- Jesteś tutaj:
- Strona główna
- » Styl 50 plus
- » Zapisane Rolleiflexem (2)
Przeczytaj także…
Zapisane Rolleiflexem (2)

W świecie rządzonym przez obraz fotograficzny wszelkie granice wydają się dowolne.
Fotograf ukryty za kamerą przyjmuje bardzo różne role i postawy. Często pozostaje jako neutralny obserwator świata. Czasem jednak bywa zaangażowany emocjonalnie w jakieś szczególne wydarzenie reporterskie, przyrodnicze lub twórczy proces powstawania kompozycji obrazu w studio. Staje się myśliwym biorącym udział w bezkrwawych łowach na zwierzynę albo człowieka. Jego aparat fotograficzny będzie przez moment metaforyczną bronią. To on zdecyduje wówczas i przesądzi o rozmachu, atrakcyjności ujęcia, kadrze oraz temacie. Nawet wówczas kiedy pozostaje on kontrowersyjny. Bez specjalnego osobistego angażowania się, jest w stanie zawładnąć emocjami fotografowanej osoby, wtargnąć w jej intymny świat, upiększyć go lub zniekształcić dowolnie, bez jej udziału. Może pokazać nagie piękno lub brzydotę, w zależności od własnej koncepcji, nastroju i osobistego talentu. Staje się wówczas prawie czarodziejem, od którego zależy końcowy efekt zdjęcia. W świecie rządzonym przez obraz fotograficzny wszelkie granice wydają się dowolne. Diana Arbus często pisała: „Zawsze uważałam, ze fotografia jest czymś nieprzyzwoitym – i to mnie w niej najbardziej pociągało, a gdy zrobiłam pierwsze zdjęcie, czułam się bardzo perwersyjnie”. Nic też dziwnego, Arbus znajdowała upodobanie do fotografowania skrajnych przypadków kalectwa, brzydoty ludzi z marginesu, potwornej groteski, z której czerpała twórczą inspirację. Pokazywała też otwarcie i z zaangażowaniem koszmar ludzkiej samotności. Ostatecznie zdjęcia zabiły ją samą…doprowadziły do upadku, gdy przekroczyła pewne granice. Wpadła w sidła psychicznej zasadzki i stała się ofiara własnej szczerości i ciekawości. Tymczasem zaś, Richard Avedon, całkiem odmiennie, beznamiętnie udowadniał: „Zawsze wolałem pracować w studio. Oddziela ono ludzi od otoczenia. Stają się w pewnym sensie… symbolami samych siebie. Często mam wrażenie, ze ludzie przychodzą do mnie jak do wróżki, żeby im powiedziano, co z nimi jest .A więc zależą ode mnie. Muszę im pomóc. Inaczej nie ma czego fotografować. Skupienie musi pochodzić ode mnie i wchłonąć ich. Czasami siła ta rośnie tak niesłychanie, że zapominamy o wszystkim, co się dzieje dookoła. Czas zatrzymuje się. Przeżywamy krótką intensywną, intymną znajomość. Ale nie zdobywamy jej. Nie ma historii…ani przyszłości. I gdy seans się kończy, gdy zdjęcie jest gotowe-nic nie zostaje prócz fotografii…fotografii i pewnego zażenowania. Wychodzą…i już ich nie znam. Ledwie słyszałem co mówili .Bo nie mam poczucia, że z nimi byłem. Przynajmniej ta część mnie, która z nimi była…jest teraz na fotografii. A zdjęcia są dla mnie rzeczywiste na sposób, który jest ludziom niedostępny. To przez zdjęcia ich poznaję. Może leży to w samej naturze fotografa?”
Znam wielu fotografików, każdy z nich poszukuje swojej odrębnej drogi do celu, podobni pielgrzymom wędrującym z różnym skutkiem po świecie fotografii. Zdarza się, że nagle w swej podróży odkrywają „nowe kontynenty”, eksplodują talentem, inni tkwią w miejscu przywiązani nadmiernie do tradycji, być może w obawie przed trywialnością, eksperymentem, by zastępować nowe, jeszcze nowszym.
Czas pokazał, że fotografia stała się nieodzownym, tanim i bezpretensjonalnym narzędziem kultury i poznawania świata zaspakajającym masowe i indywidualne gusty, wypierając częściowo malarstwo, jak twierdził Weston. Fotograf natomiast spełnia owe pragnienia. Ansel Adams mówił zawsze o aparacie fotograficznym jako o narzędziu miłości i objawienia….
