Wojewódzki...Mon Amour(2)

Kocham Wojewódzkiego. Bo mnie bawi. Mnie, poważną osobę lat 66.

Kocham Wojewódzkiego. Bo mnie bawi. Mnie, poważną osobę lat 66. Wiem, że nie ma się czym chwalić, i tym bardziej go kocham. Bawi mnie też pan Macierewicz, ale raczej inaczej.


Wojewódzki bawi mnie tym, jak sam potrafi się bawić. Ten, już - nie ukrywajmy - wkrótce leciwy, wkrótce nasz rówieśnik, potrafi wygłupiać się jak szczeniak. Fakt, że matka natura go wydatnie wspomaga; jest typem tzw. dziecka – piernik, czyli osobnika o wyglądzie nastolata, pomimo lat przeżytych w – co ogólnie wiadomo – szeroko pojętej rozpuście. I ten prawie starzec o posturze niedorostka potrafi być cudownie rozbrykanym chłopcem. Rozbraja do imentu! Wszystkim! Że nie ma cienia kompleksu z powodu dobrego pochodzenia (Koszalin, podpora Mielna) poczucia estetyki (wymyślne trampeczki), wykształcenia (prawie mgr na UW ) i licznych lektur (co widać, słychać i czuć). Ten bagaż przyzwoitości nie obciąża go ani na jotę. On się bawi! Swoją błazenadą, tym, że szokuje gości wstrętnymi zainteresowaniami, tym, że udaje, że się wstydzi, że się dziwi, że udaje. Oraz własnym gołym tyłkiem, bo przecież doskonale wie, że ma szczapiasty (od: chudy jak szczapa), czego nie lubią dziewczyny nawet w moim wieku. Na szczęście głowę ma lepszą od tyłka. Jednym słowem – błazen jak się zowie, i gdzie tam do niego panu Macierewiczowi. Ciekawe, jak gra w Woody’m Allenie; dla stypendystek ZUS-u za wysokie to, niestety, piętro finansowe.
A co do tyłka - przez ponad pół wieku był to nader nieprzyzwoity i wyraz i cześć ciała. Jak i inne części zresztą także. Skończyłam 18 lat i uszyłam sobie sylwestrową spódnicę, lekko opuszczoną na biodra. Usłyszałam: odsłonięty pępek?! Nie wiedziałam, że mam córkę kurwę. A ja takiej pani wtedy nawet na oczy jeszcze nie widziałam.


Za jego grę z gośćmi. Ci zwykli pilnują się jak diabli, żeby ich nie zapędził w kozi róg, gdzie czyhają kompleksy, brak poczucia humoru i strach przed kompromitacją. Tych większych stać na pobłażliwe: oj, Kubuś, ty zawsze o tym samym. A ci najwięksi – albo rozkładają go, ignorując jego prowokacje, albo dają mu popalić jego własną bronią: inteligencją i dowcipem. Powalony Wojewódzki cieszy się jak dziecko i robi z tego tyjater, że hej.


Bo zmieniły mi się priorytety. Pół wieku zmagań z rzeczywistością okrutnie serio już mi wystarczy Teraz, skoro czasu przede mną raczej mniej niż więcej, serio traktuję sugestię Gałczyńskiego, poety mej młodości, aby czerpać radość z „małych rzeczy foremnych”. A Wojewódzki, jako jedna z owych rzeczy, ot, bibelocik taki, chyba może być?


I dlatego, że w moim targecie najwspanialszą zabawą jest rozkoszowanie się czarną stroną życia: chorobami, nędzą emerytur, upadkiem szpitali, głupotą lekarzy, arogancją rządu, tępotą urzędników i złodziejstwem bogaczy. Im więcej przykładów z życia, tym zabawniej. Im bardziej zasmrodzimy sobie towarzyską rzeczywistość – tym zabawniejsza kawa, ciastko i rozmowa. Nic to, że przy takiej ocenie życia należałoby się powiesić, utopić, podciąć żyły, wziąć trutkę na szczury. Właśnie taka aura jest cool.


Mój target ma też zabawę wtedy, gdy może dokopać młodszym, pokazać, kto tu rządzi. Na spotkaniu pod hasłem - nomen omen - „Zderzenie pokoleń?” pewna pani z dumą głosiła, jak to unicestwiła w pociągu karygodną młodzieżową plagę otwartych laptopów. Weszła do przedziału, rozkazała je zamknąć, i rozkazała rozmawiać! W imię porozumienia pokoleń! Czy zabawniejszy wydaje się Wojewódzki czy owa pani?

Sępica (Elżbieta Kisielewska)


Autor wpisu*:
2 x 7 (mnożenie) =