Archiwa kategorii: Bez kategorii

Katar i Konwencja

„Poczucie zdrowia zdobywamy tylko przez chorobę”.
Georg Christoph Lichtenberg /1742-1799/

Ostatni tydzień leżałam z wirusem w łóżku.

Zakryta po uszy kołdrą prowadziłam prywatne śledztwo niczym detektyw Rutkowski kiedy i gdzie ów bakteryjny lub wirusowy bandyta wcisnął się w mój nos i gardło.

Padało to na panią na koncercie w synagodze w ostatni dzień Warszawy Singera, która raz po raz siedząc ramię w ramię wycierała zaczerwieniony nos w jednorazowe chusteczki, i widać było, że to nie tylko ze wzruszenia piękną muzyką, to na przechodzącego ulicą młodzieńca, któremu kichnęło się nagle siarczyście prosto w moją uduchowioną twarz, to w zimne piweczko wypite w wyjątkowo upalne popołudnie na barce pod Mostem Poniatowskiego, ale o tym cicho sza, ten występek nie wchodzi w zakres dochodzenia…

Najgorsza była sobota 20 września br. bo tego dnia właśnie na warszawskim Ursynowie w Liceum przy ul. Hirszfelda 11 po wakacyjnej przerwie spotykały się SuperBabcie i SuperDziadkowie aby kontynuować dalszą swoją edukację w Szkole SuperBabci i SuperDziadka.

Z zazdrością myślałam o dalszych możliwościach opanowania smartfona i tabletu, co cierpliwie zapewne, tak jak poprzednim razem, tłumaczył pan Jakub Rudkiewicz, a także o zajęciach plastycznych z panią Martą Pędziaszczak, która realizując temat: „Malarskie eksperymenty” na pewno przekazała wiele ciekawych rzeczy. Kto był jego wygrana, kto nie mógł , tak jak ja, będzie musiał poczekać na następny raz.

Leżąc jednak na wybranym coraz to innym boku tuż obok łóżka postawiłam sobie radyjko aby muzyczka z niego płynąca lub głos spikera odciągał mnie od zakatarzonych i zakaszlanych myśli… I nagle głos spikera spowodował, że to co zaczął mówić wyrwało mnie do siadu prostego !

Bo oto poruszał temat , który wszystkie SuperBabcie i SuperDziadkowie, a już rodzice wszystkich milusińskich powinni znać jak pacierz i katechizm razem wzięte, a mianowicie obowiązująca już od 25 lat KONWENCJĘ O PRAWACH DZIECKA !

zatem warto zapoznać się z tematem…

Prekursor walki o prawa dziecka Janusz Korczak mawiał, że „ jak śmieje się dziecko śmieje się cały świat”…Potrzeby dzieci na całym świecie są takie same: miłość, opieka i uwaga dorosłych. I w Konwencji zostały właśnie spisane po prostu podstawowe prawa dzieci !

Konwencja o Prawach Dziecka została uchwalona przez Zgromadzenie Ogólne Organizacji Narodów Zjednoczonych 20 listopada 1989 roku. Polska ratyfikowała Konwencję 7 lipca 1991 roku. Rzecznik Praw Dziecka Pan Marek Michalak zwrócił się do Pani Ewy Kopacz, jeszcze jako Marszałka Sejmu, z propozycją podjęcia stosownej uchwały aby dzień 20 listopada był Ogólnopolskim Dniem Praw Dziecka.

Konwencja składa się z preambuły i 54 artykułów. Artykuł 1 mówi , że „dziecko oznacza każdą istotę ludzką w wieku poniżej 18 lat, chyba, że zgodnie z prawem odnoszącym się do dziecka uzyska ono wcześniej pełnoletniość.

Katalog praw i wolności obejmuje prawa cywilne, socjalne, kulturalne, polityczne i niewielkie w zakresie ekonomii / dziecko powinno się uczyć, a nie pracować/ . A zatem wg Konwencji dziecko ma prawo do życia i rozwoju, wypowiedzi, życia bez przemocy i poniżania, wychowania w rodzinie, swobody myśli, sumienia i religii, stowarzyszania się, informacji.

Jak okazuje się najbardziej łamane jest prawo dziecka do prywatności . Coraz gorzej jest także ze zdrowiem dzieci – nadmiar słodyczy i niewłaściwego odżywiana , braku medycyny szkolnej powoduje opóźnione wykrywanie próchnicy zębów, przybywa małych pacjentów w szpitalach onkologicznych. Zapracowani rodzice mają coraz mniej dla czasu dla dzieci, stąd nerwice i depresje, a nawet próby samobójcze.

Leży u mnie na biurku książka dla dzieci i młodzieży, która ukazała się niedawno pt: „Zgniłobrody i Luneta Przeznaczenia” autorstwa Rafała Witka, która idealnie wpasowuje się w powyższy temat albowiem autor poprzez ciekawą fabułę pełną przygód w tropieniu pewnego groźnego pirata przybliża dzieciom właśnie prawa Konwencji i uświadamia im, że nie są pozostawione same sobie i mają prawo za sobą ! Bardzo polecam tę lekturę młodym czytelnikom, którą sama przeczytałam z największą ciekawością…

Natomiast dorośli chcący się zapoznać z całością Konwencji o Prawach Dziecka wystarczy, że wystukają w googlach „Konwencja o Prawach Dziecka”, a odszukają nie tylko akt prawny, ale także wiele innych ciekawych rzeczy z nią związanych.

I tak katar i kaszel naprowadził mnie na temat, który wart jest obowiązkowego poznania i stosowania jego zasad. A zatem dusza przezwyciężyła ciało oddając się miast tropieniu zarazków o wiele bardziej wzniosłemu celowi.

I sprawdziło się powiedzenie Lwa Tołstoja / 1828-1910/ :
„I w ciężkiej chorobie tkwi dobro. Kiedy ciało słabnie silniej czuje się duszę”.

Widokówki z wakacji

„Odpoczynek to największe z dóbr”
/Sokrates 469-399 p.n.e/

Ci, którzy pracują uważają, że ci, którzy są na emeryturze mają ciągle wakacje.

A to wcale nie jest prawda bo to, że ma się rzeczywiście więcej czasu, nie trzeba się znowu aż tak ze wszystkim spieszyć nie znaczy, że są to wakacje…

Wakacje bowiem to specyficzny nastrój, pakowanie walizek i wyjazd nawet w nie aż tak odległe strony, ale zapowiadające coś zupełnie odmiennego od codziennie tych samych widoków i czynności. Czasami jest też tak, że jeździ się ciągle w to samo miejsce, ale takie, które się sobie szczególnie upodobało, w którym świetnie się czujemy i już po powrocie marzymy kiedy nadejdzie znów okres wakacji aby tam pojechać…

Dla mnie takim miejscem stała się Jastarnia na półwyspie Helskim. W tym roku był to już dwudziesty raz kiedy wysiadałam na odnowionej i zmodernizowanej w tym roku stacji kolejowej i wciąż tym samym przejściem na plażę witałam się z morzem…

Po każdym powrocie mam w pamięci jakieś wydarzenie czy to z plaży nad morzem czy nad zatoką czy ze spaceru uliczkami tej urokliwej i jak widzę coraz tłumniej odwiedzanej miejscowości.

W tym roku przywiozłam cztery „widokówki”, które wiem, że zapamiętam na długo…

Pierwsza, jakże urocza, dotyczyła… kotków ! Otóż w willi obok w ogródku hasały i swawoliły tak śliczne małe kociaki w liczbie 5, że nie było przechodnia, który choć na chwilę nie zatrzymałby się, a jeśli chodzi o dzieci to już szczególnie, i kici, kici rozlegało się raz po raz. Rej wodził czarny z białymi skarpetkami, białym zgrabnym krawacikiem , białymi wąsami i oczami zielonymi jak morze…Kociaki skakały, przewracały się nawzajem, nieporadnie próbowały wspinać się na drzewo jabłoni, a kiedy wystawiały łapki przez ogrodzenie siatki i udało mi się dotknąć mięciutkiego futerka, zaiste, ogarniała mnie euforia…

Druga nabiera romansowego charakteru, nadyma się jak indycze policzki, oddech staje się krótszy i szybszy bo oto na plażę wchodzi ON. Podobno szlachetne i silne gatunki drzew powodują, że wszystkie inne naokoło nich giną i tylko ono stoi samotne i dumne. Tutaj stało się podobnie. Nie wiem kim był, jak miał na imię, czym się zajmował i skąd przyjechał, ale kiedy wszedł wyłożoną deskami ścieżką prowadzącą na plażę wszystko naokoło zniknęło, plaża stała się pusta i odtąd patrzyłam tylko już w jego stronę… Co tu dużo mówić, byłam lekko o dekadę do przodu jak nie więcej, a zatem jak to się mówi z francuska „szanse marne”, więc o nawiązaniu plażowej rozmowy nie miałam odwagi się pokusić , ale patrzenia nikt nie może zabronić… A patrzeć było na co! Ciągle się wiercił, wziął kosz, ale żeby odizolować się od tłumu, bo plaża była zaludniona nad wyraz, rozpostarł jeszcze przy koszu parawan dając tym sobie dodatkową przestrzeń tylko dla siebie. Potem zaczął się rozbierać to znów zaraz ubierać, raz koszulka, raz podkoszulka, raz goły tors zapowiadający raczej humanistę niż sportowca… Potem poszedł przejść się brzegiem morza, całkiem zgrabne nogi, o innych przymiotach ciała nie wspomnę bo nie wypada, ale okiem zahaczyłam…Po powrocie do kosza otworzył książkę i zaczął czytać co już mnie zupełnie ujęło, czyta, znaczy myśli, znaczy chce się czegoś dowiedzieć, znaczy nie pusty w środku …W urodzie miał coś z Edwarda Stachury, naszego pięknego poety żyjącego kiedyś tylko dzięki życiopisaniu… A może też pisał, najbardziej mi to do niego pasowało… Moje patrzenie trwało dwa i pół dnia, potem musiałam już wyjechać, ale zabrałam ze sobą tą „widokówkę” i jeśli przyjadę do Jastarni za rok wiem, że będę się rozglądać na plaży czy znów nie wchodzi….

