Styl 50 plus

Słonice

Przez te wszystkie lata nauczyłam się omijać słowa, których pisowni nie jestem w stanie zapamiętać.

Ostatnio przyjaciółka zwróciła mi uwagę na dwa błędy ortograficzne w moim tekście, który już został „zawieszony” na portalu kobieta50plus – ups!! „O nie!!” pomyślałam, znowu te „słonice”!!! Nie wiem dlaczego przyjęło się, że błędy potocznie nazywamy „bykami” dla mnie od początku szkoły podstawowej są to „słonice”.

Poprawna pisownia nigdy nie była moją mocną stroną i już bardzo wcześnie zauważyłam, że ortografia nie jest mi przyjazną dziedziną życia. Pewnie mój Tata doskonale pamięta ile czasu poświęcił na nauczenie mnie tej sztuki, niestety bezskutecznie. Słownik ortograficzny jest mi niezbędny nawet przy pisaniu świątecznych życzeń (hi,hi). Nie udało Mu się również wpoić we mnie miłości do kaligrafii, a moją umiejętność poprawnego składania liter w słowa długo nie można było nazwać płynnym czytaniem.

Przez te wszytskie lata nauczyłam się omijać słowa, których pisowni nie jestem w stanie zapamiętać, bo przecież nie zawsze mam pod ręką słownik. Nie wiem dlaczego Bóg obdarzając mnie „językiem giętkim, potrafiącym wyrazić wszystko co pomyśli głowa” nie zainstalował programu ortograficznego na moim twardym dysku. Pewnie zapomniał o tym w ferworze tworzenia i, nie powiem, generalnie jestem zadowolona z efektu – nie muszę się malować (hi,hi), ale moje życie byłoby o wiele łatwiejsze, gdybym miała ten program. Może uznał to za niezbyt istotne, a ja muszę ponosić konsekwencje Jego niedoróbek! Być może, to moja wina, bo stanęłam w kolejce po przyjście na świat w której nie dawali wrażliwości na ortografię ani ładnego charakteru pisma. Tak czy inaczej dyktanda i pisemne egzaminy były zmorą mojego szkolnego żywota i powodem nieadekwatnego stresu.

Źródłem tego stanu rzeczy, jak przypuszczam był pewien incydent, który miał miejsce może w drugiej może w trzeciej klasie szkoły podstawowej. Otóż, nasza pani miała w zwyczaju po sprawdzeniu dyktand wywoływać do tablicy tych, którzy ośmielili się złamać święte prawa ortografii. I tak pewnego dnia po kolejnym dyktandzie, powiedziała coś w rodzaju: „ teraz dowiemy się, jak piszemy wyraz „słońce”, a napisze nam to ...” i tu padło moje nazwisko. W moich czasach dzieci, jak ryby nie miały głosu ani imion, tylko nazwiska lub numery w dzienniku – okropna maniera. Nie pamiętam tego, jak na trzęsących się nogach maszerowałam na tę egzekucję, jak wzięłam kredę do ręki i koślawymi literami napisałam słowo, które widzę do dzisiaj - „SŁONICE”. Nie muszę mówić jaki klasa miała ubaw z mojej pomysłowości ortograficznej, ani wspominać zdegustowanej miny naszej pani. Prawdopodobnie byłam jedyną osobą, która tak naprawdę przejęła się tą sytuacją, ale miałam wrażenie, że tylko ja, jedyna na całej planecie nie wiem jak piszemy „słońce”.

