Zadumany bilans
Zachwycam się życiem w tych jego przypływach i odpływach szczęśliwości, w brzasku porannego słońca i gdy zmrok zasłania swe story by zapadła noc. Zachwycam się życiem w słońcu i w deszczu. Gdy wokół powietrze ciężkie jest od letniego żaru i rześkie od mrozu. Kiedy napotykam zgryzoty, rozczarowania, potykam się i podnoszę by podążać dalej sobie tylko wyznaczoną przez los drogą. Przeglądam wyrzucone słowa, myśli i wspomnienia wątłe jak nici babiego lata.
Jakże inaczej postrzegam to, co przeszłam z perspektywy drugiej połowy swego życia. Teraz już bez pośpiechu mogę zadumać się nad tym, co dane mi było przeżyć. W tej zadumie łatwiej odnajduje uniwersalne prawdy, docieram do sedna rzeczy tych bardziej lub mniej ważnych. Wyraźniej dostrzegam swoje błędy - te zawinione i te niezawinione. Odgarniam przeszłość niczym śnieżny puch w poszukiwaniu cennych drobiazgów, których kiedyś nie zauważałam. W moim życiu doliczam się o wiele więcej pozytywów i sądzę, że wcale nie było ze mną aż tak źle. Chwilami coś mnie przynagla, aby nadrobić czas, który straciłam, niewykorzystane okazje, zaprzepaszczone szanse. Zabarwiam swoje refleksje flirtem z życiem, które przede mną.
Gdy mam dobre dni zapominam o bólu fizycznym jaki nie jest obcy memu ciału, zapominam o nieutulonych tęsknotach za czymś, za kimś. Z wiekiem moje sądy są bardziej radykalne a opinie bardziej wyważone. To daje mi zdolność dostrzegania odcieni dobra, większej głębi i złożoności człowieczeństwa. Teraz to już nie złowrogie spojrzenie a przyjazny dotyk jest dla mnie bardziej zauważalny. Łagodnieją też kształty słów tych wypowiedzianych i tych zasłyszanych.
Odnajduje większą radość wpatrując się w kształt chmur na niebie, pieszczocie wiatru we włosach, zapachu świeżo skoszonej łąki, czy ptasich trelach gdzieś w plątaninie gałązek.
Wzruszam się słuchając ulubionych i przywołujących wspomnienia utworów.
Teraz łatwiej mi zrozumieć człowieka i wyjść naprzeciw jego potrzebom.
Zatrzymuje się słuchając szmeru górskiego potoku, rzęsistej ulewy czy skrzypiącemu pod stopami śniegu. Im jestem starsza tym bardziej imponują mi ludzie wielcy duchem ale skromni w swojej codzienności, akuratni w działaniu, broniący wartości i zatroskani o drugiego człowieka. Wartość człowieka oceniam już nie poprzez pryzmat masek i zasobności intelektualnej czy majątkowej.
Jestem bardziej wyrozumiała dla ludzkiej słabości.
Teraz radość odnajduje w smaku chleba, w rozkoszowaniu się dniem bez zmartwień. Radością są słowa osobliwe, kunsztowne i niebanalne oddające to co tu i teraz.
Dostrzegam ludzi, którzy odważnie brną przez życie pod wiatr i cenię ich zapał. Z uśmiechem zatrzymuję się widząc zeschłe liści oczekujące pierwszych przymrozków, skulone ptaki niemo proszące o okruszek chleba. Postrzegam, rozumiem i cenię mądrość skrytą za zmarszczkami ludzkich twarzy, w spracowanej dłoni staruszki.
Zapytacie o moje pragnienia, oczekiwania, marzenia. Mam ich bez liku - ufam, że starczy mi lat i sił, by je zrealizować.
EDa52











Dołącz do dyskusji - napisz komentarz
Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.
Dodaj pierwszy komentarz i bądź motorem nowej dyskusji. Zachęcamy do tego.