Weranda literacka

Bo takie jest życie


Siedziałam na leżaku przed domkiem działkowym i czytałam książkę. Nagle usłyszałam smutny głos moich wnuków:

- Babciu, chodź tu szybko, bo tu leżą jakieś ptaki…

Określenie „leżące ptaki” zabrzmiało niepokojąco. Od razu przeleciały mi przez głowę „Ptaki” Hitchcocka, ale nie zatrzymały się na długo, bo tam ptaki nie leżały, tylko atakowały ludzi.

Potem przypomniała mi się szalejąca od czasu do czasu „ptasie grypa”, następnie polowania ptaków drapieżnych, a na końcu walki kogutów.

I wtedy stanęli przede mną ci trzej:- najmłodszy czteroletni Pytalski – z przerażeniem w oczach, średni - sześcioletni Pytalsko-Szczerbaty – nie mój, tylko zostawiony na przechowanie na około dwie godziny wnuk sąsiadów i najstarszy – ośmioletni Szczerbaty - z bardzo poważną miną.

I zaprowadzili mnie pod wysokie drzewa.

A tam naprawdę leżały trzy nieżywe młode ptaki. Niebieski kolor na skrzydełkach wskazywał, że mogły to być sójki. Wypadły albo zostały wyrzucone z gniazda, które było na jednym z drzew. Wydobywał się zresztą z tego gniazda jakiś głośny pisk. Dzieci nakryły ptaszki płatkami kwiatów.

Zabrałam dzieci do domku. Pytalski był już zalany łzami, Szczerbaty mówił, że trzeba sprawdzić czy te ptaki są całkiem nieżywe, a Pytalsko-Szczerbaty powiedział, że pewnie dlatego wypadły z gniazda, bo się tam za bardzo rozpychały.

Znalazłam książkę Stefana Kłosiewicza „Ptaki święte, przeklęte i inne” i zaczęłam czytać dzieciom o kukułkach:
„/…/ Kukułka uprawie tzw. pasożytnictwo lęgowe. To znaczy, że sama własnych gniazd nie buduje, lecz obdarza swymi jajami inne ptaki. W pobliże upatrzonego wcześniej gniazda nadlatuje samiec i odzywając się często, stara się odwrócić uwagę gospodarzy, Tymczasem samica podlatuje chyłkiem do gniazda, bierze w dziób jedno ze złożonych jaj i na jego miejsce w ciągu czterech-pięciu sekund składa własne, po czym odlatuje. W locie albo połyka, albo odnosi gdzieś daleko porwane jajo i upuszcza je”.

„/…/ Gdy kukułczy niemowlak już się wykluje, po dziesięciu godzinach ogarnia go mania wyrzucania z gniazda wszystkiego co się w nim znajduje. Ofiarą pada oczywiście przybrane rodzeństwo, bez względu na stopień rozwoju – czy jest jeszcze jajem czy już pisklęciem /…/”

Dzieciom oczy zrobiły się wielkie jak spodki.

- To musiała być kukułka – stwierdził Szczerbaty – i to ona powyrzucała te kolorowe ptaszki z gniazda – wytłumaczył młodszemu bratu i koledze. A ci dwaj nic nie mówili, tylko kiwali przejęci głowami.

Wyszliśmy z domku. Dzieci zabrały ze sobą pudełko wyścielone miękkim materiałem. Włożyły do niego ptaszki razem z kwiatkami. Wykopały dołek pod tym samym drzewem, pod którym je znalazły. Na samej górze ptasiego grobu położyły kamień.
-Żeby żaden pies ich nie odkopał – powiedział Szczerbaty.
Gdy przyjechali rodzice tych dzieci, musieli wysłuchać smutnej opowieści.

Wieczorem słyszałam jak Szczerbaty mówił do Pytalskiego:
- Bo takie jest życie, wiesz…?

Jadwiga Śmigiera

Dołącz do dyskusji - napisz komentarz

Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi.
Obraźliwe komentarze są blokowane wraz z ich autorami.

  • Jadwiga Śmigiera 25/03/2021, 7:25

    Kira - masz niestety - rację.
    Pozdrawiam serdecznie

  • kira 24/03/2021, 18:18

    koszmarny czas pandemii powoduje, że dzieci słyszą teraz więcej o śmierci, o tym że ktoś zmarł na covid
    i wypowiadane przez dorosłych słowa "bo takie jest życie..."

  • Jadwiga Śmigiera 13/03/2021, 6:26

    Isabel - bardzo Pani dziękuję :-)

  • Isabel 12/03/2021, 11:05

    Piękna opowieść i jak bardzo pouczająca.

  • Jadwiga Śmigiera 26/02/2021, 5:39

    Joasiu - serdecznie Ci dziękuję za piękny komentarz.
    Bądż zdrowa...

  • Joanna Rodowicz 25/02/2021, 20:15

    Maleńkie stworzonka, bezbronne, ranne, zagrożone czy zagubione, gdy wywołują ludzkie dobre emocje, to są jak czujnik ilorazu człowieczeństwa. Znam Młodych nie tylko z opowiadań i wcale mnie nie zdziwiły łzy i tak mądre podsumowanie na dobranoc.
    Piękna Rodzina!

  • Jadwiga Śmigiera 18/02/2021, 12:36

    Henryku - przepięknie i wzruszająco to opisałeś.
    Bardzo, bardzo Ci dziękuję.

  • henryk 18/02/2021, 12:19

    Sikora.
    Krzyknąłem i pobiegłem klękając przy niej.
    Węglowe skrzydła,spalona kamizelka sjeny,wiry bieli na policzkach,korona czerni,brzuch z cętkowanej bawełny.Złapałem ją delikatnie,Poczułem jej cień ciepła,nie poruszyła się.Przyciskając palec do jej mostka,
    miałem nadzieję,że poczuję nawet słabe bicie jej serca.Nic.
    Przyleciała kolejna sikora,szukała czegoś.Podniosłem ciało w dłoniach jako ofiarę.
    "Jest tutaj.Tak mi przykro.Jest tutaj"-powiedziałem.Po chwili odleciała.
    Płakałem.Każdy zasługuje na pogrzeb.

  • Jadwiga Śmigiera 18/02/2021, 5:57

    Ewo - bardzo Ci dziękuję za komentarz.

  • Ewa Radomska 17/02/2021, 12:00

    Piękna opowieść choć smutna! No cóż , można powtórzyć tylko za Szczerbatym ""Bo takie jest życie, wiesz?"