Wollastońskie miliony
Anglia jaką widzę (7). Wiejskie życie po angielsku – wollastońskie miliony.
Kontynuując opowiadanie o Wollaston muszę wrócić do poprzedniego. Otóż, przeczytałam je mojemu partnerowi, jak najbardziej wollastońskiemu chłopakowi, a Ten zamiast wyrazić słowa zachwytu dla mojej twórczości, przez duże „tfu”, powiedział: „ zapomniałaś o Wollaston Inn, jak mogłaś”. No właśnie, jak mogłam zapomnieć o wymienieniu miejsca naszej pierwszej randki?! Jednak to nieprawda, nie zapomniałam ani tego miejsca - bo jest tuż za rogiem naszego
domu, ani tego dnia, bo niespodziewanie odmienił już na zawsze moje życie. Po prostu uciekło mi to przy wyliczaniu tego wszystkiego co jest we wsi. A więc, „Wollaston Inn” jest to bardzo elegancka restauracja. Każdy, lokalny chłopak z klasą na pierwszą randkę zaprasza swoją wybrankę właśnie tam. Do normalnego pub’u nie trzeba ubierać się w marynarkę i krawat, można przyjść w „kufajce” i walonkach prosto z pola, albo w roboczym kombinezonie po zakończonej pracy, natomiast do „Wollaston Inn” nie wypada. Zawsze pełno tam „miastowych” garniturowców, bo miejsce znane jest w okolicy, a wollastończycy swobodniej czują się w trzech pozostałych pub”ach, gdzie swojsko i przytulnie, a barmani znają wszystkich po imieniu.
Aha! Mamy we wsi również przychodnię lekarską i aptekę, o tym też zapomniałam wspomnieć wcześniej. Chociaż lista jest już dość długa, to myślę, że takich „aha!”, będzie jeszcze kilka.
Wracając do opowiadania o angielskiej wsi, jakich tu wiele, to niestety mamy też dzielnicę przemysłową. Jest duża fabryka chemiczna, która nieraz zatruwa swieże powietrze napływające z okolicznych łąk. Jakby w przeprosinach za tę niedogodność, mieszkańcy wsi mogą korzystać z krytego basenu należącego do fabryki. Trzeba też wspomnieć, że fabryka ma nietypowy jak dla Anglii status. Otóż, po tym jak były właściciel przekazał ją (za darmo!) pracownikom, należy w 100 procentach do zatrudnionych tam ludzi – robotnicza wspólnota w samym centrum kapitalizmu, ale trochę inna niż ta, którą znamy z przeszłości! Wollaston, to miejsce gdzie narodziło się kilka poważnych biznesów, teraz szacowanych na grube miliony funtów. Do jednych z nich należy fabryka butów znanych nam wszystkim: Dr Martens. Tak, to właśnie tutaj 1-go kwietnia 1960 roku zostały wyprodukowane pierwsze, angielskie glany. Mieszkańcy Wollaston bracia Griggs kupili od Niemca Dr Martens’a licencję na produkcję butów i po modyfikacji fasonu (np. dodaniu żółtych obszyć) wprowadzili je na rynek angielski. Na początku produkowali buty tylko w dwóch kolorach - czarnym i bordowym. Były używane w służbach mundurowych i fabrykach. W latach 70-dziesiątych stały się popularne wśród subkultur młodzieżowych i zaczęły swoją międzynarodową karierę. Fabryka istnieje do dzisiaj, jednak z ekonomicznych względów w 2001
roku produkcja została przeniesiona do Chin i Tajlandii. Główny zarząd jest nadal tutaj i tu produkowana jest niewielka ilość, ale za to „super oryginalnych” butów Dr Martens z napisem : „Made in England” (znowu ten podział na Anglię i resztę wyspy). Prawie wszyscy mieszkańcy naszej wsi mają w swoich szafach martensy nie dlatego, że jesteśmy tacy modni czy bogaci. Mamy tutaj sklep fabryczny Dr Martens – „The Doc shop” i chociaż buty w nim nie są tanie jak barszcz, to ciągle dostępne dla każdej kieszeni czego nie można powiedzieć o tych samych butach, ale w innych miejscach. Jeśli myślicie, że Dr Martens produkuje, tylko glany, to muszę wyprowadzić Was z błędu. Otóż w niewielkim sklepie przy fabryce można poczuć się jak w galerii sztuki. Tyle tam różnych kolorów, kształtów i fasonów butów, że niejedna elegantka czy elegant byliby skonsternowani podjęciem decyzji - które kupić. W tym roku fabryka Dr Martens obchodzi 50-te urodziny i, jakby w urodzinowym prezencie, dostojna jubilatka dostała dwie pierwsze nagrody na pokazie mody w Nowym Jorku. Martensowska 14-tka (wysokie glany z 14-oma dziurkami na sznurowadła) została uhonorowana pierwszą nagrodą za najbardziej popularne buty męskie i za najbardziej popularne kultowe buty w ostatniej dekadzie. Jestem dumna z tego, że mam tutaj taką rówieśniczkę (hi,hi). Spacerując po wsi w moich fioletowoperłowych martensach od razu czuję się światową kobietą! Już słyszę moją Mamę : „perłowych?! Fioletowo-perłowych glanach?!! W Twoim wieku?!!!” A dlaczegóż by nie?!
W tych samych latach, kiedy Mr Griggs zaczęli produkować swoje martensy, inny mieszkaniec Wollaston, pan Tadeusz Trembecki - Polak z krwi i kości, rozwijał biznes w innej branży. Swój mały warsztat samochodowy prowadził już od wczesnych lat powojennych. Z czasem,dzięki jego wytężonej pracy czy też bardziej genialności i biznesowym talentom zbudował naprawdę imponującą firmę. W Wollaston założył salon Vauxhall (czyli Opla) i Austin ( teraz MG Rover), a w roku 1972 został pierwszym dealer’em BMW w tej części Anglii. Zdecydował się na
bardzo odważne posunięcie, w tamtych czasach niewiele osób znało to auto. Trzeba wiedzieć, że Anglicy nie spieszą do nowości. Cenią sobie stare, dobrze znane marki i to dotyczy absolutnie wszystkiego. Tak między innymi objawia się angielskie zamiłowanie do tradycji. Z biegiem czasu pan Trembecki przeniósł siedzibę firmy i salon o nazwie „Wollaston Motors” do „wojewódzkiego” miasta Northampton. Jednak 27 lat spędzonych w Wollaston, zawarte tutaj przyjaźnie, wkład pracy na rzecz społeczności lokalnej sprawiły, że ludzie do dzisiaj pamiętają pana Tadeusza i jego żonę - Marię. Wpisali się oni na stałe w karty historii Wollaston i byli ambasadorami polskości, jak się patrzy.Te dwa imiona są też wyryte złotymi zgłoskami w losach powojennej, andersowskiej emigracji, która trafiła na te tereny zaraz po wojnie. Odzwierciedla to złoty medal otrzymany od Jana Pawła II za pracę na rzecz polskiego kościoła w Northampton. Niestety, nie ma już między nami pana Tadeusza Trembeckiego, jest pani Trembecka, tryskająca energią godną pozazdroszczenia, chętnie wspomina tamte czasy, chociaż nie zawsze było wesoło i bogato. Ale to już temat na inne opowiadanie. CDN
Grażyna Białous (korespondencja z Wielkiej Brytanii)
Wollaston
18.11.10











Dołącz do dyskusji - napisz komentarz
Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.
Dodaj pierwszy komentarz i bądź motorem nowej dyskusji. Zachęcamy do tego.