Rynek 50 plus

Zaginiony

List pochwalny i mała gratyfikacja pieniężna za pomoc w rozwikłaniu sprawy zabójstwa młodej dziewczyny, Justyny, gdzie  sprawczynią okazała się córka brata jej zmarłego męża, wbiły Alicję w dumę, choć jednocześnie odczuwała smutek, była  to przecież tragedia dla całej rodziny

- Pieniądze starczą mi akurat na pobyt nad naszym morzem - powiedziała do psa. Oczywiście, Batman, zabiorę cię ze sobą. Poszukamy pensjonatu, gdzie przyjmują  również psy.

Sprawa nie była pilna, pogoda na razie nie zachęcała do wyjazdu więc wszystko pozostawało w planach.
W tak zwanym międzyczasie pojawiła się u Alicji kobieta, na oko pięćdziesięcioletnia, krągła blondynka o zmęczonej twarzy z niecodzienną propozycją.

- Nazywam się Helena Studnicka, mieszkam nieopodal Rynku, przy ulicy  Pamiątkowej.

- Wiem, że pani  rozwiązała  zagadkę śmierci tej nieszczęsnej Justyny, więc zwracam się  do pani z prośbą o pomoc w odnalezieniu mojego męża, który 20 lat temu zaginął bez wieści. Wyszedł z domu rano, po bułki i już nie wrócił. Przepadł. Policja go szukała i nie zdołała odnaleźć żywego ani martwego, choć jakieś szczątki ludzkie leżały w pobliskim lesie, nadgryzione przez zwierzęta i spekulowano, że to Dariusz, mój mąż, ale to nie był on.

- Ciągle wierzę , ze gdzieś żyje, a jeżeli nie, to chciałabym sprawić mu pogrzeb- mówiła dalej. Byliśmy takim dobrym małżeństwem, kochaliśmy się, córka, Daria nam  się urodziła, zbudowaliśmy dom.

Alicja  zgodziła się pomóc. Umówiły się na spotkanie w domu Heleny. Domek był nieduży, z zadbanym ogródkiem,  z przyjemnym wnętrzem. Uderzała duża ilość serwetek szydełkowych w różnych kolorach, bawełnianych i włóczkowych poukładanych na stole, stolikach, półkach. Oprócz Heleny mieszkały jeszcze jej matka, bardzo do niej podobna, wyglądały jak siostry oraz córka Heleny,  o zaskakująco orientalnej urodzie, prześliczna, z dużymi piwnymi oczami, czarnymi włosami upiętymi wysoko, o niezwykłym, niebieskawym połysku.

- Jak pani widzi, zajmujemy się wyrabianiem  serwet, swetrów, szalików, wszystkie trzy mamy dość pracy. Żyjemy skromnie, ale nie narzekamy, sprzedajemy nasze wyroby do sklepów i na zamówienie wykonujemy. Może pani sobie coś wybierze?- zapytała.

 Alicja wybrała turkusową czapkę i taki sam szal, już z myślą o wyjeździe.
Helena pokazała jej zdjęcia sprzed lat. Na jednym z nich uśmiechał się przystojny brunet o szerokiej twarzy, grubych czarnych brwiach i lekko skośnych oczach.  

- To Dariusz, a to my razem, a tu jeszcze zdjęcia za ślubu – pokazywała.
Piękna z was para była-  skomentowała Alicja.

- Jak się okazało, że córka Daria jest głuchoniema, to mąż też na kilka dni zniknął, pojechał do swojej rodziny, ale po paru dniach wrócił. Darek z  rodzicami mieszkał w Kołobrzegu.

-  Jak Dariusz 20 lat temu zniknął, to policja szukała go w rodzinnym domu, ale jego rodzice też nic nie wiedzieli i martwili się o niego, tym bardziej, że był jedynakiem. Oni byli repatriantami, Polakami  z Ukrainy, z jakiejś miejscowości w Bieszczadach, właściwie to dziadkowie Darka przyjechali do Polski, a ojciec jego już się w Polsce urodził krótko po wojnie.

- Wiem z opowieści męża, że dziadek morza nie lubił i tęsknił za swoimi  połoninami. Ale  powrót wtedy, krótko po wojnie okazał się niemożliwy, urodził się ojciec Darka, siostra  ojca, o której wiem, że została zakonnicą misjonarką, wyjechała na stałe do Afryki.

Myśmy się poznali  właśnie w Kołobrzegu, gdzie z mamą spędzałyśmy wakacje. To było 25 lat temu. Oboje mieliśmy po 20 lat, ja się w nim natychmiast zakochałam, on chyba też , tak przynajmniej pisał mi w listach, dzwonił często, choć nie na komórkę, wtedy nie było ich jeszcze. Ślub i wesele odbyły się tutaj, w mojej parafii i Darek zamieszkał ze mną.  Kobieta nie mogła opanować płaczu.

