Weranda literacka

24 dni z życia kobiety

Chce się żyć. Skończyłam robótki na szydełku. Wykonałam dziesięć siatek na zakupy. Na razie na tym poprzestanę, jeżeli chodzi o siatki.

 

 

To niemożliwe, że to luty. Pogoda wiosenna, ciepły wiatr, temperatury dodatnie. Moje dziecko cierpi na migrenę. Pomagam jej jak mogę, ale bez większych rezultatów. Kiedy wymęczona zasypia, biegnę pozałatwiać swoje sprawy.

  

Po pierwsze:

Oddać sukienkę, którą zrobiłam na drutach córce koleżanki. Sukienka powinna być dobra, choć dół prułam trzy razy, tył i przód dwa a rękawy cztery razy. Córka koleżanki wygląda jak modelka a ładnemu to i w chustce ładnie. Za pieniądze, które otrzymam za dzierganie kupię sobie książkę o kotach. Na kota nie starczy.Na razie na książkę.

Później na francuski. Dzisiaj uczyłam się o cambriolage (kreślenia)i dowiedziałam się, że pies francuski (le chien) przestraszony szczeka: Ouah, ouah a nasz, czyli polski niekoniecznie przestraszony: Hau, hau. To taka onomatopeja. Na koniec Mademoiselle opowiedziała mi scenkę, która miała miejsce na autostradzie we Francji.

Grupa dyrektorów z Polski jadąc płatną autostradą chciała wziąć rachunek za przejazd. Jeden z panów postanowił to sam załatwić, bez pomocy tłumaczki. Zapytał tylko jak brzmi rachunek w jęz. francuskim. Mademoiselle odpowiedziała, że fakture. Następnie pan dyrektor triumfalnie poprosił : Fuck you s`il vous plait.

Za oknem coraz więcej słońca, większa temperatura i większy wiatr. Teraz i mnie rozbolała głowa, chyba od nadmiaru wolnych dni. Szykuje się parę tygodni wolnego. Zrobiłam więc listę co mam zrobić i nadrobić.

1. Przeczytać zaległe książki
2. Wykonywać regularnie ryty tybetańskie
3. Upiec japońskie ciasto
4. Odpisać na listy
5. Pójść do siłowni, w której nigdy nie byłam
6. Wypraktykować łączenie się z Internetem
7. Nauczyć się wysyłania sms - ów
8. Napisać materiał do portalu regionalnego.
9. Umyć okna
10. Przesadzić zioła z doniczek do doniczek
11. Być dobrą córką, wyrozumiałą matką, gospodarną żoną, wspaniałą kochanką, duszą towarzystwa. I dostałam migreny.

Migrena przeszła a mnie oświeciło.

Już wiem jak szybko i łatwo zostać prezydentem np. Afganistanu. Trzeba być w prostej linii wnukiem króla, twórcy afgańskiego państwa. Mieć 44 lata. Być człowiekiem wykształconym i światowym. Studiować nauki polityczne i prawo w Kabulu, Indiach i Ameryce. Władać biegle kilkoma językami. Być synem chana. Nie zapuszczać długich włosów i brody. Nie ubierać się ani w mundur ani w szarawary. Za to nosić garnitury na miarę i eleganckie koszule. Dużo czytać. Być dobrym i skutecznym dyplomatą. Wyjechać do USA. Kiedy trzeba wrócić do kraju i zostać prezydentem. I nazywać się Hamid Karzaj.

Z tego wszystkiego upiekę ciasto wg. 400 -etniego przepisu, makownik tokijski - kasutera z gwarancją udanego efektu.

5 dużych jaj, ¾ szklanki cukru, ¼ szklanki miodu, ½ szklanki przesianej mąki, 2 łyżki cukru pudru. Jaja ubić z cukrem na gęstą masę. W trakcie ubijania dosypywać mąkę. Wlać ciasto do wysmarowanej masłem prostokątnej blachy (23 x 30 cm), wstawić do nagrzanego piekarnika 180 stopni C i piec 15 min. Po 15 minutach pieczenia zamieszać łyżką i piec dalej przez 30 min. Ciasto wystudzić w blasze, posypać cukrem pudrem, pokrajać w paski.

