Weranda literacka

Noworoczne postanowienie

Co roku pojawiał się ten sam problem. A to tylko dlatego, że jacyś kretyni uznali, że w tę jedną noc istnieje odgórny nakaz zabawy.

Utwór nadesłany na Konkurs "Ze zbrodnią w tle".

31.12, Skrzyczne, Szczyrk, g. 16.00
Nieubłaganie zapadał zmierzch. Wyciąg krzesełkowy na Skrzyczne wlókł się ociężale. Lodowate powiewy wiatru bujały krzesełkami. Trzaskający mróz szczypał w nosy nieugiętych narciarzy. Stok nie był oświetlany, więc już powoli zamykano. Mimo to mało kto śpieszyło się do domu. Knajpiane zabawy sylwestrowe czy zwykłe domówki w wynajętych od gaździny pokojach zaczynały się dopiero za parę godzin.

- Nie chcesz, to się nie odzywaj! – zdenerwował się Łukasz Witczak. Miał już serdecznie dosyć swojego kumpla Tomka Kielona. To on tu przychodzi do tego zdrajcy z wyciągniętą ręką, a ta szuja głuchego udaje! Odkąd wsiedli na wyciąg, zamknął oczy i nie odezwał się do niego ani słowem.

Łukasz miał nadzieję, że zdążą przesiąść się jeszcze na orczyk i wjechać na sam szczyt. Na horyzoncie zamajaczyło mu schronisko. Znak, że zaraz będą zsiadać. Gdy podjechali nad rozwieszoną dla bezpieczeństwa siatkę, Witczak podniósł ze swojej lewej strony uchwyt chroniący podróżnych przed wypadnięciem. Jeszcze chwila. Zsunął się z siedzenia i gładko zjechał na ubocze. Ciekawe, czy ten palant pojedzie z nim, czy dalej będzie stroił fochy?

- Panocku! Co pan?! – wrzask wyciągowego wstrząsnął Łukaszem. Obrócił się i spojrzał w górę. Najwyraźniej okrzyki nie były przeznaczone dla niego. Góral, klnąc siarczyście, biadolił w niebogłosy.
- Opił się cep jeden i zsiąść zapomnioł! A za bilet kto zapłaci?!
Witczaka tknęło złe przeczucie. Nigdzie nie było widać Kielona. Zjechał nieco niżej. Na krzesełku wciąż siedział Tomek! Z tym, że teraz sunął z powrotem w dół. Spoczywał w dziwnej pozycji i co gorsza, nie zamknął barierki ochronnej! Siedzenie dotarło do słupa podpierającego liny kolejki. Zatrzęsło się, zachwiało pasażerem. Kielon runął jakieś trzy metry w dół i wpadł w zaspy.
Witczaka zamurowało.
- Jezusicku! – zawył wyciągowy i ruszył z pomocą. Równocześnie z nim na miejsce wypadku dotarł Łukasz oraz paru innych gapiów. Narciarz nie dawał znaku życia.
- Tomek! – Witczak potrząsnął kolegą, przewracając go na brzuch. Oczom zebranych ukazały się plecy ofiary. A na samym ich środku wbity sporej wielkości nóż. Błękitną kurtkę zapaskudziła wielka plama krwi.

 

31.12, Skrzyczne, Szczyrk, g. 15.45
Aśka Nowacka klęła na siebie samą bynajmniej nie pod nosem.
- Ty głupia bździągwo! – przemawiała słodko, szusując czerwoną trasą. – Wiedziałaś, że tak będzie, a mimo to dałaś się namówić! Idiotko skończona! Na dupie trzeba było siedzieć i oglądać Sylwester z Marylą! To nie! Nart ci się zachciało! Baców, baranków i oscypków! To teraz masz, durnoto niezmierzona!

Co roku pojawiał się ten sam problem. A to tylko dlatego, że jacyś kretyni uznali, że w tę jedną noc istnieje odgórny nakaz zabawy. Aśka nienawidziła wszelkiego przymusu. Prawie tak samo jak tego, gdy ktoś zwracał się do niej protekcjonalnie per Joasiu. Czy ona wyglądała na grzeczną, ulizaną Joasię? Gdyby taki pacan jeden z drugim znał jej charakterek choć o drobinę, nigdy nie odważyłby jej się tak nazwać.

