. Do teatru jeździmy bardzo często, z ulubionymi pisarzami się przyjaźnimy i korespondujemy. Bywamy za granicą w ramach partnerstwa szkół.
Moja Basia kochana skończyła prawo i mieszka w Nowej Zelandii, bo tam wyszła za mąż. Jest wziętym adwokatem. Pisze do mnie meile, rozmawiamy na skypie. Uwielbiam rozmowy z nią. Radek jest hydraulikiem i robi karierę we Francji. Otrzymuję od swoich uczniów zawiadomienia o ślubach, narodzinach dzieci, ukończeniu studiów.

Kiedy parę dni temu zobaczyłam rodziców moich uczniów, pomyślałam, że powinnam się poczuć jak zabytek z listy UNESCO. Większość z nich to moi uczniowie.

Emerytura zbliża się wielkimi krokami, a ja mam jeszcze tyle do powiedzenia i zrobienia…
 
Autorka: Wanda Szymanowska
Autor wpisu*:
2 x 7 (mnożenie) =