Sępicy pytania obywatelskie
Premier zapowiada przedłużenie czasu pracy. Dla kobiet aż o 7 lat, do 67 roku życia. Przyczyny wiadome: bo pozwalamy sobie coraz dłużej żyć, ale coraz słabiej jesteśmy uprzejmi się rozmnażać. A to jest wbrew interesowi Szanownego Budżetu naszego państwa, bo na emerytury przyszłego pokolenia nie będzie miał kto zapracować. I Szanowny Budżet się nie wyrobi.
Ale naród na premiera tupie, pracować dłużej nie chce. A dokładnie nie chce 80 procent. Tylko 18 procent się zgadza.
Panie z tych 72 procent myślą tak: nie chcę pracować dłużej, bo mam dość! Tyle już tego życia miałam na głowie, że jestem robotą setnie umęczona, marzę, by już wreszcie odpocząć i nic nie musieć. Nie znosić upierdliwego szefa, fałszywych koleżanek, zatłoczonych autobusów! Marzę, żeby się wreszcie wyspać do południa, czytać do północy, chodzić z wnukiem po parku, kopać w ogródku, siedzieć na słońcu. Mam w dupie straszenie mnie nędzą przyszłych pokoleń, i te gruszki na wierzbie czyli 80 procent więcej kasy. Niech mi zapłacą, co mi się należy i zostawią w świętym spokoju!
A panie z tych 18 procent myślą tak: chcę pracować dłużej, bo nie śni mi się jeszcze iść jeszcze na zieloną trawkę. Nie czuję się taka stara, żeby dać się wyautować. Kocham wnuczęta , ale codzienne ich bawienie trochę mnie przeraża. Lubię ogródkowanie i uwielbiam czytać, ale robić wyłącznie to do końca moich dni? Późno wstawać nie lubię, bo potem za mało mam dnia. No i strach mnie bierze, że się zapuszczę, bo nie będzie powodu, żeby z domu wyjść, liczko przywiędłe umalować… I tylko to gotowanie i sprzątanie… Cholera, a co będzie, jak się rozdyscyplinuję, zleniwieję, w niemoc lub depresję popadnę?!
Średnia długość życia kobiet w kraju nadwiślańskim to 81 lat, a już się kroi, że będzie 84. Czyli statystycznie wypada 21 lat bez obowiązku (?), przyjemności (?) pracy.
No właśnie, DIABEŁ TKWI W TYM SZCZEGÓLE: czym dla kogo jest praca.
Dla jednych to obowiązek, przykry niekiedy okrutnie, dla innych – przyjemność, frajda, satysfakcja.
Cholera, najsłuszniej byłoby wprowadzić WOLNOŚCI WYBORU. Ale to Szanownemu Budżetowi nie pomoże. Pomóc mu też nie może 50+ poprzez wzmożoną frekwencją podatników, bo zabawy w rozmnażanie mamy już za sobą.
Sępicopodobnym marzyłoby się pracować do grobowej deski, czyż nie? Prawdę powiedziawszy, nie całe osiem godzin, ale na przykład sześć. Bo to i poczucie satysfakcji, że jest się ciągle coś wartą i komuś do czegoś potrzebną, i że życie się toczy wokół nas, a nie tylko w telewizorni, a także że kumpelstwo z pracy jest pod ręką… No i jednak wykopać trzeba z pościeli poranne słabości, zwlec się trzeba, to i owo umalować trzeba i dać dowód, że jeszcze się żyje, że skrzydełka jeszcze trzepocą.
Ale i owszem, są i takie 50+, które swej pracy zawodowej nienawidzą. A to oznacza, że nie miały dobrego życia, że nie są spełnione, i że na starość okropnie będą życzyły Panu Premierowi .
Może więc warto go przekonać, aby poszukał jak najwięcej opcji, wariantów i możliwości, by tak nie było? Aby zebrał wszystkie kreatywne pomysły, które godziłyby ich interesy z interesami Szanownego Budżetu? Aby poddać im nowe możliwości pracy, którą można polubić, nawet w późnym wieku?
Aby na przykład zalegalizował i uznał za pracę różne zajęcia związane z pomocą młodszemu pokoleniu. Jak Manager domu, usługa szeroko znana na zachodzie, jak Babcie na godziny czy Pomoce domowe na godziny, jak wszelkiego rodzaju usługi rodzinne i wszelkie inne, najróżniejsze, jednak bez wymogu otwierania własnej firmy.
Może byłby to sposób, aby te niechętne zachęcić?
Elżbieta KisielewskaPS. Szczerze wierzymy, że największa reprezentacja - Kongres Kobiet, zostanie zaszczycony konsultowaniem rządowego projektu w tej sprawie.











Dołącz do dyskusji - napisz komentarz
Ania 30/11/2011, 11:31
Jak przepracować tyle lat by dotrzymać do tej emerytury;( i jeszcze mieć siłę korzystać z niej inaczej niż tylko do apteki i z powrotem.....