Niby z czego miała się teraz cieszyć? Że jest rok starsza? Że już bliżej niż dalej do trzydziestki? Większość jej znajomych z dziennikarskiego grona poparowała się już dawno i żyli w swoim milutkim gronie spotkań z przyjaciółmi i zamieszczania coraz to bardziej pedofilskich zdjęć na naszej klasie rodzących się na potęgę pociech. Z czasem koleżanki przestały ją zapraszać na imprezy swego zamkniętego kręgu, zapewne w obawie, że zechce odbić im któregoś z podtatusiałych, obdarzonych przedwczesnym brzuszkiem piwnym i łysiną, nudnych jak flaki mężów. Obiektywnie rzecz biorąc, miały czego się bać. Aśka była piękną kobietą. Wysoka, szczupła, o długich blond włosach spływających falami na ramiona. Niebieskie oczy, zgrabne nogi i ponętny biust to była artyleria, którą nie każda mogła wytoczyć. Prawda była taka, że Aśka miała gdzieś wszelkie podrywy. Swoje przeżyła. Przez całe trzy miesiące miała kiedyś męża. Ale to zamknięty rozdział.

Fakt, faktem, że nie wiedziała, co ze sobą zrobić w sylwestrową noc. W tym roku złamała dane sobie przyrzeczenie, że już dosyć udawania. Kamil, jej starszy brat marudził jak najęty, aż w końcu ustąpiła. Dała się zawlec do Szczyrku wraz z nim i jego dziewczyną oraz jakąś drugą parą. O, zgrozo! Piąte koło u wozu! To ostatnie, czego jej było trzeba. Gdzie ona miała rozum? Ale teraz przepadło.

Właśnie szykowała dla siebie kolejną porcję obelg, kiedy jej uwagę przykuło jakieś poruszenie pod wyciągiem. Dziennikarska intuicja zapikała ostrzegawczo. Zahamowała, zasypując bryzgającym spod nart śniegiem stojące nieopodal bachory.
- Panie Boze jedyny i Maryjku! – zawodził starszy facet, pochylając się nad postacią leżącą na ziemi. – Łon nie zyje! – Dopiero teraz Aśka zauważyła nóż i plamy krwi.

 

30.12, Skrzyczne, Szczyrk, g. 12.15
Musiał się odprężyć. Dlaczego kobiety są takie głupie? Nic do nich nie dociera. Poczłapał w krępujących ruchy butach narciarskich do schroniska i postanowił zignorować wczesną godzinę. Kto powiedział, że nie można pić od południa? Walnął sobie dwa browce, zagryzł kiełbachą z grilla i od razu poczuł się lepiej. Pośmiga sobie jeszcze czarną trasą na krechę i będzie mógł zapomnieć o tej pindzie.

Wjechał orczykiem na szczyt i puścił się w szaleńczym pędzie w dół. Ścinał zakręty z prędkością bolidu, zajeżdżał drogę tej bandzie ślamazar. Czuł się jak na skrzydłach. Był wolny.

Nagle wszystko potoczyło się nie tak. Nie zauważył jej. Z impetem przypieprzył w tę drobną, odziana na różowo postać, wyrąbał się na nią i zmiażdżył swym opasłym cielskiem. Postać zawyła wniebogłosy. Otrząsnął się zdezorientowany, wstał i przeraził. W jego kierunku nadciągał ogromny mężczyzna, rozwścieczony niczym byk na korridzie. Kielon pijany może był, ale głupi nie. Zwinął nogi za pas i pobił swój rekord szybkości na czarnej trasie.
- Kurwa! Zabiję gnoja! Nogi z dupy powyrywam! – Damian Konieczny zrezygnował z pogoni i zajął się swoją rozjechaną córką.
- Panie! To ten sam skurwysyn! Jeździ jak wariat i nie zważa na nikogo! – rozdarł się mężczyzna w średnim wieku, obserwujący zdarzenie. – Już raz skargę na niego składałem u właściciela wyciągu. I nic nie zrobił!
- Ale ja zrobię! – Damian należał do ludzi pamiętliwych.
Ratownicy zwieźli dziewczynkę na noszach i odholowali do szpitala. Stwierdzono wstrząśnienie mózgu, złamaną rękę i nogę.

