Headwall Lakes
Nie było to zbyt mądre, aby niedoleczony po grypie, wybrać się na wyprawę. Ale o 6-tej rano zanotowano +2 stopnie, a prognoza mówiła że w Calgary będzie nawet +15, wiec pomyślałem sobie, że jest dobrze i wskoczyłem na rower (aby pojechać na miejsce zbiórki)! Zależało mi na tej wycieczce, bo równo dwa lata temu nie zdołaliśmy dotrzeć do jezior, które obraliśmy sobie za cel, gdyż był mróz i zadymka tak gęsta, że nie widać było drogi. Tym razem się jednak udało!
Po przyjeździe do Kananaskis Country okazało się jednak, że tam zima w pełni i pada śnieg. Ale 7-mio osobowa grupa raźnie ruszyła w drogę, bo przecież dzień krótki i nie ma co zwlekać. Było parę nieznanych mi osób, w tym młoda doktorantka z UJ-otu, Agnieszka, która właśnie przyjechała do Calgary na nasz Uniwersytet, na 6-cio miesięczny staż, polegający na badaniach naukowych z dziedziny chemii. Była oczywiście ciekawa wszystkiego, więc pytaniom i rozmowom nie było końca. Oprócz pracy zawodowej pasjonuje się wyprawami górskimi. Była już 5 tygodni w górach Tien-Shan w Kirgizji, a nawet próbowała zdobyć Aconcaguę, która jest najwyższym szczytem w Ameryce Południowej. Próba się nie udała, bo załamała się pogoda i musieli zawracać. Opowiadała, że wielu ambitniejszych od niej pozostało już tam na zawsze. Okazała się bardzo miłą dziewczyną, wysportowaną (grała w siatkówkę i koszykówkę), o ciekawej pasji życiowej jaką jest praca ratownika medycznego.
Poznałem też przemiłą Kanadyjkę (Heather), która trzy lata temu ukończyła studia pielęgniarskie i pracuje jako operating room nurse. Zadziwiała świetną kondycja, ale okazało się, że uprawia wiele dyscyplin sportowych. Natomiast kierownik wyprawy (Bruce) okazał się mało zorientowany w terenie i nie miał tego zdecydowania i siły woli jaką posiadają liderzy. Prowadziłem więc całą grupę i wyszukiwałem drogę - zresztą jak to zawsze bywa, bo szlaki tutaj nie są oznakowane, no i nie lubię pałętać się z tyłu.
Najpierw doszliśmy do pierwszego jeziora i okazało się, że jest solidnie zamarznięte. Skały w swojej zimowej szacie wyglądały groźnie i ponuro. Następnie wspięliśmy się na górne jezioro, zjedliśmy posiłek i poślizgaliśmy po lodzie. Mieliśmy ambitny plan wspiąć się jeszcze wyżej i okrążyć cały grzbiet górski, aby zejść inną doliną i odwiedzić Chester Lake. Niestety Meksykanka Sakina i jej partner Emilio byli w kiepskiej kondycji i spowalniali marsz. Nie było więc szans na zrobienie zaplanowanej trasy. Jeśli chodzi o mnie- to dobrze, bo po chorobie właściwie nie powinienem wcale jechać. Pozostali też nie powinni się tam znaleźć. Trasa wyprawy wymaga od uczestników dobrego przygotowania kondycyjnego i doświadczenia w łażeniu po górach.
tekst i zdjęcia Leszek Wojciechowki
Autor - Leszek Wojciechowski - od 1981 r. mieszka w Kanadzie, choć stara się systematycznie odwiedzać Polskę. Czas spędza wyjątkowo aktywnie - jazda na rowerze, pływanie, gra w tenisa, wyprawy górskie, nauczanie j. anielskiego - to tylko nieliczne z Jego pasji. Uważa, że należy żyć pełnią życia, w myśl słów: "Every man dies - Not every man really lives", czyli "Każdy człowiek umiera, lecz nie każdy naprawdę żyje."














Dołącz do dyskusji - napisz komentarz
Nina 27/11/2011, 10:34
Piękne zdjęcia:D
Aska 26/11/2011, 15:18
Brawo Leszek :D