Kto czyta, nie błądzi

„Czytanie czyni człowieka pełnym, rozmyślanie
głębokim, a rozmowa otwartym.”
Benjamin Franklin / 1706-1790/

Zbliżają się wakacje, a to jest zawsze okres kiedy chce się czytać.

Czytanie co prawda powinno być codziennym nawykiem w różnym natężeniu oczywiście, zależnie od sytuacji, możliwości, wolnego czasu, dostępu do książki zarówno bibliotecznej jak i kupionej z własnych, często niezbyt zasobnych, funduszy.

Jednak wakacyjne czytanie to jeszcze coś innego… To forma szczególnej przyjemności bo połączona z wolnym czasem, zmianą miejsca pobytu, kiedy choć na paręnaście dni przenosimy się w morski, górski, leśny, lub pełen jezior, krajobraz, sycimy się jego widokiem, zapachem, wszystko nam się podoba i do tego jeszcze … dobra książka !

Na wybór lektur nie możemy narzekać ! Księgarnie aż uginają się od coraz to nowych tytułów i naprawdę każdy może znaleźć coś dla siebie. Niemniej jednak pewien kierunkowskaz zawsze jest cenną rzeczą…

I właśnie uczestnicy Szkoły SuperBabci i SuperDziadka na warszawskim Ursynowie 7 czerwca mogli z niego skorzystać bowiem doradzała i prezentowała poszczególne pozycje godne zauważenia realizując temat „ Książki na wakacje – co czytać ?” Katarzyna Wejss z Biblioteki – Wypożyczalni dla Dzieci przy ul. Nugat 4, a zatem osoba w tym względzie jak najbardziej kompetentna i z nowościami na czasie.

Lista tytułów, na które warto zwrócić uwagę zarówno dla dzieci jak i dla dorosłych jest bardzo długa, nie sposób wszystkich tu wymienić, ale może zwrócę uwagę na te, które mnie akurat najbardziej zainteresowały…

Dla dzieci Wydawnictwo Zakamarki, które od 6 lat wydaje książki dla dzieci najlepszych szwedzkich autorów i ilustratorów przygotowało tytułów co niemiara. Jest tu seria o Albercie Albertsonie Gunilla Bergstroma, są wierszowane przygody Cynamona i Trusi dla młodszych i ”Magiczne tenisówki mojego przyjaciela Percy’ego” oraz „Mój przyjaciel Szejk w Stureby” dla starszych Ulfa Starka. Oczywiście książki Astrid Lindgren to już klasyka literatury dla dzieci z „ Pippi Pończoszanką” na czele … jest „Mama Mu” Jujji Wieslander i Tomasa Wieslandera, o nietuzinkowej parze przyjaciół. Jest seria „Dzieci filozofują” Oscara Brenifiera odpowiadająca na wiele pytań m.in. dlaczego ludzie umierają ? Jest „Mrówkojad i orzesznica” Lotta Olssona – jak podróżować nie ruszając się z domu ? Jest „Biuro Detektywistyczne Lassego i Mai” Martina Widemarka, zawierające takie m.in. tytuły: „ Tajemnica szkoły”, „Tajemnica kina”, „Tajemnica pociągu”, „Tajemnica miłości”, „Tajemnica szpitala” itp.

Wydawnictwo zaczęło również publikować książki tłumaczone z języka francuskiego i tutaj przebojem jest słoń Pomelo – filozofujący słoń ogrodowy…

Z otrzymanego katalogu tego wydawnictwa na pewno każdy coś dla swoich milusińskich wybierze, natomiast mnie zawsze najbardziej interesuje rodzima twórczość stąd dla młodszych dzieci zanotowałam „Sny i tobołki pana Pierdziołki”- praca zbiorowa, która szczególnie rozbawia dzieci bo są tam rymowanki, powtarzanki, wyliczanki i słówka… no, no, które tak normalnie nie uchodzą na sucho…

Natomiast dla starszych dzieci zanotowałam sobie następujące tytuły: Anna Czerwińska-Rydel „ Moc czekolady. Opowieść o Wedlach i czekoladzie”, która opisuje pasjonującą historię rodziny Wedlów i powstania słynnej, istniejącej do dziś fabryki słodyczy… Następna pozycja też tej autorki wspólnie z Pawłem Rydlem „Mistrz. Spotkanie z Witoldem Lutosławskim”- dla dzieci i młodzieży, dla tych, którzy już zetknęli się z genialnym kompozytorem i tych którzy dopiero będą mieli okazję go poznać.. ”Pasażer nie z tej ziemi. Podróż z Kornelem Makuszyńskim” / 1884-1953/, Kaliny Jerzykowskiej. Kogo jak kogo, ale Kornela Makuszyńskiego powinny znać i dzieci i dorośli, a jak nie to kozy kuć do Pacanowa ! „Wojna na pięknym brzegu” Andrzeja Grabowskiego – o matce autora, Krysi, która ma 10 lat kiedy wybucha wojna…Średnia młodzież może sięgnąć po „Złodziejkę książek” Markusa Zusaka i także wejść w atmosferę II wojny światowej.

Natomiast dorośli mają już całą paletę nowości wedle zainteresowań. Będą tu bardzo poczytne książki Sławomira Kopra, który śledzi losy elit przedwojennych i powojennych , a tutaj akurat tych drugich jak „Gwiazdy kina PRL”, „Sławne pary PRL”, „Skandaliści PRL” czy „Życie towarzyskie elit PRL”. Jest nowa książka Moniki Jaruzelskiej „Rodzina”, Katarzyna Grochola oferuje „Zagubione niebo”, Marek Niedźwiecki „Radiotę”, Elżbieta Baniewicz „Annę Dymną”.

Z autorów zagranicznych wartych przeczytania to np. Nicolas Sparks „ Najdłuższa podróż”, Bridget Jones „Szalejąc za facetem”, Jo Nesbo „Syn”, Charlotte Link „Ciernista róża”….

Jak zaznaczyłam na początku nie da się wymienić wszystkich pozycji, ale kierunkowskaz został ustawiony i skierowany w stronę, która zawsze zaoferuje coś najwartościowszego czy to z nowości czy z klasyki – książkę !

Rysuję, więc jestem

Tylko dzieci wiedzą czego szukają. Antoine de Saint Exupery / 1900-1944/

Kto nigdy nie był dzieckiem nie może stać się dorosłym. Charles Chaplin /1889-1977/

W swoim nowym mieszkaniu po przeprowadzce z Wrocławia do Warszawy w czerwcu 2013 roku, w przedpokoju, zawiesiłam wysoko nad drzwiami wejściowymi do pokoju dwa swoje zdjęcia – portrety.

Mam na nich 16 lat i stylizuję się z wydętymi ustami na Brigitte Bardot. Pół wieku temu ona była bożyszczem dziewcząt i taka była moda. Zdjęcia te zrobił mi mój dyrektor I Liceum Ogólnokształcącego w Legnicy Franciszek Pałka, który był anglistą i jednocześnie świetnym fotografem. Brał także udział w bitwie o Monte Cassino, tak jak mój Ojciec, więc przy okazji 70-lecia tej bitwy wskrzeszę pamięć i oddam honor Panu Dyrektorowi.

Dlaczego jednak nawiązuję do tych zdjęć ? Bo mają one absolutny związek z…. ostatnim wykładem Szkoły SuperBabci i SuperDziadka na warszawskim Ursynowie 31 maja, a mianowicie „O czym mówią rysunki dzieci”, który ciekawie wraz zajęciami praktycznymi poprowadziła malarka Sylwia Paszko. Otóż wystarczy je wyjąć z oprawionych ram i odwrócić na drugą stronę aby zobaczyć twórczość rysunkową tak zwanego „roczniaka” czyli mojego wówczas niespełna 2-letniego synka… O ile dobrze pamiętam coś gotowałam w kuchni, a dziecko koniecznie chciało rysować, więc z braku czystej kartki podsunęłam mu odwrotną stronę tych zdjęć, do których nie przywiązywałam wówczas zbytniej wagi i przekładałam je latami z regału na regał… Teraz stanowią pamiątkę podwójnej wagi…

I właśnie od owych „roczniaków” czyli dzieci w wieku 12-24 miesięcy życia trenerka zaczęła wykład pokazując na ekranie monitora , jak zresztą później wszystkie kolejne fazy rozwijania się plastycznej twórczości dzieci, pierwsze ich „twórcze dokonania”. A są nimi z reguły kropki, linie zamaszyście rysowane czyli tak zwane fachowo „bazgroty”. Ujmując sprawę naukowo fazy rozwojowe dziecięcej twórczości można pogrupować następująco: 12-24 miesiące życia – pierwsze zetknięcie z kartką i próbą rysowania, następnie 2-4 rok życia – stadium bazgrot, 4-7 lat stadium przedschematyczne, 7-9 lat stadium schematyczne, 9-12 lat – okres grup rówieśniczych, 12-14 lat stadium pseudonaturalistyczne, 14-17 lat – sztuka w okresie dojrzewania.