Na nic gwarancja. I tak nie wyszło, a ja tylko trochę zmieniłam przepis. Widocznie za długa tradycja. Wysłuchałam 85 raz piosenki From Sarah with Love i postanowiłam upiec jeszcze jedno ciasto. Ćwiczenie czyni mistrza.

Parę dni temu byłam w podróży sentymentalnej w mieście, do którego jeździłam często we wczesnej młodości. Może spotkam dawnych znajomych. Wiało paskudnie. Odwiedziłam dworek modrzewiowy, gdzie mieszkała moja babcia (niekoniecznie jako dziedziczka), przeszłam ulicą Królewską (piękna nazwa), zwiedziłam regionalne muzeum. Tam dowiedziałam się, 60% dawnych mieszkańców to byli Żydzi. Miasteczko. Prawdziwa ojczyzna żydowskich rzemieślników, kupców i artystów. “Biada mi, nie ma już nikogo. Był naród, był i już nie ma”. Tak pisał w swym wierszu Icchak Kacenelson. Została po nich w tym mieście tylko mała gablotka pamiątek. O, taki wredny chichot historii. Refleksyjnie i ze smutkiem podsumowuje w swej książce “Księga świąt i obyczajów żydowskich” Mieczysław Siemieński; „Było, minęło.” Narzeczonych z dawnych lat nie spotkałam, a może nie poznałam.

Jutro jadę do Krakowa. Pogoda różna, więc w co ja się ubiorę? Mąż zaproponował krakowski strój. To chyba złośliwość. Kiedy zostanę drugą Olgą Tokarczuk i dostanę nagrodę za dobre pisanie to na pewno mu nie podziękuję, jak ta pani z telewizji po otrzymaniu Wiktora, co to nawet się nie zająknęła na temat swojego męża. Za to podziękowała synowi. Dziwne skąd się wziął. Ciekawy przypadek partenogenezy. U tej pani nie u mnie.

Odwiedziłam ciotkę Pelagię. Pelasia jest łagodna i ciepła, życzliwa dla świata i ludzi. Dobrze gotuje, piecze i w ogóle jest przemiła. Podobno po ciotkach dziedziczy się około 30 % cech, mniemam, że dobrych. Mam trzy ciotki. Po każdej 30%, to 90%. Reszta zostaje dla mnie. Mam 10% manewru dla cech swoich, genów mamusi i tatusia, babci , dziadka lub wcześniejszych przodków. Czy to aby nie za mało, ale wyszło nieźle. Dołączę zdjęcie.

W ramach wypełniania urlopowych zobowiązań byłam u fryzjera, by coś zrobić z włosami, czyli obcięłam a`la Olga T. Jeszcze tylko wydziergam sobie taki sam sweterek i będę wyglądała jak ona. Fryzura jak fryzura tylko zimno w głowę, więc postanowiłam kupić beret. Najpierw zrobiłam marketing czyli zwiedziłam giełdę, dwa bazary oraz sklepy bardziej lub mniej ekskluzywne. Zabrało to kilka godzin a zrobiło się zimno, wzięłam co było. Najdroższy, nie w tym kolorze i do tego za duży. Najważniejsze to dobry marketing.

Dzisiaj byłam świadkiem rozmowy mojej osiemnastoletniej córki z koleżankami. Zastanawiały się, gdzie się wybrać na studia. Właśnie gdzie a nie na jakie? Najwięcej zwolenniczek miał Gdańsk, bo najładniejszy i najdalej. Później Poznań, Kraków i Łódź, gdyż to duże ośrodki. Wrocław za blisko, więc może Berlin, nawet bliżej niż do Warszawy. Ostatecznie Wiedeń lub Praga, bo to także w zasięgu. Chyba możliwości. Co to się porobiło. Za moich czasów można było wybrać co najwyżej sąsiednie województwo. Obowiązywała rejonizacja. O zagranicy można było pomarzyć. No cóż znak czasu.

@page_break@

 

Mój mocno starszy tatuś przed chwilą wrócił z codziennego obchodu marketów. Ma co robić, gdyż co jakiś czas przybywa nowy. Chodzi tam wypatrując atrakcyjnych towarów, promocyjnych artykułów, przecenionych produktów. Dzisiaj nie kupił nic, gdyż liczył telewizory. Ustawione na jednej ścianie w liczbie 78. Zabrało mu to trochę czasu, ale wyglądały pięknie.

