- Jesteś tutaj:
- Strona główna
- » Styl 50 plus
- » Teraz jesteśmy znów my
Przeczytaj także…
Teraz jesteśmy znów my

Teraz jesteśmy znów my Jak dobrze mieć fotografie, te dawne, wywoływane na kliszy, a trzymane w albumach albo pudełkach po czekoladkach. Jak ważne jest mieć prawidłowo dobrane okulary, by móc każdy szczegół dostrzec. Nie jest to wcale zabawne, gdy dobrze nie widzisz.
Przedostatnia wizyta u okulisty udowodniła, że można różnie widzieć - prawidłowo u lekarza, a inaczej u optyka. Dlatego przestrzegam i namawiam, aby dobierając szkła do okularów, bardzo powoli i starannie odczytywać z planszy wskazywane literki i nie śpieszyć się. Następnie jeszcze raz ponowić próbę, a wtedy będzie gwarancja dobrania prawidłowych szkiełek do oczu.
Piszę o tym, bo nie tylko ja miałam ten problem, ale wielu moich znajomych. Myślę, że wynika to z mimowolnego stresu, jaki przeważnie towarzyszy podczas wizyty w gabinetach lekarskich. Po tej dygresji wracam do meritum!
Patrząc na to zdjęcie oczywiście czarno-białe, bo tylko takie robiono wtedy, wspominam mój najpiękniejszy dzień 25 stycznia 1981 rok, kiedy to po wielkich 24 godzinnych bólach przyszedł na świat mój SYN. Wówczas pomyślałam, że nie na darmo TERAZ tak bardzo cierpię. Przecież ON ma być radością mego życia.
Podobno największa MIŁOŚĆ rodzi się w bólach. Teraz, z perspektywy lat, mogę powiedzieć, że te moje myśli znalazły potwierdzenie i uzasadnienie. Przez 28 lat, bo tyle obecnie ma syn, nigdy z jego powodu nie cierpiałam. Zawsze był dobrym chłopcem, czy to w szkole, czy to w domu. W życiu, jak to w życiu różnie bywało, raz lepiej finansowo, raz gorzej, ale celem naszym, czyli rodziców było wykształcić dzieci. Jednak bez ich inicjatywy i chęci nic, by z tego nie wyszło.
Kiedy się wychowuje dzieci, prowadzi cały dom i pracuje zawodowo zawsze można, mimo starań, gdzieś po drodze coś zgubić, przeoczyć i mieć świadomość swych niedociągnięć.
Mamy świadomość swej niedoskonałości.
Aż przychodzi ten cudowny Dzień! ŚLUB Syna!
I znów stres z tym związany, pośpiech, czasem niepotrzebne emocje. Gorączka przygotowań.
Dopiero moment ceremonii ślubnej w Kościele, pozwala na wyciszenie się i na słowa księdza "od teraz nie jestem JA tylko MY” - budzącą się refleksje!
Właściwie, dla nas, rodziców, ta chwila wydaje się być najpiękniejsza, Potem to już dobra zabawa weselna. Aż tu nagle Pan Młody podchodzi ze swoją już żoną do nas rodziców i dziadków z pięknym koszem kwiatów i słowami, płynącymi z głębi serca dziękuje Dziadkom, " bo ....jesteście historią naszej rodziny, bez Was nie byłoby nas", a nam rodzicom za..."fundament, który był mocny, bo oparty na miłości, zgodzie i oddaniu,... a teraz BIERZEMY życie w SWOJE ręce ".
To PODZIĘKOWANIE dopiero uzmysłowiło nam rodzicom, że tak naprawdę nasza rola już się skończyła. Już nie musimy być odpowiedzialni za nasze dzieci, bo One zaczynają coś, co myśmy skończyli. Poczułam się lekko, jakby ciężar spadł mi z serca, a zarazem dumna. Z satysfakcją popatrzyliśmy na siebie z mężem i z wielką radością zrozumieliśmy -" TERAZ JESTEŚMY ZNÓW MY"- wspólne pasje i czas razem spędzony. Czyż to nie jest piękne!
Gina