Trzecia jest oddaniem szacunku starości i podziwem dla przezwyciężania jej słabości… Oto wchodzi opierając się na chodziku na plażę, także ową ścieżką z desek, bardzo mocno starszy pan i posuwa się centymetr po centymetrze. Każde przesunięcie nogi do przodu stanowi ogromny wysiłek, prawie nie patrzy na rozciągające się przed nim morze tylko skupia na tym aby postawić kolejny krok i kolejny i dotrzeć samodzielnie do kosza tuż przy tej ścieżce. Tam czekają już znajomi i żona z dużym rasowym psem, nie pomagają mu, chyba o to wszystkim chodzi aby czuł się samodzielny, sprawny, mimo iż sprawność ta jest wysiłkiem ponad siły. Wreszcie dociera do kosza, siada w nim i wtedy widzę uśmiech ulgi na jego twarzy i poczucie autentycznego szczęścia. ..

Uśmiech ten przytrafił się także mnie, ale w znacznie bardziej promiennym wymiarze kiedy któregoś dnia ja akurat schodziłam już z plaży, a pan ten na nią właśnie szedł. Spotkaliśmy się na owej drewnianej ścieżce i zauważyłam z radością, że jego krok jest już dłuższy, pewniejszy….Chcąc jakoś wyrazić swoją radość powiedziałam „dzień dobry”, a pan zaskoczony z uśmiechem odpowiedział i przystanął. A zatem dał znak do rozmowy ! Najlepszym tematem jest oczywiście pogoda więc powiedziałam, że dzisiaj nawet jest nieźle bo wczoraj deszcz przegonił plażowiczów z plaży.. Tak, tak odpowiedział, wie pani wczoraj nawet padał grad, niesamowite to było i popatrzył na mnie… Ale pani jest pięknie opalona – powiedział uśmiechając się właśnie promiennym uśmiechem i kiedy i ja roześmiałam się dziękując za komplement w jego przygaszonych wiekiem oczach błysnął promyk autentycznej młodości, to już nie był stary schorowany człowiek tylko młody mężczyzna pełen adoracji do kobiet…Pożegnaliśmy się życząc sobie dalszych miłych wakacji i może właśnie to spotkanie spowodowało iż powstała widokówka numer cztery….

Kiedy bowiem wracając już wsiadłam do pociągu Jastarnia -Warszawa wyjęłam notes i zaczęłam notować myśli, które same spływały na papier i wciąż obracały się w temacie starości…

A oto one:
-Bogactwem starości są wspomnienia…
-Młodość nigdy nie wie jaka będzie starość, natomiast starość wie jaka była młodość…
-Tak naprawdę to nie ma starości, po prostu osiąga się tylko pewien wiek…
-Młodzi chcą zdobywać, starzy nie chcą tracić…
-Młodość uśmiecha się do przyszłych chwil, starość do przeszłych…
-Staruszkowie trzymający się za ręce bardziej wzruszają niż całujący się namiętnie młodzi…
-Starość ma jeden przywilej- nie musi już bać się starości…
I ostatni dedykowany widokówce nr 2:
-Nie ma starych kobiet to tylko niektórzy mężczyźni są za młodzi !
Żegnaj lato na rok ! Niech każdy dzień znów nas do ciebie przybliża bo najważniejsze jest mieć na co czekać…

Z W.A.R.K.Ą warto….

Na dzień ten sierpniowy dzień wszyscy czekaliśmy niecierpliwie w tym m.in. liderki z Warki, powiatu grójeckiego i z Warszawy. Tego dnia bowiem miała odbyć się wizyta studyjna, którą zorganizowało Stowarzyszenie W.A.R.K.A, Fundacja na Rzecz Kobiet JA KOBIETA oraz Fundacja JEDEN MURANÓW.

Dodajmy tutaj na wstępie, że chodziło o panie 50+ i więcej , które chcą wciąż być aktywne i udowadniać wszem i wobec, że przeszkodą do działania nie jest wiek, a wręcz przeciwnie – życiowe doświadczenie , nabyta wiedza i umiejętności, otwarcie na nowe wyzwania opierają się liczbie lat i stwarzają nową jakość życia – ciekawą i wciąż rozwijającą.

I tak oto o godz. 9 rano siedziba Fundacji Jeden Muranów przy ul. Miłej 22 w Warszawie zapełniła się gwarem, śmiechem, zapachem kawy i pysznych wypieków… Po odpoczynku i oswojeniu się z nowym miejscem panie z Warki i powiatu grójeckiego w liczbie około dwudziestu, reprezentujące aktywne grupy seniorskie oraz w mniejszym składzie, ale za to z wielkim zaangażowaniem z Fundacji JA KOBIETA, przystąpiły do obrad, których głównym celem oprócz spraw merytorycznych była inspiracja i dodanie odwagi paniom w podejmowanych działaniach, aby wyjechały pełne pomysłów, wiary i motywacji…

Gospodarz siedziby Fundacji JEDEN MURANÓW Marek Ślusarz przywitał panie serdecznie i przedstawił historię powołania Fundacji, która prężnie działa na osiedlu organizując różne imprezy dla mieszkańców czego dowodem była Kronika Osiedlowa dokumentująca poszczególne wydarzenia.

Ania Żelazowska-Kosiorek z Warszawy jako łącznik w kontaktach z seniorami z różnych rejonów poprosiła aby panie powiedziały coś o sobie i o tym jak działają na swoim terenie.

Okazuje się, że panie działają bardzo aktywnie. Barbara Cieszyńska, sołtys z miejscowości Michalcze już zapowiedziała i zaprosiła na piknik z wieloma atrakcjami organizowany 14 września br., w którym weźmie udział ok. 200 osób. Bardzo ważne jest aby w działaniach tych brała udział także młodzież, łączność pokoleniowa jest dla obydwu stron bardzo cenna, jak powiedziała pani sołtys „w Michalczech chcą się wziąć za młodzież”… Są panie, które pięknie haftują, inne też mają swoje hobby, a przede wszystkim chcą działać i zdobywać nowe doświadczenia…

Panie na swoim terenie dopiero organizują się więc bardzo cenne było poznanie jak działa Fundacja JA KOBIETA aby skorzystać z jej doświadczeń. Bardzo ważną sprawą jest aby uaktywnić kobiety nawet z najmniejszych ośrodków aby nie czuły się gorsze lub niekompetentne.

Hanna Nowakowska Prezes Fundacji JA KOBIETA przedstawiła działalność Fundacji w tym Szkoły SuperBabci i SuperDziadka.

Fundacja powstała w 2003 roku choć nieformalnie działała już od 1995 roku. Jest organizacją pozarządową, której działania mają na celu zwrócenie uwagi na sytuację starszych kobiet w Polsce. Aktywność Fundacji to walka z dyskryminacją ze względu na wiek, płeć, aktywizacja osób 50+ poprzez poprawę jakości życia osób starszych, przeciwdziałanie stereotypom i przemocy w stosunku do osób starszych, nauka współpracy międzypokoleniowej. Fundacja realizowała w ciągu ostatnich lat ciekawe programy jak np:

-Agenci Podróży 55+ realizowany w latach 2006-2008 – nieznajomość języka nie miała tutaj znaczenia, były to spotkania kobiet różnych narodowości, które mimo rozmawiania w różnych językach doskonale się dogadywały, a wynikało to z tego, że jeśli ma się wspólny cel to język nie stanowi bariery… Działania projektu zasadzały się na tym aby zaoferować podróżowanie osobom 55+ aby mogły w sposób dobrowolny i darmowy zdobywać wiedzę i umiejętności. Projekt pokazał, że turystyka jest bardzo ciekawym tematem i obszarem działań dla osób starszych

-Wizerunek osób starszych w mediach, którego celem była charakterystyka wizerunku osób starszych i starości uwzględniająca i płeć i niepełnosprawność i status społeczny

-Matecznik czyli utworzony i działający w latach 2007-2008 Międzypokoleniowy Bank Czasu Matek, który był odpowiedzią na izolację kobiet spowodowaną emeryturą i macierzyństwem jako, że jeśli chodzi np. o macierzyństwo to nie tylko dotyczy ono mam małych dzieci, ale również dojrzałych kobiet dla których bycie matką jest wciąż jednym z najważniejszych doświadczeń życiowych. Tutaj pojawia się idea tzw. „przyszywanych dziadków” czyli starszych ludzi, którzy albo nie mają swoich wnuków albo mieszkają one bardzo daleko, a chcieliby mieć kontakt z najmłodszym pokoleniem dając im swoje ciepło i doświadczenie co z kolei byłoby bardzo pomocne szczególnie dla matek samotnie wychowujących swoje dzieci. Idea ta funkcjonuje już np. w Niemczech, były próby w Polsce, Fundacja obecnie włączy ten temat do swojego programu

