Rynek 50 plus

Moje dziecko nie ma zamiaru się usamodzielnić

Wśród wielu pytań i próśb o poradę, często przewija się temat dziecka, które nie ma najmniejszego zamiaru opuścić rodzinnego gniazda i założyć własnej rodziny
Wspólne mieszkanie zaczyna męczyć rodziców, a niechęć do postawienia kroku w stronę dojrzałości – niepokoić. Poza zwykłym zniecierpliwieniem, pojawiają się myśli o tym, czyja to tak naprawdę wina. Przykład takich wątpliwości możemy znaleźć w liście jednej z Czytelniczek:

„Zastanawiam się - czy to jest moja wina?  Czy robię coś niewłaściwie? Czy źle wychowałam własne dziecko? Mój dorosły syn Mateusz, o którym można już powiedzieć „podstarzały singiel”, nie chce wyprowadzić się z domu. Nie ma to związku z problemami finansowymi – Mateusz świetnie zarabia,  a praca jest jego pasją. Dodatkowo, prowadzi urozmaicone życie i w tym wszystkim ani myśli o odcięciu pępowiny. Chciałabym, żeby pomyślał o założeniu rodziny – niestety spotykam opór, gdyż na delikatne nawet próby rozmowy syn kategorycznie oznajmia, że w ogóle go to nie interesuje.”

To klasyczny przykład wątpliwości, z jakimi zmagają się rodzice „dużych dzieci”. Jeśli dodatkowo nasza „pociecha” jest jedynakiem, tym trudnej znosić wspaniałe wiadomości o ślubach dzieci znajomych lub powiększaniu się ich rodzin. Zaczynamy zastanawiać się – co zrobiłam/-łem nie tak? Jak to możliwe, że moje dziecko nie ma naturalnej potrzeby usamodzielnienia się, wyfrunięcia z gniazda i założenia nowego ze swoją drugą połową? W końcu – czy jestem złym rodzicem, który wychował egoistę?

MOJA BARDZO WIELKA WINA
Obwinianie się o takie, a nie inne zachowania swojego dziecka nie mają większego sensu – przecież wpływ na nie ma nie tylko nasze wychowanie, ale też cała masa innych czynników. Ponadto, niechęć do założenia swojej rodziny w oczekiwanym przez otoczenie okresie absolutnie nie świadczy o jakiejkolwiek porażce rodzicielskiej – stanowi jedynie taki, a nie inny wybór dorosłego człowieka.

Można jednak zastanowić się, na ile przyczyniamy się do tego, że nasz syn czy córka nie mają zamiaru wyprowadzić się z domu rodzinnego, chociaż ich sytuacja materialna jest bardzo dobra. Z pewnością nie dodajemy skrzydeł do wylotu z domu, jeśli:
  • Od zawsze umacniamy w sobie (i w dziecku) przekonanie, że samo sobie w życiu nie poradzi. Zaczyna się od: „nie męcz się, mamusia zawiąże Ci buciki, bo inaczej zrobisz to źle i się przewrócisz”, a kończy na: „wybierz uczelnię blisko domu, nie poradzisz sobie zupełnie sam w obcym mieście”. W efekcie mamy w domu duże dziecko, które nie ma wiary we własne siły i przyzwyczajone jest do myślenia o sobie w kategoriach kogoś, kto wiecznie potrzebuje pomocy.
  • Przyzwyczajamy „pociechę” do wygodnego życia. Narzekamy na niechęć syna do wyprowadzki, jednocześnie wkładając jego brudne majtki do pralki. Sugerujemy tanie mieszkania w okolicy, podkładając pod nos ciepły obiadek i odnosząc talerz. Prasujemy, sprzątamy i gotujemy dorosłemu facetowi, który… cóż, nie byłby zbyt mądry, gdyby z tego zrezygnował dobrowolnie. Zwłaszcza, jeśli nie musi dokładać się do rachunków.
  • Nie potrafimy pokazać swojej asertywności lub sprzeciwu na nieprzyjemne dla nas sytuacje. Niby denerwujemy się, kiedy syn przyprowadza znajomych o godzinie 22 (gdy my leżymy już w łóżku), ale jedyne, co robimy, to zamykamy drzwi i staramy się usnąć przy głośnej muzyce i rozmowach. W oczywisty sposób dajemy tym do zrozumienia, że nam to zwyczajnie nie przeszkadza. A skoro nie przeszkadza…
NIEOCZYWISTA OCZYWISTOŚĆ
To, co jest jasne dla nas, nie musi być takie dla naszego syna czy naszej córki. Być może już od wielu miesięcy oczekujemy na informację o planach przeprowadzkowych, a w tym oczekiwaniu stajemy się rozdrażnieni i coraz bardziej poirytowani. Warto jednak zdać sobie sprawę, że dopóki nie powiemy wprost, co nam nie pasuje, nie możemy oczekiwać żadnych zmian – młody człowiek nie trzyma przecież pod łóżkiem szklanej kuli. Może sądzi, że dla wszystkich jest absurdem wydawanie pieniędzy na wynajem, skoro u rodziców znajduje się całkiem sporo miejsca. Być może też uważa Was za wyjątkowo tolerancyjnych, skoro nigdy nie zwracacie uwagi na późne wizyty gości. Ostatecznie, całkiem możliwe jest, że nie przyjdzie mu do głowy, że sprzątanie po nim to jakikolwiek problem – w końcu mama „i tak to robi”
.
ROZWIĄZANIE?

