Droga ku światu (1)
Nocą jest tak wyraźne, że mogłabym mierzyć sobie tętno licząc uderzenia. “Jak go Pani słyszy?” - pytają mnie liczni lekarze, którym złożyłam już wizytę. “No... jak serce. Buch, buch. Rozprężanie i spinanie, rozprężanie i spinanie i tak w kółko”. Wsłuchuję się w szmer i mam pewność, że wciąż żyję. Wiem jednak, że kiedyś bicie stanie się mniej wyraźne, aż w końcu ucichnie. A ja z nim.
Przybyło mi jednostek chorobowych, głośnych trzaśnięć w kręgosłupie rozbrzmiewających niespodziewanie, niewytłumaczalnych skurczy przychodzących nocą. Jedyne czego nie doświadczam, to porannych mdłości. Jestem stara. Lekarze wysłuchują mnie z politowaniem potakując głową. Czuję, że jestem jedną z wielu, którym medycyna nie zwróci młodości. Medycy bezradnie rozkładają ręce. Trzeba się przyzwyczaić. Pozostaje mi tylko łagodzenie, ulżenie w bólu, gimnastyka. Nic konkretnego. Nic ostatecznego jak śmierć. Na nią jeszcze przyjdzie czas.
Przechadzam się więc nadal po świecie i pokazuję mu swoje doświadczone ciało. Młodą duszę zachowuję dla siebie. Mam więcej wolnego czasu. Mogę się teraz delektować starością. A jest czym. Rano, kiedy jadę na zakupy, spotykam więcej takich zbłąkanych dusz jak ja. Przechadzają się one po placach i marketach. Wdają się w krótkie rozmowy z przygodnymi ludźmi, z których nic nie wynika. W przychodniach lekarskich jest ich zatrzęsienie. Lubują się we wzajemnym opowiadaniu sobie historii swych chorób, tych prawdziwych i tych nieistniejących. Niewiele jest rzeczy ciekawszych niż nieregularne stolce, a przeżycie kolonoskopii budzi wśród interlokutorów szczere uznanie. “Witaj starości!” - takie hasło mogłabym wywiesić przed swym domem. Zbliżam się wszak do sześćdziesiątki. Hasło jednak brzmi fałszywie, bo implikuje, że do spotkania doszło na moje życzenie. Z tym zgodzić się nie mogę. Starość zaistniała samoistnie. Stała się faktem.
W ciągu minionej dekady pojawiło się wiele wytworów na moim ciele. Zmarszczki, dodatkowe kilogramy, blizny po operacjach. Ubyło mi młodości. Człowiek jednak jest istotą adoptującą się nadzwyczaj łatwo, więc i ja musiałam się z nimi pogodzić. Powiem nawet, że im dalej, tym weselej. Pierwsze zmarszczki na mojej twarzy, jakie pojawiły się około trzydziestki, szokowały. Były dla mnie nie lada wydarzeniem, wyzwaniem do walki, traumą. Te, które pojawiły się po pięćdziesiątce stały się tylko kontynuacją, dopełnieniem całości obrazu. Nawet nad nimi nie zapłakałam. Tak samo z kilogramami - powolne przeistaczanie się w wieloryba uderza tylko na początku. Potem człowiek wstawia gumkę do wszystkich spódnic i życie toczy się dalej.
Nie przeglądając się w lustrze zbyt często, zapominam o tym jak wyglądam. Spotkanie swoich rówieśników, zawsze więc zaskakuje i prowadzi do porównań. “Całkiem wyłysiał, a za młodu ładny był z niego chłopak; kiedyś była zgrabna jak łania, teraz tak się roztyła” - przychodzi mi do głowy. Stałą tendencją jest to, że wszyscy znajomi wyglądają znacznie gorzej ode mnie. Zaszły w nich ogromne zmiany, prawdziwie nieudane metamorfozy, które na zawsze wywarły piętno na ich wyglądzie. Porównując się z nimi, sama sobie wydaję się, bez mała, Afrodytą. Łudzę się, że wyglądam wciąż jak na ślubnym zdjęciu.
Dwa lata temu przeszłam na emeryturę. Znajomi słuchali z przerażeniem, gdy im to obwieszczałam, jakbym wybierała się w kosmos. Przyznaję, emerytura to degrengolada. Nagle okazało się, że przez całe zawodowe życie uzbierałam bardzo mało pieniędzy, ale nawet tą comiesięczną jałmużnę przyjmuję z radością. Na chleb i wodę wystarcza. Staczam się, bo nic nie muszę. Mogę leżeć do południa, nikomu to nie wadzi. Mogę nawet pozwolić sobie na awangardę i spać w ubraniu, albo nago. Emerytura dała mi wolność. Nie jestem już niewolnikiem czasu. Zegarek na rękę, gdzieś zagubiłam i nawet mi to nie dokucza. Do południa w telewizji pokazują filmy, których jestem targetem. Te wszystkie Konsuele, Manuele i Alfonsi, budzą moje szczere współczucie. Kłócą się, oskarżają, uciekają, wracają, znowu gubią. A ja mam mentalny spokój i władzę w prawej ręce. Pyk. Znikają. Pyk. Znowu są. W zaciszu własnego domu tak łatwo poczuć się Bogiem.