Okresy te charakteryzują się ciągłym doskonaleniem prób rysunkowych dziecka co w sposób naturalny wiąże się w ogóle z jego rozwojem. – sztuka dziecka zmienia się wraz z wiekiem. Jest to oczywiste, że granica tych zmian u każdego może być inna.

Dziecko przechodząc z pierwszego roku życia w drugi rozwija zdolności manualne, wzrokowe i motoryczne, ważne jest aby wraz z tym w parze szedł również rozwój intelektualny, samodzielność dziecka i jego kreatywność. Jeśli chce rysować musimy mu zapewnić właściwe „ narzędzia plastyczne” dostosowane do jego wieku. Zasadą naczelną jest aby dawać dziecku zawsze czystą kartkę, nie zadrukowaną, a także z uwagi na to, że lubi rysować „grubą kreską”, flamastry, grube kredki, pisaki, pastele olejne, a nie długopisy czy cienko rysujące ołówki. Jeśli kogoś stać na tablice świetlne to również można je z nimi zapoznać. Dwulatek rysuje już kwadraty, fascynuje się maczaniem pędzla w wodzie… Jeżeli chce należy pozwolić mu także na malowanie palcami. Natomiast w tym wieku nie należy dawać dzieciom do kolorowania obrazków już narysowanych tzw. kolorowanek gdyż ograniczają one wyobraźnię – dziecko nauczone, że jest już gotowy obrazek nie umie potem rozwinąć własnej wyobraźni i samodzielnie narysować tego „ co w duszy mu gra”… A w duszy gra dzieciom dużo, wraz z latami ich rysunki są coraz bardziej konkretne i zaczynają przedstawiać także ich stany psychiczne i emocjonalne.

W następnych latach, a więc w wieku 2-4 lat bazgroty można podzielić na bezładne , kontrolowane i nazywane. Można już dziecko pytać – co narysowałeś ? W rysunkach tych jest głównie ekspresja, zabawa kolorem i własną kreatywnością. Dzieci w wieku 4-7 lat widzą już różnicę między przedmiotem, a rysunkiem, postacie ludzkie już mają proporcje. W wieku 7-9 lat, zależnie od osobowości, dzieci wyrażają w rysunkach emocje, pojawiają się w nich szczegóły. W wieku 12-14 lat coraz bardziej rysują naturalistycznie, naśladują rzeczywistość, są już ładne proporcje, zaczyna się perspektywa, poczucie trójwymiarowej przestrzeni, dostrzegają barwy, przechodzą do przedstawiania przeróżnych historii. Wiek 14-17 lat to okres dojrzewania – pojawiają się wtedy jeszcze inne formy, fotografia, fotomontaż, malowanie na murach….

We wszystkich tych fazach rozwoju twórczości plastycznej dzieci mogą posługiwać się przeróżnymi technikami, a mianowicie mogą rysować ołówkiem, węglem, patykiem zanurzonym w tuszu lub farbie, świecą, mogą robić kolorowe wydrapywanki, rysować na papierze ściernym, na podłożu z masy mydlanej, nitką techniką frotażu. Jeśli chodzi o malowanie to mogą malować na dużych formatach, szalik w kratkę to tworzenie nowych kolorów, na chusteczkach higienicznych, gazie, mokrym zmiętym papierze, na podłożu z kaszy mannej, mogą malować kamienie.

Ważne jest jedno – pozwolić dziecku na jego twórczość i nie krytykować jej. Jeśli w rysunkach są smutne kolory zainteresować się czy przypadkiem nie jest to odbiciem jakiegoś problemu, o którym nie chce mówić…Ponadto nie jest ważna kontynuacja zainteresowań dziecka. Ono poszukuje, zaczyna nieraz i naukę języka obcego i gimnastykę i balet i inne aż trafi na takie, które naprawdę okaże się jego pasją. Świetnie jeśli jakąś pasję mają rodzice lub najbliżsi bo wtedy w sposób naturalny będą poszukiwać swojej – najlepiej bowiem działa przykład…A zatem nie krytykować – Carlos Ruiz Zafon, współczesny pisarz hiszpański przestrzega : „Słowa, którymi z małostkowości czy ignorancji zatruwa się serce własnego dziecka, zostają na zawsze w pamięci i prędzej czy później spopielą mu duszę…”

Po części teoretycznej przyszła pora na praktyczną i tu Pani Sylwia obdarzając uczestników papierowymi rurkami, kolorowym papierem do wycinanek, wszelkimi kredkami i flamastrami zainspirowała wszystkich do stworzenia tak prześlicznych różnych figurek i zabawek, że radości z ich oglądania nie było końca..

A potem poszliśmy tańczyć….. Tą część relacji mogłabym zatytułować „Tańczę, więc żyję…” Małgosia Gajdemska, choreograf, tancerka, aktorka w sposób przemiły powoli, powoli tak rozruszała wszystkich , że z czasem tańczyliśmy jak z nut i czuliśmy się lekko jak piórka….

Uczucia i emocje

Człowiekowi potrzebni są odbiorcy uczuć-inaczej serce pęka.
Stanisław Jerzy Lec

„Kochać, jak to łatwo powiedzieć…” – śpiewał kiedyś Piotr Szczepanik.

Nie tylko zresztą kochać. Uczucia i emocje to cała gama złożonych stanów, które są wciąż obecne w życiu człowieka i bez których wzajemne ludzkie relacje byłyby wręcz niemożliwe. I o ile emocje rodzą się z myśli i pojawiają się spontanicznie o tyle uczucia powstają samoistnie i są elementem trwałym ludzkiej duszy, a wszystkim tym kieruje inteligencja emocjonalna, która stanowi odmienny rodzaj mądrości…

I właśnie od niej zależy jak pokierujemy swoimi uczuciami i emocjami, czy skierujemy je w stronę dobra czy zła….

Anna Owczarska-Osinska, psycholog o specjalności międzykulturowej, absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego, Uniwersytetu Brukselskiego oraz Wyższej Szkoły Społecznej w Warszawie pracująca na co dzień w Ośrodku Naukowo-Terapeutycznym „Ogrody Zmian”, spróbowała wyjaśnić na kolejnym spotkaniu uczestnikom Szkoły SuperBabci i SuperDziadka złożoność tych zjawisk podejmując temat: „Uczucia – wyrażanie uczuć nie jest łatwe, a jednak potrzebne w budowaniu dobrych relacji, podobnie jak słuchanie tego czego nasze wnuki potrzebują od nas”.

A potrzebują przede wszystkim aby zrozumieć, że ich wchodzenie w życie,
o którym nic nie wiedzą, jest bardzo trudne ! Są jak przybysze z innego świata, rozglądają się w tym, w którym się znalazły, muszą nauczyć się mówić, widzieć słyszeć, rozumieć i czuć. To ostanie jest chyba największym instynktem stąd gama uczuć u małych dzieci jest ogromna, manifestowana to krzykiem, to zachowaniem określanym przez nas dorosłych jako „niegrzeczne”, bądź na odwrót erupcją miłości w postaci przytulania się i nieodstępowania nas na krok !

I to my dorośli powinniśmy nauczyć je co jest dobre, a co złe, co wolno, a czego nie wolno, co jest bezpieczne, a czym mogą sobie zrobić krzywdę. Towarzyszy nam w tym cała gama uczuć i emocji i tych dobrych i złych, i przyjemnych, ale też tych trudnych i niechcianych.