-Malarstwo Radością Seniorów realizowane w roku 2009 przyniosło wiele pięknych i wartościowych prac, ujawniły się dotąd nie przeczuwane nawet autentyczne talenty malarskie

-Włącz Wiek realizowany w latach 2008-2010 mający na celu wzmocnienie dialogu społecznego dotyczącego włączenia w nurt społeczny osób starszych na poziomie krajowym i regionalnym

-Teatralne Przestrzenie realizowany w latach 2011-2012 w ramach programu „Seniorzy w akcji”
celem którego było głównie spotkanie dwóch pokoleń – młodzieży licealnej i kobiet, który przeżyły niemiecki, koncentracyjny obóz KL Ravensbruck – rezultatem tego spotkania było zrealizowanie spektaklu teatralnego, a także przekazania wartości, którymi kierowały się byłe więźniarki aby przetrwać obóz. W temacie tym wypowiedziała się także później Anna Perzyńska przedstawiając etapy powstania w tym roku muralu upamiętniającego ten tragiczny fragment wojennej historii na Liceum im. Kossutha przy. ul. Hirszfelda 11 na warszawskim Ursynowie

-Europejski projekt zapobiegania przemocy wobec osób starszych EUROPEAN, w latach 2009-2011, którego głównym rezultatem jest wezwanie do działania, przełamanie tabu otaczającego przemoc wobec osób starszych

-Powstanie Szkoły SuperBabci i SuperDziadka, której to zajęcia zostały wznowione w kwietniu 2014 roku i na które uczęszcza ok. 50 pań, spotkania są co tydzień w sobotę, prowadzone są w Szkole wykłady o różnej tematyce dotyczącej m.in. diety w wieku 50+, umiejętności kontaktu z wnukami czyli wyrażania swoich uczuć , lektury dla dzieci, rozwoju dziecka w sferze plastyki , które połączone są z zajęciami plastycznym, tanecznymi i z których prowadzony jest blog – www.kobieta50plus.pl/blog/

Współpracę między seniorami a samorządem Warszawy przedstawiła Renata Ekierska z Komisji Dialogu Społecznego d.s. Seniorów i Kombatantów działająca także w Fundacji Projektowania Codzienności. Bardzo ważna jest kampania aby wspólnie zajmować się problemami osób starszych. Na początku lipca br. Rada Warszawy przyjęła uchwałę o powołaniu Warszawskiej Rady Seniorów. W Warszawie osób po 60-tym roku życia jest ponad 400 tysięcy i będzie ich coraz więcej. W skład Rady ma wejść 26 osób, a jej kadencja będzie trwała 3 lata. Być może działalność Rady spowoduje iż problemy ludzi starszych zostaną bardziej nagłośnione, a przede wszystkim zostaną podejmowane działania aby ich warunki życia nie spychały ich na społeczny margines. Starsi ludzie żyją tu i teraz, nie można nic odkładać na potem, każdy z nich jest ekspertem życiowym poprzez swoje doświadczenia i wiedzę i każdy może dać coś z siebie wartościowego.

Kolejnym punktem spotkania była wizyta w Fundacji Zaczyn, przy ul. Marszałkowskiej 1, która była m.in. organizatorem I Parady Seniorów w czerwcu br., która to Parada spotkała się z niezwykłym odzewem ze strony seniorów nie tylko stolicy, ale też innych miast. Prezentację działań prowadzonych przez Fundację przedstawiła Elżbieta Hołoweńko, artysta plastyk, animatorka Centrum Społecznego Marszałkowska 1, działaczka na rzecz równouprawnienia i ochrony środowiska naturalnego, jak sama powiedziała o sobie „ w Fundacji najstarsza doświadczeniem i najmłodsza duchem”. Sekundowała Jej w tym dzielnie Grażyna Komiażyk wchodząca w skład redakcji pierwszego numeru „Zdaniem Seniora” wydawanego przez Fundację i redagowanego głównie przez osoby 60+,70+,80+ poświęconego w całości sprawom seniorów. Podział seniorów jest następujący: senior aktywny, senior sprawny fizycznie, ale nie aktywny, senior, który ma ograniczone możliwości poruszania się, wymagający opieki. Najbardziej potrzebują wsparcia i pomocy ci ostatni choć uaktywnienie drugich to też ważna sprawa. Pomocne byłyby tu np. Spółdzielnie Socjalne, może można by dostać dotacje na założenie takiej spółdzielni.

Jednym z problemów, na które zwróciła uwagę Fundacja Zaczyn i z którym zmagają się seniorzy pragnący uczestniczyć w życiu kulturalnym to trudny dostęp do informacji o imprezach dla nich adresowanych. Dobrze byłoby stworzyć w formie papierowej dla osób nie posługujących się internetem przewodnik po warszawskich imprezach kulturalnych. A przecież odbywają się spotkania dla seniorów w Zachęcie, w Centrum Sztuki Zamek Ujazdowski, co miesiąc odbywa się tam Dzień Seniora, w każdą drugą środę miesiąca jest darmowy wstęp na wystawy, po których oprowadza kurator.

Ze spraw bardziej przyziemnych to np. rozkłady jazdy autobusów czy tramwajów można by wieszać niżej w pozycji poziomej, a nie pionowej, nie każdy senior jest wysoki, pisać je większą czcionką.

W piśmie „Zielone wiadomości”, które było dostępne w Fundacji w kilku numerach, i każdy sobie mógł wziąć, a które ma w podtytule „Ekologia, społeczeństwo, demokracja” Elżbieta Hołoweńko zmieściła swój pierwszy artykuł pt: „Jak żyjesz, seniorko ?” Nie wyłania się z niego optymistyczny obraz … „Deprywacja materialna czyli niemożność zaspokojenia podstawowych potrzeb dotyka wielu emerytów…” Kończąc zwraca się do młodszego pokolenia „Dbając o seniorów zadbacie przede wszystkim o swoją przyszłość…”

I tutaj zakończyła się oficjalna część spotkania grupy seniorów ze Stowarzyszenia W.A.R.K.A, której nazwę na zakończenie warto rozszyfrować, a mianowicie : Wizja, Aktywność, Rozrywka, Kultura, Alternatywa ! Katarzyna Dubeltowicz ze Stowarzyszenia oraz Anna Żelazowska-Kosiorek zabrały panie na wycieczkę po Warszawie m.in. do Łazienek, a potem w programie był spektakl teatralny w Och – Teatrze pt: „Trzeba zabić starszą panią”. Nie znam treści sztuki, ale starsze panie były tak pełne siły i wigoru, że biada temu, który zamierzałby to zrobić !

Małżeństwo czy męczeństwo

Rozmowy z młodymi kobietami

Lubię rozmawiać z młodymi kobietami.

Okazja zawsze jakaś się znajdzie nawet jeśli są to tylko przypadkowe spotkania i wiadomo już, że zobaczymy się dopiero za jakiś czas, a może nawet nigdy. Prędzej czy później wśród różnych tematów zaczyna dominować ten jeden, a mianowicie mężczyźni i nierozerwalnie z tym związane w perspektywie małżeństwo…W tym względzie nic się od wieków nie zmienia o czym tak ładnie mówi piosenka z 1934 roku z filmu „ Cóż mój mąż robi w nocy ?” / a swoją drogą ciekawe, ciekawe…/ , do której słowa napisał Emanuel Schlechter, muzykę Jerzy Petersburski, śpiewaną pierwotnie przez Tolę Mankiewiczówną, współcześnie zaś przez Irenę Santor, a mianowicie: „ O czym marzy dziewczyna gdy dorastać zaczyna, kiedy z pączka zmienia się w kwiat ? Kiedy śpi gdy się ocknie, za czym tęskni najmocniej, czego chce aby dał jej świat ? Odrobinę szczęścia w miłości, odrobinę serca czyjegoś, jedną małą chwilę radości, przy boku kochanego. Stanąć z nim na ślubnym kobiercu, nawet łzami zalać się. Potem stanąć sercem przy sercu. I usłyszeć kocham cię !”

Cóż mogę odpowiedzieć im na ich marzenia, którymi los pokieruje tak czy inaczej w myśl zasady Aleksandra Fredry „Niech się dzieje wola nieba z nią się zawsze zgadzać trzeba” czyli innymi słowy mówiąc – co komu pisane to go nie minie… Podpowiadam im tylko, że na tym świecie nie ma nic stałego, i że nawet największa miłość może w jednej chwili zgasnąć jak zdmuchnięta świeczka… Bywają przypadki, że świeczkę tę zdmuchują koleżanki, tak zwane „serdeczne przyjaciółki”, które potrafią cudzym mężom, dogodzić bardziej niż ich żony i odkryć w nich nieziemskie zalety gdy tymczasem ich żony widziały aż zanadto to i owo… Dlatego radzę im na początek aby nie wpuszczały do domu zbyt „oddanych” koleżanek, nie zwierzały im się ze swoich małżeńskich problemów bo mogą się potem bardzo zdziwić…I to tyle co mam dla nich z doczesnej rady, która zrodziła się z paru wysłuchanych , zrozpaczonych, opowieści …

Aby jednak tematowi temu nadać jakiś ponadczasowy charakter i filozoficzny wymiar , bo wiadomo przecież, że każdy przypadek jest inny, a małżeństwo to los na loterii i kwestia szczęścia kogo tak naprawdę w życiu na swojej drodze spotkamy, powołam się tutaj na starożytnych, których myśli w tym względzie przetrwały wieki , choć można je także oczywiście, potraktować z lekkim przymrużeniem oka…

Przytaczam zatem trzy anegdotki.