- Proszę , niech mi pani pomoże, tak mi ciężko. Jakakolwiek wiadomość jest lepsza niż żadna.

- Czy policja nadal go szuka??

- Tak, ale nie wierzę w skuteczność ich działań.

Alicja zdecydowała się pomóc. Ponieważ miała w planie wyjazd na urlop, wynajęła pokój  w pensjonacie w  Kołobrzegu. Pies niestety został w domu, ale obiecała mu, że wyjadą razem na pewno, ale teraz ma sprawę do załatwienia. Batman patrzył na nią z wyrzutem, gdy taszczyła walizkę do wyjścia. Sąsiad z posesji obok miał przychodzić i karmić psa, sam miał ich kilka, lubił zwierzęta. Obiecał nawet spacery z Batmanem i swoimi sukami.

Pogoda jak na czerwiec nad Bałtykiem była znośna. Wiało co prawda mocno, ale świeciło słońce i można było w koszu plażowym porządnie się wygrzać. Więc pierwsze dwa dni Alicja przeznaczyła na wypoczynek, a potem ruszyła do boju. Pod wskazanym przez Helenę adresem rzeczywiście mieszkał już zupełnie kto inny, ale  podał Alicji numer telefonu do rodziny Studnickich. Telefonu  jednak nikt nie odbierał, pewnie był nieaktualny.  Alicja zdecydowała się  zapukać do mieszkania obok. Otworzył jej sympatyczny pan, o imieniu Wacław, chyba koło sześćdziesiątki i od niego dowiedziała się, że lokatorzy obok dziwnie szybko wyjechali z Polski, jakby im się bardzo spieszyło.

- Dziwni byli, z nikim nie utrzymywali kontaktów, słabo sobie radzili -poinformował Alicję.

- Starsi państwo zmarli wiele lat temu, ich córka wstąpiła do zakonu, a syn ożenił się  w Polsce. Darek był  jedynakiem. Był niespokojnym duchem, nie lubił szkoły i często gdzieś uciekał, ale sam wracał. Później się ożenił  z dziewczyną z południa Polski i już go nie widziałem. Policja go szukała, ale to dawno temu, chyba ze dwadzieścia lat już minęło.

Alicja wróciła do pokoju w hotelu. Nic jej nie przychodziło do głowy. Nie zamierzała wyjeżdżać z kraju aby poszukiwać męża Heleny. Na razie postanowiła się poopalać. Przymknęła oczy i rozkoszowała się  słońcem i szumem morza .

 Podskoczyła nagle gdy piłka do siatkówki uderzyła ją w głowę. Spojrzała przed siebie i zobaczyła dwóch biegnących w jej stronę chłopców.  Zdumiona Alicja spostrzegła, że twarze ich były identyczne, byli pewnie bliźniakami, ale nie to było dziwne - rysy ich twarzy były rysami Darii, córki Heleny Studnickiej! Wstała  i podeszła do chłopaków, pewnie 12-13 letnich i podała im piłkę. Przepraszali ją, w słowach braci był wyraźny wschodni akcent. Za chwilę rozległ się głos męski wołający: -Daniel, Dawid, gdzie jesteście? Pokazał się wysoki, postawny mężczyzna, siwiejący brunet. Serce Alicji zabiło mocniej. Nie mogła przepuścić takiej okazji.

- Nic mi się nie stało- powiedziała. To pańskie dzieci?

- Tak, przyjechaliśmy z żoną i chłopakami tutaj na parę dni. Bardzo panią przepraszam za ten incydent z piłką.

- Czy pan zna jaką dobrą lodziarnię? – zapytała Alicja. Ja też przyjechałam nad morze na kilka dni, ale zupełnie nie znam miasta. Do tego ten gwar jak to na plaży, może porozmawiamy w ciszy.

- Mogę pani opowiedzieć o tym mieście, znam je dobrze z młodości – odpowiedział mężczyzna.

Poszli razem w kierunku molo, tam na kocu siedziała młoda kobieta, przed czterdziestką , opalona, szczupła brunetka. Uśmiechnęła  się do Alicji. Rodzice z chłopcami i Alicja ruszyli w głąb pięknej alei.

 - Miasto bardzo się zmieniło, wypiękniało- powiedział mężczyzna.

- A gdzie pan teraz mieszka, bo ja we Wrocławiu, powiedziała ostrożnie Alicja. Mam na imię Alicja, a pan?   Czy jej się wydawało, że spojrzał na nią czujnie.

- Sergiusz jestem, mieszkam na Ukrainie, poznałem  na wycieczce Irinę i do niej pojechałem Tam się urodzili nasi synowie.

