Sępica jesienna szuka ratunku

Nie dać się! Nie dać się! – wyją dusze 50+ i z przerażeniem szukają sposobu ucieczki, drogi ratunku… przepytują, śledzą, tropią, szukają. Jest gdzieś światełko w tym zabójczym tunelu totalnej deprechy...?

Nadchodzą miesiące okropne. Dla 50+ wręcz okrutne. Szaro, zimno, deszczowo, strasznie. Z ciemności porannych wyłaniają się bezlitosne gęby smutku i beznadziei, z ciemności wieczornych - tragizmy samotności i bezsensu życia. W sumie – jesienny sabat chander, zapaści, niechęci do siebie, świata i ludzi.

Nie dać się! Nie dać się! – wyją dusze 50+ i z przerażeniem szukają sposobu ucieczki, drogi ratunku… przepytują, śledzą, tropią, szukają. Jest gdzieś światełko w tym zabójczym tunelu totalnej deprechy...?

50+ Dusza 1: Wiesz, co robię? Jak tylko otworzę kaprawe oczy i czuję zbliżanie porannej zmory, natychmiast lecę pod zimną wodę. Zaspaną gębę raz, raz, raz, ostro opryskuję zimnym strumieniem. Siedem razy, jak, nie przymierzając, Świr. A potem resztę starczego ciała chluuup…. pod zimny prysznic rzucam, jak masochistka jakaś zdegenerowana, albo może mors. Od stóp zacząwszy, aż pod szyję, raaaz za razem, raaaz za razem, raaaaz! A gdy się tak chlaszczę niemiłosiernie, czuję, jak zmora won – won – won! – i nagle jej nie ma. Nagle jestem wolna, świeża, radosna. Udało się! Kolejny już raz!

50+ Dusza 2: A ja, jak się obudzę z rozumem w bezdenności, zwlekam się z pościeli, wciągam na siebie byle co i łup, łup, skwiercząc stawami, na skwerek się kolebię najszybciej jak mogę. I zadaję sobie raz skwerek dokoła, dwa skwerek dokoła. Coraz szybciej się katuję, trzy dokoła, cztery dokoła, i już trochę lepiej ze mną. Więc pięć dokoła - chyba zapachy jakieś jesienne się szwendają, sześć dokoła – jakieś trzepoty ptasie się panoszą, siedem dokoła - otworzyły mi się oczy i powietrze rześkie zawiało… i dyszę ze zmęczenia, dyszę, dyszę, ale martwica poranna fiu!... ulotniła się, znikła!

50+Dusza 3: Jak tylko zaczyna mną telepać jesiennie, lecę do półki z książkami i biorę tę o życiu Ewy Błaszczyk „Wejść tam nie można”. Otwieram na byle jakiej stronie. I po kilkunastu minutach zawsze pojawia się pytanie: Jeśli ta kobieta daje sobie radę z tym, co jej życie zafundowało - to ja nie mam dać sobie rady z moimi pieprzonymi chandrami?!

50+ Dusza 4: Na jesienne ponure zapaści mam sztukę Jodłowskiej „Klimakterium… i już”. Każdej jesieni dopadam ten spektakl, rechoczę na nim do rozpuku, i ten rechot przepędza, przepędza, przepędza moje ponure bóle istnienia.

50+ Dusza3. A ja mam od tego niejakiego Pacewicza, redaktora. Gdy jest mi smutno i źle, wyciągam jego teksty, co je wycinam z Wyborczej, gdzie on broni naszych babskich spraw z zaciekłością wielką. Co to ma wspólnego z jesiennymi niechęciami do życia? No ma. Bo jeśli jest facet, który broni moich spraw, w dodatku zupełnie obcy, to dlaczego ja mam się nie obronić przed moimi własnymi chandrami? Dlaczego nie!? Dlaczego nie!? Dlaczego nie!? Tak sobie wołam do siebie z coraz większą determinacją, i to mi pomaga. Ahoj!

Elżbieta Kisielewska
foto: Alicja Kozłowska
Autor wpisu*:
2 x 7 (mnożenie) =