Czy chcemy prawdziwie?

Niektórym z nas wydaje się, ze nam nic nie wyszło. Bilansujemy, podsumowujemy - zero, nula, nic. A nasze pragnienia?

 Właściwie to nic już nie chcemy, jeśli o czymś jeszcze marzymy to o świętym spokoju. Niektóre z nas myślą, że już nic miłego się nie wydarzy inne znów marzą o tym, co i tak naprawdę nigdy się nie wydarzy. Miło tak marzyć, lecz to muszą być tylko nasze fantazje?

 

Prawdę mówiąc za mało się staramy, aby urealnić te nasze marzenia. Chcemy prawdziwie, chcemy coś chcieć?

Są pośród nas kobiety, które marzą i dążą do tego, aby to marzenie ziściło się. Metodą drobnych kroczków, stopka po stopce podążają do wyznaczonego celu. Owszem to często ciężki trud, lecz zwieńczeniem wysiłku jest realizacja często młodzieńczych. marzeń.

Mam koleżankę ze szkolnej lawy Magdę. Wspominam jak wyglądała w szkole i widzę jak bardzo się zmieniała. W szkole drobna, niepozorna, raczej wycofana teraz wulkan kobiecości, gejzer energii z wiecznym uśmiechem. Magda tuż po szkole zniknęła, nikt nie wiedział, co się z na dzieje. Po 10 latach od zdania matury umówiłyśmy się z dziewczynami z klasy na kameralne spotkaniu. Przyszła i ona. Od czasu szkoły nic się nie zmieniła. Opowiedziała nam o swoim nieudanym małżeństwie, które dopiero, co rozpadło się. Wspominała cos o corocznych wyjazdach na winobranie do Francji. Jeździła w stałe miejsce do jednej z prowansalskich winnic, z entuzjazmem opowiadała o kraju, obyczajach i z rumieńcem o właścicielu winnicy. Powiedziała nam, że bardzo chciałaby zamieszkać na stałe w Prowansji, że zakochała się w tym miejscu i marzy jej się takie życie. Po spotkaniu klasowym znowu zniknęła. Nikt nic nie wiedział o Magdzie. Dopiero w 30 rocznice naszej matury na uroczystym spotkaniu pojawiła się i Madzia …ze swoim mężem Mauricem, owym właścicielem winnicy. Wszystkie byłyśmy oczarowane urodą jej francuskiego małżonka, oszołomione opowieściami o jej obecnym życiu. Magda była rozpromieniona i szczęśliwa. Po oficjalnych uroczystościach rocznicowych poszliśmy do restauracji na ciąg dalszy zabawy w mniejszym gronie. Wtedy Magda i jej mąż opowiedzieli nam swoją historie.

Rok po ostatnim spotkaniu Magda jak zwykle wczesną jesienią pojechała do pracy przy zbiorze winogron. Ciężka praca niemalże na akord, zdarzało się, że pracowała do pozna w nocy, mimo to była szczęśliwa. Te radość przyćmiewała nieco świadoma konieczność powrotu do Polski. Kilka dni przed wyjazdem właściciel wezwał ją do siebie. Na spotkanie szła z bijącym sercem w obawie czy, aby nie musi skrócić swojego pobytu. Maurice pochwalił ją za pracę i przedłożył propozycję. Zapytał czy zostałaby dłużej i zaopiekowała się jego niepełnosprawnym synem. Maurice był rozwiedziony, zona wyjechała na stałe do USA zostawiając ojcu niepełnosprawne dziecko. Magda nie opiekowała się nigdy dziećmi, tym bardziej dziećmi niepełnosprawnymi.

Zdawała sobie sprawę, że to jest ten moment ten punkt zaczepienia, to jest szansa żeby zostać i spełnić swoje pragnienie. Postawiła wszystko na jedna kartę, zgodziła się i została. Zamieszkała pod jednym dachem z obecnym mężem i jego synem. Chłopczyk miał 12 lat i cierpiał na zanik mięśni. To była szkoła życia dla Magdy, hartowała ją duchowo, uczyła pokory i cierpliwości. Mimo ogromnego wysiłku z tkliwością i łezką w oku wspomina ten czas. Pokochała to dziecko jak swoje własne, chłopiec często zwracała się do niej mere, bo swojej matki nie pamiętał. Poprzednia żona Maurica nie dawała znaku życia i nie interesowała się dzieckiem. Stopniowo Magda i Maurice zbliżyli się do siebie i po 3 latach postanowili się pobrać. Stan zdrowia synka pogarszał się opiekę nad nim powierzono miejscowej pielęgniarce. Magda już jako pani domu zarządzała nim z polska gospodarnością, wprowadziła niektóre polskie zwyczaje. Z czasem przejęła cześć obowiązków męża w zarządzaniu winnicą.

Jak żyje teraz, czy jest szczęśliwa, czy zrealizowała swoje marzenia? Pragnęła zamieszkać w Prowansji i mieszka. Ma piękny dom, winnice i wytwornie win. Co roku w tzw. martwym sezonie podróżują z Mauricem po świecie, odwiedzili już wszystkie kontynenty, kilka razy w roku przyjeżdża do kraju. Jedno jednak jest dla niej najważniejsze – kocha i jest kochana – jest naprawdę szczęśliwa.

EDzia52

Autor wpisu*:
2 x 7 (mnożenie) =