Menopauza. Słowo powstałe z połączenia dwóch greckich słów: “miesiąc” i “pauza”. Coś się skończyło, by zaczęło się coś. Czy jednak mam tęsknić za rozdrażnieniem w czasie NPM? Albo przywoływać w pamięci bóle brzucha i głowy? Z przykrością wspominam tą comiesięczną przypadłość, która nakazywała mi zwalniać tempo życia. Zyskałam więc kolejną odrobinę wolności. Planując wyjazd nie myślę więc, kiedy przyjedzie ciocia. Cioci nie ma, odeszła na zawsze. Menopauzę przechodzę od kilku lat. Podchodzę do niej z humorem. Śmieszą mnie zwłaszcza uderzenia gorąca. Odczucie to przypomina narastające ciepło jakie rozchodzi się, gdy odczuwasz podniecenie. Potem nie jest już tak pięknie, ale moi domownicy zawsze się śmieją, gdy pytam czy im też jest gorąco. Wolę się upewnić, czy właśnie przeżywam coś jednostkowo, czy tylko grupowo. Czasem budzę się nocą, jest mi gorąco na twarzy, ciało pali. Patrzę na wskaźnik temperatury i wiem już, że ten nagły przypływ ciepła pochodzi z jakiegoś pieca we mnie. Otwieram okno i przy nim staję. Podziwiam śnieg, słyszę dzwoniące cicho od mrozu przewody nad moją głową. Oddycham głęboko raz i drugi. Ubrana jestem w bezkształtną koszulę nocną sięgającą kolan, sto procent bawełny. Moje dzieci, gdy mnie w niej widzą, mówią, że wyglądam jak moja własna, ś. p. mama. Nie mylą się. Zerkając do lustra widzę własną matką. Tak samo, gdy oglądam zdjęcia, na których zostałam uwieczniona. Ta sylwetka klepsydry. Lekko skośne i podkrążone oczy, ładnie wykrojone usta. Jedyne co mnie odróżnia, to że ja farbuję swoje siwe włosy. Przeraża mnie, że podążam tą samą drogą co ona. Kiedyś myślałam, że jestem nieśmiertelna. Myliłam się.
Łatwo przyzwyczaiłam się do zmian jakie zaszły we mnie, jednak zmiany w moim otoczeniu wciąż zaskakują. Zwłaszcza odchodzenie ludzi w moim wieku, tych w rodzinie i tych znanych z telewizji. Byli jeszcze młodzi... Granica młodości znacznie się przeniosła. Mając lat piętnaście, ludzie trzydziestoletni byli dla mnie starcami. Mając trzydzieści, popierałam eutanazję pięćdziesięciolatków. Zbliżając się do sześćdziesiątki, znacznie hojniej rozdaję ludziom młodość. Nie feruję wyroków. Definicja jest prosta, młodym jest każdy, kto ma mniej lat niż ja. Czterdziestolatki to wciąż “lasencje”. Pięćdziesięciolatki jeszcze się trzymają.
W ciągu ostatnich dziesięciu lat przeżyłam odejście obojga rodziców. To wprost niewiarygodne, gdy wydarza się, to w co wcześniej nie mieściło się w głowie. Odeszli, najpierw tata, potem mama. To uczy pokory i wyznacza miejsce w szeregu. Czasem ktoś zostaje z niego wyrwany niesprawiedliwie, na wskutek wypadku lub choroby. Najczęściej jednak chronologia jest zachowana – pokolenie za pokoleniem. Moi rodzice wciąż są obecni. Celebruję nad ich prochami ich imieniny, dzień matki, ojca, święta Bożego Narodzenia. Pragnę jednak ludzkiego dialogu, a zostaję z monologiem na ustach. Wierzę jednak, że jeszcze się spotkamy. W pewnym wieku wiara staje się koniecznością, by móc dalej funkcjonować.
Większą wagę przykładam do tradycji. Kiedyś, gdy mieszkałam jeszcze z rodzicami, irytowały mnie wszystkie rytuały, które trzeba było przetrwać w czasie Świąt. Dziś sama się ich domagam. Na moim wigilijnym stole musi znaleźć się dwanaście potraw, choćbym osobno liczyła kompot i ziemniaki. Przy wielkanocnym śniadaniu musi zasiąść cała rodzina. W piątek nie jem mięsa. Najzimniejszy dzień w roku, to “zimna Zośka”. Lubuję się we wszelkich ludowych porzekadłach i wierzeniach, które, nagle, odnalazły się w mojej przepastnej pamięci. Szanuję dorobek pokoleń, które były na Ziemi przede mną. Jednocześnie podążam za duchem czasu. Chętnie przyswoiłam nowe święta, jak choćby Walentynki.
(cdn)
Janina Bojanowska
Urodzona w latach pięćdziesiątych minionego wieku. Emerytowana nauczycielka odkrywająca uroki życia. Feministka i emancypantka. Przy okazji, żona i matka dwójki dorosłych dzieci.
Od Redakcji:
Reportaż pt. Droga ku światu został wyróżniony w konkursie "Polka Pięćdziesiątka". Autorce serdecznie gratulujemy!











Dołącz do dyskusji - napisz komentarz
Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.
Dodaj pierwszy komentarz i bądź motorem nowej dyskusji. Zachęcamy do tego.