Weranda literacka

Pomarańcze

Patrzyłem na nią jak urzeczony, a ona wypytywała, niby żartem, z kim zjadłem lunch.

Lubię pomarańcze, bo zwróciły mi wolność... Słuchaj, Ty nie wiesz co to znaczy wolność po tym, co ja przeszedłem z Mary Lou. Była piękna jak sen, ale zła jak sam grzech. I lubiła pomarańcze, oj, lubiła. Na początku przynosiłem jej te pomarańcze kilogramami, taki byłem zachwycony. Mogłem patrzeć godzinami jak je jadła, taka roześmiana i piękna, i myślałem, ze jest cała moja. A potem się zaczęło... Słuchaj, ja nie miałem pojęcia, że kobieta może być taka zazdrosna i opętana. Sprawdzała mnie od rana do nocy. Na początku to było nawet zabawne - jadła te swoje pomarańcze, kąsała miąższ tymi drobnymi ząbkami, a sok spływał jej po brodzie i po palcach.

Patrzyłem na nią jak urzeczony, a ona wypytywała, niby żartem, z kim zjadłem lunch, z którym dyrektorem omawiałem mój najnowszy projekt, o której byłem u mechanika, ile czasu tam spędziłem... Potem bawiła się moją komórką, mówiła, że musi sprawdzić sms-y, czy zachowuję te od niej... Stara, nigdy by mi nie przyszło do głowy, do czego mnie to doprowadzi...Pamiętam jak dziś jak budziła mnie w nocy, żeby zrobić mi awanturę, bo obliczyła, że nie zgadza się jej pięć minut czasu w mojej relacji z popołudnia...

Bałem się wracać do domu, miałem dość, przestała mnie już nawet pociągać, taka szalona, opętana wizją moich domniemanych zdrad... I wreszcie ta fatalna noc. Obudziłem się tknięty złym przeczuciem, a Mary Lou stała nade mną z nożem do krojenia mięsa. Ale to już nie była moja Mary. To był diabeł wcielony. Nawet nie próbowałem z nią rozmawiać, instynktownie sturlałem się z łóżka i zacząłem uciekać... A ona za mną, z tym nożem. Dobiegłem na schody, udało mi się zbiec do półpiętra, i wtedy ona pokazała się za mną, zaślepiona dziką furią i ...nagle, w ułamku chwili, straciła równowagę i z rozpaczliwym krzykiem spadła ze schodów. Zanim dobiegłem, żeby sprawdzić jej puls, już nie żyła. I teraz pewnie myślisz co ta cała historia ma do pomarańczy?...


Ano to, że gdyby nie mała pomarańcza roztrzaskana na jej bucie i pod jej ciałem, to żaden sąd by mi nie uwierzył, że to nie ja ją zepchnąłem z tych schodów. Bo wiesz, w kobiety psychopatki to żaden sąd nie chce uwierzyć… A tak, to badania potwierdziły moją niewinność – Mary Lou potknęła się na pomarańczy… Co mówisz? Że mi wcale nie wierzysz?... Że niby to ja zabiłem Mary Lou i że jestem psychopatą? No co Ty opowiadasz, głupia, przestań. Chodź, zjedz lepiej pomarańcze, popatrz jakie piękne, chyba się nie boisz?...

Iwona Bednar

Utwór Pomarańcze Iwony Bednar jest jednym z czterech wyróżnionych utworów w Konkursie "Ze zbrodnia w tle". Autorce gratulujemy ciekawej treści i krótkiej formy.

Dołącz do dyskusji - napisz komentarz

Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi.
Obraźliwe komentarze są blokowane wraz z ich autorami.

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

Dodaj pierwszy komentarz i bądź motorem nowej dyskusji. Zachęcamy do tego.