- Jesteś tutaj:
- Strona główna
- » Sępica
- » Sępica w teatrze: hrabia Fredro w roli brutalisty
Przeczytaj także…
Sępica w teatrze: hrabia Fredro w roli brutalisty

Obejrzyjmy ten spektakl, koniecznie. Bo jeśli nie zobaczymy, jacy jesteśmy wstrętni, nie będziemy wiedzieli, z czego nie ma się co śmiać.
Sępica lubuje się we wszelkiego rodzaju dwuznacznościach, więc propozycja obejrzenia sztuki opartej na uroczo pikantnej komedii „Mąż i żona” Aleksandra Fredry w Teatrze 6 piętro była nęcąca. W długoletniej pamięci Sępicy nie zatarło się, że Fredro pokazuje w niej perypetie niegrzecznych chłopców i niegrzecznych dziewczynek w ich wieku dorosłym. I że, obnażając ich pozamałżeńskie skłonności, nie chłoszcze i nie biczuje, lecz dobrodusznie kpi i ośmiesza. I że robi to genialnie, gromadząc publiczność, która bawi się scenicznym widokiem męsko-damskich gierek i grzeszków. Czyli widokiem swoich gierek i grzeszków.
Gdy jednak Sępica ujrzała na scenie nowoczesny salon z wielkim telewizorem, zrozumiała, że nie będzie tak prosto. I była bardzo ciekawa – jak będzie.
Sam pomysł przeniesienia akcji w teraźniejszość uznała za genialny. Bo to, co pod rozweselającą lupę brał hrabia Fredro, ani na jotę się nie zestarzało. Przecież cała ludzkość, niezależnie od płci, wieku, epoki i szerokości geograficznej, uprawia karygodne przewinienie, nazywane małżeńską zdradą. A oglądanie tego grzechu na scenie zazwyczaj bywa zabawne. Wyłączywszy, oczywiście, sztuki, w których bywa tragiczne.
Ale, oglądając spektakl w Teatrze 6 piętro Sępica odkryła, że zabawowe realizacje Fredry są godne potępienia. Że Fredro powinien być wyklęty, zarówno z ambon, jak i ze szkolnych lektur. Bo kłamał i łgał. Liczne pokolenia oglądały na scenie niebezpieczne, co prawda, ale jakże podniecające, przyjemne, a nawet rozkoszne - gry miłosne. Zaś zdrada małżeńska to jest grzech. Ohydny, brzydki, bez cienia wdzięku. Powiem więcej: bez cienia przyjemności! Niestety.
Sępica nabrała więc podejrzenia, że Fredro w Teatrze 6 piętro ma nas, dorosłych - bo Teatr informuje, że spektakl jest dla dorosłych - przed wyżej wymienionym grzechem uchronić.
Manipulacja jakaś? A może perwersja?
W tradycyjnych realizacjach bohaterowie Fredry byli wprawdzie występni, ale byli występni, rzec można - smakowicie, wdzięcznie, frywolnie. Stosowali coś, co nazywało się flirtem, czyli miłosnymi podchodami. Nie świadczyły one wprawdzie o ich inteligencji, ale bywały wymyślne, różnorodne, i tworzyły przejmującą dreszczykiem aurę miłosnych podrywów. Bohaterowie wydawali z siebie szepty, westchnienia i kwilenia, a ich miłosne harce były sugerowane niedokończonymi, obiecującymi gestami. Śmialiśmy się z nich, czyli śmialiśmy się z samych siebie. I Gogol był syty i owca była cała.
A bohaterowie Fredry z 6 piętra nie rozśmieszali nic a nic. Nie raczyli widowni żadnymi wdziękami. Żadnymi niuansami. Żadnymi miłosnymi gierkami. Ich zdrada to nie była niepokojąca przygoda, grzeszne erotyczne drżenie, podniecająca zabawa, prowadząca do dwuznacznych, rozweselających perypetii. To była ciężka harówa - z bezładną szamotaniną cielesną, z wrzaskami, z łomoczącą muzyką w tle. Bohaterowie nie rozmawiali – oni przekrzykiwali się. A także wydawali z siebie liczne okrzyki i różne, niezrozumiałe onomatopeje. Oni nie poruszali się po scenicznej przestrzeni, lecz rzucali swoje ciała w te i we w te, co i rusz podrygując. Ich flirt polegał na łapczywych obmacywankach, z wygibasami w różne strony. Łomot wzrokowy i słuchowy – tak bym określiła formę estetyczną tego przedstawienia. I pod jego koniec znielubiłam tych dzisiejszych bohaterów Fredry straszliwie.
Ale kiedy, w ciężkim przerażeniu, zadałam sobie pytania: DLACZEGO doprowadzono mnie do tak totalnego zniesmaczenia, zrozumiałam, że o to właśnie reżyserowi chodziło: on tak widzi DZISIEJSZYCH bohaterów tej komedii. Mąż i żona – wrzaskliwi i głupi, bez krztyny wdzięku. Młody kochanek – wrzaskliwy do potęgi, głupi do potęgi, do potęgi prostak. O wdzięku i seksapilu nie ma nawet co wspominać. Natomiast prześliczna służąca, która wprawdzie nie wrzeszczy i ma mnóstwo seksapilu, jest przede wszystkim cwana. I tylko w tym cwaniactwie jest trochę uroku, trochę zabawy. Taka resztka po starym Fredrze.
Obejrzyjmy ten spektakl, koniecznie. Bo jeśli nie zobaczymy, jacy jesteśmy wstrętni, nie będziemy wiedzieli, z czego nie ma się co śmiać.

Elżbieta Kisielewska
foto: Alicja Kozłowska
PS. A dla czytających: TEN Fredro jest znajomym Houellebecqua. Którego NIE POLECAM osobom 50+. Chyba, że chciałyby pocieszyć się, jaki to okropny świat będą miały przyjemność wkrótce opuścić.
Teatr 6 piętro
FREDRO DLA DOROSŁYCH - MĘŻÓW I ŻON Występują: Jolanta Fraszyńska, Weronika Książkiewicz, Konrad Danoch, Edward Żebrowski. Reżyseria: Eugeniusz Korin. Prem. 13 października 2010
