- Jesteś tutaj:
- Strona główna
- » Weranda literacka
- » Skutki silnej reakcji…
Przeczytaj także…
Skutki silnej reakcji…

Mam dość. Nie chcę żyć. Ale chcę cieszyć się życiem. Czy to możliwe?
Dopadła mnie silna reakcja psychiczna, wywołana nie gwałtownymi, ale na pewno negatywnymi zdarzeniami i przeżyciami.Czy można żyć ciągle w szoku? To pytanie nie dawało mi zasnąć, a właściwie odpowiedzieć. Odpowiedź nasuwała się sama i na pewno nie miała zbawiennych skutków jak np. liczenie baranów: Musi być z tobą już bardzo źle, gdy nie wiesz, kiedy śmiać się a kiedy płakać. Do tego, że nie rozumiesz, tego co słyszysz już się przyzwyczaiłaś. Ale to, że nie rozumiesz tego, co czytasz – to na pewno ostatecznie stadium szokowej diagnozy.
Fakt. Na przykład z przeczytanego tekstu:
- W związku z przejściem naszego urzędu z pracy ręcznej na komputerową klienci będą obsługiwani znacznie wolniej, za co serdecznie przepraszamy. – Zrozumiałam tylko, że przepraszają. Chwilę pomyślałam i wyciągnęłam serdeczny wniosek: Urząd wie, za co przeprasza.
- Po przeczytaniu cytatu: Jeśli ksiądz będąc pod wpływem alkoholu wsiądzie za kierownicę i spowoduje stłuczkę, to nic się takiego nie stanie. Przecież każdy z nas pije alkohol, a jeśli tylko spróbujesz nagłośnić tę sprawę, to znaczy, że nie jesteś dobrym Polakiem, bo plujesz w swoje gniazdo – Zrozumiałam tylko tyle, że jestem każdym pijącym, dobrym Polakiem, bo nie pluję. Trudno było nie zrozumieć, gdy od małego uczono mnie, że nie ładnie jest pluć. Chyba, że pod przymusem. Przymus jest wtedy, gdy trzeba popluć trzy razy przez lewe ramię i przydeptać. Ale przymus tak często jest usprawiedliwieniem, że chyba nie skreśla mnie z listy dobrych Polaków? Chyba, czy na pewno? – męczyło mnie przez kolejne bezsenne godziny.
Po przeczytaniu: Od tego weekendu w państwach należących do Unii Europejskiej wprowadzono restrykcyjne prawo delegalizujące setki naturalnych ziół leczniczych używanych na naszym kontynencie od pokoleń. Według brukselskiego reżimu celem jest ochrona konsumentów przed potencjalnie niebezpiecznymi dla zdrowia „tradycyjnymi” medykamentami – zrozumiałam tylko tyle, że nie muszę mieć pretensji do babci i mamy, które od pierwszych moich dni, poiły mnie koperkiem i rumiankiem, potem miętą. Do siebie, że coraz częściej piję melisę, tym bardziej nie. Z konsumentem to ja mam tylko tyle wspólnego, że konsumuję całą zdrową żywność, z tradycją nie mającą nic wspólnego a nawet wprost przeciwnie. Przed zatruciem chroni mnie restrykcyjne prawo nakazujące zdrowotność żywności zapewniać stosowaniem nowoczesnych medykamentów.
- Po przeczytaniu: Człowiek wierzący, dając Wielkiej Orkiestrze pieniądze popełnia grzech, bo bierze udział w sprawach diabelskich załamałam się, a nawet złamałam – w pół.
Mam dość. Nie chcę żyć. Ale chcę cieszyć się życiem. Czy to możliwe? Wstałam i by przestać myśleć włączyłam komputer. I po chwili, przeczytałam napis na jednej z toalet: Awaria, prosimy załatwiać się na własną rękę.
I już wiedziałam, co postanowić w nowym roku. Będę jedynym super specjalistą w każdej dziedzinie. O swoje samopoczucie jako Polki- patriotki- obywatelki- pacjentki- emerytki i co najważniejsze – interesantki, zadbają wyłącznie moje interesowne zmysły.
I już spokojnie zasnęłam, przy kołysance:
„Albowiem prysły zmysły,
albowiem prysły zmysły
i prysło pasmo zmysłów snu.
Na mym wieszaku palt nie wieszaj –
twojego życia z mym nie mieszaj!
Albowiem prysły zmysły,
albowiem prysły zmysły!
Wymelduj się i idź - c est tout!”.
Jolanta Kwiatkowska