Dwie to rady Sokratesa / 469-399 p.n.e./ greckiego filozofa starożytności, a trzecia to Tomistoklesa /525-460 p.n.e. / jednego z najwybitniejszych ateńskich mężów stanu, zwolennika demokracji.

A zatem Sokrates kiedy jego uczeń zapytał go :”Mistrzu, mam się żenić czy nie ?” – odpowiedział : „Cokolwiek zrobisz i tak będziesz żałował….”

Drugiemu zaś na tę samą kwestię odpowiedział : „Tak czy inaczej żeń się. Jeśli spotkasz dobrą żonę będziesz szczęśliwy, jeśli złą zostaniesz filozofem…”

Tomistokles natomiast gdy pewien Ateńczyk wybrał się do niego po poradę mówiąc: „Wydaję córkę za mąż i muszę dokonać wyboru między kandydatami na męża – jeden jest bogaty, ale głupi, a drugi uczciwy i mądry, ale biedny” – odpowiedział :- „Lepszy człowiek bez majątku niż majątek bez człowieka !…”

Wracając jeszcze do współczesności to mnie z kolei pewną radę dała starsza pani , która wiele widziała i przeżyła, a mianowicie, że herbaty i miłości nie należy przesładzać !

Ojciec czyli tata

„Ojcem zostać łatwo, znacznie trudniej nim być.”
Erns Busch / 1900-1980/

Wszystko się zmienia.

Na tym polega rozwój w każdej dziedzinie życia, zmieniają się priorytety, postęp techniczny tworzy nową jakość egzystencji, ludzie szukają wciąż nowych rozwiązań także w sferze zawodowej i rodzinnej. Emancypacja kobiet wyznaczyła siłą rzeczy nową rolę mężczyznom także jeśli chodzi o wychowywanie dzieci. Skoro wspólnie je mamy, wspólnie też się nim zajmujmy !

A jak to ongiś bywało z rolą ojca w rodzinie ?

W takim na przykład starożytnym Rzymie głowa rodziny czyli pater familias miał nieograniczoną władzę nie tylko nad żoną i dziećmi ale także niewolnikami i mieniem rodzinnym. Reprezentował rodzinę na zewnątrz gdyż to on, a nie kobieta miał prawa obywatelskie.

Dominująca rola ojca utrzymywała się również w epoce średniowiecza z tym, że tutaj akurat pozycja dziecka była nie do pozazdroszczenia, a to z tego względu, że dominowało wówczas przekonanie, ze dziecko ze swej natury jest istotą grzeszną w związku z tym często stosowano kary cielesne, zwłaszcza w okresie młodzieńczym. Dla dziecka najwyższym autorytetem powinien być ojciec, dla ojca zaś Bóg….

Zmienia się to w XV wieku na przełomie średniowiecza i renesansu gdzie na odwrót dzieci stają się uświęceniem związku dwojga osób, ojciec przejmuje rolę symbolu stabilizacji rodziny. Jednak nadal panuje niepodważalny autorytet ojca aby w XVII wieku rodzina zaczęła izolować się od społeczeństwa, prywatność rodzić coraz głębsze uczucia pomiędzy członkami rodziny, dzieci stają się sensem i treścią życia rodzinnego, a ojciec jest jako „życzliwy opiekun”. Wiek XVII nazywany jest „złotym wiekiem ojców” , wizerunek ojca jest bardziej „ocieplony” niemniej jest on nadal najważniejszą osobą… Przejawia się to choćby w sposobie wzajemnego kontaktu z dziećmi – otóż w rodzinach magnackich i arystokratycznych dzieci zwracają się do ojca w formie „Pan Ojciec” i swój szacunek dla ojca wyrażają poprzez całowanie jego dłoni, obejmowaniem za kolana, w szczególnych okolicznościach padaniem do jego stóp, gdy ojciec nie podał dziecku dłoni do pocałowania oznaczało to, że znalazło się w niełasce…

Wiek XIX przynosi dwa odmienne spojrzenia na wychowanie dziecka – matki uważają, że dziecko jest bezbronne i niewinne i trzeba je chronić przed przykrościami i kłopotami dnia codziennego, ojcowie zaś na odwrót, że nie należy je osłaniać, czym prędzej zetknie się z trudnościami życia tym bardziej pomoże mu to w poznaniu hierarchii wartości i usamodzielnieniu się …

I tak doszliśmy do wieku XX, który z kolei nazywany jest „cywilizacją bez ojca”, okresem , w którym nastał kryzys męskości i ojcostwa…. Już Tadeusz Różewicz w jednym ze swoich wierszy pisał, że współczesny ojciec nie wie o czym i jak rozmawiać z własnym synem…

Być może wojna, transformacja ustrojowa , etos pracy bez wytchnienia, fascynacja osiągnięciami techniki, spowodowały , ze dziecko zaginęło gdzieś we mgle, ale po każdym zawirowaniu przychodzi okres „otrzeźwienia”….

Rola i sytuacja kobiety także zmieniła się diametralnie. Elizabeth Taylor /1932-2011/ tak to określiła : „ Ciężki jest los współczesnej kobiety. Musi ubierać się jak chłopak, wyglądać jak dziewczyna, myśleć jak mężczyzna i pracować jak koń”.

Rodzina to jednak podstawowa komórka społeczna, a relacje między kobietami i mężczyznami muszą tak współgrać aby uchronić ją od całkowitego rozpadu.

I tak oto wyłania się nowy model rodziny w szczególności jeśli chodzi o opiekę nad dziećmi. Na łamach portalu Tatawtarapatach.com została przeprowadzona ankieta przez Baby Land, dystrybutora akcesoriów dla niemowląt marki NUK, w której wzięło udział 957 osób – młodych rodziców. Jej wynik jest optymistyczny – ankieta potwierdza trend panujący w młodych polskich rodzinach – kobiety i mężczyźni mają bardziej wyrównane prawa i obowiązki w porównaniu do modelu relacji ich rodziców czy dziadków. Młodzi ojcowie uczestniczą w wychowaniu dziecka kiedy tylko jest to możliwe. 63,2 % robi razem zakupy dla dziecka, mężczyźni chcą także mieć coś do powiedzenia w tej domenie.. Aż 25,3 % ankietowanych przyznało, że z urlopu wychowawczego korzystała zarówno matka jak i ojciec…

Anna Golan seksuolog i psychoterapeutka mówi: „ Zupełnie naturalną i powszechną praktyką wśród większości par z którymi się spotykam jest to, że ojciec nawet jeśli zajmuje się dzieckiem rzadziej ze względu na pracę, to jednak przejmuje część obowiązków po powrocie do domu. Często po to aby jego ukochana mogła odpocząć, czy zająć się rozwojem osobistym, np. sportem itp.” Przyznaje także, że nadal jednak mężczyźnie łatwiej jest zrzucić z siebie rodzicielskie obowiązki, uciekając w pracę, kończąc związek i jednocześnie urywając kontakt z dzieckiem, nie narażając się przy tym na społeczne potępienie.

Walka o równouprawnienie kobiet i mężczyzn we wszystkich dziedzinach nadal trwa. Dobrze aby w walce tej nie zagubiła się wartość najcenniejsza – miłość i dobro własnego dziecka…

W części historycznej korzystałam z artykułu „Rola ojca w wychowaniu dziecka na przestrzeni dziejów” mgr Elżbiety Jaros. Cały artykuł tutaj http://docs9.chomikuj.pl/3525716467,PL,0,0,Rola-ojca-na-przestrzeni-dziej%C3%B3w.doc

Modnie i swobodnie

„Ubiór czyni człowiekiem”
/przysłowie angielskie/

Moda jak kobieta – zmienną jest !

I bardzo dobrze bo gdyby obowiązywał przyjęty raz na zawsze model kobiecego ubioru, na przykład z przełomu XVIII i XIX wieku, to mogłoby być nie tylko nieciekawie, ale wręcz dramatycznie !

Dramatu tego doświadczyłam w roku 1973 kiedy to kręcone były odcinki serialu telewizyjnego „Wielka miłość Balzaka”. Co do treści filmu to przypomnę tylko iż francuski pisarz nawiązał w roku 1833 romans z polską szlachcianką Eweliną Hańską, ale kiedy wreszcie po prawie 17 latach jego trwania przypieczętowali go małżeństwem, Balzak chory już wtedy mocno na serce, po pięciu miesiącach, niestety, zmarł.

