Styl 50 plus

Marylka

W dniu 5 stycznia o godz.11.00 w kościele w podwarszawskim Raszynie odbędzie się pogrzeb naszej koleżanki Marii Bartosińskiej z domu Pietura.

Marylka skończyła iranistykę na Uniwersytecie Warszawskim, znała doskonale język niemiecki, miała zdolności literackie, pisała piękne opowiadania. Otrzymywała za nie nagrody i wyróżnienia. Od kilku lat chorowała zmagając się z reumatoidalnym zapaleniem stawów.

Szczególnie wzruszało jedno z opowiadań Marysi, opisujące wymarzoną podróż i zachwyt każdym odkrywanym miejscem, każdym dniem w nowym otoczeniu. Nie narzekała, że tak jej było ciężko chodzić, chociaż każdy krok i każdy schodek był dużym wysiłkiem. Liczyło się tylko to, że dzięki tym krokom odkrywała nowe krajobrazy, nowe ulice i miejsca, które mogła sama zobaczyć, by potem je pięknie opisać.

Marysia była bardzo dzielna, ciepła i uśmiechnięta, pomimo cierpienia. Zawsze w Niej to wszyscy bardzo podziwiali, wyrzucając sobie, że przejmują się i martwią sprawami bez znaczenia.

Była wspaniałą Koleżanką, Mamą, Żoną. W okresie studiów organizowała przez wiele kolejnych lat perski Nowy Rok – to były niezapomniane spotkania, na których bywały tłumy.

Jedna z przyjaciółek Marylki powiedziała: „Tyle miałyśmy planów, widziałysmy się w październiku, na urodzinach Marylki. Dobrze się czuła, mówiła, że dobrze Jej ustawili leki i że ma w listopadzie jechać do sanatorium, to Jej pomoże się dodatkowo wzmocnić".
Dwa miesiące potem zadzwoniła ze szpitala, że zalicza już piąty szpital, bo zaczęło się migotanie przedsionków, pierwszy lekarz miał to ustabilizować, ale nie udało się itd, ale że w tym szpitalu (w Warszawie przy ul. Kasprzaka) trafiła na lekarza, który już to ustabilizował i że ma nadzieję niedługo wrócić do domu. Nawet się nastawiałyśmy nad wspólnym Sylwestrem, ale uznałyśmy, że Marylka jest jeszcze zbyt słaba. No a 1 stycznia zadzwonił syn Marylki ...”

I znowu przypominają się słowa ks. Jana Twardowskiego

Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
zostaną po nich buty i telefon głuchy
tylko co nieważne jak krowa się wlecze
najważniejsze tak prędkie że nagle się staje
potem cisza normalna więc całkiem nieznośna
jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy
kiedy myślimy o kimś zostając bez niego

Ta śmierć zaskoczyła nas wszystkich i pogrążyła w smutku. Będzie nam wszystkim, którzy Marylkę znaliśmy, bardzo Jej brakowało.
Koleżanki z Iranistyki

Dołącz do dyskusji - napisz komentarz

Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi.
Obraźliwe komentarze są blokowane wraz z ich autorami.

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

Dodaj pierwszy komentarz i bądź motorem nowej dyskusji. Zachęcamy do tego.