SĘPICA teatralna
Środa, 6 kwietnia. To nieprawda, że potrafię się bawić tylko z Wojewódzkim! Onegdaj rzuciłam się w wir mądrej i wysmakowanej zabawy na „Obłocznych” Grzegorza Walczaka, autora scenariusza i reżysera, w wykonaniu Olgierda Łukaszewicza i Henryka Talara, z towarzyszeniem wspaniałych, zaskakujących aranżacji etno Marii Pomianowskiej.
Zabawiali mnie dwaj szacowni nieboszczycy: Szopen i jego wieloletni przyjaciel Julian Fontana. W znakomitym pomyśle „fantazyjnego snu”, z „podobłoczne przestrzeni” opowiadali o wydarzeniach, związanych z Szopenem na przestrzeni kilku kontynentów i w ciągu dwu setek lat, przez cesarza Japonii do muzycznego recenzenta Wyborczej włącznie.
Cóż za wyrafinowana to była zabawa: tekstem, muzyką i aktorską interpretacją! Cienka i koronkowa – non stop uśmiechaliśmy się pod wąsem, z głęboką satysfakcją zaspokojonych, teatralnych smakoszy. A spod delikatnej struktury tego scenicznego żartu wybrzmiewało kilka ważkich pytań. O istotę sławy, talentu i …działalności Złego, szatana zazdrości.
Bowiem dwóch przekomarzających się rozkosznie nieboszczyków łączyła, jak się okazało z listów Fontany, wydanych przez Magdę Oliferko, nie tylko piękna przyjacielska więź. Rozdarty wątpliwościami geniusz, dążący do stworzenie muzyki absolutnej, był także… salonowym lwem i rozkapryszonym tyranem, wykorzystującym tych, którzy go kochali.
Także Fontanę. Ten kopista Szopena, jego wydawca i popularyzator, też kompozytor, widzi wielkość muzyki przyjaciela, ma dla niego podziw i uwielbienie, ale jest nieszczęśliwy. Czuje się przez Szopena niedoceniany, pomijany w życiu towarzyskim, pozbawiony jego wsparcia w trudnych chwilach. Służy mu cierpliwie, znosi kaprysy, ale do czasu. Gorzki żal ciągle łajanego i zawiedzionego rodzi kłótnie, wzajemne pretensje i demaskacje – i to właśnie stanowi materię tego spektaklu, świetnego kolażu emocji i … dźwięków.
Bo muzyka Szopena w aranżacji etno, grana na przedziwnych instrumentach, uczyniła ten projekt zaskakującym, zadziwiającym i na wskroś nowoczesnym. W aranżacjach Pomianowskiej usłyszeliśmy ich nieomal magiczne współbrzmienie. Gdy Szopen słucha uważnie jednego z instrumentu etno, zdajemy sobie sprawę, że jego ukochane dźwięki mazowieckie to przecież także etno! A trzeba wiedzieć, że płyta Pomianowskiej ”Chopin na 5 kontynentach” znalazła się w tym roku na 5 miejscu światowej listy przebojów etno music!
Półtoragodzinny spektakl cały czas trzyma w napięciu. Pomysł zrobienia go w formie teatralnej próby w połączeniu ze śmiałym eksperymentem muzycznym narzucił naturalny dystans do granych postaci. Łukaszewicz i Talar rozegrali je po mistrzowsku: subtelnie i niuansowo - w intonacjach, zawieszeniach głosu, uśmiechach, zatrzymanych gestach. Co było niezbędne także dlatego, że scenariusz zawiera delikatne, niespodziewane sugestie. Przyjaźń była szczera i głęboka, ale skądże w niej nuty zazdrości? Co znaczy wypominanie Szopenowi jego młodzieńczej bliskości z Tytusem Wojciechowskim? Czy „Julisiu, kochanie moje”, i „Jedyny Juleczku, Julisiu moja” – to tylko zwyczajowe zdrobnienia, tylko giętki dowcip, przewrotne igranie Szopena z przywiązaniem Fontany?
Mnóstwo w tym skromnym spektaklu wyrafinowanego dowcipu, cudownych niuansów, subtelności i półtonów, tak rzadkich dzisiaj na scenie. My, widzowie 50+ bardzo to sobie cenimy, prawda?

Elżbieta Kisielewska
foto: Alicja Kozłowska

Olgierd Łukaszewicz i Henryk Talar

Maria Pomianowska (suka fidel), Ewa Ossowska (fortepian), Mohammad Rasouli (bęben)











Dołącz do dyskusji - napisz komentarz
Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.
Dodaj pierwszy komentarz i bądź motorem nowej dyskusji. Zachęcamy do tego.