Kiedy trenerka poprosiła o wypisanie na kartkach jakie uczucia i emocje znane są uczestnikom pojawiła się ogromna ich ilość. Z tych dobrych to miłość, wdzięczność, sympatia, fascynacja, oczarowanie, czułość, wolność, podniecenie, triumf, szczerość, błogość, bezpieczeństwo, sympatia, zachwyt, zadowolenie. Z tych złych to odrzucenie, rozczarowanie, złość, gniew, nienawiść, zawiść, litość, pogarda, strach, zemsta, zniecierpliwienie, lęk, nieufność.

Jak zatem postępować aby uczucia nasze były stabilne, a emocje nie brały góry nad zdrowym rozsądkiem i abyśmy odpowiednio do sytuacji zachowywali się i kształtowali poprzez to charaktery naszych maluczkich w sposób jak najbardziej dla nich właściwy
i przynoszący im w dorosłym życiu mądrość, siłę i odwagę ?

Zrozumieliśmy to poprzez rysunkowe historyjki, w których przedstawione sytuacje miały dwie wersje postępowania. I tak na przykład jedna ignorująca problem dziecka, zaprzeczająca jego uczuciom, druga na odwrót, określająca jego uczucia i rozmawiania o nich. Inna to zamiast słuchać dziecka „jednym uchem”, należy wysłuchać je uważnie, nie lekceważyć tego co ma do powiedzenia, zrozumieć je. Trzeba dziecku wytłumaczyć zaistniałą sytuację, dziecko potrzebuje jasnego nazwania sytuacji, im więcej będzie autentyczności z naszej strony tym bardziej ono będzie się otwierać na nas i uspakajać. Nie wolno zostawić dziecko z problemem samemu sobie. Potęguje to jego strach, a strach budzi agresję…

Jeżeli chodzi natomiast o miłość, uczucie naczelne w naszym życiu , to nie może ona opierać się tylko na słowach, ale poprzedzona powinna być i czynami. Już przecież Sofokles /496-406 p.n.e./ mówił: : „Słowami świadczyć miłość – to nie miłość.”

Wyobraziłam sobie, że uczucia i emocje są jak klawiatura fortepianu, uczucia to białe klawisze, emocje czarne – razem składają się na muzykę życia…

Temat uczuć i emocji wzbudził… emocje. Powróciły wydarzenia sprzed lat, także te bolesne, dźwigany latami żal, niezgoda na to co przyniósł los… Otworzyły się serca
i pokrzepiły się nawzajem….

A potem Katarzyna Wejss, która już nam trzeci raz towarzyszy w naszych książkowych wyborach i plastycznych „wytworach” i Bogna Okońska – plastyczka, która z równą cierpliwością i oddaniem wtajemniczała nas w zrobienie zabawki optycznej nazwanej „zootropem”, roztoczyły nad nami twórczego, filmowego wręcz, ducha ! Wyobraźnia i rysunkowe „talenty” poszły w ruch, a co z tego wynikło uwieczniły zdjęcia, które należą się wszystkim dzielnym „plastyczkom” na pamiątkę !

Gorzki smak cukru

„Losy narodów zależą od sposobu ich odżywiania”.

„Odkrycie nowego dania większym jest szczęściem dla ludzkości niż odkrycie nowej gwiazdy”.
Anthelme Brillat Savorin / 1755-1826/

To, że słodycze w nadmiarze szkodzą, jest prawdą powszechnie znaną. Szczególnie szkodzą dzieciom, których malutkie organizmy będące „czystą kartą” gromadzą siły na całe życie… Nie tylko zresztą chodzi tu o słodycze, ale i o cały sposób odżywiania. Jeśli zaczną dostawać to co jest dla ich organizmu złe skutki tego odczują po latach…

Największy problem u dzieci jest jednak ze słodyczami. Po prostu kochają je, sami zresztą chcąc je za coś nagrodzić dajemy słodycze, jakiekolwiek odwiedziny gdzie są dzieci i przyjście bez cukierków lub czymś słodkim jest ciągle jeszcze źle widziane…

Oczywiście całkowity zakaz jest niemożliwy, każda przesada jest niewskazana, jak zresztą we wszystkim, w małych ilościach są dopuszczalne, ale kiedy zastępujemy nimi wszystko inne to fundujemy im już w małym wieku nadciśnienie tętnicze, „szansę” na cukrzycę typu 2, podwyższony cholesterol, nadpobudliwość gdyż cukier „zabiera” witaminę B, która jest odpowiedzialna za układ nerwowy, upośledzone wchłanianie ważnych pierwiastków takich jak cynk, żelazo, wytwarzanie blaszek beta amyloidu, które są często spotykane w mózgach chorych na Alzhaimera, spadek odporności, utratę apetytu no i oczywiście zmorę naszych ostatnich lat – otyłość !

Najgorsze jest jednak to, że słodycze to nie tylko cukierki albo batoniki, cukier zawierają i inne produkty, będące na co dzień w naszym pożywieniu, takie jak jogurty, serki, płatki śniadaniowe, dżemy, soki, napoje słodzone, lody, gotowe kakao, kremy czekoladowe…

Jak zatem możemy ratować naszych milusińskich i siebie? Jeśli chodzi o słodycze to musimy ograniczyć je w tej formie najulubieńszej czyli schować głęboko do szafy wszelkie łakocie i wyciągać je po troszkę tylko z naprawdę wielkich okazji, a na co dzień zamienić się w „chemika”, który kupując cokolwiek, dokładnie sprawdza na opakowaniu co mu państwowe zakłady produkujące żywność, nie tylko pod kątem cukru, ale w ogóle, w żywieniowej sferze oferują….

A oferują następujące dodatki do żywności: konserwanty, barwniki, aromaty – kwas benzoesowy i benzoesan E 210, E 211 – występują w wodach smakowych, napojach gazowanych, sosach warzywnych, sałatkach owocowych i warzywnych – składnik ten powoduje zakwaszenie organizmu, podrażnienie nabłonka żołądka.

Dwutlenek siarki i jego sole E 220 – podejrzany o sprzyjanie nowotworom jelita grubego.

Azotany – sody E 251 i potasu E 252, azotyny potasu E 249 i sodu E 250 – zawierają je głównie wędliny i sery, szynka konserwowa, herbatniki, gouda mierzwiony, woda smakowa.

Barwniki – koszelina – ciemnoczerwony barwnik otrzymywany z mielonych owadów z Meksyku, E 160 b – annato – podrażnia skórę, powoduje wysypkę, dodawany jest do serów żółtych, płatków, margaryny, E 330 – kwas cytrynowy, E 407 czyli karagen dodawany do deserów mlecznych, galaretek w proszku, dżemów, keczupów….

Według badań przeciętny Polak zjada w ciągu roku 2 kg dodatków do żywności. Te wszystkie dodatki, które także dostają już od najmłodszego dzieci spowoduję iż będą żyły o 5 lat krócej od swoich rodziców…

A zatem brońmy się , jak to się mówi „ nogami i rękami”, a szczególnie brońmy naszych najmłodszych… A ponieważ najlepiej działa zawsze przykład więc pozwólmy patrzeć im jak i co my jemy, tłumaczmy im zasady zdrowego jedzenia – a są one proste w sumie – jedzmy regularnie 4-5 razy dziennie, nie za dużo wszystkiego bo nawet to złe w niewielkich ilościach aż tak nie szkodzi, urozmaicajmy nasze potrawy, odrzućmy te z konserwantami na tyle na ile się da, odstawmy słodycze, co nie jest znów takie trudne, wystarczy parę dni ich nie jeść, a już apetyt na nie słabnie tym bardziej, że przy okazji poznajemy inne smaki, jedzmy produkty z pełnego ziarna – kasze jęczmienną, gryczaną, jaglaną, płatki naturalne owsiane, żytnie, makarony pełnoziarniste, dobre pieczywo, ryż, niech w podstawie piramidy żywnościowej właśnie one się znajdą, następnie wyżej owoce, warzywa, sery, ryby, tłuszcze /dobre masło/ i na samym cieniutkim szczycie słodycze, ruszajmy się, ćwiczmy cokolwiek, jedzmy razem, bo to też sprzyja zdrowemu odżywianiu.

Ochrońmy ze wszech miar naszych najmłodszych przed dramatem otyłości, która z uwagi na jej powszechność zaczyna jakby dostawać „pozwolenie na nią”, ale jest to fałszywa akceptacja bo idzie za nią pozwolenie na śmieszność, lekceważenie, wyzwiska i co najgorsze – rozmaite choroby i skrócone życie …

Słonik przynosi szczęście, waga słonia dramat….