Jeśli bardzo pragniemy usamodzielnić nasze dziecko, przede wszystkim zredukujmy mu komfort mieszkania z nami i zadbajmy o swoje potrzeby. W praktyce odbywamy rozmowę z synem lub córką, w trakcie której wykładamy na stół nowe zasady – wszyscy płacimy za mieszkanie i rachunki (w tym także te za wyżywienie!), po 22 nie ma już miejsca dla znajomych, a prasowanie, pranie i sprzątanie po sobie leży w gestii zainteresowanego. Oczywiście, nie chodzi tutaj tylko o to, by zrobić „na złość” swojemu dziecku, ale nauczyć je wykonywania podstawowych obowiązków oraz odpowiedzialności.

Ponadto, zawsze warto porozmawiać szczerze. Jeśli czujemy, że „dusi nas” mieszkanie z synem lub córką, którzy mają zupełnie inne potrzeby i tempo życia, powiedzmy o tym wprost – przecież fakt, że mamy inne style życia nie świadczy o braku miłości. Poza tym, z pewnością takie rozwiązanie jest słuszniejsze, niż udawanie, że wszystko jest w porządku.

Karolina Wojtaś

Dołącz do dyskusji - napisz komentarz

Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi.
Obraźliwe komentarze są blokowane wraz z ich autorami.

  • anonim 31/07/2019, 12:44

    "Gdyby tak nastawić się na wynajdywanie powodów do szczęścia, a nie trosk, nasze życie zmieniłoby się DIAMETRALNIE" :-)

  • Stara kobieta 25/07/2019, 11:48

    Bo niektórzy nigdy się nie usamodzielnia i nie opuszcza domu. Psycholog może ocenić czy to jakiś przypadłość psychiczna i/lub wina rodziców

  • Jola 20/07/2019, 9:19

    No dobrze ale co z córką którą już tych wszystkich zasad przestrzega. Mamy z mężem córkę, lat 28, po studiach, mam dobrze płatną pracę. Na córkę nie możemy narzekać, płaci połowę za mieszkanie, nie przyprowadza nikogo do domu, nie baluje, sprząta po sobie (po nas czasami też) i jest dobrze ułożona i spokojna. Jak w takim przypadku rozmawiać? Nie chcemy żeby się wyprowadziła bo nam przeszkadza. My właśnie chcemy żeby zakosztowała trochę wolności, poznała wreszcie kogoś, chodziła na imprezy i wracała o której chce (do własnego mieszkania)... tylko ona jakoś nie chce.

  • wiki 17/06/2017, 16:17

    To zależy gdzie się mieszka. Z domu jednorodzinnego rzadko kto chce się wyprowadzić bo np: ktoś jest wychowany w rodzinie wielopokoleniowej gdzie wszyscy w jednym domu mieszkali,jest więcej miejsca i się nie opłaca. Inaczej wygląda życie na blokach,tam jeżeli chcesz założyć rodzinę albo mieć coś własnego to musisz się wyprowadzić.

  • Agata 19/01/2017, 13:31

    Stary kawaler...a stara panna? 40latka moja córka nie rozgląda się za partnerem, nic nie mówi o potomku. Dla mnie jest to nienormalne. Na propozycje, podsuwanie ,,gotowych facetów" irytuje się. Pięć lat temu była w nieudanym związku, facet potraktował ją podle - i od tego czasu cisza. Sama lub z koleżankami (które nota bene mają normalne domy) . Dziś to dopiero 40stka, a co będzie za dziesięć, lat, dwadzieścia? Samotność. Przeraża mnie toi i przyznam, odbiera radość życia. To przecież moja córka i kocham ją, i wiem, że kiedyś pożałuje.. Niestety będzie za póżno

  • Amalia 28/10/2014, 9:53

    A co o ma do rzeczy? Jezyk polski- jak kazdy inny - zyje i wciaz sie zmienia,przejmujac wiele zagranicznych słow.Tak było zawsze,jest i bedzie. Sama codziennie uzywasz mnostwa "niepolskich" słow nie zdajac sobie sprawy ze zródła ich pochodzenia...

  • bea 25/10/2014, 18:45

    Singiel to nie jest polskie słowo.

