Boże Narodzenie w Wilnie
Krystyna Bukowczyk – KARTKI Z PAMIĘTNIKA –
Opowieść wigilijna. Wspomnienie mojego wileńskiego
dzieciństwa.
Na zdjęciu kolaż z wykorzystaniem przedwojennej pocztówki – ulica Adama Mickiewicza
(obecnie Gedimino prospektas, czyli Aleja Gedymina) reprezentacyjna ulica Wilna.
W tle widoczna jest katedra.
Przygotowania do świąt w naszym wileńskim domu rozpoczynały się już chyba miesiąc przed świętami. Babcia piekła śleżyki (niektórzy nazywają je śliżykami) – maleńkie postne ciasteczka w wersji bez maku i z jego dodatkiem. Stały one potem zamknięte w dużym słoju na szafie, oczekując na nadejście Wigilii (śleżyki były dodatkiem do makowego mleka).
Mama zajmowała się przygotowywaniem zabawek na choinkę. Z kolorowych arkusików glansowanego papieru wycinała długie, jednakowej szerokości paseczki, z których sklejała łańcuchowe ogniwa. Robiła też misterne wisiorki – z cienkich tekturek powstawały ich konstrukcje: sześciany, ostrosłupy, czasem tylko płaskie kształty, oklejane ozdobami z glansowanych papierów, łączone nitką w wisiorki, upiększane koralikami.
Mieliśmy też przepiękne choinkowe zabawki wykonane z wydmuszek z kurzych jaj: główki pajaców w spiczastych czapeczkach z pięknie namalowanymi oczami i ustami w uśmiechu, koguta z doklejonymi z tekturki głową, nóżkami i skrzydłami, białe łabędzie, dzbanek. Te wydmuszkowe zabawki były starannie przechowywane, tata dostał je w prezencie od zaprzyjaźnionego małżeństwa, które wykonywało je hobbistycznie w podarunku dla dzieci z sierocińca.
* * *
W wigilijny poranek mama z Nadzią (mieszkającą z nami opiekunką do dzieci) ubierały choinkę. Babcia zajmowała się kuchnią – to było jej niepodzielne królestwo i tylko ja miałam wyjątkowy przywilej jej pomagania. Na tacie tradycyjnie spoczywały dwa obowiązki: oprawienie choinki, czyli wstawienie jej w metalowy stojak i produkcja mleka makowego. Mleko makowe ze śleżykami to obowiązkowe danie wigilijnej kolacji. Przygotowanie tego mleka to była ciężka praca fizyczna. W specjalnej kamiennej misce z chropowatym wnętrzem zwanej makutrą ucierało się mak drewnianym wałkiem na jednolitą masę, z której po dolaniu wody powstawało makowe mleko.
Z nadejściem wieczoru na stole pojawiał się bialuteńki obrus. Mama z Nadzią nakrywały do stołu, pamiętając zawsze o jednym dodatkowym nakryciu dla zbłąkanego wędrowca.
Pod obrusem musiało być ułożone siano, na pamiątkę żłobka, w którym to Jezusek na sianie leżał. Po złożeniu świątecznych życzeń i przełamaniu się opłatkiem wyciągało się spod obrusa takie jedno sianowe źdźbło, żeby ustalić przewidywaną długość życia.
* * *
Z pojawieniem się pierwszej gwiazdki zasiadano do stołu. Zestaw potraw wigilijnych był zawsze taki sam. Trzy rodzaje śledzia: rolmopsy, śledzie w oleju (przygotowywane 2 dni wcześniej, pocięte w nieduże kawałeczki, zalewane gorącym olejem z przysmażoną cebulką) i śledź z cebulką w śmietanie; karp w galarecie, ryba po grecku, dwie sałatki: winegret (z buraków, kartofli, fasoli, kiszonej kapusty z kawałeczkami śledzia) i moja ulubiona z solonych grzybów z cebulką i śmietaną. Po daniach zimnych przychodził czas na czerwony barszcz, a do niego uszka z grzybami smażone na oleju. I wreszcie słodycze: kisiel żurawinowy, kompot z suszonych owoców, mleko makowe ze śleżykami.
I przychodził tata przebrany za Mikołaja, i były prezenty, i paliły się na choince świeczki, i bengalskie ognie, i śpiewano kolędy…
Tylko trzeba było uważać, by choinka nie zapaliła się od świeczek. Raz się taka rzecz przydarzyła i dziadek, zamiast gasić ogień, postanowił uratować zrobionego przez mamę aniołka. Była to taka aniołkowa główka ze skrzydełkami (kupowało się je w sklepie papierniczym) z dorobioną przez mamę bibułkową długą spódniczką. Główka się urwała, w dziadkowym ręku pozostała tylko ta spódniczka. Gdyby nie mama, która wpadła z kocem i zdusiła ogień, to za chwilę zajęłyby się też firanki. I tak w tamtym roku choinka nie doczekała Trzech Króli.
Te mamusine wisiorki (a właściwie ich fragmenty) leżały ukryte w jakimś pudełku w zakamarkach szafy. Sfotografowane upiększyły mój blogowy wpis.
Tę opowieść uzupełnioną moimi fotografiami znajdziesz tu:
https://qba13.pl/boze-narodzenie-w-wilnie/
Znalazły się też w ebookach „Opowiastki szare i kolorowe” na Legimi – (szukaj pod Bukowczyk).
W niewielkim nakładzie są też w wersji papierowej na allegro – (szukaj: krista_777).















Dołącz do dyskusji - napisz komentarz
Ewa Semków 20/01/2026, 1:21
Wzruszające wspomnienie. Widać jak nasze stoły wigilijne różniły się w zależności od naszego miejsca pochodzenia i dzieciństwa.
Pozdrawiam Autorkę.