A o wszystkim tym, i jeszcze więcej, opowiedziała słuchaczom Szkoły SuperBabci i SuperDziadka 17 maja 2014 roku w na warszawskim Ursynowie Agnieszka Kuczewska, dietetyk, realizując temat „ Na czym polega zdrowe odżywianie – dla dorosłych i dla dzieci” , z którą już raz mieliśmy przyjemność się spotkać.

Na zakończenie dostaliśmy jeszcze dwa „zdrowe” przepisy: na ciasteczka bananowe i obiadek z cukinią w tle – może sentencje francuskiego polityka, prawnika, i pisarza Anthelme Brillat Savorina , który pozostawił po sobie zachwycającą do dziś książkę „Fizjologia smaku”, z której cytaty przytoczyłam, spełni się choć w malutkim wymiarze i nasza kuchnia zacznie nam i naszym najbliższym wyznaczać nowy, zdrowszy los… I tutaj na zakończenie tego tematu przywołam jeszcze jedną Jego myśl :”Powiedz mi co jesz, a powiem ci kim jesteś”…

Po krótkiej przerwie uczestnicy oddali się nie skrępowanej niczym wyobraźni… A pobudziły ją – Katarzyna Wejss, bibliotekarka z książkami na co dzień „za pan brat” oraz świetna ilustratorka książek dla dzieci Justyna Mahboob.

Temat był następujący : „Warsztaty literacko – plastyczne. Robimy własną książkę”.

I zrobiliśmy! W każdej pracy musiały był kółka, taki był stopień trudności…. Poszły w ruch kolorowe wycinanki, przeczytane już gazety, flamastry, kredki. Jako przykład posłużyła książeczka dla dzieci Iwony Chmielewskiej pt.”Cztery zwykłe miski”.

Na zakończenie odbyła się prezentacja….To, że dzieci mają plastyczną wyobraźnię to jest oczywiste, ale to, że starsi mogą mieć tak wspaniałe pomysły, w niektórych przypadkach wspomagane jeszcze całkiem zgrabnymi wierszykami było to odkryciem dla wszystkich razem i każdego z osobna!

Już teraz proponuję zapisywać się w kolejce do Wypożyczalni Nr 112 z Oddziałem dla Dzieci przy ul. Nugat 4 do ich oglądania bo są zszyte w niezwykłą książeczkę pt.: „Lecimy w kółka” – a SuperBabcie i SuperDziadkowie na Dzień Dziecka już wiedzą jaki prezent swoim wnukom samodzielnie zrobić!

Generałowa Irena Renata Andersowa

Panią Irenę Renatę Anders, żonę generała Władysława Andersa / 1892-1970/, który dowodził zwycięska bitwą pod Monte Cassino poznałam 27 lutego 2003 roku we Wrocławiu.

Pani Generałowa przyleciała z Londynu do Wrocławia wraz z Ryszardem Kaczorowskim, ostatnim prezydentem II RP na Uchodźstwie, któremu towarzyszyła żona Karolina, w związku z nadaniem Szkole Podstawowej nr 73 przy ul. Glinianej imienia Generała Władysława Andersa.

Po uroczystości Pani Generałowa , Pan Prezydent z Małżonką, adiutant Pani Generałowej odwiedzili wrocławski Ratusz i spotkali się m.in. z Przewodniczącym Rady Miejskiej Wrocławia.

Tylko na to czekałam ! Pracując w Biurze Rady Miejskiej Wrocławia miałam okazję zetknąć się choć na chwilkę z wieloma znaczącymi i ciekawymi ludźmi, a przynajmniej zobaczyć ich z bliska. Tutaj jednak sprawa wyglądała inaczej…

Generał Anders i historia zwycięskiej bitwy zakończonej 18 maja 1944 roku zdobyciem klasztoru na Monte Cassino we Włoszech, co w sposób skuteczny przypieczętowywało klęską Niemiec, a co nie udało się w kilku wcześniejszych natarciach żołnierzom innych narodowości, była historią mojej rodziny. Mój Ojciec Jan Radomski / 1907 – 1967/ po sowieckich łagrach na Kamczatce wstąpił do tworzącej się na terenie Rosji armii Generała Andersa i przeszedł z nią cały szlak bojowy, a potem, po zakończeniu wojny, przez dwa lata, jak inni żołnierze, czekał, aż rząd Polski łaskawie pozwoli bohaterom walczącym za jej wolność wrócić do własnego kraju…

Kiedy Ojciec zmarł miałam 18 lat i nie interesowałam się zbytnio tymi wydarzeniami. Pamiętam tylko skrawki opowieści, a to, że w czasie walki „kule świstały koło uszu…”A to, że stojąc kiedyś na warcie w nocy z kolegą zaniepokoili się dziwnym szumem dochodzącym z pobliskich krzaków… Myśleli, że to zbliża się niemiecki patrol, już przygotowali się do walki kiedy zza krzaków wyłonił się…. mały osiołek…A to kiedy w Iraku kolega, z którym się zaprzyjaźnił, inżynier, jaka szkoda, że nie zapamiętałam nazwiska, a teraz to już nie do odtworzenia, leżał w namiocie ciężko chory, Ojciec ugotował Mu rosół z żółwia, a kiedy z nim przyszedł On już nie żył… Zostało zdjęcie na pamiątkę i fajka…

Wojskowy beret Ojca uratował mi też … czuprynę… Był cały czas u nas w domu, a ja jako mała dziewczynka bardzo lubiłam go zakładać i chodzić w nim po domu… Kiedyś kręciłam się w nim przy kuchence gazowej kiedy mama gotowała… Odstawiając garnek z wrzątkiem zaczepiła ściereczką o ruszt, garnek przechylił się i część wrzątku wylała się na mnie… Gdyby nie beret skończyło by się nieciekawie…

Bitwą tą zaczęłam interesować się kilkanaście lat po śmierci Ojca. Przeczytałam wtedy wszystko co było możliwe na jej temat, sama dla siebie opracowałam plan bitwy, prześledziłam cały szlak bojowy II Korpusu, spotkałam się z Pułkownikiem Marianem Kuźniewiczem we Wrocławiu, który dowodził zdobyciem San Angelo, ważnym strategicznie punktem dla dalszej drogi na Wzgórze Monte Cassino i napisałam o tym w artykule „Moje wspomnienia tamtych wspomnień”, który ukazał się w ówczesnym wrocławskim tygodniku „Wiadomości”. Pierwszą część tego artykułu poświęciłam wspomnieniom Ojca, drugą Pułkownikowi Kuźniewiczowi, który zakończył swoje wspomnienia refleksją, że na wojnie nie ma bohaterów….

I właśnie ten skserowany artykuł plus list z opisem historii mojego Ojca przygotowałam sobie w kopercie i kiedy goście mieli wyjść z gabinetu Przewodniczącego Rady postanowiłam poprosić Panią Generałową o przyjęcie jej i zapoznanie się już w Londynie z jej treścią jako jeszcze jedną historią żołnierza , który walczył pod dowództwem Generała…

Tremę miałam potworną, tym bardziej, że bałam się złamać protokół dyplomatyczny, ale wszystko przebiegło nie tylko w sposób bardzo miły, ale nadzwyczaj wzruszający ! Kiedy powiedziałam, że jestem córką żołnierza spod Monte Cassino Pani Generałowa chwyciła mnie za ręce i powiedziała „ Ależ dziecko, to my jesteśmy rodziną !” Nie zapomnę Jej głosu, melodyjnego, ciepłego i wyglądu – w granatowym kostiumie ze złotymi guzikami prezentowała się naprawdę wspaniale ! A kiedy poprosiłam nieśmiało czy jest możliwe zrobienie sobie zdjęcia na pamiątkę przystała na to z radością ! Wisi teraz u mnie nad biurkiem i mam nadzieję, że będzie przechodziło z pokolenia na pokolenie…

Irena Renata Anders, pseudonim artystyczny Renata Bogdańska, zmarła 29 listopada 2010 roku w Londynie, w wieku 90 lat. Pochowana została obok Męża Generała Władysława Andersa na Cmentarzu Żołnierzy Polskich pod Monte Cassino.

