Kobiety z Wenus, a mężczyźni z Marsa?

Nie jest aż tak istotne, z jakiej planety kto pochodzi, ważne, że pojmowanie tych samych zjawisk i uczuć jest diametralnie różne.

Co oczywiście powoduje przysłowiowy płacz i zgrzytanie zębów. Przykłady? Proszę bardzo. Dla mężczyzny słowo maleńka znaczy „zaopiekuję się tobą, jesteś słodka”, a dla kobiety, że traktuje ją jak dziecko. Dla mężczyzny słowo kocham znaczy „chcę się z tobą kochać”, dla kobiety znaczy wiersze i wieczory przy gwiazdach. Dla mężczyzny słowo mecz jest równoznaczne z rytuałem, dla kobiety to bałagan i hałas.
Biorąc to wszystko pod uwagę wydawałoby się, że nie ma możliwości porozumienia międzygwiezdnego, a nieprawda. Wystarczy, że kobieta mądra, zapobiegliwa i kochająca zrobi sobie podręczny słowniczek, do którego w razie potrzeby szybciutko sięgnie i przetłumaczy sobie, „co poeta miał na myśli”. I potem już spokojnie, kiedy usłyszy „znowu mielone!” zamiast fuknąć „przecież chciałeś” powie: „przypomniała mi się twoja mamusia, ona robiła takie cudowne kotleciki” i wzruszony wizją mamusi pan i władca wsunie co do jednego pięć mielonych i zagryzie marchewką. Jeżeli zacznie narzekać na bałagan wystarczy powiedzieć „Kochanie zaplanowałam dzisiaj niespodziankę na dobranoc i tak się zajęłam, że nie miałam czasu sprzątnąć”, a duże dziecko siedzące w mężczyźnie będzie gnało do łóżka i niespodzianki i pozwoli zapomnieć o bałaganie.
Jest wysoce prawdopodobne, że i mężczyźni na nas mają swoje sposoby, bo ja już się zorientowałam, że sama często robię rzeczy, których wcześniej nie chciałam, nie lubiłam, nie uznawałam. A dlaczego? A dlatego, że mój pan i władca również ma słowniczek i kiedy usłyszy: „Nie dzisiaj, boli mnie głowa” nie obraża się tylko mówi: ”chodź kochanie przytulę cię i pomasuję skronie” co oczywiście oznacza, że masaż zacznie się od skroni, a skończy na ich odwrotności, a ja i tak zrobię to, czego chciał od początku. Ja zresztą też. Strasznie jestem ciekawa, czy i inne kobiety korzystają ze słowniczka.

 

Jola Miśkiewicz

Od zawsze pisałam do szuflady. Od 2008 r. biorę udział w programie "Babcia nadaje", który teraz przekształcił się w "Latające Babcie". Piszemy bajki, wydajemy książeczki, spotykamy się z dziećmi w przedszkolach, ośrodkach, bibliotekach i czytamy nasze bajki.Zdarzaja mi sie już samodzielne spotkania autorskie - niestety nadal nie moge przekonać wydawnictw, że moje utwory są warte druku. Piszę bajki, wiersze, artykuły do Kobiety Puszystej i Kobiety Łódź, książki dla dorosłych. Wysłałam też sztukę na Komediopisanie. Wraz z innymi Latającymi Babciami jesteśmy ostatnio ulubienicami łódzkich mediów.

Autor wpisu*:
2 x 7 (mnożenie) =