Otóż trafiło mi się statystowanie do jednej ze scen – ot, przechodzi ulicą młoda paryżanka i tyle…. Ubrana zostałam w gorset /!/ bardzo mocno zasznurowany i w suknię wyjątkowo „cienką” w pasie, wypożyczoną z Muzeum w Dreźnie, upiętą na metalowych obręczach nadających jej kształt dzwonu czyli tak zwanych krynolinach… Oddychałam płytko trzymając pion i nie odważając się usiąść. Ale zarządzono przerwę w zdjęciach / mojej sceny wciąż jeszcze nie kręcono/ i zaproszono także statystów na obiad. Jadłam oszczędnie, ale głód okazał się silniejszy i jednak dokończyłam całe danie w postaci schabowego…. I nagle poczułam, że nie mogę złapać tchu bo gorset opina mnie wręcz w sposób morderczy… Nie opowiadając się nikomu, zniknęłam w garderobie teatru /zdjęcia były kręcone w Krakowie/ i jakimś cudem samej udało mi się rozsznurować gorset, a następnie wydobyć się jak z pancerza z pięknej, błękitnej sukni z krynolinami… Nieżyjąca już świetna kostiumolog Renata Własow oniemiała ze zgrozy kiedy zobaczyła mnie w „cywilu” – podobno żaden statysta nie miał prawa sam się rozcharakteryzować i to w dodatku z tak drogocennej, zabytkowej sukni ! I tak zakończyła się moja kariera filmowa… Ale przynajmniej na własnej skórze doświadczyłam czym było kiedyś życie kobiet….

Ów gorset, symbol kobiecego zniewolenia, z czasem został odrzucony z nienawiścią, w miejsce udrapowanych sukien zaczęły wchodzić coraz bardziej swobodne fasony, kobiety walcząc o swoje prawa zmieniały także modę aż doszły do…. spodni choć walka o prawo ich noszenia , też nie była łatwa…

Walkę tę zapoczątkowała , jak podają źródła, w 1851 roku Amelia Bloomer , redaktorka pisma „The Lily”, amerykańska feministka walcząca o równouprawnienie kobiet. Decydując się na bardzo drastyczny krok porzuciła chodzenie w bufiastych i falbaniastych sukniach i zaczęła chodzić w spodniach. Podobno był to jeden z największych skandali w XIX wieku ! Pierwsza zaś, która odważyła się pokazać na salonach w spodniach była George Sand, pisarka francuska, znana z romansu z Fryderykiem Chopinem. W Polsce natomiast pisarka i krytyczka literacka Maria Komornicka w 1907 roku na Rynku w Poznaniu spaliła swoje suknie, obcięła włosy i ogłosiła, że od tego momentu jest….mężczyzną ! Męski wizerunek upodobała sobie także Maria Rodziewiczówna, poetka, uwielbiała garnitury i krótkie fryzury, w których przypominała mężczyznę… Pojawienie się męskich trendów w modzie było związane z coraz większą emancypacją kobiet i ich niezależnością….

Jednak do największych kreatorek XX-wiecznej mody, także jeśli chodzi o spodnie, wszedł tandem Coco Chanel / 1883-1971/ i… Marlene Dietrich / 1901-1992/. Pierwsza, francuska projektantka mody, do tej pory znajdująca się wciąż na najwyższej półce projektantów , sformułowała 7 żelaznych zasad kobiecego stylu :
-Spodnie dają wolność
-Mała czarna dobra na każdą okazję
-Strój idealny to połączenie męskich i żeńskich elementów
-Perfumy są elementem ubioru – w 1921 roku skomponowała swój najsłynniejszy zapach Chanel No 5, w który „ubierała się” sama Marylin Monroe
-Ubrania powinny być przede wszystkim wygodne
-Dodatki podkreślają kreację
-Torba na ramię, nie do ręki / jej mała, pikowana torebka to dodatek, o którym marzą wszystkie kobiety/

Natomiast Marlene Dietrich, niemiecka aktorka, zasłynęła kreacjami, które składały się z ….garnituru i spodnium. Sposób w jaki je nosiła spowodował iż mężczyźni oszaleli, styl „dandysa”, niesamowicie sexy, zawojował wyobraźnię także kobiet i od tej pory stał się coraz bardziej naśladowany i zyskał prawo noszenia…

Obecnie uwielbienie dla spodni przez kobiety jest tak wielkie, że jak podają statystyki, w kobiecej szafie jest ich 65 % , gdy tymczasem sukienki, spódnice, garsonki zajmują w nich coraz mniej miejsca…

Po latach absolutnej wolności w ich noszeniu wydaje mi się, że następuje kolejne zjawisko, a mianowicie… spospolicenie. Ono chyba musiało przyjść jako, że ilość nigdy nie przechodzi w jakość. Młode dziewczyny, a nawet jak widzę już i małe dziewczynki chodzą obecnie głównie w dżinsach i to tak obcisłych, że przypominają prawie legginsy natomiast panie w średnim wieku i powyżej średniej, szczególnie latem, w jednym uniwersalnym stroju – spodnie do pół łydki, raczej w niezbyt wyszukanym gatunku, do tego nie zawsze dobrana bluzka albo T-shirt, „addidasy” lub sandały i … wszystkie prawie jednakowe ! Czasami ”przewinie się” sukienka lub spódniczka z bluzką, ale to też w bardzo zwyczajnym stylu ! Do tego na plecach plecaczek zamiast ciekawej torebki. Pewnie, że są sytuacje gdzie taki strój akurat jest niezbędny, ale chciałoby się raz po raz widzieć osobowość człowieka…

Zauważyłam niedawno, że na przystanku siedzi pani co najmniej 80+, ale co za styl ! Najlepsza elegancja począwszy od czółenek, po ciekawy krój ciemnobeżowej sukni, widać, że z dobrego materiału, dobrany pasek z klamerką, kapelusik letni od słońca, torebka mała dopasowana do całości, dyskretna bransoletka na przegubie dłoni… Nie mogłam oderwać wzroku…

Tak , tak, wiem, że są kobiety mające wciąż dobry styl niezależnie od wieku, ale chodzi mi o tę większość, która przepadła gdzieś w tej pospolitości, szarości, taniości, zrównaniu do ogółu nie dbając o swoją indywidualność, podkreślenie walorów urody, figury, a nawet zawodu ! Jest oczywiste, że warunki finansowe nie zawsze pozwalają na drogą garderobę, ale myślę, że nie w tym akurat rzecz, bo można i niedrogo ją skompletować , ale głównie we własnej wyobraźni i umiejętności kreacji siebie ! Chodzi o to aby mieć odwagę odkryć swój styl, ulubiony kolor / Ewelina Hańska na pierwszym spotkaniu miała suknię w kolorze bratków, a Balzak uwielbiał fiolet !/ , dobrać ciekawe dodatki, nie bać się pokazać swojego „ja”, zakomunikować swojej odrębności.

Moda to swoboda, ciekawe jakie trendy przyniosą następne lata, ale zawsze najważniejsze jest aby być sobą i umieć to pokazać – także w ubiorze !

Babcia Petronela

Babcia Petronela raz po raz skarżyła się nam, że się zapomina.

Byliśmy wtedy z bratem nastolatkami i niewiele sobie z tego robiliśmy, a nawet wręcz mieliśmy czasami niezły ubaw. Na przykład babcia, która pół roku spędzała u nas w domu, czyli rodzinie swojego syna, na następne pół roku jechała do swoich dwóch córek na Górny Śląsk , z których u jednej zawsze była długo, a u drugiej krótko. Dłużej była u tej córki, która miała tylko dwa pokoje, a krótko u tej, która miała cały dom z dużą werandą. Dlaczego tak się dzieje nikt nie wie, ale już nie raz słyszało się o tym, że biedniejszy bardziej przygarnie potrzebującego niż bogaty… Babcia bowiem nie miała swojego mieszkania, było to tuż po wojnie, były inne czasy, dziadek czyli mąż babci szybko umarł po wojennych przeżyciach i od tej pory babcia raz była tu raz tam…

Kiedy była u nas, nazwijmy to miasto A ., budząc się rano, nieraz pytała: :”Kiciuniu, czy ja jestem w mieście A. czy w mieście B. ? -”Oczywiście, że w A. – odpowiadałam – przecież widzi babcia drzewo za oknem gdy w mieście B. widzi babcia tylko hałdy węgla sięgające nieba bo tamto mieszkanie jest tuż przy kopalni….”