Klasztor i cmentarz ten, na którym leży około 1000 żołnierzy poległych w tej bitwie, odwiedziłam w czerwcu 1978 roku.
Tuż przy wejściu widnieją wykute w kamieniu dwie sentencje:
„Przechodniu, powiedz Polsce żeśmy polegli wierni w jej służbie”
„Za naszą i waszą wolność, my żołnierze polscy oddaliśmy Bogu ducha, ciało ziemi włoskiej, a serce Polsce”.

W 70 rocznicę zdobycia klasztoru na Monte Cassino

Twórz i tańcz

Sztukę poetycką zdobywa się ciągłym czytaniem poetów.
Do sztuki malarskiej dochodzi się ciągłym rysowaniem
i malowaniem. Galileusz /1564-1642/

Jeśli chcesz ulżyć swojemu sercu, zatańcz…. Grek Zorba

Adres Klub Lasku Brzozowego 2 na warszawskim Ursynowie już z samej nazwy budził ciepłe uczucia. A ponieważ do tego jest jeszcze maj więc nastrój od pierwszej chwili był wiosenny i pogodny, a soczysta zieleń skwerku przy wejściu do Klubu od razu uspakajała oczy….

A właśnie między innymi o patrzeniu zanim zaczniemy naprawdę widzieć, a potem tworzyć, był pierwszy wykład, który poprowadziła Sylwia Paszko, malarka, tworzy także grafiki komputerowe i pisze, a mianowicie : „Jak rozwijają się malarscy geniusze ?”

Okazuje się, że układ wzrokowy człowieka rozwija się najbardziej dynamicznie przez pierwsze 6 lat życia. Układ ten jest wtedy najbardziej „plastyczny” stąd nawet poważne wady wzroku dają się w tym okresie skutecznie leczyć stąd dobrze dzieciom regularnie w tym wieku badać wzrok aby wyłapać ewentualne nieprawidłowości.

A „widzenie” zaczyna się już w okresie prenatalnym, dziecko w łonie matki od 26 tygodnia życia po raz pierwszy otwiera oczy… Potem kiedy przyjdzie na świat mając 1-3 miesiące widzi barwy czarne i białe, rozróżnia też najbardziej barwę czerwona i żółtą.

Pierwsze 6 miesięcy życia jest dla dziecka najważniejszym okresem pod względem wzroku. Zaczyna się wtedy bawić, zaczyna wodzić wzrokiem za ruszającymi się zabawkami.

Miedzy 6 a 12 miesiącem życia widzi większe przedmioty do 1 metra od siebie, zaczyna się już tzw. „twórczość własna”, interesuje się rysowaniem, zauważa ślad na papierze.

Powyżej 12 miesięcy do 18 miesięcy widzi już pełną gamę barw, rozpoznaje szczegóły, pokazuje palcem, natomiast do 3 roku życia rozwija się zasięg widzenia i rozwija się orientacja przestrzenna. W tym wieku zaczyna się też „testowanie rodziców” czyli wszystko na nie… Pamiętam, że kiedyś spotkałam się z takim określeniem „koźla choroba”, którą trzeba przetrzymać choć nerwy wtedy trzeba trzymać „na postronki…”

Kiedy zaczyna się wiek przedszkolny dziecko używa już dużo kolorów, wchodzi w stadium uproszczonego schematu, który w 7 roku życia jest udoskonalany, linie stają się giętkie i płynne, pojawia się tematyka, dobierane są kolory bardziej naturalne, ale rysunek jest jeszcze nadal nieproporcjonalny, najważniejsze jest to co jest na pierwszym planie. Oprócz rysowania dzieci w tym okresie chętnie lepią z plasteliny i robią wycinanki. W czasie tym dziecko uczy się także społecznego życia.

Dla małego dziecka plastyka ma ogromne znaczenie dla jego rozwoju. Jednocześnie trzeba mu dać w tym względzie absolutną wolność. To nie jest tworzenie piękna to tylko ekspresja tego co w dziecku „siedzi”, to poznawanie świata, swoich możliwości, objawianie swojej osobowości.

W ogóle obcowanie ze sztuką od najmłodszych lat w każdej formie , muzyka – dzieci chętnie słuchają Mozarta, czytanie , spektakle teatralne dla dzieci, rozwijają ich potencjał emocjonalny, intelektualny i twórczy – nigdy nie wiadomo kiedy talent, z którym przyszło na świat objawi się…. Bo ponoć wszyscy rodzimy się z jakimś potencjałem twórczym trzeba go tylko obudzić , nie przegapić, wydobyć w odpowiednim czasie, a potem poprzez Pani Sylwia postanowiła „uruchomić” także nasz potencjał twórczy i nasze umiejętności rysunkowe – rozdane zostały nam kartki i kolorowe kredki z tematem do narysowania – pokazania swoich uczuć i przeżyć związanych z własnymi wnukami…. Powstały wzruszające rysunki domów, gwiazdki z nieba, samochodu, przyrody, serduszka, samolotu, kota na płocie. A na początku był strach, że się nie podoła ….

Ale aby tworzyć i uczyć się musimy najpierw zadbać o to aby nasz mózg pracował prawidłowo bo wszystko w nim się zaczyna. To mózg najpierw widzi, a nie oko, oko jest tylko przekaźnikiem, a nie odbiorcą… Czy mózg można zmusić do twórczego myślenia ? Okazuje się, że tak tylko, że dwie półkule muszą się dogadać! Lewa , która odpowiada za analityczne myślenie i prawa, która dostarcza nam duchowych uniesień.. Kiedy bowiem one nie współdziałają, to jak udowodnili naukowcy, 80% trudności w uczeniu jest właśnie tego wynikiem.

Poprawić można to m.in. poprzez ćwiczenia opracowane przez Paula Dennisena , którego naczelną zasadą jest ruch. „Aby złapać myśl potrzebny jest ruch. Aby myśleć, tworzyć i uczyć się ludzie muszą się ruszać. Uczenie się, myślenie, twórczość i inteligencja to procesy nie tylko mózgu, ale całego ciała. Ciało gra integralną rolę w całej naszej aktywności intelektualnej poczynając od niemowlęctwa do późnej starości”. Ćwiczenia te są w internecie, warto je odnaleźć i zastosować.

Ponadto mózg musi być dobrze odżywiony. Brak kwasu tłuszczowego Omega 3 przyczynia się m.in do depresji, schizofrenii i Alzheimera. Ważna jest witamina D i B12, których w starszym wieku w organizmie jest deficyt. Ponadto prawidłowe odżywianie się w ogóle , a jeśli chodzi o produkty najlepsze dla mózgu to są nimi orzechy, jagody i szpinak.

Co jeszcze jest dla mózgu takie ważne? Służy mózgowi medytacja, czyli zwrócenie uwagi na swoje wnętrze, jedno OM dziennie powtarzane jak mantra chroni od chorób….. Służą mózgowi … gry komputerowe, ale nie te brutalne tylko te, które ćwiczą m.in. koncentrację. Udowodniono, że chirurdzy grający w takie gry popełniają o 1/3 mniej błędów przy operacjach… Oczywiście wrogiem mózgu jest stres natomiast śmiech to najlepsza pożywka! Mózg dorosłego człowieka jest niezwykle plastyczny i mogą się wytwarzać w nim nowe neurony i połączenia, a zatem warto to wykorzystać i nauczyć się innego myślenia, więcej optymizmu! Ponadto odpowiednio, głęboko oddychajmy i słuchajmy muzyki, wszak już od dawna wiadomo, że muzyka łagodzi obyczaje…

Po krótkiej przerwie w strojach nie krepujących ruchów zaczął się drugi temat, jakże korelujący z pierwszym, ale w tej najradośniejszej formie ! Małgorzata Gajdemska, aktorka, tancerka, performenka i animatorka kultury, realizując temat „Dzieci tańczą z nami” wprowadziła nas w tajniki tańca, w tym irlandzkiego, amerykańskiego , poprzedzonego ćwiczeniami oddechowymi i ogólnym rozluźnieniem się . Św. Augustyn powiedział :„Człowieku ucz się tańczyć, bo cóż będą z tobą robić aniołowie w niebie ? ”… A zatem przy świetnej muzyce z różnych regionów świata poznawaliśmy kroki tych tańców, wydawały się proste, ale nie od razu, a zatem obie półkule musiały się zgrać, mięśnie pójść w ruch, ale jak wiadomo ćwiczenie czyni mistrza ! Przy takim rozluźnieniu i świetnej atmosferze, którą Pani Małgosia wprowadziła w czasie krótkiej przerwy parę z nas złapało się za ręce i tworząc wirujące kółko zaśpiewałyśmy starą, melancholijną harcerską piosenkę „Jak szybko mija życie, jak potok płynie czas, za rok za dzień za chwilę razem nie będzie nas…”

Obserwując jednak atmosferę spotkań Szkoły SuperBabci i SuperDziadka gdzie uczestnicy coraz bardziej czują się swobodne, rozmawiają ze sobą, pilnie słuchają wykładów i zadają konkretne pytania to obawiam się, że na odwrót, organizatorzy tej szkoły będą mieli trudność z pozbyciem się nas…

Poeta odchodzi

Odszedł Poeta

Zanim jednak odszedł najpierw przyszedł. Do mnie przyszedł w roku 1969 tomikiem „Twarz” podarowanym przez kolegę ze studiów.
Tadeusz Różewicz.