 

30.12, karczma U Bacy, Szczyrk, g. 21.30
Z głośników płynęła skoczna muzyka góralska, zadowalając spragnione folkloru gusta biesiadników. Łukasz Witczak siedział z Adamem Kielonem przy z trudem zdobytym stoliku i czekał. Jego dziewczyna Iwona Kupczyk poszła do baru zamówić coś do jedzenia. Tak mu się chciało placka po zbójnicku! Brat Adama, Tomek, podążył za Iwoną z zamiarem zakupienia na zapas paru kufli piwa.
- Adaś, pójdę zobaczyć, co z nimi – zwrócił się do kolegi Witczak.
- A to weź jeszcze wiśnióweczkę – twarz młodego Kielona była równie poczerwieniała od nadmiernego picia jak u jego brata.

Łukasz ruszył między stolikami, przedzierając się przez rozbawiony tłum. Zobaczył ich tuż za rogiem koło toalety. Tomek wymachiwał rękami i tłumaczył Iwonie coś zawzięcie. Ta skrzyżowała ramiona na piersiach i wpatrywała się w swego rozmówcę roziskrzonym wzrokiem.
- Ja go miałem za przyjaciela, a ten mi tu dziewczynę próbuje poderwać! – oburzył się Łukasz i postanowił wkroczyć do akcji.

 

31.12, Skrzyczne, Szczyrk, g. 17.00
Ratownicy zwieźli ze stoku ciało Tomka Kielona. Na miejsce przybyli funkcjonariusze policji. Szybko stwierdzili, że dzisiaj do niczego już nie dojdą, bo ciemno się zrobiło. Zaczekać trzeba do rana.

Aśka Nowacka i buzująca w jej żyłach krew dziennikarza śledczego były innego zdania. Łaska pana! Może ten wyjazd nie będzie kompletną porażką. Kiedy raz wpadła na trop, nic nie było w stanie jej powstrzymać od węszenia do skutku. Znajdzie drania, który tak załatwił tego narciarza.

Rozejrzała się uważnie. W zaspie nieopodal siedział około trzydziestoletni mężczyzna i apatycznie wpatrywał się w czubki swoich butów.
- Przepraszam, to pana znajomy był?
- Co? A, tak. Nic nie zauważyłem!
- Co ma pan na myśli?
- Jechałem z nim na wyciągu przez cały ten czas. I on był martwy.
- Jak to?
- No, wsiadł ze mną normalnie na krzesełko, a potem nagle przestał się odzywać. Myślałem, że jest obrażony. A on nie żył! Jakim sposobem ten nóż znalazł się w jego plecach?
- Jechał ktoś na siedzeniu za wami?
- Taki strasznie wielki facet. Kim pani właściwie jest?
- Nikim – ucięła Aśka i zjechała na dół wzdłuż wyciągu, żeby nie pogubić się w zapadających ciemnościach.

Zdjęła swoje niebieskie, carvingowe Elany i uznała, że jeden grzaniec jej nie zaszkodzi. Wkroczyła do karczmy u podnóża stoku, gdzie spodziewała się spotkać Kamila i jego znajomych. Siedzieli tam całymi dniami i żłopali. W sumie dobrze. Zawsze wolała szusować samotnie.