Babcia wtedy usprawiedliwiała się i mówiła, oj żeby tak wrócić do swoich dawnych stron, do kochanego Lwowa, ale to już inne miasto, inne państwo i wszystko jest już inne…. Nie bardzo rozumieliśmy o co babci chodzi. Przecież tutaj w A., na tak zwanych Ziemiach Odzyskanych, było wszystko co trzeba, a my z bratem nawet zaczęliśmy chodzić na młodzieżowe potańcówki, co nam się szczególnie podobało… Raz nawet widziałam jak przytulał się do jednej dziewczyny bo był trochę starszy ode mnie, gdy ja wciąż wypatrywałam jakiegoś małolata, który by mi chociaż postawił lemoniadę…

Czasami dokuczaliśmy babci wykorzystując jej niepamięć. Na przykład mówiliśmy- „ A co było w tym liście, który do babci wczoraj przyszedł ?” Babcia robiła wielkie oczy, denerwowała się, że może nie pamięta, wytrząsała całą swoją torebkę, potem szukała w szufladach i mówiła: „ Gdzie ja go mogłam położyć, nic nie pamiętam, jak mogłam zapomnieć o liście, a przecież tak bardzo lubię dostawać listy…” A my wtedy zaśmiewaliśmy się w kułak i mieliśmy super zabawę…

Pewnego lata babcia pojechała do miasta B. i już z niego nie wróciła. Niewiele w sumie się tym przejęliśmy, babcia to babcia, i tak była już stara i ciągle się zapominała…

Dorastaliśmy, pozakładaliśmy swoje rodziny, mieliśmy swoje dzieci i swoje problemy… Rozjechaliśmy się do innych miast i w sumie niewielki mieliśmy ze sobą kontakt…Kto by tam pamiętał o babci Petroneli – było to tak dawno, że prawie jakby nieprawda…

I oto właśnie niedawno przy okazji przeprowadzki, kiedy to ja już jako babcia, może jeszcze nie tak wiekowa, ale jednak, przeprowadzałam się do innego miasta, nazwijmy je miastem C. i wypakowywałam książki ze swojej biblioteki nagle z jednej z książek wypadł list… Był nieotworzony, od razu poznałam po piśmie i adresie, że pisała go babcia Petronela do nas czyli z miasta B. do miasta A. prawie pół wieku temu… Otworzyłam natychmiast i przeczytałam parę nierównych linijek pisanych bardzo starą ręką: „Kochane moje wnuczki, napiszcie coś do babci, tak bardzo za Wami tęsknię i chciałabym wiedzieć jak się czujecie. Całuję Was bardzo mocno i co wieczór modlę się za Was. Wasza babcia Petronela”’.

Jest coś takiego jak wstyd połączony z rozpaczą… Byliśmy tacy młodzi, zwariowani, nic dla nas nie istniało prócz naszych marzeń i pragnień młodzieńczej miłości gdy tymczasem tuż obok nasza babcia, nasza najbliższa, najstarsza, najsłabsza, tak bardzo czekała na tych parę słów, które byłyby dla niej największym darem i radością, a my jej list potraktowaliśmy jako jakiś nic nie znaczący fakt.. To nie Ona była chora na zapominanie czy sklerozę to tylko to my zachorowaliśmy na młodzieńczą znieczulicę – okrucieństwo młodości…

Dziadkowie potrzebni od zaraz…

„Dzieci często łatwiej znajdują wspólny język z dziadkami niż z rodzicami”
Antoni Kępiński

To wspaniale jak rodzina jest w całości i w dodatku wspiera się, szanuje i kocha. Życie jednak jest jakie jest i raz po raz to tu to ówdzie szczerbę jakąś robi, z koła rodzinnego jak z tortu wycina jej członków, a to przez śmierć, a to przez wyjazd daleki, a to przez nieporozumienie tak wielkie, że czasu dużo bardzo trzeba aby emocje opadły i ów wycięty kawałek powoli zaczął zrastać się znów z resztą…

Dorośli mogą to zrozumieć i nawet pogodzić się z tym skoro nie ma innego wyjścia, ale dziecko to inna kategoria człowieka, delikatna jak zakwitający dopiero co kwiatek i dla niego obowiązują inne prawa…

Jak świat światem dziadkowie i wnuki tworzą specyficzny rodzaj kontaktu. Rodzice dają miłość i wymagają. Dziecko musi sprostać i miłości i wymogom. Dziadkowie zaś to zupełnie „inna bajka” pełna właśnie bajek! Bo już samo opowiadanie „jak to kiedyś było” przenosi dzieci w świat tak daleki, fantazyjny wręcz, gdzie wyobraźnia ma nieograniczone pole do popisu czyli w świat, który jest im najbliższy…

Co jednak zrobić kiedy dziadka i babci z jakichś powodów nie ma, a tak bardzo chciałoby się ich mieć tym bardziej gdy inne dzieci cieszą się swoimi ?

Przytoczę tutaj fragmenty dwóch artykułów na ten temat czyli jak mieć dziadków nie mając ich…

Pierwszy ukazał się 24.10.2010 roku w „Rzeczypospolitej”, a więc parę lat temu, pióra Eweliny Pietrygi pt. „Babcie do wypożyczenia” i porusza problem tego iż 30% rodzin nie utrzymuje kontaktów z pokoleniem dziadków. „Przyczyny tego są różne, jednak jak głoszą naukowcy „relacje ze starszym pokoleniem są bezcenne” i przynoszą obustronne korzyści….” „ Babcię można wypożyczyć albo adoptować – taka akcja trwa w Raciborzu. Wymyśliło ją lokalne Stowarzyszenie Śląski Uniwersytet Trzeciego Wieku. Chętnych nie brakuje – zgłosiło się już 12 osób. „Podobna akcja rusza w warszawskim Legionowie.”… „Warunek jest taki aby „babcia” była słuchaczką Uniwersytetu Trzeciego Wieku gdyż on ręczy za jej uczciwość i dobre intencje”… Artykuł kończy się wypowiedzią dr Grzegorza Iniewicza, psychologa klinicznego UJ :” Przygarniajmy seniorów, ale nie zastępujmy prawdziwej babci, nawet jeśli nie żyje. Przecież babcia to członek rodziny. Nazywanie tak kogoś obcego stworzy chaos. Zniszczy w dziecku poczucie bezpieczeństwa”.. .

Zawsze dobre jest porównanie jak to gdzie indziej wygląda stąd drugi artykuł, który ukazał się w internecie 20.02.2013 r. Pióra Katarzyny Domagały-Pereira pt.”Dziadkowie na życzenie” opisujący jak temat ten jest realizowany w Niemczech.

„Projekt mający na celu zbliżenie do siebie pokoleń istnieje w Dortmundzie od 2009 roku. Prowadzi je Miejskie Biuro ds. Rodzin w kooperacji z Centrum Matki. W projekcie uczestniczą młode rodziny z dziećmi, których dziadkowie już nie żyją lub mieszkają daleko. Z drugiej strony zgłaszają się seniorzy, którzy chcą nawiązać trwały kontakt z dziećmi. Ich motywacją jest najczęściej chęć przekazania najmłodszym swojej wiedzy i doświadczeń…. Np. była nauczycielka Angelika Wulfram zauważyła, że po przejściu na emeryturę brakuje w jej otoczeniu dzieci. Na własne wnuki musi jeszcze poczekać.”… „-Moim życiowym pragnieniem nie jest zostanie babcią, ale potrzebuję towarzystwa dzieci, ich sposobu myślenia, rozmowy z nimi – mówi.” . „Od pół roku spotyka się z regularnie z z 6-latkiem, uczy go gier planszowych, majsterkowania, pracy w ogrodzie.”…”Mam dla niego czas i on się tym delektuje….”

„Dortmundzki projekt stworzył na razie 16 par. W Dortmundzie, Hanowerze i w wielu innych miastach, w których działają podobne projekty seniorzy opiekują się dziećmi jako wolontariusze. Nie dostają za to żadnej zapłaty. Inaczej jest w Berlinie. Od 23 lat przy Berlińskim Związku Kobiet istnieje projekt „Dziadkowie do wynajęcia”. Jest to jedna z najstarszych tego typu inicjatyw w Niemczech. Różni się od innych tym, ze seniorzy otrzymują za swoje usługi symboliczne wynagrodzenia. Pokrywają one głównie zwrot kosztów.”

„Aby zakwalifikować się do roli babci lub dziadka należy złożyć rozszerzone zaświadczenie o niekaralności, odbyć dwugodzinną rozmowę oraz przejść 6 tygodniowy okres próbny…”

Byłoby bardzo ciekawe sprawdzić naocznie jak przebiega sprawa w Raciborzu, a także jak rozwinęła się w warszawskim Legionowie, czy idea przyjęła się, jakie przybrała przez ostatnie cztery lata formy, czy nawiązało się choć kilka naprawdę prawdziwych relacji rodzinnych jako, że to nie tylko wnuki, ale także rodzice nawiązują kontakt z „przybranymi dziadkami”, czy idea wzniosła się na wyżyny prawdziwych ludzkich bezinteresownych uczuć czy sięgnęła bruku, jak to nieraz z ideami bywa…

Fundacja Ja KOBIETA poprzez Szkołę SuperBabci i SuperDziadka na warszawskim Ursynowie zaczyna przyglądać się tej formie kontaktu międzypokoleniowego… W Warszawie jest mnóstwo rodzin z małymi dziećmi, samotnych matek dla których taka „przyszywana babcia lub dziadek” byliby bardzo pomocni. Być może okaże się, że wiele starszych osób bardzo by się w tej roli odnalazło np. pomagając w świetlicy dzieciom przy odrabianiu lekcji, szczególnie tym najmłodszym, których rodzice pracują do późna….

„Koła rodzinnego nie tworzy się cyrklem” – mawiał Stanisław Jerzy Lec. Ale można je zatoczyć zbliżając ludzi do siebie i to w taki sposób, że z czasem ci obcy stają się także jak swoi…

Jak senior z seniorem…

Organizując imprezę plenerową organizatorzy oprócz przygotowania jak najciekawszego programu artystycznego trzymają zawsze kciuki za dwie jeszcze sprawy warunkujące jej udanie się – liczną frekwencję i … dobrą pogodę ! A jeżeli jeszcze dana impreza organizowana jest po raz pierwszy to tym bardziej każdy z tych warunków jest na „wagę złota”.