Autor pokazuje realny zdjęć i nierealny świat zgodnie z potrzebą chwili i jego osobistą percepcją i temperamentem. Raz jest artystą, wielkim mistrzem – wirtuozem obrazu, raz dokumentalistą. Raz pracuje w plenerze, raz w odgrodzonym od rzeczywistości atelier. Pokazuje nastroje i uczucia. Posługuje się prostotą i oszczędnością form, albo w barokowy sposób używa tych wszystkich znakomitych sprzętów studyjnych, dzięki którym uzyskuje specjalne efekty zdjęciowe. Zespoły najrozmaitszych reflektorów, świateł fleszy, teł, blend, statywów a nade wszystko wyrafinowanych aparatów fotograficznych obdarzonych skomplikowanymi obiektywami stanowią dziś, tak jak w przeszłości o magii miejsca jakim jest fotograficzne studio. Fotograf oddaje te rzeczywistości, które już istnieją, ale które dopiero aparat fotograficzny potrafi ujawnić. Tak miedzy innymi czyni Cristo, tworząc gigantyczne dzieła sztuki konceptualnej, po to, by móc je dopiero sfotografować- tworząc z nich jeszcze inną jakość. Susan Sontag uważa, ze obecnie wszelka sztuka chciałaby być fotografią!
I tak, targana rozproszonymi uczuciami i refleksjami myślę o mojej wędrówce po świecie fotografii, którą zawdzięczam mojemu ukochanemu Rolleiflexowi, zanim pojawiły się w moim życiu inne, nowocześniejsze aparaty. To dzięki niemu udało mi się poznać tajniki pierwszych osobiście wykonanych zdjęć… Pamiętam godziny spędzane w atelier i ciemniach, na wspomnienie których kręci się w oku nostalgiczna łezka. Wielość wykonanych nim zdjęć wydaje się imponująca!!! Ile niezapomnianych emocji towarzyszyło pojawieniu się pierwszych obrazów na papierze podczas wywoływania w ciemni fotograficznej… Towarzyszył mi we wszystkich bliskich i dalekich wyprawach po świecie jako niezawodny kompan, na którego zawsze mogłam liczyć. Jakże mogę się z nim dziś rozstać…? W dobie szybkich, nowoczesnych aparatów cyfrowych, stał się praktycznie bezużyteczny, brutalnie zepchnięty na margines egzystencji. Coraz też rzadziej z powodów technicznych zabieram go w podróże. Najczęściej jego widok budzi uśmiech politowania na twarzach mijanych ludzi, aczkolwiek spotkałam niedawno będąc w Anglii, prawdziwych miłośników tego sprzętu. Moja radość i duma nie miała granic, gdy z niekłamanym podziwem, ba, z pożądaniem w oczach przyglądali mi się podczas fotografowania gratulując posiadania takiego „skarbu”. Zatrzymywali się na ulicy ludzie w różnym wieku, porażeni tym pięknym, zaskakującym widokiem starożytnej kamery. Była w nich prawdziwa miłość i szacunek do tego reliktu przeszłości, do archaicznego zabytku. Była sentymentalna tęsknota za odchodzącym czasem, za prawdziwymi wartościami nie tylko natury materialnej, które w takim miejscu jak Anglia jeszcze wysoko się ceni…Właśnie dzięki takiemu podejściu do rzeczy starych, do przeszłości i dziedzictwa, ocalało tam tyle piękna bez mała w każdym wymiarze….
Elżbieta Sęczykowska - Artysta fotografik, członek ZPAF. Studiowała także historię sztuki na KUL. Muzealnik, wieloletni pracownik Muzeum Narodowego w Warszawie oraz Muzeum Łowiectwa i Jeździectwa w Łazienkach Królewskich i Galerii Zachęta. Dziennikarz, współpracuje z wieloma wydawnictwami albumowymi i periodykami, m.in. Arkady, WSiP, PWN, Zabytki Heritage, Twój Styl, Voyage, FOTO. Animator kulturalny, zrealizowała kilkadziesiąt koncertów, wystaw i innych wydarzeń artystycznych. Działa także jako niezależny twórca i wydawca, wystawia swe prace na terenie całego kraju i poza jego granicami.
Założycielka Fundacji MECENAT SZTUKI.