Weszli do kafejki, zamówiono lody, Alicja  swoje ulubione, śmietankowe .

- Widzi pan, panie Sergiuszu, szukam zaginionego Dariusza Studnickiego - powiedziała . Zostawił i rozpaczającą żonę i śliczną córkę, osiemnastolatkę.

-  A co ja mam z tym wspólnego?- Sergiusz zapytał. Nazywam się Stebnicki.

- Pańscy synowie są do  Darii bardzo podobni , a pańska twarz przypomina tę z fotografii, którą mi dała Helena. Pomyślałam, że może jesteście rodziną.
Sergiusz wstał i zaczął się żegnać.

- Moi rodzice nie żyją, nie mam żadnej rodziny, poza rodziną żony, która jest Ukrainką. Spieszymy się, jesteśmy umówieni z synami na wycieczkę statkiem.
Alicja nie dawała za wygraną.

- Jakby jednak pan się czegoś dowiedział proszę mi o tym napisać. Proszę, to jest mój e-mail. Miło mi było, że pan poświęcił mi chwilę uwagi.

Alicja nie chciała go zrażać do siebie i miała nadzieję, ze jednak sumienie się w tym człowieku odezwie. Jeszcze raz spojrzała na twarze chłopców,  byli tak podobni do tej biednej Darii. Uśmiechnęła się do nich, podała rękę Irinie i wróciła do hotelu.

Zadzwoniła do Wacława, sąsiada  Studnickich, aby jeszcze raz omówić sprawę zaginięcia Darka. Miło im się gawędziło. Wacław był marynarzem na emeryturze, sporo widział i umiał  opowiadać o sobie i swoich podróżach. Rodziny nie założył, jakoś nie miał czasu za młodu, a później ochoty.

Dwa razy  poszli oglądać zachód słońca, minął  jednak czas, w którym sąsiad obiecał zajmować się psem i Alicja  musiała wracać.

- Nie spodziewałam się, że  spotkam kogoś, kto mnie zainteresuje i komu mogę się jeszcze podobać - powiedziała do siebie.

Pies szalał z radości na jej widok. Ale u sąsiada była Helena, której na wszelki wypadek Alicja powierzyła klucze od domu.

Z przykrością Alicja opowiedziała jej o swoich daremnych poszukiwaniach. Ani słowem nie wspomniała o dziwnym spotkaniu na plaży. Helena i sąsiad Alicji, Karol, rozwiedziony od lat wyglądali jakby się znali od lat.
- To dlatego tak łatwo przyjęła wiadomość o fiasku moich poszukiwań - pomyślała Alicja.

Po paru dniach otrzymała maila. Pisał Sergiusz.

„Tak, to ja jestem Dariusz. Ten zły, co uciekł od żony i dziecka. Dlaczego? Helena mnie osaczyła, ciągle sprawdzała. Nie zależało jej na miłości fizycznej, jak już zaszła w ciążę, to był koniec praktycznie wszystkich zbliżeń. Albo był chora, albo zmęczona. Ale była zazdrosna  o inne kobiety. Córka nam się urodziła chora, ja pracowałem ciężko w tartaku, pieniędzy ciągle jej było mało. Jej matka tylko ją podjudzała przeciw mnie . W końcu miałem dość. Umówiłem się z rodzicami, którzy chcieli wracać do kraju dziadków, w Bieszczady, po stronie ukraińskiej. No i uciekłem. Stchórzyłem. Powiedz Helenie, że dostałaś wiadomość, że nie żyję, że zginąłem w wypadku, spadłem w przepaść w Tatrach, czy coś takiego.
Jeżeli chodzi o mnie to poznałem  Irinę, wspaniałą dziewczynę, mieszkamy sobie na połoninie, hodujemy owce i jesteśmy razem z synami bezbrzeżnie szczęśliwi. Pozdrawiamy.”

Alicja  siedziała dłuższą chwilę w milczeniu. Trochę się spodziewała, że otrzyma jakąś wiadomość, ale ta była szokująca. Znowu udała się do  domu Heleny i opowiedziała jej wersję wydarzeń, która zasugerował nadawca maila.
Helena znowu się rozpłakała, ale to były chyba ostatnie łzy. Karol umiał ją pocieszyć. Był taki opiekuńczy, a Helenie, wychowanej bez ojca najbardziej brakowało takiej właśnie opieki.

Alicja czekała teraz aż Wacław do niej przyjedzie. Wiele sobie obiecywała po tej znajomości.

Zdzisława Wenska

Dołącz do dyskusji - napisz komentarz

Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi.
Obraźliwe komentarze są blokowane wraz z ich autorami.

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

Dodaj pierwszy komentarz i bądź motorem nowej dyskusji. Zachęcamy do tego.