Organizatorom I Parady Seniorów i Pikniku Pokoleń 28 czerwca 2014 r. w Warszawie wszystkie te warunki dopisały oprócz…. chimerycznej pogody, która to obdarowywała tysiące uczestników nie tylko z Warszawy, ale i innych miast Polski, najpierw pięknymi, ciepłymi promieniami słońca, potem chłodziła ich porywistym wiatrem by na koniec zrobić wszystkim rzęsisty prysznic może po to aby nie rozochocili się zanadto i swojego święta nie przemienili w szalony happenning, co mogłoby się dla niektórych źle skończyć…

Fundacja na Rzecz Kobiet JA KOBIETA postanowiła także wziąć udział w tym, jak okazało się niesamowicie potrzebnym seniorom przedsięwzięciu, i w czasie Pikniku Pokoleń, który odbywał się zaraz po przemarszu seniorów z Placu Konstytucji do Centrum Sztuki Współczesnej Zamku Ujazdowskiego, tuż przy jego dziedzińcu utworzyła swoje stanowisko informacyjne z materiałami o działalności fundacji do rozdania i wszelkimi udzielanymi ustnie.

Ledwie kolorowy plakat Fundacji z jej założeniami został rozwinięty, a już zbiegło się co najmniej kilkanaście pań 50+ aby dostać materiały o jej działalności, a w trakcie ich rozdawania wciąż dochodziły nowe. Trudno było bowiem nie zaspokoić swojej ciekawości jeżeli przeczytało się misję Fundacji, a mianowicie:

- działanie na rzecz zrozumienia kwestii równego statusu kobiet i mężczyzn
- promowanie i kształtowanie postaw tolerancji, integracji międzyludzkiej i proeuropejskiej
- wspieranie działań na rzecz awansu kobiet i poprawy sytuacji kobiet pod względem równości
praw i szans w społeczeństwie
- działanie na rzecz aktywizacji i rozwoju osobowego kobiet
- promowanie zdrowia i aktywnego stylu życia.

Oczywiście natychmiast także wszystkie były informowane o działającej przy Fundacji Szkole SuperBabci i SuperDziadka i wznowieniu jej zajęć po wakacjach, a także możliwości zapisania się na kurs komputerowy, który ”rusza” na początku października br. Odzew był natychmiastowy, na kurs komputerowy zapisało się 17 pań, dużo wzięło ulotki aby zastanowić się jeszcze i co do kursu i co do Szkoły… Stoisko odwiedziło też paru panów, którzy również zostali zachęceni do zostania SuperDziadkami…

A potem kiedy już ciekawość została zaspokojona i podobnie jak na innych stoiskach zrobiło się spokojniej skorzystaliśmy z możliwości… pączka, kiełbaski i … piwka, które to jednak już było we własnym zakresie….

Z radością kontestowaliśmy jak seniorzy obojga płci z zaciekawieniem zwiedzają teren przy Zamku, odwiedzają przeróżne stoiska, targi z ekologiczną żywnością, biorą udział w przygotowanych imprezach, a było ich bez liku. Można było m.in. spotkać się z Fundacją Krystyny Jandy na Rzecz Kultury, zbadać bezpłatnie wzrok pod kątem jaskry, poziom cukru we krwi, zmierzyć sobie ciśnienie, posłuchać wykładu pt: „Recepta na udaną starość ?” z udziałem Pani Prezydentowej Jolanty Kwaśniewskiej, świetnych aktorek Teresy Lipowskiej i Zofii Czerwińskiej, znanej publicystki Hanny Samson, a także nawet … potańczyć w rytm muzyki miksowanej przez Wiki – najsłynniejszą warszawską didżiejkę – seniorkę ! Wszyscy oczywiście czekali na atrakcję artystyczną, która miała szczególnie uświetnić święto seniorów, a mianowicie występ Jerzego Połomskiego i Ireny Santor ! I tutaj właśnie zaczęło padać…

Ale deszcz ten to nic w porównaniu z tym, że i Parada Seniorów mająca za swoje hasło „Dojrzali !”, „Wspaniali” i Piknik Pokoleń udały się organizatorom, czyli Fundacji Zaczyn z Prezesem Przemysławem Wiśniewskim na czele i pomysłodawczyni niezrównanej didżejce Wiki, znakomicie – i potwierdziły, że senior potęgą jest i basta !

Wizyta studyjna Białystok-Supraśl 21-22.06.2014

„Wychowywać znaczy kochać, wychowanie jest sprawą serca.” Ks. Jan Bosko

Jeżeli podróże kształcą to spotkania zbliżają.

Jednak warunkiem każdego spotkania musi być atmosfera. Ciepła, serdeczna, przyjazna, powoduje, że spotkanie przemienia się w spacer po ogrodzie pełnym kolorowych, cudnie pachnących kwiatów, z którego nie chce się wyjść, a kiedy jednak już trzeba się rozstać, zabiera się ze sobą bukiet pięknych wspomnień. Kiedy na odwrót, atmosfera jest nieprzyjazna, ponura, to takie spotkanie przypomina jedzenie zimnego rosołu z niedogotowanym makaronem gdzie przełykając pływające w nim tłuste oka zamyka się własne oczy marząc tylko o jednym – aby się jak najszybciej skończyło…

Mieliśmy wielkie szczęście spacerować po ogrodzie, z którego wspomnienia jeszcze długo będą tymi najmilszymi….

Otóż w dniach 21-22 czerwca 2014 roku w osobach Ani Perzyńskiej, Sławomira Milewskiego i mnie ze Szkoły SuperBabci i SuperDziadka na warszawskim Ursynowie oraz Kasi Czerkas – naszej wolontariuszki, mieliśmy dar uczestniczenia w spotkaniu Szkół SuperBabci i SuperDziadka w Białymstoku i Supraślu, w którym udział wzięli przedstawiciele Szkół z Lublina, Wrocławia, Poznania i oczywiście Supraśla i Białegostoku.

Zjechaliśmy zatem późnym popołudniem do Białegostoku i po zakwaterowaniu się w Centrum Kultury Prawosławnej na ul. Św. Mikołaja 5 poszliśmy coś przekąsić „na miasto”. Rynek ładny, akurat trwał konkurs katarynek, zrobiliśmy sobie zdjęcie z przemiłym i przystojnym /!/ kataryniarzem, zjedliśmy całkiem przyzwoity obiadek w „Słonecznej”, przespacerowaliśmy dziedzińcem Pałacu Branickich kiedy deszcz w postaci pokaźniej ulewy zmusił nas do powrotu do „domowych pieleszy” . I dobrze, następnego dnia czekało bowiem nas tyle atrakcji, że wstać wyspanym i wypoczętym było jak najbardziej wskazane…

Zaplanowana była bowiem od samego rana wyprawa do Supraśla, gdzie SuperBabcie i dwóch SuperDziadków ze Szkoły w Supraślu podjęło się zadania goszczenia nas i zrealizowania pierwszej części programu wizyty studyjnej.

Już wchodząc do Centrum Kultury i Rekreacji w korytarzu powitały nas olejne obrazy nie kogo innego tylko właśnie SuperBabć ! Były całkiem udane jak na pierwsze „złapanie się” za pędzel ! Ale to nie wszystko jeśli chodzi o ich twórczość artystyczną. Idąc dalej do kolejnych pomieszczeń zachwyciły nas zdjęcia przyrody, a także różne drobne „arcydzieła” jak pisanki wielkanocne, które z uwagi na swoja artystyczną wartość mogą stać cały rok jako ozdoba, uszyte z materiału warzywa i owoce, które miałoby się ochotę od razu schrupać, a bransoletka na rękę przymierzana przez niektóre panie była z żalem zdejmowana – tak się podobała !

W takim nastroju weszliśmy do głównej sali ! A tutaj zaraz, zaraz – ledwie przyjechaliśmy, a już wysyłano nas w podróż ! Oto bowiem na podłodze leżał ogromny plakat z napisem w środku: „ Dokończ zdanie – lubię podróżować do…” Flamastry i kredki poszły w ruch i najbardziej skryte marzenia i fantazja – bo mieliśmy za zadanie obok tego napisu właśnie je ujawnić.

Gdzie pojechałyby SuperBabcie i SuperDziadkowie ? „W głąb siebie”, „do miejsc z marzeń mojego dzieciństwa”, „do krainy marzeń”, „tam gdzie dobrzy ludzie mieszkają”, „aby poznać nowe miejsca i zachwycać się nimi”, „do zielonych , cichych miejsc”, „do tajemniczych miejsc”, „do krainy rymów inspirujących”, „do znanych miejsc aby wypocząć i nabrać dobrej energii, „ciekawych historycznie miejsc”, „krainy wspomnień”, „na łono natury”, „nowych orientalnych miejsc”…

Czy już na wstępie po takich marzeniach i młodzieńczej wręcz fantazji nie można się było spodziewać, że oto powolutku zaczął zakwitać ogród najlepszych wspomnień ?!