Jeszcze nie lato, nawet nie wiosna, a na dworze 20 stopni C. Przygotowując się do pewnej wizyty, zaczęliśmy czytać kuchnię świata. Dziecko wybrało potrawy włoskie, ja francuskie, mąż powiedział, że on to by zjadł cokolwiek, więc skończyło się na czytaniu, ponieważ zabrakło istotnych składników czyli ingrediencji. W tej sytuacji córka zaproponowała spacer, wtedy mąż zapytał, która pójdzie w czerwonym sweterku, co to go na zmianę nosimy. On naprawdę jest złośliwy. Mąż nie sweterek. Pogoda też. Już było ciepło, zimno, mroźno, deszczowo, śnieżnie, wyżowo, niżowo, frontowo i bez. Tego naprawdę nie da się wytrzymać. Nie wytrzymali tego Celtowie, Goci, Trzebowianie, Germanie, Czesi, Sasi, Szwedzi, Francuzi, Niemcy, Rosjanie. My wytrzymamy.

Wizyta nie doszła do skutku. Zaproszony gość,  który wyznaje spiskową teorię dziejów i wszędzie widzi spisek komunistów np. w ilości betonu w swojej łazience, zaraz wyszedł, kiedy zobaczył Lenina. No, nie żywego, ale z gipsu, które postawiłam na przywitanie. Ładne, ale nie podobało się mojemu gościowi

Stan atmosfery w danej chwili, czyli pogoda nie może się zdecydować. Za to na moim koncie zdecydowanie mało pieniędzy, na koncie mojego męża zdecydowanie brak pieniędzy. Tydzień zaczynamy od wzięcia kredytu na krótki termin, ale za to z dużymi odsetkami i prowizją. Mąż bierze, ale ja muszę i pewnie oddać. Zastanawiam się, czy nie zrobić tak jak moja znajoma, która za podpis w spółce męża zażyczyła sobie pewien procent. Duży procent. I otrzymała. Wspólnicy nie mieli wyjścia. Ale mąż nie ma spółki nawet ze mną. Ode mnie z konta i tak bierze, kiedy mu potrzeba a potrzebne są zawsze, więc mi się nie opłaca. Podpisuję kredyt, mąż płaci zaległe rachunki i wszyscy są zadowoleni. Do następnego miesiąca.

W sobotę postanowiłam zainwestować w siebie. Konkretnie w urodę, na co przeznaczyłam wszystkie nadwyżki budżetowe w liczbie 50 zł. W tym celu udałam się do sklepu po krem dla pań dojrzałych. Uprzejma ekspedientka pokazała mi parę słoiczków i kiedy chciałam się zdecydować na jeden z nich powiedziała: ten nie dla pani, to dla pań po 40-tce. Tak się wzruszyłam, że z tej radości wykupiłam całą linię kremów młodzieżowych. Teraz mam problem. Co miła pani miała na myśli? Czy jeszcze nie mogę, czy już nie mogę? Chodzi o kremy. Żeby oderwać się od tych rozważań, wzięłam się za lekturę gazet. Już nie chcę być Olgą Tokarczuk. Dzisiaj chcę być Wisławą Szymborską. Nie tylko z powodu Nagrody Nobla, ale mówi po francusku nosi śliczne torebki i do tego zna się na modzie męskiej, do czego przyznała się w wywiadzie cyt. ”kiedy pewnego razu powiedziałam ukochanemu mężczyźnie, że buty, które nosi, nadają się do wyrzucenia, zerwał ze mną kontakt wzrokowy otworzył okno i z melancholią zaczął spoglądać w dal”. Czy aby tu chodzi o modę, czy o psychikę męską. Pomyślę później.

Już czwarte wiadomości podają jak wygląda bezrobocie w Polsce. Miasta i miasteczka prześcigają się w statystykach, kto ma normalne a kto strukturalne. Brak pracy widać gołym okiem, nawet nie trzeba się bardzo rozglądać. Moja koleżanka cały rok szukała pracy. Wreszcie znalazła, ponieważ przyjaciółka stworzyła dla niej stanowisko “konserwator powierzchni płaskich” (sprzątaczka). Dobre i to. Moi chrześniacy nie mają nawet szans na sezonowego obserwatora bydła (pastuch).

