Kwoczenie
Po wielu, raczej nieudanych próbach, tym razem spotkała się z zaprzyjaźnionym dyrektorem w restauracji, by omówić ewentualne warunki pracy. Od luźnej rozmowy przeszli do konkretów i przy przystawkach okazało się, że mimo pierwotnie doskonałych kwalifikacji, nie ma pojęcia o współczesnych standardach w swojej dziedzinie. Zaprzyjaźniony dyrektor starał się jak mógł zadając kolejne pytania, chcąc pomóc. Jakież było jego zdumienie, kiedy po podaniu dania głównego, kobieta nie przerywając swojej wypowiedzi zaanektowała jego talerz i błyskawicznie pokroiła kotlet na małe kawałki, opowiadając przy tym o swoich zdolnościach językowych. Pracy nie dostała choć dyrektor był pod wrażeniem podzielności jej uwagi. Morał z tej historii jest wielowątkowy, abstrahując od sprawy izolacji i wykluczenia kobiet na macierzyńskim, to oczywiste ale jest jeszcze jeden......My, kobiety, mamy tendencję do...”kwoczenia nad swoimi dziećmi”. Kwoczymy kiedy są malutkie, kwoczymy, kiedy dorastają i kiedy są już dorosłe. I nagle, nieoczekiwanie, ktoś nas tego kwoczenia pozbawia. Nic i nikt tego nie zmieni i wszystkie zarówno młode, jak i dojrzałe mamy powinny o tym pamiętać „Dzieci chowamy dla świata, nie dla siebie”. Zdaję sobie sprawę, że kobiety, na ogół, mają potrzebę bycia potrzebnymi stąd wielu moim rówieśniczkom nawet 30-letnia córka wydaje się małym dzieckiem. A może to czasami prostsze niż zajęcie się swoimi sprawami? Ktoś powie, że dobry kontakt wymaga, żeby matka się interesowała sprawami dzieci. Zgadzam się, oczywiście, ale niezbędne jest też danie wolności swojemu dorosłemu dziecku, pozwolenie mu, kiedy przyjdzie taki czas, na opuszczenie rodzinnego gniazda i rozpoczęcie życia na własny rachunek. Przychodzi taki moment kiedy nie można już dłużej 28-letniego syna traktować jak nastolatka czy małego bobaska.
Wiem, że opuszczenie przez dorosłe dziecko domu, po latach intensywnego kwoczenia, dla kobiet jest ogromnym przeżyciem, mającym nawet swoje określenie, na całym świecie podobne zresztą, „Syndrom Pustego Gniazda” (SPG). Dom kiedyś pełen ludzi i gwaru staje się powoli pusty i cichy. Nie wiedzieć kiedy znikają też książki, płyty i meble, pokoje dzieci pustoszeją. Dorosłe dziecko przechodzi na „swoje”...
Dojrzałe mamy nagle mają mnóstwo czasu, dla niektórych wieczory stają się nieznośnie długie. I warto powiedzieć, że jeśli wcześniej nie zadbały o kontakty ze swoim rówieśniczkami, nie miały własnych zainteresowań, to dopadnie je poczucie pustki, braku bycia potrzebnym , odsunięcia na boczny tor. Oczywiście do momentu kiedy nie przyjdzie czas na objęcia etatu „babci”... Ale czy naprawdę zawsze musi tak być, czy każda z nas chce pracować tylko jako babcia, kiedy ma nieograniczony czas do dyspozycji?
Dzieci wyrastają na fantastycznych młodych ludzi i to dowodzi, że nasze wysiłki jako mam i nieprzespane noce nie poszły na marne. Teraz już od podejmowanych samodzielnie przez nasze dorosłe dzieci decyzji będzie
zależało jak ułożą się ich sprawy. Należę do pokolenia, które musiało zdobywać, w pewnym okresie, najbardziej podstawowe artykuły codziennego użytku – papier toaletowy, pastę do zębów, cukier. Wtedy buty były na kartki .. Moje rówieśniczki wykazywały się umiejętnościami aprowizacyjnymi, nieprawdopodobną przedsiębiorczością, wręcz ekwilibrystyką - wszystkie przecież musiałyśmy zadbać o nasze dzieci i domy. Nasze kwoczenie było wtedy bardzo utrudnione przez okoliczności od nas niezależne, przez politykę. Tak jestem z siebie dumna, dałam sobie wtedy radę, sprawdziłam się! Zatem cóż może stanowić teraz dla mnie trudność? Oczywiście, że mam poczucie „pustego gniazda” i dopada mnie czasami ten charakterystyczny nastrój, ale trwa to chwilę. Teraz mam długo wyczekiwany czas dla siebie. Otwierają się nowe możliwości i szansa robienia czegoś zupełnie nowego, czegoś dla siebie.
Przestańmy kwoczyć w stosunku do swoich bliski ale i tez do obcych, choć kwoczenie zostaje nam we krwi i bywa od nas silniejsze. Nie dajmy się izolować, tak by kwoczenie stało się naszym sensem życia, nie pozwólmy, by kontakt ze światem był nam odebrany, by praca zawodowa, pasje czy rozwój stały się tylko pustymi znaczeniami.
Przyszedł wreszcie czas, który chcę wykorzystać zachłannie co do minuty, mam zamiar dokładnie go zaplanować – przyznam się nawet, że mój apetyt na życie wzrasta z każdym dniem. Zostało mi statystycznie około 25 lat życia i to jak je wykorzystam w dużej mierze zależy ode mnie. Co dzień rano gdy wstaję wiem, że świat należy do mnie! Mam jeszcze tyle do zrobienia. Wszystkie Polki po 50 zachęcam do poznawania samych siebie, odkrywania życiowych pasji i zwielokrotniania nowych możliwości, bo największym kapitałem dojrzałej kobiety to po prostu ona sama.
Hanna 50+











Dołącz do dyskusji - napisz komentarz
ala 06/07/2012, 21:57
tak jestem "za" - dość tego ciągłego kwoczenia zajmujmy się sobą