- Jesteś tutaj:
- Strona główna
- » Weranda literacka
- » Pocztówka z wakacji (1)
Przeczytaj także…
Pocztówka z wakacji (1)

Dlaczego ja rozmiłowana w górskich klimatach, zakochałam się w nizinnym mieście otoczonym ze wszech stron wodą?
Pocztówka z wakacji - wrażenia z podróży i powitanie innej Europy. Gdy wkrótce jesień zacznie mienić się kolorami czerwieni, żółci, brązu i spalonej zieleni, ja będę często wracać wspomnieniami do tych najpiękniejszych w moim dotychczasowym życiu wakacyjnych chwil, jakie dane było mi przeżywać dzięki moim ukochanym najbliższym.
Nadszedł tak bardzo wyczekiwany ostatni tydzień lipca br. Na peron delikatnie nazywając niezbyt schludnego dworca Warszawa Wschodnia, podjeżdża pociąg relacji Warszawa-Amsterdam. Wypatruję wagonu nr 180. Jest! Elegancki Sleeping car o wdzięcznej nazwie „Jan Kiepura”.
Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu, czyściutki, błyszczący, z kabiną prysznicową w toalecie (chyba śnię – to nasze „kochane” PKP?). Pachnąca, bieluchna pościel. Pozytywne zaskoczenie. Nie! Takich komfortowych warunków jazdy się nie spodziewałam. Na zegarze wybija 17:58, nieco znudzona Pani przez zdezelowany megafon, niewyraźnym, z lekka bełkotliwym głosem podaje do wiadomości podróżnych, iż pociąg owej relacji, w którym zajęłam swoje miejsce odjedzie z peronu..... Lekkie szarpnięcie, świst kół.
Ze wspaniałą współtowarzyszką, ruszyłam w kilkunastogodzinną podróż. Noc (którą pełna podminowania i emocji w większości przespacerowałam w tą i z powrotem po mięciutkim „sypialnianym” dywanie) pod „skrzydłami” nader sympatycznego i opiekuńczego konduktora minęła spokojnie i bezpiecznie. Nastał pochmurny poranek. Szybko mijamy niemieckie miasta, miasteczka, wioski zbliżając się do granic Holandii, a tym samym do celu podróży. Nie czuję zmęczenia.
Dochodzi godz.11-ta, zwalniający stuk kół pociągu „oznajmia”: jestem w Amsterdamie! Pośród tłumu oblegającego elegancki dworzec, z coraz mocniej bijącym sercem, wypatruję swoich kochanych najbliższych. Są! Machają radośnie! Powitanie, uściski, łzy szczęścia kręcą mi się w oku.
Pomimo iż przywitał mnie deszcz (co nie jest czymś wyjątkowym w tamtejszej części Europy) ogromnie szczęśliwa, pod wielkim, kolorowym parasolem, ruszam w ich towarzystwie uliczkami tego pięknego miasta, rozglądając się z ciekawością na prawo i lewo.
Popołudniowe i wieczorne godziny minęły na długich rozmowach, przecież nie widzieliśmy się jakiś czas, kilka miesięcy to dla mnie bardzo długi czas!
Od wtorku zaplanowane zwiedzanie Amsterdamu. Plecaczki spakowane, słońce przebija przez chmury. Zapowiada się piękny dzień. Wychodzimy, a dokładniej wyruszamy na rowerach (rzec można narodowym środku komunikacji. Mój wypożyczony jest piękny: jasno zielona rama, na osłonie tylnego koła wymalowane różowe tulipany-symbol Holandii).
Rozpoczynamy „podbój" miasta. Oj, niełatwo wymijać pieszych, skutery, tłumy rowerzystów, zatrzymywać się i znowu ruszać na szybko zmieniających się światłach. Aż tak wytrawną rowerzystką nie jestem. Ale daję radę.
Docieramy do centrum. Dwukółka zaparkowane, a dokładniej spięte grubymi łańcuchami – tu też zdarzają się amatorzy „darmowych zakupów”.
Czas na piesze wędrowanie uliczkami powstałego w 1275 roku Amsterdamu, często zwanego Wenecją Północy, gdzie centrum otoczone jest niczym pajęczyną ok.150-ciu urokliwych kanałów z zacumowanymi przy jego brzegach „domami na wodzie”, tworzącymi niesamowitą atmosferę. Moim „achom” i „ochom” nie ma końca.
Zachwyca mnie wszystko: w szczególności urokliwe kamieniczki. Niekiedy z bardzo wąskimi frontonami rozbudowane w głąb, których cechą charakterystyczną są bardzo duże okna, będące ważną częścią mieszkania a ciekawostką jest mocowany przy dachach domów hak, przy pomocy którego wciąga się przez okna meble, ze względu na fakt bardzo wąskich i ciasnych klatek schodowych. I tak tuptając wśród wielokulturowego tłumu o różnym kolorze skóry, różnej orientacji, dotarliśmy na Keizersgracht, gdzie powstałe w 2009 roku Polskie Centrum Zdrowia Psychicznego, udostępniło lokale, w których znajduje się siedziba Domu Polskiego.
Warto tu wspomnieć, iż Fundacja Niderlandzki Dom Polski jest organizacją non-profit, dlatego też nie posiada stałego źródła dochodu, a utrzymuje się jedynie z dotacji, datków, darowizn, sponsoringu. Nie sposób było nie odwiedzić miejsca, które w pewnym sensie stało się drugim domem na emigracji moich najbliższych, gdzie wśród przyjaznych osób mogą realizować swoje pasje i zainteresowania, wspólnie z rodakami spędzać czas.
Czym jeszcze zachwycił mnie Amsterdam? Dlaczego ja rozmiłowana w górskich klimatach i szumie górskich potoków, zakochałam się w nizinnym mieście otoczonym ze wszech stron wodą? O tym w kolejnej części.
migaweczka
Tekst i zdjęcia: użytkowniczka forum kobieta5oplus.pl - migaweczka
