To się tak tylko mówi (1)

Polka pięćdziesiątka. Aktywna, ciekawa świata, wolna, pełna planów i marzeń? Realizująca się w dobrym związku?

Szczęśliwa? Poszukująca? Twórcza? Próbowałam ją odnaleźć.

Okno
Ela skończyła 55 lat. Kupiła sobie czerwone wino. Nie wie, czy z tej okazji, czy z innej. Po prostu kupiła. Najpierw chciała zaprosić Aśkę i Jagodę z Witkiem. Później tylko Aśkę. W końcu stwierdziła, że nie zaprosi nikogo. Nie, bo nie. Koniec tematu.
Ela siedzi w oknie. Pod łokcie wsunęła poduszkę. Dla wygody. Kiedyś, pamięta jak dziś, sama nabijała się z takich lafirynd. No bo po co wylegują się na tych parapetach? Wścibskie plotkary, nic, tylko potem gadają. Nie mają się czym zająć czy co? Denerwowały ją. Ela miała co robić, nie powie. Całe życie. Tak po prawdzie to los jej nie oszczędzał. Ale nie żywiła pretensji do losu, póki była młoda. Miała po co żyć. Zresztą nie było czasu na zastanawianie. O 5.30 już budzik dzwoni, bo stary o 6 na autobus. A ty koszulę wyprasuj, uszykuj kanapki, buty wypastuj. Tylko wstaniesz, od razu w biegu. Potem dzieciaki do szkoły. I abarot to samo, dzień w dzień. Jak wyszły, krótka chwila na papierosa i kawę. I znów galopem, coś do garnka wrzucić, przepierkę zrobić, dom ogarnąć. Nie wiadomo, kiedy czas minął, jak musiała lecieć do sklepu. Gdzie pracowała? Całe życie w pasmanterii. Nie, nie znudziła się. Lubiła odmierzać tasiemki, koronki. Z klientkami porozmawiać. Doceniały ją, a jakże. Zawsze się jej radziły, jakie guziczki do garsonki, jakie do bluzeczki. Miała gust. I tak dzień za dniem na nogach. Wieczorem to tylko o spaniu marzyła, ale stary jej nigdy nie przepuścił. I tak cud, że skończyło się na dwójeczce, bo chłopca i dziewczynkę, parkę, jak to mówią, mieli. Więc całe życie w tej pasmanterii. To ją trzymało. No ale ludzie przestali kupować, bo teraz wszystko gotowe, nikt nie szyje, to i dodatki niepotrzebne. A i skarpet nikt nie ceruje. Ela zaciąga się papierosem, powoli wypuszcza dym. Wypija duży łyk wina. Nieraz to jej się zdaje, jakby to wszystko było wczoraj. Że jak spojrzy w lustro, to tam młoda Elka się uśmiechnie. – A ta, patrzcie ją, zaraz obcasy połamie! Gdzie tak gnasz, głupia, na randkę? Sparzysz się, zobaczysz, wcześniej czy później się sparzysz. Ale co mi do tego. Ciesz się, dziewczyno, póki możesz. Ela prostuje plecy, rozciera ścierpnięte ramię. Takiej nic nie brakuje, to i chłopa znajdzie. Jak nie ten, to inny. A biednemu wiatr w oczy. Człowiek tyrał przez całe życie i co ma? Pusty dom i tyle. Nikt nie pamięta, nie wpadnie sam z siebie, nie zadzwoni. Zupełnie jakby tu nikt nie mieszkał. Kiedyś urodziny to były urodziny. Drzwi się nie zamykały, dom pełen gości. I siostra przyjechała ze szwagrem, i sąsiedzi wpadli. A dzieciaków ile! Zarazśmy na pole się przenosili, bo, jak to w maju, zazwyczaj ciepło było, a w środku nie dało się pomieścić. Tańcom, śpiewom, żartom końca nie było. Teraz syn z synową za granicą, w Anglii. Już pięć lat. Czy kto uwierzy, że wnuka jeszcze nie widziała? Córka w mieście, tak. Mąż? Żyje, żyje, tyle że to już dawno nie mąż, nową rodzinę ma. Czasem widzi z góry, jak ulicą idzie, wózek pcha. Ona, Ela, sama została. Przez całe tygodnie ust nie ma do kogo otworzyć. Jak ciepło jest, to popatrzy sobie z okna na świat. A tak to w telewizor.