Wszyscy wtedy czytaliśmy Jego wiersze z namaszczeniem i wręcz nabożeństwem. Podobnie było ze spektaklami teatralnymi Jego autorstwa. Teatr był w tamtych czasach jak świątynia, pójście do niego było wydarzeniem i przeżyciem największej wagi. Byłam na „Kartotece”, „Stara kobieta wysiaduje”, „Na czworakach”, „Białym małżeństwie”, „Śmierci w starych dekoracjach”.

Wrocławskie teatry spisywały się na medal , spektakle były świetnie reżyserowane i grane. Poeta, który w ostateczności miasto Wrocław obrał na swoje stałe miejsce zamieszkania czuwał już samą swoją obecnością w nim.

Chciałabym opisać dwie scenki – jedną z osobistego zetknięcia się z Poetą, a drugą z Jego… dyplomem.

Pierwsza kiedy na jednym z wieczorków autorskich po podpisaniu książki Poeta wziął mnie za żonę swojego znajomego. Powiedziałam, że niestety, nie jestem żoną tego kogoś, a Poeta znów, że szkoda, bo On myślał, że jestem żoną… Skończyło się śmiechem !

Druga scenka jest bardziej humorystyczna , a ponieważ Poeta miał poczucie humoru więc wybaczy mi na pewno, że ją opowiem….

Otóż od 1993 roku we Wrocławiu każdego 24 czerwca czyli w Dniu Wrocławia przyznawana jest nagroda Civitate Wratislaviensi Donatus czyli Honorowy Obywatel Wrocławia. Do tej pory otrzymało ją wielu zacnych i zasłużonych dla Wrocławia osób.

W roku 1994 otrzymał ją Tadeusz Różewicz.

Jest to nagroda honorowa, którą wieńczy dyplom wykonany przez wrocławskich artystów. I zdarzyło się tak, że tuż przed uroczystą Sesją Rady Miejskiej Wrocławia, na której tytuł miał być nadany i ów dyplom miał być Poecie wręczony, my urzędniczki z Biura Rady Miejskiej Wrocławia, które sesję tę obsługiwałyśmy, zauważyłyśmy, że na dyplomie tym faktura papieru w jednym miejscu robi wybrzuszenie, ciemniejszą kropkę, która rzuca się w oczy … Co robić ? Wręczenie tuż tuż, dyplomu już się nie odeśle do poprawy, wpadłyśmy w panikę…

Ale pomysłowość kobiet nie zna granic ! Któraś z nas więc pobiegła po kosmetyczkę i wyjęła cienie do powiek …..Okazało się, że kolor jasnoniebieski idealnie tę kropkę niweluje! Odetchnęłyśmy z ulgą ! ….

Gdyby Poeta widział nas wszystkie pochylone z pędzelkiem do powiek nad Jego dyplomem na pewno roześmiałby się i może dyplom ten miałby dla Niego jeszcze dodatkowe znaczenie – oprócz oficjalnego, urzędowego, bardziej kobiece, ciepłe…

Ktoś powiedział, że poeta się rodzi wtedy kiedy umiera.

Poeta nigdy nie umiera bo stoi za nim jego poezja, a ona jest nieśmiertelna…

Tadeusz Różewicz
9.10.1921 – 14.04.2014

Granice i uroda

„Są granice, których nie należy przekraczać.” Horacy /65-8 p.n.e./

„Kto zna swoje granice, ten już w połowie jest mędrcem.” John Galsworthy / 1867-1933/

Sobota 26 kwietnia br. zaczęła się deszczowo i z czasem zaczęło padać coraz bardziej.

Deszcz jednak nie zatrzymał w domach uczestników Szkoły SuperBabci i SuperDziadka . Sala lekcyjna Liceum Ogólnokształcącego przy ul. Hirszfelda 11 na warszawskim Ursynowie była pełna. Tematy bowiem tym razem miały dość potężny ciężar gatunkowy, a już na pewno pierwszy, a mianowicie: „Granice / dlaczego potrzebne jest stawianie granic i jak sobie z tym radzić, nie tylko z wnukami/.”

Pani Anna Owczarek, która prowadziła zajęcia zapytała najpierw o samopoczucie. Jak to w życiu bywa, jedni czuli się dobrze, inni akurat mieli trudne rodzinne sprawy, ale powiedzenie o nich przyniosło ulgę i pojawił się uśmiech… Teraz liczyło się tylko to spotkanie i tematy do omówienia…

Zaczęło się od próby zdefiniowania w ogóle granic. Pierwsze skojarzenie jakie się pojawiło dotyczyło granic państwa, których należy strzec i nie pozwolić aby przechodził przez nie wróg, ci zaś którzy chcą je przekroczyć muszą przyjąć zasady jakie w danym państwie obowiązują. Potem definicja zaczęła iść w stronę osobistych granic, co jest ważne w moich granicach, na jakie ustępstwa mogę pójść. Aby je wypracować podzieleni zostaliśmy na 4-osobowe grupy, po czym każda grupa przedstawiła swoje zasady pod hasłami „stop”, „akceptuję” i „promuję”.

Pod pierwszym hasłem „stop” postawiliśmy granice dla : chamstwa, kłamstwa/ tu pojawiło się określenie ”pokłamkiwać” czyli np. powiedzieć komuś, że wygląda dobrze kiedy mamy inne odczucie – tutaj będzie rozstrzygać „intencja”, która w ogóle uznana jest za jedną z zasad postępowania /, przemoc, niepunktualność, cynizm, kary cielesne, wulgaryzmy, nietolerancja, zawiść, manipulacja celowa, działanie w złej wierze, agresja.

Co natomiast akceptujemy ? Praworządność, prostolinijność, ekologię, rodzinę, tolerancję, uczciwość, zgodę, szacunek, dyskrecję, spokój, wolność osobistą.

Natomiast to co chcielibyśmy promować w jakimś sensie pokrywa się z tym co akceptujemy, a mianowicie: uczciwość, poczucie bezpieczeństwa, szacunek, lojalność, zgodę w rodzinie, zdrową rywalizację, miłość, tolerancję, życzliwość, otwartość, dbałość o siebie i swoje zdrowie, współpracę i pracowitość.

Granic stale się uczymy, nie rodzimy się z nimi. Dlatego szczególnie dzieci potrzebują aby nauczyć je co jest dobre, a co złe, potrzebują jasności w tym względzie aby wchodząc w dorosłe życie już miały określone granice postępowania. Istnieje tu zależność pomiędzy postawą rodziców, a zachowaniami dzieci. Albo rodzice są nadopiekuńczy, sprawują nad nimi nadmierną kontrolę, albo na odwrót dają zbyt wiele swobody, rodzi się postawa wroga wobec rodziców, agresja rozładowywana potem alkoholem albo narkotykami. Dzieci szukają w rodzicach i dziadkach dorosłości , ale trzeba umieć ją im dać….