Ale to jeszcze mało ! Okazało się, że musimy odnaleźć i zareklamować cztery krainy: miłości, zdrowia, dobroci i przyjaźni. Podzieleni na cztery grupy przygotowaliśmy swoje hasła i wierszyki. Mnie przypadła grupa „przyjaźni” . Powstał wierszyk „ W naszej krainie życie w przyjaźni płynie”! I następne hasło „Tulimy się” ! Wystartowałyśmy po nim natychmiast do wszystkich uczestników i ściskałyśmy ich za ich równie piękne i mądre hasła oraz piosenkę „Błogosławiona dobroć człowieka” przygotowaną przez grupę „dobroć” jak i za tą właśnie atmosferę, która wprowadziła nas w nastrój przyjaźni i serdeczności. W końcu wszyscy wyściskali się ze wszystkimi i staliśmy się sobie bliscy jako „uczniowie” nie tylko z jednej szkoły, ale w ogóle z jednej klasy…

Po tej części, której temat brzmiał „Uczymy się, bawimy, działamy wspólnie – zajęcia integracyjne – „Podróż do Krainy Wszystkiego Najlepszego”, które poprowadziły panie Danuta Milewska i Agnieszka Sieniawska z Polskiego Stowarzyszenia Pedagogów i Animatorów „KLANZA”, które jest ogólnopolskim koordynatorem rozwoju sieci Szkół SuperBabci i SuperDziadka, przyszła kolej na następny temat czyli „Prezentację Szkoły na przykładzie Białegostoku, Supraśla i Siematycz – projektu realizowanego w ramach I edycji ASOS 2013-2014 czyli Rządowego Programu na Rzecz Aktywności Społecznej Osób Starszych na lata 2014-2020. Tutaj muszę zaznaczyć, że wszystkie panie prowadzące były z „KLANZY”, która była organizatorem tej Wizyty.

Ta część była prezentacją multimedialną, którą poprowadziły panie Małgorzata Borowska i Agnieszka Sieniawska. Tematy jakie zawierała to: zasady prowadzenia działań twórczych, dobór technik twórczych do wykorzystania w pracy z seniorami, ograniczenia i trudności osób starszych przy pracach manualnych, tańce integracyjne – jako forma ruchu przy muzyce.

Z ciekawością czeka się zawsze na wypowiedzi osób bezpośrednio uczestniczących w zajęciach Szkoły. Głos zatem w kolejnej części spotkania czyli „Doświadczenia seniorów z działań realizowanych w ramach wolontariatu seniorskiego i Spotkań – spotkanie przy kawie z Babciami z Supraśla” zabrały właśnie SuperBabcie…

Tutaj muszę od razu zrobić dygresję co do SuperDziadków. W Supraślu na początku pokazało się dwóch, a w Białymstoku na końcu pokazało się także dwóch. Dobrze, że wiernie towarzyszył nam nasz Sławek choć na dziadka jest jeszcze za młody… A zatem apel – panowie SuperDziadkowie wszystkich Szkół – dołączajcie do nas ! Wasi wnukowie – chłopcy szczególnie, potrzebują was, a to czego się w Szkole dowiecie i po męsku im przekażecie to będzie potem procentowało przez całe ich życie !

Co zaś do SuperBabć to co tu dużo mówić ! Tu trzeba było być i posłuchać jak ciekawie panie opowiadały o swojej pracy, spotkaniach z dziećmi w przedszkolu, w domu pomocy społecznej dla młodzieży, udzielaniu się z sercem i swoim wnukom i innym dzieciom. Zapytane co im daje Szkoła zgodnie odpowiadały, że bardzo chętnie przychodzą na zajęcia, wręcz nie mogą doczekać się czwartku, bo oprócz pracy merytorycznej postawionej tutaj w dużej mierze na jak największy kontakt z dziećmi, mają gimnastykę, potem kawka, rozmawiają, wymieniają kulinarne przepisy, uczą się jak być człowiekiem otwartym na innych, pozbywają się swojej nieśmiałości, uciekają od „czterech ścian”. Przy okazji znalazł się sposób na „denerwującego zięcia”. Otóż chwalić, chwalić, a zrobi się jak baranek !

Co do owych przepisów to okazało się, że to nie „gołosłowie”. Pyszne ciasta różnego rodzaju, a także sałatki, barszczyk, kiełbaska na gorąco wzmocniły wszystkich w czasie przerwy i połechtały podniebienie…

Być w Supraślu i nie odwiedzić cerkwi , a także nie zwiedzić Muzeum Ikon to tak jakby być w Warszawie i nie widzieć Pałacu Kultury i Nauki ! Co prawda 80% procent ikon pochodziło z odzysku z przemytu, ale może to i chwała przemytnikom, że znali się na sztuce, a najbardziej celnikom za skuteczność kontroli !

Zajęcia w Drugim Dniu Wizyty były już w Białymstoku w Centrum Kultury Prawosławnej, tam gdzie się zatrzymaliśmy, i tutejsze SuperBabcie z równą energią i równie świetną kuchnią otoczyły uczestników swoją gościnnością.

Tematy tego dnia były następujące:
-„Doświadczenia seniorów z działań realizowanych w ramach wolontariatu seniorskiego i Spotkań międzypokoleniowych na podstawie Szkoły SuperBabci i SuperDziadka w Białymstoku / prowadziły SuperBabcie z Białegostoku/,
-„Planowanie działań w środowisku lokalnym na rzecz osób starszych, a w tym rola animatora – lidera w działaniach na rzecz środowiska osób starszych, planowanie działań, podstawy pracy z grupą – fazy rozwoju, trudne sytuacje, sposoby finansowania działań na rzecz osób starszych” – prowadziła pani Małgorzata Borowska
- „Jak opracować program szkoły ? – czyli tematy spotkań edukacyjnych, schemat szkoły, dokumentacja szkoły” – prowadziły panie Zofia Zaorska i Małgorzata Borowska.

SuperBabcie z Białegostoku wypowiedziały się podobnie jak SuperBabcie z Supraśla odnośnie znaczenia Szkoły w ich życiu. Wypełnia im ona wolny czas, wychodzą dzięki temu do ludzi, dowartościowują się, zawierają przyjaźnie, mogą porozmawiać, a jednocześnie w razie potrzeby jak np. choroba odwiedzać się nawzajem i pomagać sobie, nie mówiąc już o aspekcie najważniejszym, a mianowicie pomocy rodzicom w wychowywaniu dzieci, rozumieniu własnych wnuków i umiejętności nawiązania kontaktu z nimi.

Wszyscy patrzyliśmy z nieskrywaną serdecznością i wdzięcznością na panią dr Zofię Zaorską – to Ona założyła pierwszą Szkołę SuperBabci i SuperDziadka w Lublinie w 2008 roku, która teraz po latach zaczyna zataczać coraz większe kręgi i przynosić tyle radości, dobra i wiedzy wszystkim jej uczestnikom. Pani Zofia opowiedziała o działalności Szkoły w Lublinie, dużo osób już wie o Szkole i przychodzi do niej, Szkoła organizuje także i inne jeszcze działania oprócz merytorycznych jak np. zabawę karnawałową, wycieczki dla wnuków wraz z babciami, Dzień Dziecka, spotkania rodzinne opłatkowe, w których uczestniczą i mamy i babcie i wnuki oczywiście, a prezentem jest tylko i wyłącznie książka ! Pięknie! Są też Gry Wiejskie, Legendy Lubelskie, w działalność Szkoły i organizację imprez angażują się też studenci – ta symbioza młodych ze starszymi ogromnie panią Zofię cieszy – to jest właśnie to !

I tak powoli, powoli spotkanie czyli Wizyta Studyjna dobiegła końca…Wśród bukietu dobrych wspomnień zabieram jeszcze … parasol, pod który wzięła mnie przemiła absolwentka europeistyki, młodziutka wolontariuszka, Izabela Dąbrowska kiedy wracaliśmy z Muzeum Ikon w pełnym deszczu. Wyobraziłam sobie wtedy, że ten parasol już na zawsze będzie mnie chronił od wszelkiej niepogody gdziekolwiek będę….

Ponieważ wyjeżdżaliśmy prędzej aby zdążyć na Eco-Piknik naszej Szkoły SuperBabci i SuperDziadka na warszawskim Ursynowie panie zaśpiewały nam „Żegnamy was, żegnamy was….” Nic z tego kochane panie ! Samochód „rozkraczył” nam się po 20 km od Białegostoku i musieliśmy do niego wrócić i zostawić go do naprawy w warsztacie i wracać autobusem PKS…

Na Eco-Piknik zatem nie dojechaliśmy czego bardzo żałujemy bo na gorąco w czwórkę opowiedzielibyśmy wszystko co tylko ! Ale pocieszyły nas dobre wieści, że udał się, dzieci bawiły się ładnie z SuperBabciami, był konkurs ciast, pierwsze miejsce za sernik zdobyła pani Perzyńska, mama Ani – gratulacje !

A my pełni dobrej energii i niezapomnianych wrażeń dziękujemy bardzo, bardzo serdecznie i ciepło za tak miłe spotkanie wszystkim SuperBabciom z Białegostoku, Supraśla, Wrocławia, Poznania i Lublina, KLANZIE za perfekcyjnie zorganizowaną Wizytę Studyjną, życzymy wszystkim zdrowia, sukcesów i spełnienia marzeń w Krainie Wszystkiego Najlepszego!