Autobus
Niełatwo usiedzieć w jednym miejscu tyle godzin, zwłaszcza gdy jest się sporo po pięćdziesiątce. Nogi drętwieją, pęcherz pełen, szyja boli. A jednak posłuchała rady terapeutki i zafundowała sobie ten wyjazd za granicę. Niech tam! Jak mówią, życie na emeryturze to jeszcze nie koniec. Więc Krysia jedzie na wycieczkę, objazdową. Autobusem. Boi się latać, ale nie tylko to. Wahała się, co wybrać. Czy Rzym, czy Paryż. A tak to i więcej zobaczy, i ludzi może jakiś pozna po drodze. Jak tak człowiek jedzie i jedzie, to na wszystko ma czas. Może zastanowić się nad życiem, porozmawiać z tym czy z tamtym, popatrzeć w okno. Krysia lubi obserwować świat. Tyle miejsc, tyle domów, tyle ludzkich losów. Patrzy i wyobraża sobie, kto tam mieszka, co robi, jakie ma życie. Założy się, że niejeden serial można by nakręcić. O, tutaj na przykład, w tym niedużym domku z werandą, może jacy niemieccy Mostowiakowie mieszkają? Krysia marzy o rodzinie, takiej licznej, która się kocha nad życie. Zjeżdża się z najodleglejszych nawet zakątków świata do rodzinnego domu na święta, na wakacje. Byle choć trochę pobyć razem.
Krysia jest sama. Najpierw odszedł mąż. Przez piętnaście lat wspólnego z nią życia był w innym związku. A ona? Niczego nie podejrzewała. Myślała – zapracowany, rodzinę całą ma na utrzymaniu, to zajęty. Tyle że nie na rodzinę, a na mieszkanie dla tamtej pracował. I na nowe życie odkładał. Ale, nie może powiedzieć, czekał, aż się synowie usamodzielnią. Dla dzieci się nie wyprowadził wcześniej. Bo to w gruncie rzeczy dobry człowiek, zawsze taki wrażliwy, odpowiedzialny. Rozumiał, że chłopcy potrzebują ojca. Dopiero gdy i młodszy syn wyjechał na studia, zabrał swoje rzeczy. Koleżanki podburzały Krysię, nie daj się, zrób coś, ogłoszenie zamieść. Poznasz kogoś, to i życia jeszcze zakosztujesz. Na to nigdy nie jest za późno. Ale to się tak tylko mówi. Krysia przestała wierzyć w miłość. Jak człowiek jest sam, to go przynajmniej nikt nie może zranić.
Zresztą nie było czasu, by się rozczulać nad sobą, rozpamiętywać. Wkrótce odeszła mama. Krysia nie może o tym mówić spokojnie. Jedno jest pewne, to był trudny czas. Codziennie między pracą a szpitalem. W nocy nie mogła spać, bała się. Wszystko tak się jakoś przetaczało przez jej głowę, nękało bez końca. Krysia wyciąga ukradkiem chusteczki. Zamyka oczy, nie chce, by ktoś zobaczył, że są czerwone. Bo teraz wszystko ma się zmienić, ma się narodzić nowa Krystyna, silna, świadoma siebie i siebie akceptująca. Taka, co sama sięga po to, czego potrzebuje. Na przykład po przyjaźń.
Krysia ma koło siebie wolne miejsce, jeśli tylko zechce, może rozłożyć się na dwóch siedzeniach. Najpierw pomyślała, to dobrze, pewnie ktoś przysiądzie się w drodze, porozmawia. Ale nie. Krysi trochę z tym nieswojo. Wyjmuje przewodnik, próbuje zająć myśli. Przeczeka, ma wprawę. Autokar pędzi przed siebie, jakby się już nigdy nie miał zatrzymać. Mija wsie, miasteczka, lasy, pola. Obrazy przesuwają się za oknem, jedne za drugimi. Jak sceny z życia – myśli Krysia. Są i już ich nie ma. Wreszcie pierwszy nocleg, pod Berlinem. W hotelu żadnych wolnych jedynek. Nie ma innego wyjścia – Krysia musi zostać dokwaterowana na przystawkę. – Kto przyjmie panią Krysię do swojego pokoju? – pyta pilotka jeszcze w recepcji. Cisza. – To przecież tylko jedna noc! Oj, bo będzie losowanie!

(ciąg dalszy w dniu jutrzejszym)

Monika Leworska


Od Redakcji:
Reportaż pt. To się tak tylko mówi zdobył pierwszą nagrodę w konktursie Polka Pięćdziesiątka. Autorce serdecznie gratulujemy !

Refleksje na temat wyników konkursu.

 

Autor wpisu*:
2 x 7 (mnożenie) =