Czas na "foxomanię"
Kilka dni przed zakończeniem roku szkolnego zatelefonowała do mnie mama mojego najzdolniejszego ucznia i zapytała dlaczego się czepiam tego, że dziecko w ogóle nie czyta książek. Dodała, że tata chłopca nigdy nie przeczytał ani jednej pozycji z listy lektur szkolnych, a mimo to studia skończył, jest szanowanym człowiekiem ,,na stanowisku”.
Rzeczywiście tak jest. Tata odniósł sukces zawodowy. Ma dobrą pracę popartą odpowiednim uposażeniem. Dodała jeszcze, że o mnie tego powiedzieć nie można, chociaż czytanie uwielbiam.
Chłopiec, o którym mowa, otrzymał na koniec roku piękne świadectwo z paskiem, bo ma same piątki. Na co dzień wyposażony jest we wszystkie nowoczesne, elektroniczne gadżety, nie potrzebuje więc zaglądać do encyklopedii, słowników, leksykonów, bo ma Internet w bardzo eleganckim laptopie. Bierze udział we wszystkich wycieczkach szkolnych, bez względu na koszty, trasę wycieczki i ewentualne walory poznawcze eskapady. Jego wycieczkowe kieszonkowe dziesięciokrotnie przekracza zasoby innych dzieci, toteż największym zainteresowaniem młodzieńca na wycieczce cieszą się hot - dogi, pizze, frytki, lody i inne jadalne dobra doczesne. Zwiedzaniem i poznawaniem świata zainteresowany nie jest. Wakacje też spędza w modnych kurortach i często zdarza się, że nie wie jak nazywa się stolica państwa, w którym był i jaka tam funkcjonuje waluta, bo z pięciogwiazdkowego hotelu nie wychodził, bo po co (wszystko jest na miejscu) i tam płaci się dolarami lub euro.
Dziecko jest szczęśliwe! Rodzice je kochają, ma wszystko o czym zamarzy i już!
I tutaj ja, stara nauczycielka (tzn. z wieloletnim stażem) zaczynam mieć wątpliwości: właściwie po co dziecko ma czytać, przecież wszystko jest w Internecie. Wystarczy przeczytać streszczenie na ,,brykowej” stronie, a nie męczyć gawiedź i jeszcze organizować jakieś akcje, że niby cała Polska czyta dzieciom tyle a tyle minut dziennie, zawsze po obiedzie, czy przed kolacją. Trzeba przyjąć do wiadomości, że książka to przeżytek, bo świat wokół o wiele ciekawszy!
Pewnie bym się poddała, gdyby nie niesamowity fenomen czytelniczy, który przed paroma laty objawił się w mojej szkole i trwa: otóż jest taka pisarka, którą moi uczniowie, a właściwie uczennice, uwielbiają. Nie pamiętam, kiedy i w jakich okolicznościach ją odkryto, bo trwa to już ładnych parę lat. Nie wiem, jak moje uczennice dowiadują się, że nowa pozycja ukaże się lada moment, ale kiedy nowość zostanie ,,dopadnięta”, jest przeczytana w mig. Nasz rekord wynosi 1 egzemplarz na kilkanaście czytelniczek plus ja w tydzień. Pewnie jesteśmy jedyną szkołą w tym kraju, która posiada nową książkę w kilka dni po premierze, bo autorka o nas dba i wydawca na jej zlecenie – również. Nie wiem tylko dlaczego media tak kiepsko promują rodzimą literaturę młodzieżową i twardo obstają przy ,,potteromanii”, która była i jakby minęła.
A nasza ulubiona pisarka to niesamowita osoba w kwiecie (czytaj: 50plus) wieku i jak na wiek przystało – mama, babcia, być może żona, być może kochanka, a może już eks? Z niejednego pieca chleb pewnie jadła, to i o życiu w rozmaitych aspektach wiele wie i pewnie usiłuje wiedzieć jeszcze więcej, bo na to wskazuje jej twórczość. Ja – czytelniczka w wieku zbliżonym – uwielbiam ją właśnie za znajomość życia i jego krętych dróg, za odwagę w podejmowaniu trudnych tematów, za styl, w którym wyczuwam aptekarską staranność w doborze wyrazów i za wielki szacunek dla czytelnika.
Zapytałam moje uczennice, dlaczego tak chętnie i z takim zapałem czytają te książki. Odpowiedziano mi tak: o są o tym, o czym się z nimi nie rozmawia! Pewnie dlatego, że mama się wstydzi, a szkoła nie ma na czasu, bo przecież ma program do zrealizowania. Pisarka odważnie pisze o pierwszej miłości, o pierwszych ,,zrywach” młodzieńczego erotyzmu, o anoreksji, o kompleksach, o samotności, o marzeniach do spełnienia i niespełnienia i wielu ważnych sprawach, które dorosły czytelnik niekoniecznie uznałby za ważne.
Kiedy sięgam po książkę młodzieżową, to nie dlatego, że po tylu latach w zawodzie nauczycielskim ,,zinfantylniałam” i mam taką potrzebę, ale po to, by wiedzieć co w trawie piszczy. Jednak w książkach tej pisarki znajduję kawałek siebie sprzed lat, np. pod koniec lat siedemdziesiątych odchudzałam się tak zapalczywie, że przez kilka miesięcy jadłam tylko grejpfruty i piłam kawę, a przestałam dopiero po trzecim odjeździe karetką do szpitala na sygnale. Wtedy nikt nie mówił jeszcze o anoreksji, chociaż istniała, ale mówienie o niej nie było trendy. Taki stan chorobowy nazywano ongiś głupotą i leczono wyzywaniem. Nie mówiono też o ofiarach tej choroby. Głupotą nazywano pierwszą miłość i jako antidotum zalecano przykładanie się do lekcji, a na beznadziejnie zakochanych rodzice nakładali karę w postaci aresztu domowego. Żeby w samotności łatwiej było targnąć się na życie!?
Drogie rówieśniczki, matki, żony, kochanki, babcie, ciocie, sąsiadki, nauczycielki! My potrafimy radzić sobie z emocjami, bo jesteśmy dojrzałe, mamy doświadczenie życiowe. Hormony i kierująca nią biologia pozwalają nam odbierać świat w sposób zrównoważony. Nasze uczucia już nie są sprawami życia i śmierci. To co dla nas jest błahostką, dla młodego człowieka jest bardzo ważne. Dlatego polecajmy i podsuwajmy młodzieży dobrą literaturę młodzieżową. Jak posmakują, nie będzie potrzeby urządzać akcji i kampanii na rzecz czytelnictwa. Dzisiejsza młodzież też jest mądra, tak jak poprzednie pokolenia. Trzeba tylko tą mądrością pokierować i pomanipulować.
Doceńmy walory powieści jednej z najlepszych pisarek współczesnych – MARTY FOX.
Jest w czym wybierać, bo jest ich – jeśli się nie mylę – około 30. Dla nas – kobiet dojrzałych – też sporo napisała. Przeczytałam je wszystkie – bardzo jestem z tego dumna. Do niektórych często wracam, a teraz czekam na premierę powieści dla dorosłych, która za parę dni będzie w księgarniach. Mam nadzieję, że zdążę ją zapakować do wakacyjnej walizki.
Wanda Szymanowska
na zdjęciu: Marta Fox (Wikipedia)
poniżej: niektóre książki Marty Fox
















Dołącz do dyskusji - napisz komentarz
Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.
Dodaj pierwszy komentarz i bądź motorem nowej dyskusji. Zachęcamy do tego.