Przy skwierczącym ogniem kominku rozgorzała awantura.
- Józek! No i nic ześ nie zauwazył, cy on jus mioł ten nóz wbity, cy nie?! – pokrzykiwał starszy jegomość na czerwonego od mrozu faceta.
- Sefie! Jakby mioł, to bym zauwazył!
- Kto to? – zagadnęła barmana Aśka, zarzucając swym złotym warkoczem. Nawet opatulona stertą narciarskich ciuchów wyglądała oszałamiająco. Barman zagapił się na zjawisko i w końcu pojął treść pytania.
- Ten co krzyczy to Jan Dziedzic. Właściciel wyciągu, tej karczmy i paru jeszcze przybytków. Lokalny boss. A ten drugi to Józek. Wsadza ludzi na krzesełka. Zdaje się, że o tego truposza się kłócą.
- Panie! Niezły gnojek z niego był. Z tego, co go zadźgali – wtrącił się niski jegomość z imponującym wąsem. – Ciągle nawalony jeździł, wszystkich przetrącał. A ostatnio to nawet do wypadku doszło.
- Co się stało? – zainteresowała się Aśka.
- Na dziewczynkę wjechał. Ciężko poturbowana w szpitalu leży.
- Mimo to, ciekawe, kto go tak załatwił.
- Też tego, pani, pojąć nie mogę.
- W sumie, odstrasał nam klientów, wzód na dupie – uznał polubownie Jan Dziedzic. Nawet, jak tyś go rąbnął Józek, to premie dostanies. Narescie na nasym stoku bezpiecnie bedzie.
- Ale to nie jo, sefie!
- Policji sie bedzies tłumacył.

@page_break@

1.01, Skrzyczne, Szczyrk, g. 09.00
Komisarz Robert Wac przybył z rana na miejsce morderstwa wraz ze swym podwładnym podkomisarzem Ryszardem Klawiszem. Nie uśmiechała im się ta robota. Nie dość, że zawracano im dupę w Sylwestra i Nowy Rok, to jeszcze było im cholernie zimno. Potrzebowali też, każdy na własny użytek, porządnego klina.

Lista udręk nie kończyła się tak szybko. Tak po prawdzie, żaden z nich nie był mistrzem narciarstwa. A tu trzeba było przeszukać dokładnie miejsce zdarzenia, dostać się w najgłębsze zakamarki, przeczesać las. Nie mogli tego dokonać ot tak sobie. Byli wszakże policją jeżdżącą na nartach! Trend taki nowy. Drżeli więc z wściekłości i przemęczenia na samą myśl o tym, co ich czeka tego dnia. Grunt to dobrze zacząć nowy rok!

 

31.12, pensjonat U Jolki, Szczyrk, g. 21.00
Aśka, ku swemu zdziwieniu, nie zastała towarzystwa w karczmie. Wróciła więc do domu starej gaździny, u której wynajmowali pokoje. Oczywiście! Cała czwórka siedziała już nabzdryngolona, jak tradycja nakazuje i grała w karty. Sylwester marzenie. Wykąpała się, przebrała i poszła sobie zrobić drinka.

Przechodząc obok wspólnej jadalni, zamarła. Skądś znała tę mordę. Schowała się za filarem i bez żenady śledziła rozwój wypadków.
- Ty niczego nie rozumiesz! – szlochała kobieta.
- Jesteś w szoku Iwonko. Zginął nasz kolega. Ale tak po prawdzie, w końcu się od niego uwolniliśmy.
To był facet, z którym rozmawiała na miejscu morderstwa.


1.01, Skrzyczne, Szczyrk, g. 9.30
Nie powitała nowego roku. Poszła spać. Siedzieć z tą pijaną czeredą i wysłuchiwać chorych teorii na temat starych panien i życzliwych rad, jak znaleźć faceta? To już wolała wyjść na zgreda.

Zaraz z rana pognała na Skrzyczne. Wiedziała, że będzie tam węszyć policja. Postanowiła się poprzyglądać. Poszukać tropu. Zeszła z wyciągu przy schronisku i zdecydowała się na szybkie śniadanie. Weszła do środka. W rogu sali siedział zarumieniony komisarz i pocierał sobie kolano, postękując.
- No więc, panie Konieczny, świadkowie mówią, że jechał pan na krzesełku tuż za ofiarą Tomaszem Kielonem. Czy to prawda? – Aśka zamówiła herbatę oraz naleśniki i usiadła niezauważona nieopodal rozmówców.
- I co z tego? Sugeruje pan, że rzuciłem w niego nożem?
- Czy to prawda, że dzień wcześniej miał miejsce wypadek, w którym zmarły Kielon najechał na pana córkę, rezultatem czego wylądowała w szpitalu?
- Tak. Powiem coś panu! Ja nie zadźgałem tego śmiecia. Ale jakbym miał pojęcie jak, to na pewno uprzedziłbym mordercę. A jak już pan będziesz wiedział, kto mnie wyręczył, to daj mi pan adres. Wyślę mu kwiaty.
Aśka uśmiechnęła się pod nosem. Robiło się coraz ciekawiej.