Czas matur wyzwala w młodzieży zapotrzebowanie na wiarę, stąd nasilenie pielgrzymek do Częstochowy. Młodzież najczęściej jedzie autokarem klasy lux, z opiekunem np. świeckim katechetą. Księża jadą własnymi autami. Młodzi ludzie wyglądają znakomicie, w najlepszych ciuchach, z firmowymi plecakami, walkmanami i kasetami, wcale nie z muzyką kościelną. O książeczkach do nabożeństwa i różańcach też nikt nie pamiętał. Zresztą po co? I tak tylko połowa dotarła na Jasną Górę. Reszta została w McDonaldzie.

Wiadomości o 16:00

Dzisiaj na skrzyżowaniu zginęło dwóch policjantów.

Pożar strawił dwie kondygnacje domu w centrum miasta.

Łupem złodziei padło 2 tys. zł.

Mężczyzna został przejechany przez ratrak.

Pogoda dzisiaj ciepła i słoneczna.

Jutro nas znowu czeka piękny, słoneczny dzień.

Chce się żyć. Skończyłam robótki na szydełku. Wykonałam dziesięć siatek na zakupy. Na razie na tym poprzestanę, jeżeli chodzi o siatki. Pewnie znowu otrzymają w prezencie znajomi i rodzina. Wcześniej musieli przyjąć: butelki i słoiki ręcznie malowane, obrazy olejne malowane na płótnie lub desce, miniatury akwarelowe na odpowiednim i nie odpowiednim papierze, malowane talerze, filiżanki kubki, letnie torebki ze sznurka lub bawełny, swetry i sweterki prute po kilka razy, suche bukiety, obrusy i serwetki z własnoręczną mereżką. Teraz będę malowała na tkaninie. Zbieram materiały praktyczne i techniczne. Trochę to potrwa. Znajomi i rodzina mogą odpocząć.

Mam koleżankę, która pracuje w pogotowiu opiekuńczym. Opowiedział mi kilka zdarzeń.

Obrazek pierwszy

Kochane dzieci. Przez jezdnię przechodzi się przez zebrę. Kto wie co to jest zebra? Adasiu co to jest zebra? Zebra to taki pan co zebra.

Obrazek drugi..

Drogie dzieci. Mamy różne zawody. Krawiec szyje ubrania. Szewc robi buty, a jak nazywa się taki pan robi meble? No, jak? Pomogę wam. Sto… sto.. sto.. Ewelinko proszę powiedz. Sto lat, sto lat..

Urlop minął, czas na podsumowanie wg listy.

1. Przeczytałam sześć książek . Pierwszą połknęłam . Drugą przeczytałam szybko bez zrozumienia. Trzecią wolno ze zrozumieniem. Czwartą szybko z zainteresowaniem. Piątą szybko bez zainteresowania. Szóstą czytam. Spis tytułów dołączę w innym terminie.

2. Ryty tybetańskie wykonywałam prawie regularnie, ale bez ostatniego. Podobno źle robi na sex.

3. Ciasto japońskie upiekłam.

4. Odpisałam na listy, w tym jeden do przyszłego księdza.

5. W siłowni nie byłam i pewnie długo nie będę.

6. Z Internetem jestem coraz bliżej.

7. Z sms-ami także.

8. Materiał do portalu napisałam.

9. Okna umył ktoś inny.

10. Zioła przesadziłam, ale nie rosną.

11. Trzeba zapytać rodzinę, przyjaciół i męża.

Z radości dobrze spełnionych obowiązków i zrealizowania zamierzonych planów, pójdę na spacer, ale muszę omijać drogę koło sklepu, gdzie zawsze stoi mój znajomy. Kiedy go spotykam najpierw wymieniamy grzeczności, następnie wysłuchuję dramatyczną historię rodziny a potem jestem proszona o pożyczkę w kwocie 10 zł. Kiedy mówię, że tyle nie mogę, no to ile mogę? Mogę 5 zł, No, dobrze to będziesz mi winna 5 zł podsumowuje. Więc jestem mu winna 5. Dlatego pójdę inną drogą.

Tekst: Zofia Maksymowicz

Foto: Migaweczka (uczestniczka Forumkobieta50plus. pl)

Dołącz do dyskusji - napisz komentarz

Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi.
Obraźliwe komentarze są blokowane wraz z ich autorami.

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

Dodaj pierwszy komentarz i bądź motorem nowej dyskusji. Zachęcamy do tego.