  • Amalia 24/10/2014, 9:21

    Na tym wlasnie polega problem ze ludzie "nie chca wiedziec" że /kiedy przypinaja innym brzydkie etykietki .Na przykla:- okreslajac singla mianem starego kawalera a styl jego zycia- niebezpiecznymi nawykami .I jedno i drugie ma bardzo pejoratywny i krytykancki wydzwiek,,nie sadzisz? I nawet nie potrafilas uzasadnic tego rzekomego "niebezpieczenstwa..."

  • bea 23/10/2014, 20:48

    Tak tez robie pozwalam zyc innym jak chca. A w ktorym miejscu oceniałam i krytykowałam. Zresztą nie chcę wiedzieć.

  • Amalia 23/10/2014, 10:38

    To prawda-kazdy ma prawo miec wlasne wnioski i poglady . a skoro tak- to po co oceniac ,krytykowac i szufladkowac czyjs styl zycia.. ? Zyj po swojemu i daj spokojnie zyc innym... ;)

  • bea 22/10/2014, 18:32

    Kazdy ma praeo uwazac co innego za zdrowe podejscie. Dla mnie mieszkanie z mamusia majac tyle lat jest mocno niezdrowe.

  • Amalia 21/10/2014, 11:42

    Bo zazwyczaj tak jest ze dostaje sie z powrotem to,co samemu sie da. To nie wina dzieck,ze zostalo wychowane na zyciowego nioedołege,ktory nie potrafi zaistniec osobna.Skoro bylo sie nadopiekunczym albo nadmiernie rygorystycznym rodzicem,nie nauczylo sie dziecka podejmowania wlasnych decyzji,ryzykowania i uczenia sie na wlasnych bledach - to teraz ma sie efekty... I oczekiwanie ze nagle nastapi cud i synek stanie sie sam z siebie przebojowym facetem,bo sie go wyrzuci z domu- to naiwnosc i hipokryzja . Wrzucenie kogos,kogo nie nauczylo sie plywac na gleboka wode nie sprawi ze nauczy sie plywac- albo sie utopi albo zrazi raz na zawsze do wody...
    Jakie niebezpieczenstwo niby jest w stalrokawalerskich nawykach? To kwestia indywidualnego wyboru czy chce sie byc singlem ( "stary kawalker- a coz to za okreslenie - typowy stereotyp sprzed dwoch wiekow! ) czy zyc w zwiazku. To stereotypowe myslenie własnie usiluja narzucac okreslone zachowania i wtlaczac na sile w jakies ciasne ramki. Albo wciaz usilowac decydowac za dorosle dzieci zamiast pozwolic im zyc na swoj sposob. Mnie osobiscie o wiele lepiej sie zylo,kiedy syn byl w domu,dokladal sie do gospodarstwa,pomagal i wcale nie mialam zamiaru sie go pozbywac na sile. Sam sie wyprowadzil,kiedy uznal, moment jest odpowiedni i ze da sobie rade. Ale wie tez,ze zawsze moze wrocic,gdyby mu sie noga podwinela. I takie podejscie uwazam za zdrowe w obecnych czasach i warunkach gospodarczo-ekonomicznych.

  • bea 20/10/2014, 20:03

    Tak,tak ciekawe jaką masz pewność ze jej nie odda. Robienie czegos dla kogos ze strachu ma krotkie nogi. Tu chodzi zeby facet sie usamodzielnił .mieszkajac z mamusią zaczyna gromadzic starokawalerskie nawyki a to jest bardzo niebezpieczne. A rodziny wielopokoleniowe nie zawsze byly szczesliwy , to jest stereotypowe myslenie.

  • Amalia 20/10/2014, 11:37

    tak,tak- 2ywal go z domu..za kilkanascie lat on odda cie do domu starcow,zamiast sie toba opiekowac... uwazam,ze jesli dorosle dziecko partycypuje finansowo w gospodarstwo domowe to nie ma niczego zlego ze bedzie mieszkac z rodzicami .Dawnoej wielopokoleniowe rodzinyu w jednym mieszkaniu to byla norma i to dobrze dzialalo.nie do przyjecia jst tylko to,jesli dziecko usiluje zerowac na rodzicach nie dajac nic w zamian.

  • bea 19/10/2014, 20:20

    Mysza, nie szukaj mu zony tylko wywal z domu.

  • Amalia 18/10/2014, 19:33

    Ale usamodzielnic sie to wcale nie znaczy,ze musi sobie znalezc dziewczyne,a Mysza chyba wlasnie to miala na mysli zwracajac sie o pomoc do p. Perek,oglaszajacej sie kilka postow nizej.

  • bea 18/10/2014, 17:10

    Ale co to ma do rzeczy hetero czy nie musi sie usamodzielnic.

  • Amalia 18/10/2014, 12:33

    Moze po prostu nie jest hetero i boi sie przyznac...!

  • bea 17/10/2014, 18:12

    Znalezc mu partnerkę? 41 lat i wykształcony facet siedzi u mamusi? To chyba powazny problem.

  • mysza 16/10/2014, 5:41

    Do p. Natalii Perek- syn ma 41 i doktorat. Proszę o kontakt grakra8@o2.pl.