 

1.01, pensjonat U Jolki, Szczyrk, g. 22.00
Po całym dniu szusowania, padała na twarz. Jej brat – alkoholik wraz z towarzystwem wstał gdzieś koło południa. Zadzwonił do siostry i zaprosił ją do karczmy na poprawiny, jak to określił. Serdecznie mu podziękowała. Wolała powyżywać się na nartach. Dzięki Bogu jeszcze tylko dwa dni tej okołosylwestrowej udręki!

Wzięła pizzę na wynos i zaszyła się w swoim niewielkim pokoju. W całym domu panowała głucha cisza. Chyba jeszcze nie wszyscy wydobrzeli po wczorajszym chlańsku. Cały czas nie mogła zapomnieć o tym morderstwie. Wyglądało na to, że było paru chętnych do pozbycia się Kielona. Przed szereg zdecydowanie wychodził Damian Konieczny, tatuś poszkodowanej dziewczynki. Miał motyw i sposobność.

Albo ten Józek, obsługujący wyciąg. Może razem z szefem, Janem Dziedzicem uknuli spisek. Facet wykurzał im klientów swoim brutalnym i bezmyślnym zachowaniem na stoku, więc się go pozbyli wspólnymi siłami. Józek bez problemu mógł zasadzić kosę ofierze, gdy ta wsiadała na krzesełko. Nikt by nawet nie zauważył.

No i pozostaje jeszcze ten jego kolega. Łukasz Witczak, jak sprawdziła w księdze gości u gaździny, gdy ta poszła gotować obiad i zostawiła recepcję bez nadzoru. Najciemniej jest przecież pod latarnią. Witczak miał największą możliwość zaszlachtowania kumpla. A potem bajki opowiadał, że Kielon nie odzywał się, bo obrażony.

Zamyśliła się głęboko. Tak właściwie, czemu by nie? Odłożyła karton po pizzy i bezszelestnie wymknęła się z pokoju. Po piętnastu minutach wróciła z wyrazem triumfu na twarzy. Spojrzała na zegarek. Nie. Było już za późno, żeby zawracać głowę policji.

 

2.01, Skrzyczne, Szczyrk, g. 8.30
- No żesz kurwa! Wiedziałem, że tak będzie! Ałałałała! – komisarz Robert Wac darł się w niebogłosy. Leżał jak ten długi pod wyciągiem krzesełkowym na Skrzycznym i zawodził. Środek jego tułowia wetknięty był w zaspę. Głowa, na szczęście odziana w kask, stykała się z pniem olbrzymiej choinki. Nogi zaś spoczywały w nienaturalnej pozycji. Sądząc po dźwiękach produkowanych przez przedstawiciela władzy, stała mu się niezmierna krzywda. Podkomisarz Ryszard Klawisz nie wiedział, co począć.

 