Kolejne ćwiczenie uświadomiło nam jakie są typy ludzkich zachowań w stawianiu granic. I tak okazało się, że są „ludzie – mury” – nie jest się otwartym na wyjście do innych, zamkniętym w sobie, są mający płynne granice, które zależą od nastroju, taka osoba jest nieprzewidywalna, nie wiadomo jak w danym momencie zareaguje, mają uszkodzony system granic, są tacy, którzy w ogóle nie mają granic i tacy, którzy na odwrót mają swoje zasady i swoje granice, są otwarci na świat, są przewidywalni, czują się bezpiecznie, mają uregulowany system granic.

Dla odprężenia i poćwiczenia umiejętności stawiania granic oraz sztuki odmawiania, dostaliśmy do wykonania następujące zadania : pierwsze – namolna sąsiadka chce pożyczyć/ nie po raz pierwszy/ pieniądze, jak odmówić grzecznie ? Drugie – popsuł się sprzęt TV – jak odmówić natrętnemu sąsiadowi naprawy ? Trzecie – znów namolna sąsiadka przychodzi pogadać „do zamęczenia” co często robi gdy akurat mąż i żona mają bardzo ważną kwestię do omówienia między sobą – jak ją odprawić? Czwarte – przychodzi akwizytor i chce nam wcisnąć ekspres do kawy- jak się go pozbyć ?

Wszystkie scenki zostały odegrane fantastycznie, było przy okazji dużo śmiechu, wszyscy wybronili się, a przy okazji okazało się, że w uczestnikach drzemią nieujawnione talenty aktorskie / może by stworzyć kabarecik SuperDziadka i SuperBabci np. pt:” Kabaret bez kapci” ?/

Przy okazji tego ćwiczenia stanęła kwestia dlaczego nieraz jednak nie umiemy odmówić ? Bo boimy się okazać kimś złym, nieużytecznym, będziemy posądzeni, że odmówiliśmy pomocy, ktoś nie zrozumie nas, że z jakichś względów tej pomocy nie mogliśmy mu udzielić…

Po krótkiej przerwie „zanurzyliśmy się” w drugi temat jakże odprężający i upiększający już swoim tytułem, a mianowicie: „ Jak dobrze się czuć i pięknie wyglądać będąc SuperBabcią i SuperDziadkiem” , który przedstawiła pani Maria Lubowicka.

Tutaj na wstępie chciałabym dać prztyczka w nos naszemu świetnemu fraszkopisarzowi Janowi Sztaudyngerowi /1904-1970/, który onegdaj tak napisał: ”Minęła młodość i uroda, została reszta – szkoda!” Otóż Szanowny Mistrzu z tej reszty można też wykrzesać wiele piękna wystarczy tylko troszkę chcieć ! I oto właśnie na samym początku Pani Maria powiedziała iż wiek to nie jest powód do tego aby się zestarzeć. Piękno bowiem wypływa ze środka, czasami wystarczy mały bodziec aby ukazało się w pełni. Mimo peselu możemy wciąż być piękne i się podobać – bo wszystko zaczyna się w głowie… Musimy się przyznać sami przed sobą do swoich nawyków, które powstają latami, aby nasz wizerunek był spójny z naszym wnętrzem, musimy być sobą i nie udawać kogoś innego, musimy odciąć się od przeszłości, wyciągnąć wnioski, ale nie wracać uporczywie do tego co już minęło bo i tak nie da się faktów odwrócić.

O czym mówi nasz wygląd ? O kompetencji, profesjonalizmie, elegancji, dobrych manierach, jest wyrazem szacunku, należy dostosowywać swój ubiór do okoliczności. Wszystko ma znaczenie i to jak się odżywiamy, jak pielęgnujemy twarz i ciało, elementy stylizacji takie jak fryzura, kolor, strój, linia zapachowa, makijaż. Ważne są dodatki takie jak biżuteria, okulary, paski, obuwie, torebki, teczki, długopisy pióra. Makijaż w starszym wieku powinien być delikatny, lekki , prawie niezauważalny. No i przede wszystkim nie nosimy w sobie urazy bo to czym się karmimy to mamy. A na to wszystko jeszcze zawsze UŚMIECH !

Konkludując mogę powiedzieć:
Mam prawo stawiać granice i obowiązek dbać o siebie !

Dyskretny urok wnuczek

Jest to sprawa powszechnie znana, że każda wnuczka jest najładniejsza, najmądrzejsza i najbardziej urokliwa dla dziadków.

Nie inaczej jest oczywiście z moją własną, która lubi mówić o sobie Pięcioletnia Dziewczynka kładąc szczególnie nacisk na „pięcioletnia”, gdyż uważa liczbę tę za bardzo znaczącą i upoważniającą do nawiązywania równouprawnionego dialogu z dorosłymi.

Dialog ten polega głównie na tym, że to ona cały czas mówi, bo wszystko warte jest skomentowania i nadania mu własnego znaczenia.

Kiedy zostaję z nią czasami na godzinę lub dwie, gdy rodzicom akurat coś wypada w pracy, jakoś musimy sobie ten czas zorganizować, ale w tym to już jej głowa. Na pierwszy rzut idzie oczywiście tablet, z którego pod jej małymi paluszkami natychmiast wyskakują co raz to inne bajki jak króliki z kapelusza magika. I tutaj babcia, czyli ja, patrzy łapczywie co gdzie i jak nie przyznając się nikomu w domu, że jej własny tablet wciśnięty jako promocja za 1 zł, a po wciśnięciu już i podpisaniu umowy za całe 29 zł co miesiąc przez dwa lata, leży pieczołowicie owinięty w firmowy foliowy worek głęboko w szafie. A to dlatego, że za każdym razem kiedy go wyjmie i chce nastawić, technika figle jakieś płata i babcia dając za wygraną cichutko chowa go z powrotem, czując się w tej kwestii całkowicie przegrana,. Kalkuluje przy tym jakby tu zaoszczędzić, aby te 29 zł zrekompensować sobie jako nieistniejące…

Potem idą bajki w TV, tutaj też wiadomo, który pilot do czego, łącznie z wideo gdzie wszystkie guziczki i przyciski są już opanowane do perfekcji.

Następnie odbywa się szaleństwo kto lepiej się schowa, ale i tu siłą rzeczy Pięcioletnia Dziewczynka jest wygrana, wystarczy, że kucnie za łóżkiem i już jej nie ma, gdy tymczasem babci najbardziej przydałaby się czapka- niewidka, bo gdzie nie stanie jako „babcia dobrze odżywiona”, to wszędzie ją widać i od razu jest złapana !

Jest jeszcze czytanie bajek, podziwianie pisanych literek , zabawy w dom i różne inne.

Ale nie samą zabawą człowiek żyje nawet jeśli ma tylko pięć lat…

Kolejna bowiem rzecz powszechnie znana to taka, że co jak co, ale cukierek to dla dziecka najniezbędniejsza rzecz na świecie, aby mogło poczuć naprawdę pełnię dziecięcego szczęścia…

Dzieci cukierki mogłyby jeść garściami, co jak powszechnie wiadomo nie jest najzdrowsze dla ich małych ząbków, rodzice regulują więc konsumpcję raz po raz wprowadzając zakaz, wykorzystując do tego niesubordynację w zachowaniu albo szaleńcze harce na placu zabaw…

Co robi zatem na przykład taka Pięcioletnia Dziewczynka? Zaprasza babcię do kącika w pokoju i przyciszonym głosem telewizyjnej spikerki namawia do konspiracji. Otóż, weźmiemy sobie po jednym cukierku – choć właśnie akurat panuje zakaz – ale to będzie tylko nasza sprawa, rodzice o tym się nie dowiedzą: „pamiętaj, rodzice nie mają nic wiedzieć…”

I tu rodzi się burzliwy dylemat w sercu babci: co zrobić?. Ale jak wiadomo babcie to najbardziej podatne stworzenia na dyskretny urok Pięcioletnich Dziewczynek. Chęć posiadania wspólnych tajemnic, które jak wiadomo wiążą najmocniej i miłość absolutna, sprawiają, że choć z rozterką w duszy, babcia w końcu jednak ulega…

Zaczyna się przeczesywanie kredensu, wyciąganie i ocenianie, który cukierek będzie najlepszy, po czym po wyborze i odwinięciu z papierka rozlega się rozkoszne cmokanie… Wraz z nim daje się słyszeć zgrzyt klucza w zamku, tata wrócił wcześniej i Pięcioletnia Dziewczynka zapomina o babci, o konspiracji , o cukierku w buzi i biegnie na przywitanie taty rzucając mu się w ramiona. Tata zauważa oczywiście cmokające usteczka i mówi, że dzisiaj miało nie być cukierków i wtedy oba spojrzenia kierują się w stronę babci. Jedno niewinne Pięcioletniej Dziewczynki – przecież nie ona rządzi w tym domu, tylko babcia pod nieobecność rodziców – która mówi: „to babcia mi dała” i taty, po którym babcia robi się mniejsza od krasnoludka i z rozpaczą spogląda na szparę między podłogą a wyjściowymi drzwiami, myśląc jakby się tu przez nią jak najszybciej przecisnąć i zwiać gdzie pieprz rośnie, żeby nie odpowiadać z wolnej stopy tylko przeczekać w swoim zacisznym domku zbierającą się burzę….

