Dwie kobiety z żelaza

Różnica między moją mamą a mamą mojej mamy jest taka jak pomiędzy rudą żelaza a żelazem.

Różnica między moją mamą a mamą mojej mamy jest taka jak pomiędzy rudą żelaza a żelazem.

To drugie jest droższe, mocnej obrobione i ma szersze zastosowanie, ale to pierwsze było najpierw i bez tego pierwszego nie byłoby tego drugiego. Moja mama jest z żelaza, naprawdę, a moja babcia była ruda – serio. Moja mama ma pięćdziesiąt dwa lata i od roku jest wdową, moja babcia w wieku lat czterdziestu ośmiu popłynęła Batorym do H'Ameryki zarabiać zielone, które potem ubarwiały czarny kryzys lat osiemdziesiątych. Nie znała angielskiego. Moja mama też nie zna. Bukwy znały obie. Babcia – nauczyła się za okupacji a mama obowiązkowo w komunistycznej szkole.

Pięćdziesiątka, urodziny Sary. Mężczyźni mają Abrahama, taki biblijny szowinizm. Ona już nie może, chyba, że jakiś cud się zdarzy, a on jak najbardziej – jego starość to druga młodość. Jej nie wypada, nie chce się albo już się nie nadaje do tych damsko męskich zapasów zwanych flirtem. Jest brzydka, albo tak o sobie myśli. Jest stara - tak o niej mówią producenci kremów na zmarszczki zasłaniający się nieszczerą kotarą "cery dojrzałej". Jej figurze można zarzucić kilka batoników za dużo, włosy obcięła na krótko bo wstydzi się siwego warkocza. Pięćdziesiątka. Statystycznie trochę ponad dwie trzecie już za nią, praktycznie – różnie. Pięćdziesiątka czeka na kolejne etapy, które od niej nie zależą. Ględzi o wnuki, dopytuje o wycieczkę parafialną do Lichenia, oczekuje emerytury. Inna wreszcie chce zabrać się za swoje przykurzone marzenia, nie wie tylko czy wytrzyma "co ludzie powiedzą".

Babcia ze strachu przed tym co ludzie powiedzą chodziła paść krowy na najdalsze łąki zwane "Baciogiem". Tam mogła wyciągnąć z zawiniątka każdą książkę i czytać do woli. Mama zaczyna remont od balkonu i drzwi wejściowych. Czyta co chce, czasem tylko obłoży książkę w gazetę – żeby się nie zniszczyła. Gazeta okładkowa jest neutralna światopoglądowo, tak na wszelki wypadek.

Moja mama jest feministką, nie ma wyjścia ma dwie córki. Babcia była dwa razy większą feministką bo miała cztery córki. Wszystkie wykształciła. Tak na wszelki wypadek – gdyby któryś z zięciów okazał się szują. Wówczas miały zostawić łachudrę, przekląć w trzy cholery i poradzić sobie same. Żadna z córek nie musiała maminych (tj. babcinych) rad wprowadzać w życie, ale swoim córkom (razem ze mną jest nas cztery kuzynki) też przekazały mało uległe charakterki.

Moja mama nie umie – albo udaje, że nie umie – jeździć samochodem, gipsować ścian, posługiwać się mapą i cwaniakować. Umie – obsługiwać komputer, gadu gadu, skype'a, robić przelewy internetowe, wysyłać maile, zamawiać książki w merlin.pl i licytować na allegro. Robi też niebiańskie pierogi. Zięciowie założyli jej fanklub. Moja mama – mimo, że nie potrafi cwaniakować - zauważa kiedy inni cwaniakują. Zauważa też manipulacje polityków, więc nie planuję chować jej dowodu przed wyborami. Babci też nie planowaliśmy chować dowodu, ósmy zmysł kresowiaka pomagał jej oddzielać słowoplewy od słowoziaren i słowochwastów. Babcia piekła najprzepyszniejszy chleb i placki na sodzie – "proziaki".

Ani babcia ani mama nie potrafiła porozmawiać z córką o kobiecości i tym całym pocie i krwi, które się z tym wiążą. Babcia stosowała antykoncepcję błagalną. Najpierw prosiła męża, że nie dzisiaj a jeśli jednak dzisiaj, to po wszystkim odmawiała litanię do Najświętszej Panienki żeby w ciążę nie zajść. Wiem to z opowiadań najstarszej kuzynki, której podobno Babcia zwierzyła się pod wpływem orzechówki. Mama nie piła ze mną orzechówki, więc nie wiem dlaczego przez dwadzieścia dziewięć lat jej małżeństwa urodziłam się tylko ja i siostra.

Ruda żelaza wymaga obróbki aby stać się pełnoużytecznym żelazem. Mamę dziadkowie wysłali do internatu żeby się uczyła życia i dorastała poza podkarpacką wsią. Znowu ósmym zmysłem czuli, że wieś przy ukraińskiej granicy na pogórzu dynowskim nie pozwoli mamie rozwinąć skrzydeł. Choć byli tacy co i tam latali. Marcin "spod brzegu" (dzielnica wsi; kiedy się upił przemycanym spirytusem to mu się wydawało, że jest ptakiem. Wylozł na stodołę, żerdzie na dachu się pod nim załamały i się zabił. Narzeczoną w ciąży zostawił i fundamenty pod chałupę.

Mama ma pięćdziesiąt dwa lata i ponad połowę swojego życia mieszka na Śląsku. Najpierw w fiatowskim hotelu robotniczym, potem w przydziałowym M-3, teraz we własnościowym M-4. Babcia całe życie spędziła w podkarpackiej wsi. Nie licząc dwóch wyjazdów do roboty do "Stanów" i dwóch wypraw do Warszawy po wizę. Aaa! No i kilkunastu wizyt na UB w Rzeszowie po powrocie.
Ich wnuczka i córka - czyli ja – mieszkam w kawalerce na kredyt w dużym mieście. Mam w sobie może troszkę tej żelazności charakteru. Więcej mi nie trzeba - takie czasy że ci z żelaza szybciej rdzewieją. I na złom.


Ewelina Majewska-Howisz wykształcenie ekonomistka i filolog. Pracuje jako nauczycielka języka angielskiego i tłumaczka. Laureatka konkursów literackich m.in. Konkursu im. Maćka Szumowskiego na reportaż "Polska zza siódmej miedzy" i Konkursu "Polityki" na Pamiętnik Wielkiej Zmiany. Jest mężatką, ma córkę.

Od Redakcji:
Reportaż pt. Dwie kobiety z żelaza nadesłany został na konkurs '
Polka Pięćdziesiątka'. Autorce serdecznie gratulujemy kreatywności!

Refleksje na temat wyników konkursu

Autor wpisu*:
2 x 7 (mnożenie) =