Czy mały człowiek, którym wówczas byłam, mógł wiedzieć o tym, że to nie koniec świata, że nie stało się nic, że pani jest taką samą zagubioną, mylącą się istotą ludzką, która niestety ma możliwość wylewania swoich frustracji na podopiecznych? No właśnie, podopiecznych, którym była winna opiekę pełną troski, współczucia i zrozumienia. Czy ta mała blondyneczka z mysimi ogonkami w postaci warkoczyków wiszącymi nad uszami (to o mnie) wiedziała, że dla wieczności jest zupełnie wszystko jedno co świeci na niebie: słońce czy słonice, i że prawdę powiedziawszy nikogo oprócz polonistów, to nie obchodzi. Czy mogłam wówczas przypuszczać, że mam prawo nie wiedzieć i że szkoła jako placówka wychowawcza powinna zapewnić mi komfort zdobywania wiedzy w sposób łatwy, miły i przyjemny, nie gwałcąc mojej dziecięcej wrażliwości i wykorzystując bezsilność ośmioletniego dziecka. Do głowy mi nie przyszło,że nauczyciel też człowiek, że też popełnia błędy i jest na tej samej drodze co ja, tylko kilka lat wcześniej zaczął swoją podróż i mogę wymagać od niego zrozumienia i szacunku. Szkoda, że dorośli skrzętnie ukrywają przed dziećmi tę wiedzę, udając że to oni są wszystkowiedzącymi władcami. Czy mała dziewczynka wiedziała kim byli Edison, Einstein, Churchill, Leonardo da Vinci i wielu pewnie innych znanych i podziwianych ludzi, którzy również mieli podobne problemy z pisownią? Czy „będąc” w takim towarzystwie nie poczułaby się lepiej? Ta kobieta mogła nauczyć mnie nie tylko ortografii, ale również zaufania i dać poczucie bezpieczeństwa, co jak myślę jest o wiele ważniejsze od umiejętności poprawnego pisania. Ja w zamian za to mogłam obdarzyć ją moim dziecięcym uwielbieniem dla „pani z klasy” i entuzjazmem, który zabiła w zarodku. Oczywiście na tej lekcji dowiedziałam się jaka jest ortograficzna różnica między słońcem i słonicami, ale prawdziwe owoce tej lekcji miały przyjść dopiero później i zbierałam je na całym polu mojego życia. Lekcja była niepotrzebnie bolesna, bo przecież nauka może i powinna sprawiać przyjemność.

@page_break@

 

Tego dnia dotarła do mnie absolutnie nieprawdziwa informacja, że popełnianie błędów jest po pierwsze niedopuszczalne, po drugie karalne, naraża na ośmieszenie, pozbawia poczucia godności co w konsekwencji objawia się brakiem wiary w siebie. Czy współczujecie tej dziewczynce? Czy macie ochotę wziąć ją na kolana, pogłaskać po głowie i powiedzieć, żeby się nie martwiła? Musiało upłynąć dużo czasu, żebym tak właśnie pomyślała, ale wtedy zaczęłam się jej wstydzić i obarczać winą za to, że naraziła mnie na śmieszność. Zaczęłam ją karać brakiem akceptacji, zrozumienia dla popełnionych błędów i wymagać od niej absolutnej doskonałości. Ona jeszcze wtedy nie wiedziała, że doskonałość w ludzkim wydaniu nie istnieje, rosło w niej niezadowolenie i frustracja. Mało tego, uwierzyła, że jest do niczego i przyznawała mi rację. Ale to nie koniec, zaraziłam ją swoją uszczypliwością i umiejętnością wyłapywania najmniejszych uchybień od doskonałości. Chociaż potrafiłam sprawić, że mój język „był jak aniołów mowa”, to częściej „był jak piorun prędki”, niszcząc wszystko co stanęło na jego drodze.

Niewiedza i popełnianie pomyłek stały się dla mnie czymś tak żenującym, wstydliwym i godnym potępienia, że musiało upłynąć wile lat zanim przekonałam siebie (i nadal to robię), że mam prawo mylić się i mam prawo nie wiedzieć. Zaczęłam ukrywać, że - więcej niż często - myślę inaczej, że prawie wszystko robię „odwrotnie”, bo wiedziałam czym to grozi: odrzuceniem i drwiną. W domu ciągle słyszałam „czy ty nie możesz robić tak jak wszyscy ludzie?!”. Ci z którymi nawiązałam przyjaźnie często nazywali mnie „dziwadłem” lub czymś podobnym, ale mówili to z miłością i zrozumieniem, więc byłam w stanie to przyjąć.

Nie wiem na ile wspomniany incydent wpłynął na moją nieśmiałość, brak odwagi wyrażania siebie w większym gronie, na to że już nigdy nie zaufałam żadnemu nauczycielowi. Szkoda mi, że nie byłam w stanie uznać żadnego autorytetu, bo to kojarzyło mi się z groźną panią, której nie można zaufać. Musiałam zrobić dużo kroków na swojej drodze zanim doszłam do drogowskazu „dla tych co mają prawo się mylić” i wybrałam ten kierunek. Przyznaję to prawo również tej „biednej” nauczycielce, która pewnie jak większość społeczeństwa w latach 60-tych nie miała pojęcia o dysleksji, dysortografii czy innych „dys...”.

