Dwusetna rocznica urodzin kompozytora. Dla naszego pokolenia istnienie jego muzyki jest oczywiste, od zawsze. Trudno sobie wyobrazić, że mogło jej kiedyś nie być.
Poznam ją zawsze i wszędzie. Lubię ją ciągle tak samo żywo i mogę słuchać bez ograniczeń.
Marcowy, lekko mroźny dzień 2010 roku. W tę chłodną, ale pogodną wiosnę 200setnych urodzin Fryderyka Chopina, pomyślałam, że warto zrobić niewielki spacer ulicami, które przemierzał codziennie. Przez które niegdyś przebiegałam codziennie, zaprzątnięta tak jak on codziennymi sprawami. Tak jak wielu z nas, wśród pośpiechu nie mając czasu na odrobinę refleksji.
Kiedy idę ulicami; Miodową, Kozią i Krakowskim Przedmieściem doznaję nieraz dziwnego odczucia. Wszystkie domy, które mijam, które wydają się mieć na sobie patynę wielu wieków, to rekonstrukcje tamtych, zmiecionych w 1944 roku. Trudno w to uwierzyć zaglądając do długich sieni, przyglądając się freskom i rzeźbom wieńczącym portale domów.
Wybrałam trasę, jaką zapewne pokonywał codziennie pod koniec lat 20tych XIX wieku.
Wyobrażam sobie, że właśnie wychodzi z Konserwatorium, które mieściło się na pl. Zamkowym. W tym miejscu rozciąga się pusta połać placu, nieopodal budynku ruchomych schodów wiodących do trasy WZ. Dokąd podążał? Może, gdy lekcje przeciągnęły się do późna, szedł od razu na ul. Miodową? Nie miał daleko. Po drodze mijał Senatorską, salon mody ówczesnej Warszawy, jednocześnie jedną z głównych ulic wylotowych miasta. Ulica Miodowa, jedna z najbardziejreprezentatywnych w stolicy tamtych czasów, zabudowana była pałacami magnatów (Paca, Branickich, Borchów) zamieszkana przez najwybitniejszych obywateli. Później były tam najsłynniejsze składy stolicy, (jak wówczas nazywano sklepy) magazyny mód i kancelarie notarialne (atmosferę, życie jakie tam się toczyło możemy zobaczyć na obrazach Canaletta, które w tej chwili są pierwszorzędnym źródłem naszej wiedzy o tym, jak wyglądało życie codzienne miasta na przełomie XVIII i XIX w.).
Warszawa liczyła wtedy trochę ponad 100 tysięcy mieszkańców (dzisiaj ponad 1 mln 700 tys. ludzi).
Chopin zmierza do Pałacu Chodkiewiczów, gdzie otwarto nową kawiarnię „Honoratkę”. Nie była tak słynna jak „Kopciuszek”, czy „Dziurka”, które minął wcześniej, miała jednak grono stałych bywalców, ludzi młodych, przyjaciół Chopina. Ten nowomodny wynalazek cieszył się największą popularnością wśród młodzieży. Starsi mieszkańcy Warszawy – oczywiście byli to głównie mężczyźni -w dalszym ciągu wybierali gospody.
Budynek Pałacu Chodkiewiczów na Miodowej został prawie doszczętnie zniszczony podczas II wojny światowej. Zachowały się jednak piwnice, w których mieściła się „Honoratka”. Schodząc głęboko w dół, wkraczamy do pomieszczeń,które zachowały swoją dawną rolę. Na łukach sklepień są ozdobnie wyciśnięte w tynku zdobienia, jakimi dekorowano ściany w epoce, a ciężkie, stare, drewniane drzwi poruszają się na zawiasach leciuteńko.Czas przestaje tak szybko płynąć. Oni, ci młodzi, zapewne zapijali się kawą i toczyli niekończące się rozmowy o wolności. Nasza wyobraźnia może przywołać gorączkowe rozmowy i szepty w ledwie rozświetlonym wnętrzu.
Dzisiaj możemy się tu delektować przysmakami, które zostały skomponowane z myślą o tym, by nam przybliżyć klimat tamtych czasów.
Stamtąd, być może kieruje się w stronę domu. Idzie Kozią, która pomimo, że wąska i tak była ulubionym traktem przechodniów. Może jeszcze wpadał na chwilę do kawiarni „U Brzezińskiej” na rogu Krakowskiego Przedmieścia, by spotkać nie widzianego tego dnia kolegę.
