Twórcze niepokoje codzienności
Nie jest dobrze, gdy postawa buntu mija wraz z osiągnięciem tzw. dojrzałości i stabilizacji. Idzie wszak o to, by rzeczywistość przystosować do własnych coraz lepiej uświadomionych potrzeb – nie zaś odwrotnie. A więc trzeba się buntować nie tylko w okresie biologicznej młodości.
Kultura, w której przychodzimy na świat, i zgodnie z nią odbieramy wychowanie dają nam wzory życia i uczą rozwiązywać cały szereg naszych problemów; wystarczałoby powielać gotowe wzory. Można, oczywiście, nie podejmować żmudnego procesu przewartościowywania wartości. Wtedy biernie przejmuje się zastane wzorce. To nęci. W każdym z nas tkwi pewna ociężałość, lenistwo, niechęć do wysiłku.
Człowiek nie zbuntowany często z trudem dostosowuje się do wzorców i mentalności otoczenia, przepłaca swój wysiłek i fałsz wewnętrznymi nerwicami i psychonerwicami. Z trudem daje sobie radę. Bywa niezadowolony z siebie. Szuka ucieczki w alkohol, w narkotyki. Jest słaby, zbyt słaby, by stawić czoła światu, i w rezultacie słabość prowadzi go do samozniszczenia.
Buntem jest niezgoda na obserwowany tak często fałsz w stosunkach miedzy ludźmi, na obłudę i kłamstwo, na obojętność wobec ludzkiego cierpienia, na podstęp i podłość w dążeniu do pieniędzy i kariery, na kliki zamykające drogę ludziom utalentowanym”.
Warto przeczytać tę książkę.
Twórcze niepokoje codzienności,
Wydawnictwo Książkowe Twój Styl, Warszawa 1999














Dołącz do dyskusji - napisz komentarz
oliwa 14/07/2012, 9:48
lubię książki Marii Szyszkowskiej, Twórcze niepokoje codzienności też oczywiście przeczytałam - bardzo mi się podobała. polecam