Wracając do mojej „krosty”, to oczywiście mogłabym pójść na łatwiznę i korzystając z techniki zainstalować w komputerze program do poprawiania błędów. Wtedy jednym kliknięciem pozbyłabym się zmory prześladującej mnie przez całe życie. Pytanie brzmi; czy potrafię żyć bez moich słonic i słownika ortograficznego? Postanowiłam poprosić „kaczkę naprawiaczkę” czyli moją przyjaciółkę, która stała w innej kolejce po życie i ma wrażliwe oko na byki i słonice. Niech Ona zajmie się tym stadem dzikich zwierząt panoszących się tu i ówdzie. No tak, ale miało być zabawnie, a zrobiło się ponuro. Przecież słonice, to sympatyczne stworzenia, mogą być jak najbardziej ulubionymi bohaterami dziecięcych bajek lub ukochaną przytulanką kilkuletniej dziewczynki. Pytacie co u niej słychać? Dziękuję, radzi sobie całkiem nieźle, nauczyła się doceniać siebie, domagać się pochwał i nagród. Czasami rzednie jej minka na widok czyjegoś z niej niezadowolenia, ale wtedy czym prędzej biorę ją na kolana i przytulam. W klapie szkolnego fartuszka ma przypięty zamiast tarczy z numerem szkoły śmieszny znaczek z dwoma, różowymi, rubasznymi słonicami na których czołach w miejscu trzeciego oka błyszczą złocistożółte słońca. I po tym możecie ją poznać.

Grażyna Białous (korespondencja z Wielkiej Brytanii)
Wollaston
24.11.10

Dołącz do dyskusji - napisz komentarz

Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi.
Obraźliwe komentarze są blokowane wraz z ich autorami.

  • basia 11/07/2013, 13:27

    Teraz wszyscy mają dysgrafię lub dysleksję bo nie chce im się uczyć.
    A o szkolnictwie zawsze miałam i mam złe zdanie , jak np można oceniać rysunek dziecka , dlaczego można obniżać ocenę bo trawa jest czerwona a nie zielona.
    Dlaczego nie pyta się uczniów co czuja , jak odbierają jakiś wiersz tylko najważniejsze co autor miał na myśli. Zawsze wtedy cisnęło mi się na usta - nie mam pojęcia , był mocno naćpany albo upojony alkoholowo i coś tam gryzmolił. U nas w szkole się nie uczy u nas się odpytuje. Kto miał nauczyciela , który zaraził go pasją do swojego przedmiotu? Niewielu , bardzo niewielu.
    Ale tez dużo rola rodziców ,żeby reagowali na takie beznadziejne postępowanie nauczycieli i mówienie dziecku ,że ono się uczy i jak wszyscy ma prawo nie wiedzieć i popełniać błędy.
    Inna sprawa ,że u nas ksiądz, nauczyciel zawsze mają rację i rodzice prędzej im przyznają rację niż swoim dzieciom. Nigdy się z tym nie zgadzałam, nauczyciel jak chce mieć autorytet to musi na to zapracować.

  • bajana 11/07/2013, 9:04

    Widzę że jest nas więcej !

    Zaczęłam ją karać brakiem akceptacji, zrozumienia dla popełnionych błędów i wymagać od niej absolutnej doskonałości. Ona jeszcze wtedy nie wiedziała, że doskonałość w ludzkim wydaniu nie istnieje, rosło w niej niezadowolenie i frustracja. Mało tego, uwierzyła, że jest do niczego i przyznawała mi rację.


    Dobre 30 lat zajęło mi dochodzenie do tej prawdy, a to wszystko za sprawą "łysego poety " a on miał wysokie czoło .

  • Alodia 08/11/2011, 20:48

    świetny tekst - gratuluję, nauczyciele w moich szkolach uwielbiali umniejszać i poniżać czym na pewno zabili odwagę i dobre niemanie o sobie w wielu uczniach, wtym i we mnie.