Po drugiej stronie Krakowskiego Przedmieścia stoi kościół Wizytek, niezmieniony i nienaruszony przez wojny. Tutaj Fryderyk Chopinjako uczeń Konserwatorium grywa w niedziele i święta na organach, a niewiele dalej mieści się pamiętny z jego pierwszych, dziecinnych występów pałac Radziwiłłów (dzisiaj Pałac Prezydencki).
Na Krakowskim Przedmieściu toczy się główny nurt życia miasta. Tu prowadzi droga do podmiejskich posiadłości magnatów, stoją pałace i kamienice. Pierwsze warszawskie hotele, uczęszczane gospody i cukiernie. Oj jest na co popatrzeć.
Zmierza, w kierunku pałacu Czapskich, gdzie mieszka z rodzicami. Mija oficynę pałacu Kazimierzowskiego. Pałac jest świeżo przebudowany, a brama wjazdowa, tak charakterystyczna dla dzisiejszego wyglądu tego zespołu, jeszcze nie istnieje. Za pałacem rozciąga sięnowo utworzony ogród botaniczny, którego jest jego ulubionym miejscem na krótkie przechadzki i którego rozwojem żywo się interesuje.
RodzinaFryderyka Chopina często zmieniała mieszkania. To, do którego teraz zmierza, mieści się w oficynie pałacu Krasińskich ( dzisiaj zwanego pałacem Czapskich ). Niemal naprzeciwko Uniwersytetu Warszawskiego. Architektura odbudowanej po ostatniej wojnie ulicy, jest na ogół XIX wiecznym oddaniem jej wyglądu. Zatem idąc w stronę Pałacu Staszica mamy obraz niemal identyczny z tym, jaki zapewne widzi Fryderyk Chopin. Pałacearystokracji i magnatów służyły czasamiwysokim celom publicznym, jak np. Szkoła Rycerska. Często zmieniały właścicieli i potoczne nazwy (z powodu paraleli rodzinnych),były odmieniane i przebudowywane na piękniejsze, zgodniejsze z nowoczesnymi modami i trendami.
Ale to co roztacza się przed naszymi oczami dzisiaj jest bardzo bliskie temu, co idąc do domu widzi Fryderyk Chopin.
Jesteśmy przed oficyną Pałacu Czapskich. Jeszcze tylko 2 piętra rozległą klatką schodową i znajdujemy się w niezbyt wysokich wnętrzach o dużej ilości światła z okien. Na końcu korytarza jest salonik państwa Chopin. Tylko tyle udało się odtworzyć z ich dawnego mieszkania, na podstawie zaledwie jednego zachowanego szkicu A. Kolberga. Spory pokój ma siedem okien co daje wrażenie przestronności, z niewieloma sprzętami, wśród których jest kanapa, stoliczek do robót kobiecych, fortepian i sztychy na ścianach. Mogłam wychylić się z okien i popatrzeć na Krakowskie Przedmieście, jak zapewne niejednokrotnie robił to ktoś z rodziny Chopinów. W stronę Pałacu Staszica. W stronę pl. Zamkowego. To miejsce i widok z góry na dobrze znaną mi ulicę jest naprawdę miły i bliski. Ma proporcje, które tak lubię – przystosowane do percepcji człowieka.
A kiedy wracałam do swegodomu, wiele pytań i skojarzeń snuło mi się po głowie.
Pomyślałam; jak to dobrze, że wyjechał z Polski przed powstaniem listopadowym. Przecież, przy jego posturze, stanie zdrowia i głowie pełnej ideałów niemożliwej wolności, nietrudno sobie wyobrazić,jak potoczyłyby się jego losy.
I jeszcze... jak dzisiaj dałby sobie radę? Ze swoją wrażliwością, niechęcią do dużych imprez, długich rozmów o niczym i występów przed publicznością? Może – jak powiadał Stańczyk do Dziennikarza w Weselu Stanisława Wyspiańskiego, „Chopin gdyby jeszcze żył toby pił”.
Tekst i foto: Ewa Kubicka
reprodukcje obrazów Canaletta – Wikipedia, foto pałacu Czapskich - Wikipedia