- Jesteś tutaj:
- Strona główna
- » Sępica
- » Sępica chichocze nad „Bigosem w papilotach”
Przeczytaj także…
Sępica chichocze nad „Bigosem w papilotach”

Jak już muszą być serio, jest to serio filozofii, w ramach której szklanka jest zawsze do połowy pełna.
Środa, 15 czerwca. Wiadomo nie od dziś, że Sępicę bawią tematy nieco dwuznaczne, co nie jest częste w twórczości autorek 66+. Na dowód patrz: zakładka Sępica, serial o wyuzdanym uczuciu do Wojewódzkiego Jakuba. Panujące upały spowodowały przemożną chęć ucieczki w ten ożywczy, relaksacyjny azyl.
I po drodze znalazł się „Bigos w papilotach”, którego autorki: Maria Biłas-Najmrodzka i Elżbieta Narbutt są równie wiekowe jak recenzentka. A recenzentkę najbardziej rajcuje fakt, ze obie są zupełnie, ale to zupełnie bez godności. Gdyby było inaczej, książka nie miałaby aż takiej wartości, a Sępica aż takich ciągot na jej opisanie. Nie mogę bowiem nie zachwycić się staruszkami, które rozprawiają o „puszczaniu się w koperku”, a jedna w dodatku wyznaje wprost: „Jestem od koperku uzależniona”.
Które opisują bezecne chichrania w łóżku, kocicę, nagrywającą na automatyczną sekretarkę erotyczne westchnienia swojej pani i relacjonują telefon męża z Berlina: „Oglądać samemu porno shop?! Bez ciebie? Nie ma mowy.”
Które dumne są ze swej roli: „Słucham w nocy radia o sprawach łóżkowych, a potem doradzam młodemu pokoleniu. Takie rozmowy z moją mamą czy babcią były nie do pomyślenia!” Oraz złośliwie rechocą, pisząc o „babci, żyjącej na kocią łapę”. A także wyznają, że „produkcja 11 córek i 1 syna wywołuje bardzo ciepłe uczucia”.
Nie akceptując ohydnej nazwy „emeryt” nie mogę nie być za pan brat z kobitkami, które zaparły się i postanowiły za wszelka cenę „pozostać w przetrwalnikowej formie kobiety dojrzałej”.
Które, mając w sumie 144 lata stanowczo protestują przeciwko „przejściu w stan babulki”!
Które widzą prawdy obiektywne, np. „nie tylko ja wkładam do lodówki obierki od jabłek razem z kluczykami do samochodu”, czy że „emeryci – żyjąc, powiększają deficyt państwa”.
Wyjaśnienie pomysłu na „Bigos w papilotach” (ale tytuł, co?!), którego jedna z autorek jest niewidząca, brzmi: „To jest tak, jakbyśmy postanowiły skoczyć ze spadochronem: obie zejdziemy na serce, a Ty - nawet nie widząc ziemi.” Książka, złożona z ich listów to jedna wielka zabawa.
Mają wspaniały dystans do życia i poczucie niezależności. Mają zdrową dawkę egoizmu, stąd rozważania, jak pobyć sobie leniwym, jak się wykręcić od niewygodnych sytuacji… „Idę mieć atak” – mówi jedna. A gdy już muszą być serio, jest to serio filozofii, w ramach której szklanka jest zawsze do połowy pełna: „ już nic nie muszę, a jeszcze tak wiele mogę”.
Obie oczywiście posługują się komputerem. Jednak uważają go za buca, bo podkreśla neologizmy, ale wulgaryzmów już nie! Odkryły asertywność , ale widzą różnicę: one, młode, obsługiwały rodzinę, a dzisiejsi młodzi dbają głównie o siebie. No i trzęsie nimi złość - którą podzielam - gdy młodzież z telefonów mówi do nich po imieniu. Ale zamiast starczej żółci i goryczy serwują bezczelne wyznanie: „jestem nieomal bez przerwy czymś bezgranicznie zdumiona, zachwycona i zadziwiona wielkością rzeczy, które człowiek potrafi dokonać.”

To jest Elżbieta. Ona bije się z myślami.............a to jest Marysia. Ona już się pobiła.
A na marginesie: autorki są wykształcone i oczytane. Jedna z mężem – dyplomatą zjechała pół świata, druga przez lata była znaną dziennikarką. Przez ich dowcip przebija wiedza, doświadczenie życiowe, i - przepraszam, bo archaiczne - głębia ducha.

Elżbieta Kisielewska
foto: Alicja Kozłowska
