Miałam sen……

Od kilku dni nie wiadomo dlaczego przed oczami latają mi jakieś czerwone serduszka, czerwone kwiatki, czerwone to i czerwona tamto…. Jednym słowem czerwoność widzę.



Od kilku dni nie wiadomo dlaczego coś tam, co mam w głowie podśpiewuje jakiś staroć: Walentyna, Walentyna, to pierwsza w świecie podniebna miss. Jej imieniem więc się zaczyna najnowszy "Walentyna Twist". Staroć - to duży minus. Ale to, że w ogóle coś mam w głowie i w dodatku to coś jeszcze pamięta jakieś starocie – to duże plusiko.

Od kilku dni nie wiadomo dlaczego przed oczami latają mi jakieś czerwone serduszka, czerwone kwiatki, czerwone to i czerwona tamto…. Jednym słowem czerwoność widzę. To duży minus. Zaniepokojona obejrzałam swoje gałki oczne w powiększającym lusterku i z powiększającym okularami na nosie. Nadmiernego przekrwienia nie dojrzałam - to duże plusisko. 

Od kilku dni nie wiadomo dlaczego słyszę w tele, radio i w necie (w necie też słychać, gdy ma się pojemną szklankę i przyłoży do monitora): „Walentynki! Szykujcie się na Walentynki!”. Na imię mam Jolanta – to duży minus. Szykować się nie muszę  – to duże plusisko.  

Zmęczona liczeniem minusów i plusów zasnęłam za wcześnie. Za wcześnie, bo bilans zerowy zafundował mi walentynkowy cudnej urody, kolorowy sen. Nad podziw smakowite męskie ciacho sprężystym krokiem weszło do sypialni i znieruchomiało.  To, że zamieniło się w słup soli z zachwytu na mój widok było oczywistym nawet we śnie. Ja, jak typowa, fruwająca w niebiańskich chmurach Walentynka, zamiast patrzeć na dwie torby w czerwone serduszka, zawiązane czerwonymi kokardkami, za które wetknięta była okazała główka czerwonej róży – widziałam tylko jego naprężone muskuły, pewnie od ciężaru tego, co miał w torbach. We śnie, co też oczywiste, wszystko się zdarzyć może. On stał a ja spuściłam wzrok na torby. I zobaczyłam elegancki pokrowiec na laptopa z czarnej skóry, zamykany na jedną klamrę. W myślach oszacowałam tak na 1500 zł. Facet nie wyglądał na bystrzaka, ale też nie na tyle głupiego, żeby myśleć, iż wystarczy sam pokrowiec. Intuicja mnie nie zawiodła, bo po sekundzie zobaczyłam laptopa ze wszystkimi szczegółami. Podwójną matrycę dotykową, wirtualną klawiaturą, która uruchamia się przez położenie obydwu dłoni na dolnym ekranie. Podwójny ekran umożliwiający wygodne wyświetlanie różnych treści, okien i swobodne czytanie bez konieczności przewijania. „Ten Walenty to ma gust” pomyślałam i oceniając laptopa tak na ok. 6500 zł, sprawiedliwie dodałam: „I gest”. Dodałam bardzo cichutko, by się nie obudzić za wcześnie, czyli przed inwentaryzacją obu toreb.

I wiedziałam, co robię, bo aż mi zamgliło wzrok, gdy ujrzałam cudeńkowy telefon komórkowy wysadzany 640 kryształkami Swarovskiego ze specjalnym pilotem, który namierza komórkę w czeluściach torebki (cena ok.12 tys. zł). Ścisk krtani na widok wiecznego pióra pokrytego 5 072 diamentami Wasselton ( przez sekundę zaskoczona byłam swoją umiejętnością szybkiego liczenia, wyceny ok. 562 000 złotych, nie mówiąc już o znaniu się na diamentach) spowodował, że zaczęłam się dusić i oczy wyszły mi na wierzch na widok tych przed ocznych gadżetów. Chciałam zawołać: „Na pomoc”, ale nie mogłam wydobyć z siebie głosu. Oblał mnie zimny pot, bo nawet we śnie – głosu mi nigdy nie brakło. 

I wtedy usłyszałam cichy szept: „Nie śpisz”? Otworzyłam oczy. „Chcesz śniadanie do łóżka”? Kiwnęłam głową. Po chwili mój codzienny, bez okazyjny Walenty przyniósł mi maleńkie, kolorowe kanapeczki, takie kęsikowe, na raz do gębusi. I herbatę. I powiedział: „Kochanie,. nie masz już czerwonych wypieków. Jak dobrze, że już spadła gorączka. Chcesz jeszcze, coś?” – spytał. „Chcę. To, co zawsze. Nie walentynkowego, buziaka”.

Jolanta Kwiatkowska

Autor wpisu*:
2 x 7 (mnożenie) =