- Jesteś tutaj:
- Strona główna
- » Styl 50 plus
- » Damą być
Przeczytaj także…
Damą być

Człowiek nie jest taki, jaki mu się wydaje, że jest. Jest taki, jakim go widzą inni. Więc niech w człowieku zobaczą prawdziwą damę!
Ojciec – Polak przyjechał z pracy samochodem, mając za cały bagaż teczkę ze służbowymi papierami. Matka – Polka przyszła pieszo z siatami, tobołami, odebrawszy po drodze z przedszkola, ze szkoły, wspólną progeniturę. On legł na tapczanie z gazetą w ręku i w oczekiwaniu na obiad, pokrzykuje gniewnie. Ona przebiera dzieci, wysłuchując przy tym sprawozdań z wydarzeń przedszkolnych i szkolnych, odgrzewa obiad, szuka zaginionego lewego kapcia.
Dobrze, że przestało się nosić ukwiecone kapelusze i zamaszyste, oparte na drutach, suknie. Trudno byłoby w takim stroju wykonać codzienną, rytualną ekwilibrystykę.
A tak by się chciało damą być!
Moja sąsiadka była prostą kobietą. Miała ośmioro dzieci i męża, który pracował na utrzymanie tej gromadki. Major domusem była ona. Nosiła gładko zaczesane do tyłu włosy, biały, wykrochmalony fartuch z falbankami na ramionach, które też były wykrochmalone i sterczały ,,na baczność”. Taki fartuch zawiązywało się z tyłu i wiązanie tworzyło malowniczą kokardę. Pod fartuchem codziennie ta sama szara suknia, z małym, koronkowym kołnierzykiem. Nie wiem jak to robiła, że jej rzeczy były zawsze świeże. Nikt z dzieci nie widział jej nigdy w innym opakowaniu. Po prostu taki był w tym domu zwyczaj, że matka ukazywała się tylko w ,,pełnym rynsztunku”. A jak pięknie pachniała! Dzisiaj wiem, że tę kompozycję zapachową tworzył krochmal poddany temperaturze żelazka i szare mydło. Taki swoisty Chanel nr 5!
W soboty do domowych aromatów dołączał się jeszcze zapach wyszorowanych do białości podłóg z drewna i upieczonego ciasta drożdżowego. Ciasto, w celu ochrony przed żądną słodkości gromadą, umieszczała wysoko na kredensie, bo przeznaczone było na niedzielę. Nie znaczy to wcale, że dzieci słodyczy nie dostawały. Codziennie był słodki podwieczorek: naleśniki z cukrem, kogel-mogel, albo porzeczki zerwane w ogrodzie, obficie ozdobione bitą śmietaną. Śmietanę ubijała ręcznie, siedząc na schodach prowadzących do piwnicy.
Na wszystkie dziecięce problemy miała niezawodny sposób, jakby ukończyła pedagogikę na renomowanej uczelni. Jak któremuś wpadł paproch w oko i bolało, kazała mocno mrugać i jeszcze mocniej popluwać, to szybciej wyjdzie. No to malec tak był zaaferowany popluwaniem, że zapomniał dlaczego popluwa. Jak starł kolano, biegnąc jak szalony, nie straszyła butlą jodyny, jak inne matki. Wymyślała jakąś zabawę zbiorową i zraniony zapominał z jakiego powodu ryczał.
W jesienne i zimowe wieczory siadywała na krześle pośrodku pokoju i grała na mandolinie. Wszystkie dzieci zasiadały wokół i śpiewały – piosenki dziecięce, ludowe, patriotyczne, religijne. Telewizora nie mieli wtedy nawet najbogatsi.@page_break@
Uwielbiałam bywać w tym domu!
Moja sąsiadka była prawdziwą damą, chociaż w jej szafie wisiała tylko jedna suknia ,,na niedzielę”. Ta druga ,,codzienna” była w ciągłym użyciu. Za całą biżuterię służyła jedna broszka. Jej mąż był prawdziwym dżentelmenem i żonę swą jak damę traktował. Taki sam był w stosunku do innych kobiet. W czasie straszliwych, lipcowych upałów zapytał czy musi założyć krawat, by pójść porozmawiać z sąsiadką – też prosta kobietą, na temat sadzonek pelargonii. Miałam wtedy z piętnaście lat. Witał się ze mną, całując moją dłoń, przy stole wszystkim kobietom podsuwał krzesło, chociaż niektóre miały kilkanaście lat. On siadał ostatni. Listy wychodzące z tego domu adresowano ,,Wielmożny Pan” ,,Wielmożna Pani”, znaczek przyklejano, przyłożywszy linijkę, a pisano na prawdziwym papierze listowym, a nie na kartce wyrwanej z zeszytu. Do swoich dzieci zwracano się ,,bądź łaskaw”, ,,czy byłbyś uprzejmy”. Dzieci też używały form grzecznościowych: ,,czy mama mogłaby, niech ojciec to czy tamto”.
Damy czasu teraźniejszego zmieniają outfit kilka razy dziennie, dopasowują starannie buty i akcesoria w niezliczonych ilościach, nie rozstają się ze swoim, pokaźnych rozmiarów, kuferkiem na kosmetyki. Włosy dziś mają czerwone, jutro siwe, pojutrze blond. To dobrze. Zmiany potrzebne są kobiecie. Gorzej jest jeśli którejś wydaje się, że skoro było jej ładnie z czerwonym kwiatem we włosach, kiedy miała 18 lat, to i przy pięćdziesiątce jest równie dobrze.
Niełatwe jest życie poddanej królowej mody! A bycie damą to nie tylko strój, to jeszcze styl życia! Koniecznie trzeba polecieć na wakacje samolotem do ciepłych krajów. Walizka ma jednak ograniczoną objętość, a okazje wakacyjne mogą przytrafić się w ilości nieograniczonej. Sam strój plażowy to oprócz kostiumu jeszcze: klapki, parero, kapelusz, okulary, ręcznik, torba.
Wiem, co by poradziła moja sąsiadka: Zabierz czarny kostium, czarną sukienkę na ramiączkach i kombinuj z dodatkami, bo mniej ważą i miejsca nie zajmują.
Jeszcze dodałaby szeptem: kurczaka i owoce jedz nożem i widelcem, a od bufetu nie odchodź z kopiastym talerzem, bo możesz podejść po dokładkę i drugi raz i trzeci! Nie wchodź do jadalni w kostiumie, na boso i spocona! Mężowi też nie pozwól! Nie miej ciągłych pretensji do wszystkich i o wszystko! Idąc kłaniaj się ,,damom, starcom i młodzieży”, chociaż ich dobrze nie znasz! Nie opowiadaj wszystkim wokół, co posiadasz w domu, ani że z zawodu jesteś dyrektorem, ani jakie możliwości ma twój samochód!
Człowiek nie jest taki, jaki mu się wydaje, że jest. Jest taki, jakim go widzą inni. Więc niech w człowieku zobaczą prawdziwą damę!
Wanda Szymanowska
