Nie chcę być sama
Już nie
Już nie chcę być sama
Znany scenariusz
Wyryty rylcem czasu
Bezmyślna gonię dni
Gubię co ważne
Lekceważona.
Słońce rozdaje promienie
Chwytam je w dłonie
Tak bardzo mi ich brak
Pragnę ciepła
Chcę uciec jak najdalej
Już nie chcę patrzeć na maski
Na spektakl teatru kukieł
Twarze bez wyrazu, kamienne serca,
Landrynkowość i pomada.
Uśmiech niezdarnie przypięty agrafką
Dookoła obojętność
Przejmujący chłód.
Kolory łąki ubarwiają szarość dnia
Zdobią świat nasycając wszystko
Aromat ziół i traw
Budzi uśpione zmysły
Błogość, rozkosz.
Szary pustynny szlak dni
Z marzeniami schowanymi za piecem
Twoimi i moimi
Prawdą przecieram oczy
Wszystko nabiera blasku
Ciepło zalewa serce.
Napotkanym samotnikom
rozdaje słowne bukiety
przystrojone uśmiechem.
Karwieńskie Błota lipiec 2010
**************************************************
To już było
Szum wietrze
Porywaj zwiędłe liście
Zeschłe dni
Goń je gdzieś hen
W ciemność zaświatów
Na cmentarzysko zapomnienie
Tak było:
Kołyska, matka
Siniaki i łzy
Rower i warkocz
Mandolina, klasówka z matmy
Żółty dom wśród dębów
Pociąg i wielka miłość
Uśmiech i łzy radości
To wszystko już było
Karwieńskie Błota lipiec 2010
**************************************************
zapomnienie
liczę godziny dni i lata
Czas pomiędzy strofami
Słowa układane w wazonie
Czerwienią gaśnie słońce
Upalny oddech dnia
Zmienia się w bzykanie komarów
Noc przygarnia nasze milczenie
Na skrzydłach nocnych motyli
Utulone w puchu jaskółczego gniazda
Daje wytchnienie dla słów
Ciemność uprząta przeszłość
Układa na półkach zapomnienia
Wychodzę na ganek
spoglądam w czarną czeluść nocy
Siadam blisko jak najbliżej
Wędruję na południe , wschód
Gwiazdy błyszczą
Gdzieś na którejś z nich
Spotkamy się jak dawniej
Nie, nie uciszaj drżącego serca
Tam Ty - Tam ja.
Zasłuchani w świerszcze i słowika
Zorza ….czy już czas?
Karwieńskie Błota lipiec 2010
**************************************************
Ach, te wspomnienia
Te myśli natrętne
Kim byłeś?
Twoje usta zaszyte nicią milczenia
Wtedy tylko dla nas wstawało słońce
Tylko dla nas zapadał zmrok
Teraz?
Zawieszeni w bezmiarze
Naszego nieistnienia.
Skończyło się to
co mogło trwać wiecznie.
Odleciałeś w głuszę nocy
z nadłamanych skrzydłem
Do dzisiaj słyszę jego
Niemiarowy trzepot
Teraz ja dla Ciebie jestem
Roześmianą Julią ze wspomnień.
Mglistym złudzeniem.
Miedzeszyn sierpień 2010
**************************************************
Zdeptany los
Życie
Wędrówka
Bosą stopą ostrożnie
Niepewność
Garście pełne żalu
poranione dłonie
serce w zaniku.
Drogą suną ludzie
Ciągną niemo
przed siebie
Każdy sam
Szwadron
Szara armia mumii
Błądzą
kluczą.
Zdeptany los
Błotna breja oblepia stopy
Z wysiłkiem suną dalej
A może
Może już nie warto?
Miedzeszyn sierpień 2010
Ela Dumania (wiersze i zdjecie)
Przed laty jako technik ekonomista pracowałam w finansach i księgowości lecz w tym świecie cyfr źle się czułam. Po trosze z konieczności ale głównie z chęci przekwalifikowałam się. Zmieniłam zawód na bardziej ,,humanitarny" zostałam pedagogiem ukończywszy warszawską Akademię Pedagogiki Specjalnej. Pracowałam z dziećmi ale też dorosłymi, którzy tak jak ja zostali poobijanymi przez wszelakie doświadczenia życiowe. Obecnie pracuję w tzw. III sektorze. Czym sie interesuję? Naturą w szerokim tego słowa znaczeniu a więc człowiekiem, przyrodą odnajduję w tym sens i radość życia. Mieszkam na obrzeżach Warszawy wśród lasów Mazowieckiego Parku Krajobrazowego i to pozwala mi na codzienną ucieczkę od śródmiejskiego hałasu. Tutaj mogę posłuchać śpiewu ptaków, popatrzeć w rozgwiażdżone niebo, przytulić się do brzozy czarodziejki, która rośnie na moim ogrodzie. Czasem coś napisać....
Często powtarzam za Paulo Coelho, że moje blizny są moją siłą.











Dołącz do dyskusji - napisz komentarz
Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.
Dodaj pierwszy komentarz i bądź motorem nowej dyskusji. Zachęcamy do tego.