A zatem uważajcie drogie babcie i drodzy dziadkowie na urok Pięcioletnich Dziewczynek żeby te aniołki nie narobiły wam diabelskich kłopotów…

Ewa Radomska

Jedzenie czy tuczenie ?

„Od czasu wynalezienia sztuki
kulinarnej ludzie jedzą dwa razy więcej
niż wymaga tego od nich natura”.
Benjamin Franklin

Jedzenie to jedna z większych ludzkich przyjemności, ale jak to z przyjemnościami bywa w nadmiarze tracą swój urok i dobroczynny wpływ.

Już Hipokrates wszak mówił: „Wszystkiego zażywaj z umiarem: jedzenia, picia, snu i miłości cielesnej”. Co do tego ostatniego to Szkoła SuperBabci i SuperDziadka specjalnie się nie „miesza”, są to sprawy zbyt intymnej wagi, ale co do trzech pierwszych jak najbardziej jako, że zdrowe babcie i zdrowi dziadkowie to także zdrowe wnuki gdyż oni także mają niebagatelny wpływ na ich zwyczaje, w tym między innymi na sposób odżywiania.

I właśnie temu tematowi poświęcone był warsztaty i trzecie spotkanie Szkoły SuperBabci i SuperDziadka na Ursynowie, na którym temat „Dietetyka – dlaczego to co jemy ma znaczenie?” świetnie poprowadziła mgr inż. Agnieszka Kuczewska – specjalista żywienia człowieka.

A zatem po co jemy ? Jemy ponieważ zaspakajamy głód, sprawia nam jedzenie przyjemność, dzięki niemu zyskujemy energię i składniki odżywcze potrzebne do życia. Ale jedząc nie zwracamy uwagi na błędy jakie w związku z tym popełniamy. A są one następujące: jemy nieregularnie, nieprawidłowo dobieramy produkty, popadamy czasami w skrajności i nagle zaczynamy stosować restrykcyjne diety, nie mamy świadomości ile i co zjadamy, pijemy za mało wody, uspakajamy się jedzeniem, mamy za mało aktywności fizycznej, za krótko i nieregularnie śpimy.

A przecież właściwe odżywianie to podstawa naszego zdrowia i dobrego samopoczucia. Jeżeli jemy czegoś za dużo albo z kolei za mało z czasem nasz organizm zaczyna to odczuwać i pojawiają się choroby. I nie następuje to od razu. Czasami musi upłynąć dłuższy okres zanim nasz organizm zareaguje tak jak to się dzieje w przypadku niedoboru wapnia lub żelaza.

Najgorzej sprawa przedstawia się u dzieci gdyż to one jedzeniem w dzieciństwie budują sobie odporność na całe życie, a badania w tej kwestii są raczej alarmujące. Za mało warzyw i owoców, także produktów mlecznych, natomiast za dużo mięsa, wędlin i cukru, za dużo produktów wysoko przetworzonych, wszelkie frytki, batoniki, słodkie pieczywo, słodkie soki, napoje gazowane, niejedzenie śniadania, brak regularności posiłków, nadrabiane całego dnia wieczorem. Badając dzieci w przedziale wiekowym 1-3 prawidłowy wskaźnik wagi miało tylko 45,5 %, 27,5 % miało nadwagę, a 27,5 % niedobór masy ciała. Wysoki był niedobór wapnia i witaminy D. U starszych dzieci natomiast ze szkoły podstawowej 15% chłopców i 18% dziewcząt miało znaczną nadwagę, natomiast w gimnazjum 17% chłopców i 10% dziewcząt. Najwięcej dzieci i młodzieży z nadwagą występuje w województwie mazowieckim – 18,9 % …

I tutaj i dla rodziców i dla babć i dziadków ogromne pole do popisu aby samemu przyjrzeć się swojemu sposobowi odżywiania i te same zasady zastosować wobec swoich milusińskich wszak to oni „są w naszych rękach”, to co im dajemy to dostają , czego ich nauczymy tego będą się trzymać przez całe życie bo z dzieciństwa się wszystko bierze jeżeli mu się tego co najlepsze nie odbierze…

Jakie są zatem zasady zdrowego odżywiania i trybu życia ? Uregulowanie spożywania posiłków, najlepiej 4-5 razy dziennie, mogą to być 3 większe porcje, 1-2 mniejsze, niech nasze posiłki będą jak najbardziej urozmaicone, umiejętnie przygotowywane – unikajmy smażenia, a jeśli już to króciutko, najlepiej jak będą gotowane, pieczone, duszone, jedzmy umiarkowanie, unikajmy produktów zawierających dużo cukrów, tłuszczów, soli, wysoko przetworzonych, jedząc bądźmy uważni, skupiajmy się na posiłku, nie oglądajmy w tym czasie TV, uczmy także dzieci świadomego jedzenia, nie spieszmy się, dobrze gryźmy, uprawiajmy różne formy aktywności fizycznej, spacerujmy, najlepiej ok. 1 godziny dziennie, śpijmy dobrze – od ilości snu zależy nasza forma psychiczna i fizyczna.

Następnie trenerka przedstawiła piramidę żywieniową, której podstawą były najzdrowsze , nieprzetworzone produkty takie jak kasza gryczana, jaglana, ryż brązowy, makarony pełnoziarniste / np. pszenny/, płatki żytnie i owsiane. Idąc w górę oczywiście jak najwięcej owoców, mleko i jego przetwory czyli jogurt naturalny, kefir, maślanka, potem nie za wiele mięsa, trochę ryb, jajka, rośliny strączkowe i a na samym cieniutkim szczycie słodycze czyli unikajmy „jak ognia” nadmiaru cukru, a także nadmiaru soli.

Na koniec każdy uczestnik warsztatu miał szansę wypełnić test „Moje nawyki żywieniowe” , zawierający 8 punktów prawidłowego żywienia, a pod nim trzy wersje tego jak my się do nich stosujemy. A zatem: jedz regularnie, wybieraj produkty z różnych grup, urozmaicaj swój jadłospis, unikaj tego co oprócz kalorii niewiele daje, wybieraj zdrowe sposoby przyrządzania potraw, zachowuj umiar, pij dużo wody, bądź aktywny fizycznie, wysypiaj się. Za najbardziej prawidłowe stosowanie się było 10 punktów, za średnie 5, a za całkowitą ignorancję 0. Ile mnie wyszło punktów nie powiem, w każdym bądź razie należy się poprawkowy…

Zbliżają się piękne Święta Wielkanocne więc pewnie wiele książek kucharskich zostanie otwartych na przepisach aby jak najsmaczniej je przygotować, ale w tym względzie nasz najlepszy aforysta Stanisław Jerzy Lec grzmi: ”Książki kucharskie powinny podlegać cenzurze”. Najbardziej chyba jednak nasz nieposkromiony apetyt, który na święta jest zawsze wystawiony na największą próbę…

Drugim tematem był warsztat „Smartfon i tablet dla SuperBabci i SuperDziadka”, którego to zawiłe meandry doskonale tłumaczył Kuba Rudkiewicz. Znajomość ich funkcjonowania choćby w podstawowym zakresie to obowiązek babć i dziadków, żeby z wnukami porozumiewać się jak „równy z równym”, nie mówiąc, że i do własnego prywatnego użytku w tych czasach zwyczajnie przydają się. Nauczyłam się telefonować ze smartfonu, pisać emaile, wysyłać je i robić zdjęcia. Jak na początek super !

Kolejna witryna oparta na WordPressie