2.01, szpital, Bielsko-Biała, g. 12.00
Pół godziny zajęło Aśce ustalenie, gdzie też podziewa się prowadzący śledztwo komisarz Wac. Zdumiała się nad informacją, iż uległ on wypadkowi i leży obecnie w szpitalu w Bielsku-Białej.
Założyła foliowe kapcie i skierowała się na oddział chirurgii. Ze złośliwą uciechą stwierdziła, że nawet władza nie ma przywilejów w tym przybytku. Wac spoczywał w ośmioosobowym pokoju otoczony przez charkających dziadków. Jego obie nogi wisiały na szynach, obklejone sowicie gipsem.
- Złamane? – zainteresowała się, podchodząc do łóżka.
- Niestety – wymamrotał obolały glina. Na jego twarzy pojawił się rozmarzony uśmiech, gdy zobaczył nachylającą się nad nim piękną kobietę. Anioł jakiś!
- Kim pani jest?
- Redaktor Joanna Nowacka. Słyszałam, że mają panowie problem ze znalezieniem mordercy Tomasza Kielona, dźgniętego nożem na wyciągu skrzyczeńskiej kolejki?
- Nie udzielam prasie żadnych wywiadów! – ocknął się komisarz.
- Nikt pana nie prosi.
- O co chodzi? Kto panią tu wpuścił?!
- Ułatwiam wam sprawę – Aśka nigdy nie była wielbicielką policji. – Wezwij pan tego swojego chłoptasia, Klawisza, czy jak mu tam. I każ mu aresztować Iwonę Kupczyk.
- Kogo?
- No pewnie, że nie wiecie, kto to. Za dużo czasu zajmuje wam nauka w szkółce narciarskiej. – westchnęła. - Niech będzie moja strata. Wyjaśnię.
Komisarz oniemiał doszczętnie.
- Najpierw motyw. Morderczyni, Iwona Kupczyk, dziewczyna Łukasza Witczaka zakochana była w Tomaszu Kielonie, jego koledze. Witczak nic o tym nie wiedział. Wręcz przeciwnie, podejrzewał, że to Tomek narzuca się dziewczynie.
- Skąd pani to wie?
- Podsłyszałam rozmowę Iwony z Łukaszem. Długo zastanawiałam się, w jaki sposób morderca mógł wbić ofierze nóż w plecy. Odpowiedź jest prosta.
- Tak?
- Kupczyk to nie byle kto. Z internetu dowiedziałam się, iż jest ona mistrzynią Polski w darta. W jej pokoju znalazłam to! – wyciągnęła plastikowa torebkę. – W środku znajduje się album ze zdjęciami Kielona. Pewnie wzdychała do nich po nocy. Ta druga książeczka to pamiętnik Iwony. Sporą część zajmują postanowienia noworoczne. Punkt pierwszy – odczytała – wyleczę się z tej chorej miłości. Zabiję gnoja! Koniec cytatu. – Komisarz wciąż milczał.
- Mniemam, że Kupczyk umiejscowiła się gdzieś w lesie pod wyciągiem, gdzie nie zwisał on zbyt wysoko nad ziemią. Poczekała aż chłopaki wsiądą. Nie widzieli jej z góry. Pogoda tego dnia była fatalna. Zamierzyła się i w odpowiednim momencie rzuciła nożem wprost w plecy Kielona. Trafiła idealnie. Ten stracił przytomność, wykrwawił się i zmarł po paru minutach. Nikt niczego nie zauważył do czasu, kiedy zleciał w zaspy.
- Niemożliwe – wysapał komisarz.

 

2.01, pensjonat U Jolki, Szczyrk, g. 15.00
Pięciu policjantów przepuszczających szturm na jeden z pokoi pensjonatu U Jolki zabrudziło gaździnie dywan na korytarzu. Nie poprawił jej humoru nawet fakt, iż była świadkiem tak ekscytującej sceny.
- Iwona Kupczyk? Jest pani aresztowana za zamordowanie Tomasza Kielona! – kobieta nie stawiała oporów.
- Dotrzymałam postanowienia! Razem z nim umarły moje uczucia!
I cóż gaździnie z tych wszystkich dramatów? Dywan i tak będzie do wyprania!

Marta Matyszczak
Ma dwadzieścia siedem lat i jest absolwentką politologii na Uniwersytecie Śląskim. Zaraz po studiach wyjechała wraz z mężem do Irlandii, gdzie postanowili zebrać fundusze na spełnienie marzenia – małego domku na wsi. Teraz wrócili i borykają się z wcieleniem marzenia w życie. W planach ma założenie własnej internetowej księgarni kryminalnej. A najbardziej na świecie chciałaby zostać autorką kryminałów.

Dołącz do dyskusji - napisz komentarz

Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi.
Obraźliwe komentarze są blokowane wraz z ich autorami.

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

Dodaj pierwszy komentarz i bądź motorem nowej dyskusji. Zachęcamy do tego.